Cześć,
mam pewną sytuację, która chyba się wyklarowała, ale nie mogę przestać o niej myśleć. Powiem w skrócie.
Kolega/przyjaciel od 4 lat w kontakcie przyjacielskim ( on miał dziewczynę), później był wolny, zaczął przysłowiowo na mnie 'leciec'. Chodziliśmy na spacery, widywaliśmy się po uczelni, była chemia, dotyk, ale nic z tego nie wyszło. On zacząl chodzić z jakąś dziewczyną. Obraził się na mnie, ignorował mnie, był nieprzyjemny. Tak jakbym ja mu coś zrobiła. Były dotkliwe kąśliwe komentarze do ucha, nikt tego nie wiedział. Tylko ja i on... Ale w miarę upływu czasu jego zachowanie znowu stało się normalne. Ja przezyłam to bardzo, bo poczułam się jak 'zabawka'. Że poflirtował ze mną ( przyjaciółką) przed swoją obecną dziewczyną i się do mnie nie odzywa. Ale później znowu były gesty, słowa, obiecanki itp ( tak jakby mu zależało, prezenty, wiadomości). Aż musiałam się spytać o co chodzi. Oczywiście zostałam wciągnięta w ramy przyjaciółki. Nie mogłam się pozbierać, bo mi zależało. A on coraz dziwniej się zachowywał. Znowu ignorował a 2 dnia się do mnie kleił - nie jak przyjaciel, nie po przyjacielsku. Mieliśmy zrobić projekt razem - w końcu on olał, nie powiadomił mnie, chociaż zarzekał się , że to zrobi. Mineło 1.5 miesiąca i nic. Tak jakby mu nie zależało, chociaż obiecywał - projekt na studia , dość ważny. Nie pisałam do niego z 1.5 miesiąca on do mnie też nie. Po naszym spotkaniu on jakby znowu do mnie lgnął ( bo tyle się nie kontaktowaliśmy ) chciał sprawdzić, czy ja jestem obrażona czy nie. Znowu się śmialiśmy było ok. Ale zobaczył, że się nie obrażam, zobaczył, że grunt jest znowu jest w porządku i olał. Robi swoje.
Obecnie traktuję go jako kolegę, bo trochę się na nim zawiodłam. Już nawet nie jak przyjaciela, ale to nie koniec. Mamy taką wspólną znajomą, która była zazdrosna o to, że on na mnie leci, robiła mi kwasy, problemy. Dowiedziawszy się, że on ma inną dziewczynę chciała być automatycznie moją przyjaciółką. Na dodatek obrażała mu dziewczynę, jego życie prywatne, intymne sprawy. Obrażała inne dziewczyny z grupy. Miła była tylko do chłopaków ( i do niego oczywiście). Po pół roku niewidzenia ja z nią się nie kontaktuję. A co najlepsze. ON dziwił się wcześniej dlaczego ona robi kwasy, był bardzo zły dlaczego ona obraża jego prywatne sprawy. Nie wiedział dlaczego pytał się mnie, dlaczego ona 'ucieka od kontaktów z ludźmi, dlaczego jest nieszczęśliwa'. Okazało się, że obecnie znowu normalnie rozmawiają. I to jest dla mnie dziwne. Dlaczego osoba, która żaliła mi się na osobę, która w taki bardzo nieprzyjemny sposób odnosiła się do jego życia prywatnego obecnie znowu się z nią zadaje?
Dlaczego ten mój kolega tak chce być przez ludzi akceptowany? Dlaczego kiedy ja z nim nie rozmawiałam, on tak lgnął do mnie ?
Ja tego nie rozumiem... A ona na siłę chce się z nim zadawać, bo on jej się strasznie podoba. A on nie wie dlaczego ona robi kwasy.
( gimnazjalne drama). Teraz ta dziewczyna zachowuje się tak jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ona normalnie ze mną chce kontaktu, którego ja nie chcę, bo zachowywała się skandalicznie w stosunku do mnie. Nie wiem dlaczego ludzie są tacy dziwni.
Kiedy ja temu mojemu przyjacielowi mówiłam, że ona jest taka i taka on nie chciał sluchać i uważał, że wszyscy jesteśmy w dobrej komitywie i nie możemy robić sobie kwasów.
Natomiast nadal odczuwam pewne napięcie między mną a nim. Kiedy jesteśmy w grupie kilkuosobowej jest w miarę normalnie - oni się strasznie wygłupiają- jak dzieci. Ta dziewczyna zachowuje się jak chłopak mimo, że ma 23 lata. Takie same beznadziejne żarciki, a chłopaki jej wtórują... No ale nic.
Jednak kiedy jestem z nim sam na sam znowu jest dziwnie. Czasem cisza i on się na mnie ciągle gapi. I zaczepia jak dziecko. To nie są już takie zaloty jak kiedyś. Może on się opamiętał jeśli mając dziewczynę robił takie rzeczy jakby mu zależało... Poza tym powiedziałam mu jak ja to odbieram a on mi powiedział: przyjaźń. Jednak nadal widzę jego zainteresowanie moją osobą. I to jak się na mnie patrzy i jak spędzamy czas tylko we dwójkę jest inaczej niż jakbyśmy byli w grupie. Ja teraz mam za przeproszeniem wszystko w de. I go olewam i traktuję jak kumpla. I kiedy tak robię widzę, że on nie jest spięty w grupie. Jednak , znowu to powiem, kiedy jesteśmy sami znowu widzę takie delikatne zainteresowanie, mimowolny dotyk. Nawet nie rozmawiamy wtedy normalnie. Tylko jest jakby taka bariera. A kiedy ja się ładnie ubiorę czy umaluję on znowu nie może się ode mnie odlepić.
Najlepsze jest to, że kiedyś ( kiedy był wolny )mówił mi, że jestem jego najbliższą osobą, chce ze mną codziennego kontaktu, uważał mnie za drugą połówkę. A wtedy miał już dziewczynę. Tak jakby chciał się przede mną usprawiedliwić. Poza tym w dzień kiedy zaczął z nią być, nie chciał żeby chłopaki to mi powiedzieli, albo nie chciał bym ja się o tym dowiedziała...
Czuję się dziwnie, bo nie wiem o co chodzi. Tzn on teraz ma dziewczynę, a mnie traktuje jako koleżankę z grupy ( na równi z tą która go obrażała i jego związek. I tego nie mogę zdzierżyć , naprawdę. ). A kiedy ja mówię o facetach, albo zachowuję się bardziej 'dojrzale' niż ta grupka, on wtedy znowu wykazuje mi zainteresowanie.
I nie wiem czy to jest taka osoba, która musi mieć akceptację społeczną, która chce by każdy go lubił... Bo on ma dużo kompleksów i czasem mi się wydaje, że to właśnie z tego wychodzi.. I chce być przez wszystkich lubiany i akceptowany... Nawet przez tych co go poniżają...Nie rozumiem tego. O to też mam żal.
Powiem jeszcze, że od momentu kiedy go znam nie idzie mi z facetami. Jakby mam blokadę, bo uważam , że mu się podobam i co by było gdyby on się mną zainteresował. Na dodatek wszyscy z kieurnku mają kogoś, są w związku. Ta koleżanka od obrażania, też jest sama. I tak jakby ona na niego czeka. Nie wiem dlaczego tak jest.
Wiem, że powinnam zająć się swoim życiem. Ale denerwuje mnie już tak po przyjacielsku fakt, że człowiek jest nieszczery i niesłowny i czasem mam wrażenie , że dwulicowy. I zadaje się z osobami które tak go obrażały. A sam nie dotrzymuje słowa w stosunku do mnie ( projekt).
PS Sorry musiałam to z siebie wyrzucić.