Cześć Wam,
Jestem w rozterce. Moi rodzice od kiedy pamiętam mieli długi, które narastały, gdy byłam nastolatką (nie odmawialiśmy sobie wtedy za wiele, ale też, ja nie do końca byłam świadoma tego o co chodzi). Mieszkałam z rodzicami, ale ci postanowili, że chcą mieszkać za miastem - do tego celu musieli przeprowadzić generalny remont domku tam znajdującego się (właściwie to tata zdecydował). Moje życie w tym czasie zrobiło obrót o 180 stopni - zaczęłam zarabiać na uczelni, nie wyrobiłam się ze złożeniem pracy dyplomowej, znalazłam pracę, zaczęłam ogarniać długi i bieżące rachunki rodziców, wynajęłam puste pokoje w mieszkaniu. No więc, było źle. Nadal jest, bo tata stracił pracę i od pół roku właściwie nic nie robi czując się niedowartościowany - gotuje i ogarnia dom wraz z ogrodem, ale jak dla mnie to dniem i nocą bardziej interesuje go bardziej jego hobby - żeglarstwo. Siedzi na forum i ogarnia pewien projekt związany z żaglowcami.
Dochodząc tym tropem do dnia dzisiejszego, udało mi się ogarnąć zaległości, wynająć mieszkanie tak, że nie ponoszę za nie żadnych kosztów, zostały ogromne kredyty i jedna karta kredytowa, które nie wiem skąd się wzięły. Tata znalazł pracę związaną z żeglarstwem (praca marzeń), ale... chce wyjechać na rejs na 2 miesiące w regiony skute lodem. To jego marzenie i według niego - nie zdarzy się taka okazja już zapewne nigdy. Nie musi płacić za ten rejs nic, ale też nic nie zarobi... Problemem jest to, że moja mama pracuje na 2 etaty, a ja oddaję całą swoją pensję na ich długi (zostawiając sobie niezbędne na jedzenie minimum).
Powiedziałam Mamie, że nie chcę by Tata jechał, ona na to, że to Taty marzenie i powtarzając to zbijała wszystkie moje argumenty i zarzuty - jak grochem o ścianę. Porozmawiałam też z Tatą, on z kolei nie powiedział nic - mam wrażenie, że mój tata się mnie boi. Nie krzyknęłam na niego, oczywiście byłam zła, ale starałam się mówić spokojnie "Tato, nie możesz jechać na ten rejs, to niesprawiedliwe i nieodpowiedzialne." Nie powiedział nic. Boję się, że nie zrozumiał i że nadal i tak planuje jechać.
Zrezygnowałam z kupowania sobie rzeczy, właściwie nie wychodzę tam gdzie muszę za coś płacić - głównie spacery, rowery i opalando/pikniki w parku z przyjaciółmi. To czego ja chcę, to zacząć oszczędzać i wiedzieć, że jeżeli przyjdzie jakiś kryzys (np. zepsuje się pralka lub ktoś na coś zachoruje) to będę miała chociaż drobną asekurację pozwalającą na wyjście z problemu.
Nie wiem, może ja przesadzam? Może rzeczywiście Tata powinien pojechać? Nie mam bladego pojęcia już jak trafić do rodziców. Ja ogólnie nie krzyczę wcale, gdy się kłócę co najwyżej podnoszę głos, ale raczej słucham, by odpowiedzieć najbardziej rzeczowo. Jestem osobą asertywną i odpowiedzialną. Nie mam zwyczaju mówić ludziom rzeczy które mogą ich zranić, dlatego też sam fakt, że zabraniam czegoś tak ważnego ojcu jest dla mnie wyczerpujący psychicznie. Przyjaciele mówią, że oni już dawno, by zostawili rodziców samym sobie, ale ja tak nie mogę.
I jestem w kropce. I bardzo Was proszę o radę. Może być też krytyka, byle ktoś powiedział co sądzi...