Ja - byłam głupia, naiwna, nazbyt ufna, empatyczna, ślepa... - tak jak kobieta bywa. Wynajęłam pokój, natychmiast współmieszkańca polubiłam, chwile później pokochałam, następnie dałam się jak nastolatka namówić na seks (taka byłam durna...), po 1,5 miesiąca zaszłam w ciążę, po ok 2,5 miesiąca się zorientowałam, teraz jestem w 16 tygodniu.
On - pracuje w sprzedaży, lat 28, wesoły, towarzyski, inteligentny, z przeszłością, ale naprostowany i pragnący nad sobą pracować. Dzieci chciał mieć i to nawet wizualizował, że ze mną.
Związaliśmy się ze sobą mimo, że nie był w moim typie, ale dobrocią zdobywał me serce. Związaliśmy się świadomie - po kilku nieudanych związkach, będąc w wieku w jakim się znajdujemy chcieliśmy już czegoś co nie będzie nieporozumieniem i stratą czasu. Rozumieliśmy się jak nikt. Były kłótnie bo pod względem charakteru jesteśmy identyczni. Choć ja chyba mniej bezwzględna
Starał się, owszem, ale przestał. Nadal twierdzi, że zrobił bardzo dużo, a ja nic. Owszem. Nie zrobiłam nic po za zmianą w karykaturę człowieka, którym byłam przed poznaniem jego. Nie było różowo (nie oczekiwałam, że będzie), ale od momentu gdy dowiedzieliśmy się o ciąży huśtawka była coraz większa. Starałam się jak nikt, żeby doprowadzić mieszkanie do porządku - a on w 5 min wprowadzał brud i chaos. Był coraz bardziej krytyczny - nawet to, że studiowałam dziennie jest problemem (on zaocznie i do licencjata, więc mój magister - którym się wcale nie chwalę - jest powodem do wypominania). Zioło palone było codziennie i przy mnie - tak samo z resztą jak papierosy, choć twierdzi, że od 3 tygodni nie pali. Z domu biega w samych majtkach. Nawet przy mojej koleżance, twierdząc że jak jej się nie podoba to mogła wyjść bo on jest u siebie w domu i będzie chodził jak ma ochotę. Notorycznie ubliżał mi z powodu mojej niechęci do stosunku, w "żartach" bił mnie penisem. Jak pije alkohol to tylko do momentu utraty przytomności - raz napity wpadł w środku nocy do mnie do pokoju, rozpalił światło, usiadł, obudził i błagał, żeby mu pomóc... dopiero po chwili zorientowałam się, że nie jest chory tylko pijany. Zostawiłam go siedzącego na łóżku i zasnęłam. Chwilę później upadł twarzą w podłogę. Innym razem siedząc pijanym na łóżku przewrócił się całym ciałem na mnie. Ostatnio o niczym innym nie mówi, jak o robieniu pieniędzy. Twierdzi, że pieniądze będą same do niego spływać, że odniesie sukces, że ja podcinam mu skrzydła i go nie wspieram - jestem realistką i staram się przemówić do resztek jego zdrowego rozsądku. W ciązy ubliżał mi nie raz. Gdy płakałam rozdzierana żalem wchodził krzycząc żebym robiła to ciszej bo nie zniesie i wyjdzie. W domu nie robił nic po za sporadycznym zamiataniem i myciem podłóg. Miał pretensje, że nie robimy nic razem, a gdy przestałam wychodzić z domu sama w strachu przed zasłabnięciem zaczął wychodzić beze mnie - jestem na zwolnieniu już od ponad miesiąca i ciężko znoszę siedzenie w domu.
A teraz kwintesencja - 3 razy namawiał mnie do aborcji w tym raz wszystko zorganizował (ostatecznie nie pojechaliśmy, mimo, że byłam już gotowa na wszystko, żeby zniknął z mojego życia - w innym razie rozważałam samobójstwo), jak wyjechałam do rodziny podreperować psychikę otrzymałam wiadomość, że mnie pakuje i wywozi rzeczy do matki, sposób w jaki ze mną rozmawia jak i manifestowanie siły w postaci kopania ścian i mebli oraz zrzucanie winy na mnie jakobym sama sobie zasłużyła jest książkowym przykładem agresji psychicznej.
Ja - zdeterminowana, nieszczęśliwa, rozżalona, oczekująca i pragnąca dla dziecka najlepszego matka z rozchwianą psychiką.
On - cham i burak ze skłonnością do nałogów i agresji, ze zdiagnozowanym DDA, pazerny na pieniądze, który teraz chce się dogadać bo dziecko jest najważniejsze i chce rżnąć idealnego tatusia.
Tylko jak tatuś chce usunąć dziecko to usuwa się tatusia. Niczego bardziej nie chcę jak tego, żeby zniknął. Gotowa jestem uciec i nie podawać ojca w papierach (kiedyś bardzo to negowałam, teraz rozumiem jak to działa), ale boję się, że mnie znajdzie. Nie chcę iść na policję - zarówno na nakłanianie do aborcji jak i nękanie kobiety w ciąży są odpowiednie paragrafy. Mój syn (tak czuję) nie zrobił nic, żeby mieć ojca popaprańca. Jest mi tak przykro, że pcham dzieciątko na świat, któremu będzie tak ciężko - sama wychowywałam się bez ojca.
Drogie Panie... błagam... co robić? Ja już nie mam siły.