netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Pomocy... On musi zniknąć!

41 odpowiedzi9 227 wyświetleńzałożony przez prze_ciazona, 01.07.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Pomocy... On musi zniknąć!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 42 ]

1

Temat: Pomocy... On musi zniknąć!

Ja - byłam głupia, naiwna, nazbyt ufna, empatyczna, ślepa... - tak jak kobieta bywa. Wynajęłam pokój, natychmiast współmieszkańca polubiłam, chwile później pokochałam, następnie dałam się jak nastolatka namówić na seks (taka byłam durna...), po 1,5 miesiąca zaszłam w ciążę, po ok 2,5 miesiąca się zorientowałam, teraz jestem w 16 tygodniu.

On - pracuje w sprzedaży, lat 28, wesoły, towarzyski, inteligentny, z przeszłością, ale naprostowany i pragnący nad sobą pracować. Dzieci chciał mieć i to nawet wizualizował, że ze mną.

Związaliśmy się ze sobą mimo, że nie był w moim typie, ale dobrocią zdobywał me serce. Związaliśmy się świadomie - po kilku nieudanych związkach, będąc w wieku w jakim się znajdujemy chcieliśmy już czegoś co nie będzie nieporozumieniem i stratą czasu. Rozumieliśmy się jak nikt. Były kłótnie bo pod względem charakteru jesteśmy identyczni. Choć ja chyba mniej bezwzględna

Starał się, owszem, ale przestał. Nadal twierdzi, że zrobił bardzo dużo, a ja nic. Owszem. Nie zrobiłam nic po za zmianą w karykaturę człowieka, którym byłam przed poznaniem jego. Nie było różowo (nie oczekiwałam, że będzie), ale od momentu gdy dowiedzieliśmy się o ciąży huśtawka była coraz większa. Starałam się jak nikt, żeby doprowadzić mieszkanie do porządku - a on w 5 min wprowadzał brud i chaos. Był coraz bardziej krytyczny - nawet to, że studiowałam dziennie jest problemem (on zaocznie i do licencjata, więc mój magister - którym się wcale nie chwalę - jest powodem do wypominania). Zioło palone było codziennie i przy mnie - tak samo z resztą jak papierosy, choć twierdzi, że od 3 tygodni nie pali. Z domu biega w samych majtkach. Nawet przy mojej koleżance, twierdząc że jak jej się nie podoba to mogła wyjść bo on jest u siebie w domu i będzie chodził jak ma ochotę. Notorycznie ubliżał mi z powodu mojej niechęci do stosunku, w "żartach" bił mnie penisem. Jak pije alkohol to tylko do momentu utraty przytomności - raz napity wpadł w środku nocy do mnie do pokoju, rozpalił światło, usiadł, obudził i błagał, żeby mu pomóc... dopiero po chwili zorientowałam się, że nie jest chory tylko pijany. Zostawiłam go siedzącego na łóżku i zasnęłam. Chwilę później upadł twarzą w podłogę. Innym razem siedząc pijanym na łóżku przewrócił się całym ciałem na mnie. Ostatnio o niczym innym nie mówi, jak o robieniu pieniędzy. Twierdzi, że pieniądze będą same do niego spływać, że odniesie sukces, że ja podcinam mu skrzydła i go nie wspieram - jestem realistką i staram się przemówić do resztek jego zdrowego rozsądku. W ciązy ubliżał mi nie raz. Gdy płakałam rozdzierana żalem wchodził krzycząc żebym robiła to ciszej bo nie zniesie i wyjdzie. W domu nie robił nic po za sporadycznym zamiataniem i myciem podłóg. Miał pretensje, że nie robimy nic razem, a gdy przestałam wychodzić z domu sama w strachu przed zasłabnięciem zaczął wychodzić beze mnie - jestem na zwolnieniu już od ponad miesiąca i ciężko znoszę siedzenie w domu.
A teraz kwintesencja - 3 razy namawiał mnie do aborcji w tym raz wszystko zorganizował (ostatecznie nie pojechaliśmy, mimo, że byłam już gotowa na wszystko, żeby zniknął z mojego życia - w innym razie rozważałam samobójstwo), jak wyjechałam do rodziny podreperować psychikę otrzymałam wiadomość, że mnie pakuje i wywozi rzeczy do matki, sposób w jaki ze mną rozmawia jak i manifestowanie siły w postaci kopania ścian i mebli oraz zrzucanie winy na mnie jakobym sama sobie zasłużyła jest książkowym przykładem agresji psychicznej.
Ja - zdeterminowana, nieszczęśliwa, rozżalona, oczekująca i pragnąca dla dziecka najlepszego matka z rozchwianą psychiką.
On - cham i burak ze skłonnością do nałogów i agresji, ze zdiagnozowanym DDA, pazerny na pieniądze, który teraz chce się dogadać bo dziecko jest najważniejsze i chce rżnąć idealnego tatusia.

Tylko jak tatuś chce usunąć dziecko to usuwa się tatusia. Niczego bardziej nie chcę jak tego, żeby zniknął. Gotowa jestem uciec i nie podawać ojca w papierach (kiedyś bardzo to negowałam, teraz rozumiem jak to działa), ale boję się, że mnie znajdzie. Nie chcę iść na policję - zarówno na nakłanianie do aborcji jak i nękanie kobiety w ciąży są odpowiednie paragrafy. Mój syn (tak czuję) nie zrobił nic, żeby mieć ojca popaprańca. Jest mi tak przykro, że pcham dzieciątko na świat, któremu będzie tak ciężko - sama wychowywałam się bez ojca.
Drogie Panie... błagam... co robić? Ja już nie mam siły.

2

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Nie wiem czy dalej mieszkasz u rodziny czy wróciłaś do niego, ale najlepiej będzie jak zamieszkasz z rodziną, a z nim przestaniesz się w jakikolwiek sposób kontaktować. Jeżeli będzie cię nachodził to zgłoś to na policję. Jeżeli sytuacja się nie zmieni to będziesz musiała pomyśleć o przeprowadzce najlepiej jak najdalej od niego. Jednak przeprowadzka to raczej byłaby odległa rzeczywistość bo ciężko by ci było sobie poradzić z malutkim dzieckiem w obcym miejscu, bez pomocy rodziny. Teraz najważniejsze jest to żebyś się z nim w ogóle nie kontaktowała, wydaje mi się, że to taki typ faceta, który szybko zapomni o tym, że jest ojcem.

3

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Ach! Masz rację! Kwestii mieszkaniowej nie sprecyzowałam. Jak zagroził, że mnie spakuje - powiedziałam, że owszem, ale pod koniec lipca bo mam poumawianych lekarzy. Muszę wrócić do rodziny, ale on nie odpuści. Moja matka też twierdzi, że dziecko mu się znudzi tak samo szybko jak ja. Jednak wydaje mi się, że w razie procesowania się to, że nie będę się kontaktować może mi tylko zaszkodzić. To jego dziecko, on chce, on ma prawa, jemu się należy - typowe.
Ale dziękuję. Potwierdziłaś to co już wstępnie zaplanowałam. Łatwiej iść pewną drogą, gdy inni uważają ją za słuszną.

4

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Pewnie, że zniknij i nie podawaj NIGDZIE danych ojca, niech będzie "nieznany".

5

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Może to niepoprawne politycznie co powiem, ale też bym zniknęła na Twoim miejscu. Nie wiem jakie masz możliwości zmiany swoich danych, aby utrudnić mu kontakt, ale warto spróbować. Co prawda nie wiadomo jakim byłby ojcem - ale trudno wierzyć, że ktoś zachowujący się w ten sposób wobec Ciebie mógłby nie stworzyć zagrożenia dla dziecka.
Zarejestrować będziesz mogła dziecko sama i wówczas on nie będzie miał żadnych praw ani obowiązków wobec niego. Natomiast pozostaje mu możliwość powództwa o ustalenie ojcostwa.

6

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Dziękuję, za każde potwierdzenie słuszności moich decyzji.

Doszedł kolejny wątek. Powiedziałam, że nie chce go uznać jako ojca. On, że mu się należy, że będzie się widywał bo nie będzie tak, że będę "ściągać z niego hajs". Mówię mu, że nie będę, bo nie wpiszę go jako ojca. Na co on, że chce to na piśmie i umawia notariusza - czyli nie zależało mu na dziecku. Z tego co już wyczytałam nie można zrzec się praw których jeszcze się nie nabyło, a nawet jeżeli podałby dane narodzonego dziecka to nie może się wyzbyć obowiązków. Ale wygląda na to, że taki papierek może być dla mnie ratunkiem w sądzie gdyby mu się jednak przypomniało. Zdaje się, że nawet nie wie jak mi pomógł. Nawet nie wiecie jaką czuję ulgę, choć czuję, że to dopiero początek.

7

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Nie można zrzec się ewentualnych alimentów, więc taką umowę to o kant d... można potłuc. Chyba, że chodzi Ci o zagrywkę psychologiczną...

8

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Chodzi mi o dowód, że wcale mu na dziecku nie zależy. Tylko matka mnie straszy, że podpisując cokolwiek mogę związać sobie ręcę. Ale to co mówisz jest pocieszające. Pan tatuś gdyby chciał dziecka tak jak twierdził powiedziałby: rób co chcesz, ale to mój syn i nie odpuszczę, będę płacił ile będę mógł i spodziewaj się, że będziemy się często widywać bo jestem ojcem i mi tego nie odbierzesz.
A tu taka niespodzianka. Będzie papierek, będą smsy nakłaniające go do aborcji... Chyba go ucałuję smile

9

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Po prostu taka umowa będzie nieważna, ale ciekawe czy notariusz wspomni coś o tym przy podpisywaniu czy to przemilczy...

10

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Jeżeli przemilczy - cudownie, jeżeli nie - mam SMSa, że chciał to zrobić... Jeżeli tak mam wywalczyć, że nie spaprze mi dziecka to warto. Ten człowiek okazał się zły do szpiku kości. Żaluję, że poznałam siebie z tej strony.

11

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!
prze_ciazona napisał/a:

Jeżeli przemilczy - cudownie, jeżeli nie - mam SMSa, że chciał to zrobić... Jeżeli tak mam wywalczyć, że nie spaprze mi dziecka to warto. Ten człowiek okazał się zły do szpiku kości. Żaluję, że poznałam siebie z tej strony.

Dokładnie tak. Zbieraj wszystkie dowody, które potwierdzają jego niechęć do dziecka. Nie mają mocy prawnej, ale moc dowodową ogromną.
Nie macie ślubu, więc nie musisz wpisywać go do aktu urodzenia.
Praw on zrzec się nie może, możesz mu je odebrać. Ale dopóki ich mu nie nadałaś aktem urodzenia dziecka i wyrokiem o alimenty to nie ma czego odbierać.
Powodzenia.

12

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Wczoraj znów zmienił zdanie bo myślał "o tym biednym dzieciątku" i musimy sie dla jego dobra dogadać. Teraz będzie mnie brał na dziecko. Z tym, że chyba nie mam innego wyjscia, jak dogadać się w sprawie jego ojcostwa, a potem działac sądownie - już wyczytałam, że na pomoc od państwa liczyć nie mogę, a sama mogę sobie nie dać rady z finansowaniem dziecka. Należy liczyć na to, że uniesie się dumą i uzna, następnie przerośnie go ojcostwo, ja wywalczę dziecku alimenty, a co on zrobi to już nie mój problem. Poinformował mnie, że ma zamiar zmienić pracę i to na gorszą. Kto zmienia pracę na gorszą jak spodziewa sie dziecka?!

13

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!
prze_ciazona napisał/a:

Wczoraj znów zmienił zdanie bo myślał "o tym biednym dzieciątku" i musimy sie dla jego dobra dogadać. Teraz będzie mnie brał na dziecko. Z tym, że chyba nie mam innego wyjscia, jak dogadać się w sprawie jego ojcostwa, a potem działac sądownie - już wyczytałam, że na pomoc od państwa liczyć nie mogę, a sama mogę sobie nie dać rady z finansowaniem dziecka. Należy liczyć na to, że uniesie się dumą i uzna, następnie przerośnie go ojcostwo, ja wywalczę dziecku alimenty, a co on zrobi to już nie mój problem. Poinformował mnie, że ma zamiar zmienić pracę i to na gorszą. Kto zmienia pracę na gorszą jak spodziewa sie dziecka?!

Ty chcesz się zgodzić? na uznanie go przed urzędnikiem? Chyba, że zależy Ci na alimentach, ale tym sposobem On nie musi występować o uznanie ojcostwa, zostawiasz mu drogę otwartą.
Zastanów sie co chcesz uzyskać, jeżeli święty spokój to chyba nie tędy droga.

14

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Nie chcę się zgodzić, ale chyba muszę uznać go za ojca. Tam gdzie będę musiała wrócić pracy nie ma, ja sama będę dostawała albo 1000 albo 1400 macierzyńskiego (w zależności od tego jak mi policzą), a po roku co? Poumieramy z głodu? Gdybym tylko miała dobrą pracę na miejscu - ten spokój byłby bezcenny... ale co dalej? Ja już na prawdę nie wiem co robić. Jestem zrozpaczona.

15

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!
prze_ciazona napisał/a:

Nie chcę się zgodzić, ale chyba muszę uznać go za ojca. Tam gdzie będę musiała wrócić pracy nie ma, ja sama będę dostawała albo 1000 albo 1400 macierzyńskiego (w zależności od tego jak mi policzą), a po roku co? Poumieramy z głodu? Gdybym tylko miała dobrą pracę na miejscu - ten spokój byłby bezcenny... ale co dalej? Ja już na prawdę nie wiem co robić. Jestem zrozpaczona.

A myślisz, że uznanie go za ojca i alimenty pozwolą Ci żyć spokojnie, a nie poumierać z głodu? To chyba się przeliczysz. Alimenty zasądzane są przeważnie w kwocie około 500zł. A jeżeli jeszcze potencjalny tatuś chce zmienić pracę na gorszą, to chyba jednak te alimenty nie zapewnią Ci spokoju i dostatniego życia.
Po tym co opisujesz nie liczylabym też, że po urodzeniu dziecka On nagle zapragnie Cię utrzymywać, abyś spokojnie mogła dziecko wychować. Raczej będzie jeszcze gorzej... dlaczego? bo zobaczy, że jesteś od niego całkowicie zależna...
Lepiej zacznij mysleć co możesz zrobić sama dla siebie, a nie co On może dla was zrobić. Mądre jest przysłowie: umiesz liczyć - licz na siebie.

16

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Na nic nie liczę. Boję się tylko, że nie będę w stanie bez tych głupich 500 zł wychować godnie dziecka. A on prędzej czy później się o niego upomni - bo jak powiedział mi nie popuści. Nie oczekuję dostatniego życia, ale za 1,5 roku będę bezrobotna i zamieszkała w regionie gdzie pracy faktycznie nie ma. I wówczas jakiekolwiek pieniądze okażą się ratunkiem.
W każdym razie poniekąd otworzyłaś mi oczy i teraz do porodu postaram się zorganizować to tak, żeby jego łaska nie była potrzebna, a obecność nam nie wadziła. Jeszcze mam tych kilka miesięcy.
Dziękuję.

17

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Możesz mu odebrać prawa rodzicielskie, jeżeli udowodnisz, że stwarza on zagrożenie dla Ciebie i dziecka. A obowiązek alimentacyjny będzie na nim ciążył nadal.

18

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Do dnia porodu zmieszkaj z rodzicami-  dla Twojego zdrowia psychicznego.Nie odbieraj telefonów,unikaj kontaktöw  ,nie słuchaj jego powieści .
Potem zdecydujesz  co  dalej.

19

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

A ja znowu nie wiem co robić. Jestem w domu rodzinnym, miałam względny spokój, rozważałam czy go uznać czy nie, co jak on będzie chciał uznać dziecko... w końcu się nie interesuje, miesiąc ciszy, on się bawi świetnie, pozbawił mnie opcji kontaktu, nie wnika czy już znam płeć. A tu BACH przelew w wysokosci 200 zł z tytułem "dla dziecka". Mam ochotę odesłać, ale boję się, że sobie zaszkodzę. Co robić?! ;( dodam, że od razu rozbolał mnie brzuch.

20

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!
prze_ciazona napisał/a:

A ja znowu nie wiem co robić. Jestem w domu rodzinnym, miałam względny spokój, rozważałam czy go uznać czy nie, co jak on będzie chciał uznać dziecko... w końcu się nie interesuje, miesiąc ciszy, on się bawi świetnie, pozbawił mnie opcji kontaktu, nie wnika czy już znam płeć. A tu BACH przelew w wysokosci 200 zł z tytułem "dla dziecka". Mam ochotę odesłać, ale boję się, że sobie zaszkodzę. Co robić?! ;( dodam, że od razu rozbolał mnie brzuch.

Mądra i silna z Ciebie dziewczyna.
Radzisz sobie jakoś?

21

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!
daria1968 napisał/a:

Nie odbieraj telefonów,unikaj kontaktöw  ,nie słuchaj jego powieści .
Potem zdecydujesz  co  dalej.

Potem to sąd rodzinny usłyszy od taty, że mama dziecka już podczas ciąży utrudniała mu kontakty z poczętym przez niego potomkiem, a przez to nie mógł nawiązać z nim więzi od chwili poczęcia.
Nie unikać, odbierać, rozmawiać rzeczowo i krótko o tym, że byłaś u lekarza, małe waży tyle i tyle, że zdrowo się odżywiasz i masz zalecenia od swojego lekarza, by się nie denerwować.

22 Ostatnio edytowany przez prze_ciazona (2014-10-16 09:18:10)

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

hw_ - bzdura wierutna. On ma nową panne, przesłał dwa razy po 200 zł nie informując mnie, że to zrobił i po co to zrobił, wstawia sobie na portalu społecznościowym, z którego mnie usunął zdjęcia alkoholu, lachonów, wycieczek. Panna pojawiła się zaraz po "zamknięciu przeze mnie drzwi" bo poniekąd wyrzucił mnie z mieszkania. Później były tylko dwa telefony i dwa smsy (smsy nie z pytaniem o to jak badania, wyniki tylko jak ja się czuję - a jak ma się czuć kobieta porzucona w ciąży?). Pokątnie dowiedziałam się, że zmienił pracę więc i kontaktu z nim nie mam bo telefon miał jeden - służbowy. No chyba, że bym pojechała - w 8mym miesiącu, licząca każdy grosz... jak kretynka bym się sama wystawiła na to żeby mi ubliżał i dręczył psychicznie. Bzdura bo nie ma czegoś takiego jak "kontakt z nienarodzonym dzieckiem". Nie wprowadzaj nikogo w błąd. I nic nie muszę. To on ma się starać. A wie gdzie mieszkam. Tylko nie przyjedzie bo zajęty jest posuwaniem panienki. Z resztą cieszę się, bo na jego widok zaczęłabym przedwcześnie rodzić. Człowiek mnie zgnębił psychicznie, chciał mi zabić dziecko, a ja mam z nim rzeczowo rozmawiać i mu ułatwiać? Nieutrudnianie wchodzi w grę od momentu nabycia praw: w jego przypadku wpisaniu do aktu urodzenia. Nawiązanie więzi od chwili poczecia wyrzucając mnie z domu... bo skonam:) A wiem co mówię bo byłam u dwóch prawników i regularnie łażę do psychologa. NIC nie muszę. A ten parszywiec nawet nie wie jaka płeć mu się urodzi, ani że było podejrzenie choroby - jak na to zareaguje sąd rodzinny? JA NIE JESTEM INKUBATOREM! Zaraz mi powiecie, że powinnam mu dawać dziecko do domu żeby się z panną w rodzinę pobawili i że muszę wszystkich jego krewnych do domu mojej matki wpuszczać - bo mu się należy. I w taki oto sposób będzie mnie kontrolował, moje życie, moją pracę, moje miejsce zamieszkania. Bo przecież spłodził - no i? To nie jest szczególna filozofia.


LonleyM - dziękuję. Radzę sobie cudownie. Już mi te akcje z płaczem po nocach i pytaniem losu "dlaczego" minęły. Teraz muszę donosić ciążę... a potem zobaczymy. Pewnie jeszcze tu wrócę cała roztrzęsiona.

23

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!
prze_ciazona napisał/a:

hw_ - bzdura wierutna. On ma nową panne, przesłał dwa razy po 200 zł nie informując mnie, że to zrobił i po co to zrobił, wstawia sobie na portalu społecznościowym, z którego mnie usunął zdjęcia alkoholu, lachonów, wycieczek. Panna pojawiła się zaraz po "zamknięciu przeze mnie drzwi" bo poniekąd wyrzucił mnie z mieszkania. Później były tylko dwa telefony i dwa smsy (smsy nie z pytaniem o to jak badania, wyniki tylko jak ja się czuję - a jak ma się czuć kobieta porzucona w ciąży?). Pokątnie dowiedziałam się, że zmienił pracę więc i kontaktu z nim nie mam bo telefon miał jeden - służbowy. No chyba, że bym pojechała - w 8mym miesiącu, licząca każdy grosz... jak kretynka bym się sama wystawiła na to żeby mi ubliżał i dręczył psychicznie. Bzdura bo nie ma czegoś takiego jak "kontakt z nienarodzonym dzieckiem". Nie wprowadzaj nikogo w błąd. I nic nie muszę. To on ma się starać. A wie gdzie mieszkam. Tylko nie przyjedzie bo zajęty jest posuwaniem panienki. Z resztą cieszę się, bo na jego widok zaczęłabym przedwcześnie rodzić. Człowiek mnie zgnębił psychicznie, chciał mi zabić dziecko, a ja mam z nim rzeczowo rozmawiać i mu ułatwiać? Nieutrudnianie wchodzi w grę od momentu nabycia praw: w jego przypadku wpisaniu do aktu urodzenia. Nawiązanie więzi od chwili poczecia wyrzucając mnie z domu... bo skonam:) A wiem co mówię bo byłam u dwóch prawników i regularnie łażę do psychologa. NIC nie muszę. A ten parszywiec nawet nie wie jaka płeć mu się urodzi, ani że było podejrzenie choroby - jak na to zareaguje sąd rodzinny? JA NIE JESTEM INKUBATOREM! Zaraz mi powiecie, że powinnam mu dawać dziecko do domu żeby się z panną w rodzinę pobawili i że muszę wszystkich jego krewnych do domu mojej matki wpuszczać - bo mu się należy. I w taki oto sposób będzie mnie kontrolował, moje życie, moją pracę, moje miejsce zamieszkania. Bo przecież spłodził - no i? To nie jest szczególna filozofia.


LonleyM - dziękuję. Radzę sobie cudownie. Już mi te akcje z płaczem po nocach i pytaniem losu "dlaczego" minęły. Teraz muszę donosić ciążę... a potem zobaczymy. Pewnie jeszcze tu wrócę cała roztrzęsiona.

Ja się z Tobą zgadzam, w taki przypadku jak jesteś rób to co dyktuje Ci rozum i to czego potrzebujesz.
Po tym, co napisałaś, ja skreśliłabym go całkowicie. Zajęła się układaniem swojego szczęśliwego życia, a nie śmieciła glowy myślami o nim. Dziecko można zarejestrować jako samotna matka i chyba wcale nie wpisuje się w akcie ojciec nieznany, a wystarczy podać samo imię (jakiekolwiek) i dopisuje nazwisko matki, przynajmniej tak było w 1998.A jeżeli kiedyś się ocknie i będzie na to zasługiwał można rozważyć na nowo uznanie go jako ojca.
Na dzień dzisiejszy lepiej odpuścić, bo więcej z tego będzie kłopotu, niż pożytku, będziesz się prosić o zgodę na cokolwiek, choćby wyrobienie dziecku paszportu albo co gorsze może później będzie chciał egzekwować jakieś roszczenia finansowe od dorosłego już potomka.
Nie wydaje mi się, żebyś dziecku robiła krzywdę w ten sposób, dostosujesz się po prostu do realiów, bo on chyba jednak nie wziął tego wszystkiego na poważnie.
Nie będzie też chyba tak wielkiej różnicy finansowej, co do alimentów od ojca a alimentów czy jak to się nazywa dla samotnej matki. W każdym razie tylko z powodu pieniędzy nie zmuszałabym się do czegokolwiek.
To moja opinia.
Powodzenia i spokoju życzę

24

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

No ja już wiem, że łatwo nie będzie. Dziecko się urodzi i on przyjedzie i będzie wyłuszczał swoje żądania. Nawet nie myślę o finansach bo to zdaje się być oczywiste, że jak będzie chciał tatusiować to będzie musiał płacić. Zarabia tak, że alimenty powinnam dostać dość spore - to mi może pomóc w życiu. Nawet niektóre samotne mamy skłaniają mnie do tego żeby jak najbardziej egzekwować jego obowiązek opieki dzięki czemu miałabym szansę odetchnąć (póki co jest to dla mnie niedopuszczalne). To ciężki i złożony temat. To, że on teraz płaci dobrowolnie cokolwiek oznacza, że nie odpuści i prędzej czy później tu przyjedzie. A wtedy spotkamy się w sądzie bo ja nie zamierzam z nim dyskutować i tłumaczyć mu pewne kwestie, o których on nie ma pojęcia. Póki co wczoraj kupiłam pościel dla mojego małolata, a na dniach kupię swoją wyprawkę do szpitala i będę czekać jak się sprawy będą miały. Wiem jedno - niewiele zależy ode mnie, ale muszę zrobić wszystko żeby w pierwszej kolejności mi było najlepiej. A dziecku będzie i tak dobrze bo mama będzie spokojna, będzie miała pokarm i przede wszystkim  BĘDZIE! A reszte zweryfikuje życie jak się okazuje w wielu, wielu przypadkach. Ja się nie odzywam i odzywać się nie zamierzam. Nie mogę utrudniać, ale wcale nie muszę ułatwiać. I nie zamierzam:)

Dziękuję bardzo za zaangażowanie i słowa otuchy! To bezcenne.

25

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!
prze_ciazona napisał/a:

No ja już wiem, że łatwo nie będzie. Dziecko się urodzi i on przyjedzie i będzie wyłuszczał swoje żądania. Nawet nie myślę o finansach bo to zdaje się być oczywiste, że jak będzie chciał tatusiować to będzie musiał płacić. Zarabia tak, że alimenty powinnam dostać dość spore - to mi może pomóc w życiu. Nawet niektóre samotne mamy skłaniają mnie do tego żeby jak najbardziej egzekwować jego obowiązek opieki dzięki czemu miałabym szansę odetchnąć (póki co jest to dla mnie niedopuszczalne). To ciężki i złożony temat. To, że on teraz płaci dobrowolnie cokolwiek oznacza, że nie odpuści i prędzej czy później tu przyjedzie. A wtedy spotkamy się w sądzie bo ja nie zamierzam z nim dyskutować i tłumaczyć mu pewne kwestie, o których on nie ma pojęcia. Póki co wczoraj kupiłam pościel dla mojego małolata, a na dniach kupię swoją wyprawkę do szpitala i będę czekać jak się sprawy będą miały. Wiem jedno - niewiele zależy ode mnie, ale muszę zrobić wszystko żeby w pierwszej kolejności mi było najlepiej. A dziecku będzie i tak dobrze bo mama będzie spokojna, będzie miała pokarm i przede wszystkim  BĘDZIE! A reszte zweryfikuje życie jak się okazuje w wielu, wielu przypadkach. Ja się nie odzywam i odzywać się nie zamierzam. Nie mogę utrudniać, ale wcale nie muszę ułatwiać. I nie zamierzam:)

Dziękuję bardzo za zaangażowanie i słowa otuchy! To bezcenne.

Czas sam pokaże, że będziesz wiedziała co najlepszego zrobić w danej sytuacji.
Jeżeli sam przyjedzie, sam będzie chciał uznać dziecko wraz ze wszystkimi przywilejami, ale i konsekwencjami śmiało możesz na to przystać. Wówczas twardo ustalić jasne reguły i niech sobie każdy żyje swoim życiem. Łączyć Was będzie wyłącznie dobro dziecka.

26

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!
prze_ciazona napisał/a:

No ja już wiem, że łatwo nie będzie. Dziecko się urodzi i on przyjedzie i będzie wyłuszczał swoje żądania. Nawet nie myślę o finansach bo to zdaje się być oczywiste, że jak będzie chciał tatusiować to będzie musiał płacić. Zarabia tak, że alimenty powinnam dostać dość spore - to mi może pomóc w życiu. Nawet niektóre samotne mamy skłaniają mnie do tego żeby jak najbardziej egzekwować jego obowiązek opieki dzięki czemu miałabym szansę odetchnąć (póki co jest to dla mnie niedopuszczalne). To ciężki i złożony temat. To, że on teraz płaci dobrowolnie cokolwiek oznacza, że nie odpuści i prędzej czy później tu przyjedzie. A wtedy spotkamy się w sądzie bo ja nie zamierzam z nim dyskutować i tłumaczyć mu pewne kwestie, o których on nie ma pojęcia. Póki co wczoraj kupiłam pościel dla mojego małolata, a na dniach kupię swoją wyprawkę do szpitala i będę czekać jak się sprawy będą miały. Wiem jedno - niewiele zależy ode mnie, ale muszę zrobić wszystko żeby w pierwszej kolejności mi było najlepiej. A dziecku będzie i tak dobrze bo mama będzie spokojna, będzie miała pokarm i przede wszystkim  BĘDZIE! A reszte zweryfikuje życie jak się okazuje w wielu, wielu przypadkach. Ja się nie odzywam i odzywać się nie zamierzam. Nie mogę utrudniać, ale wcale nie muszę ułatwiać. I nie zamierzam:)

Dziękuję bardzo za zaangażowanie i słowa otuchy! To bezcenne.

Witaj... Jeśli jeszcze tego nie robisz, to zbieraj wszystkie dowody zakupu artykułów dla dziecka, przydadzą się przy alimentach.

27

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Jeśli chcesz się od niego odseparować - zrób to. Mało Ci jeszcze wcześniejszego poniżania? Palił przy Tobie,mimo że jesteś w ciąży, zażywał narkotyki - też przy Tobie ,ubliżał Ci na każdym kroku,Twoje zdanie się nigdy nie liczyło i Ty jeszcze masz jakiekolwiek obiekcje??? Zgłoś nękanie  ( gdyby do tego potem doszło) na prokuraturę, zawiadom policję,nie przyjmuj od niego pieniędzy,a zawsze możesz go pozbawić praw rodzicielskich jeśli by się przy tym upierał, a to tylko dlatego, że Ciebie nie szanował,to samo byłoby z dzieckiem - a ono nic nie jest winne,bo sobie rodziców nikt nie wybiera. Z całego Twojego opisu wynika, że to zły człowiek , nie nadający się nie tylko do roli męża, ale absolutnie do roli "tatusia" .Szkoda tylko, że byłaś wcześniej aż tak zaślepiona i tak dałaś się "omamić" temu draniowi. Zerwij z nim całkowicie kontakty,a nawet gdyby kiedyś domagał się czegokolwiek, zawsze w sądzie możesz powiedzieć jak było wcześniej,że przez niego o mało nie straciłaś dziecka itd. Chyba masz świadków na jego zachowanie?

28 Ostatnio edytowany przez prze_ciazona (2014-10-16 15:17:10)

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Natolinka wczytaj się proszę chronologicznie w posty i patrz na daty - to rozchwianie jest już średnio aktualne - wiem co robie, co mi wolno, a czego nie. Odcięłam się, ale i on się odciął. Pozbył się problemu. I NIC nie mogę zrobić jak będzie chciał być tatusiem. Byłam u prawników, wiem na czym stoje i to, że jakiekolwiek pieniądze przyjmuje to nie dlatego, że chcę tylko mogę sobie zaszkodzić odsyłając. Ja nie mam obiekcji, złudzeń tylko patrzę relanie na sprawę. Chętnie bym sobie dała radę sama, ale tak się nie da. Nie wszystko zależy ode mnie. A pozbawienie praw? Wiesz jak można pozbawić praw? Jak ojciec nie wywiązuje się z obowiązków wobec dziecka - wychowanie plus finansowanie wychowania. I to dopiero jak się dziecko urodzi. Ta-daaa! Polska! Wcześniejsze zachowanie nic nie zmienia (choć mam zamiar wykorzystać to co mam w sądzie). Ba! Pozbawienie praw natomiast nie zmienia faktu, że ma prawo do widzenia z dzieckiem niemal tak często jak mu się podoba. Chyba, że podaje dziecku alkohol albo narkotyki. Świadków... Nie mam. On nie jest idiotą. Zawsze swoje sceny odstawiał za zamkniętymi drzwiami. Nawet smsy mi pousuwał z telefonu. Co do zgłoszenia nękania nic mi to nie da po za rozjuszeniem księcia. Dostałby wyrok, a tatusiem pęłną gębą może być, natomiast nie dogadującym się tylko utrudniającym. Ja to ja, a dziecko to dziecko. Najpierw urodze, a potem zobaczymy. A do roli męża się widać nadaje bo nowa kobitka jest zachwycona smile w to mi graj.

Assassin, zbieram i dowody zakupu rzeczy dla dziecka i dla siebie (porodowe kwestie). Natomiast to co najkosztowniejsze dostałam za darmo więc nie wiem czy cokolwiek tym ugram. Czas pokaże smile

29

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Przeciążona, gdybyś była uprzejma dojrzeć ironię w mojej wypowiedzi, byłabym wdzięczna i tym samym nie zarzucała mi pisania "bzdur wierutnych".
A serio: powinnaś mieć poważne powody, by ojciec dziecka nie mógł od Ciebie uzyskać informacji na temat jak się ono rozwija. Inaczej można z tego zrobić całkiem sprytny zarzut, spytaj tych prawników wink
Tak czy siak, mam nadzieję, że facio zniknie z Twojego życia i nigdy nie zechce być tatą dla Waszego dziecka.

30

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Czegoś nie rozumiem. Miałaś seks bez zabezpieczenia. Liczyłaś się z konsekwencjami, a kiedy one przyszły to nagle nastąpił szok? Jesteś niekonsekwentna. Powinnaś albo spokojnie zaakceptować sytuację albo poddać się aborcji.

31 Ostatnio edytowany przez prze_ciazona (2014-10-17 08:09:33)

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

hw_, ach ironia! Tak to jest ze słowem pisanym. Wybacz. Póki co jeszcze mogę się przysłaniać hormonami. Poza tym troska o życie dziecka i moje, a także ogólne zastraszenie to chyba dobry argument. Między innymi tak chętnie dreptam do psychologa - tu też otrzymałam informacje, że nie robię nic złego i mam ważne zadanie - donosić ciąże, a dopiero potem działać. W konsekwencji były dwa telefony i on się jednak nie odzywa, a i opcje kontaktu wszelkiego mi odebrał, więc taki argument to nie argument. Jeden prawnik powiedział "pani z ciekawości odbierze zobaczyć po co właściwie on dzwoni", ale już nie było okazji. Na pewno jak rozpocznie się wojna całą trzęsąca się wróce tu z pytaniem "JAK ŻYĆ!?". I mi się taki Mariusz odezwie i powie, że powinnam spokojnie zaakceptować sytuacje, albo skrobać smile
W każdym razie hw_ - dziękujemy smile

32

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Moja córka ma dwa akty urodzenia. Cyrki były różne. "pan tata" raz twierdził, że dziecko chce, potem, że nie, więc poszłam sama, dziecko zarejestrowałam w rubrykę ojca wpisując samo imię. Kiedy się dowiedział, że tak zrobiłam odstawił cyrk, że do sądu pójdzie, bo on dziecko uznaje, więc znów do USC i zmiana aktu. Jak sobie przypomnę, że jeszcze przed kierowniczką USC zastanawiał się, czy dobrze robi to mnie ogarnia .....
Potem tylko cały czas cyrki, bo jemu się należy. Mieszkaliśmy osobno- ja z rodzicami. Pielgrzymki jego całej rodziny, kiedy ja byłam wykończona i chciałam spać, kłótnie i roszczenia, nic nie pasowało. Nabawiłam się depresji, straciłam pokarm. Bo "jemu się należy, bo to jego dziecko". Długo się szarpałam z nim, nie wiedziałam jakie mam prawa, bałam się prawników i całego świata, tak mnie zapędził w kozi róg. Płacił jak chciał, raz rzucił tyle, raz tyle, nie w terminach. Kiedy w końcu stanęłam na nogi najpierw założyłam sprawę o ustalenie miejsca zamieszkania dziecka ze mną ( bo kilka razy po wizycie dziecka tam nie chciał mi jej wydać a i groził, że wywiezie) i o alimenty ( 400 zł). Kontakty? Jak mi chciał uprzykrzyć życie to wydzwaniał codziennie, kontrolował, czy się światło pali u mnie w domu, zadręczał smsami, wizytami. Jak mu się odwidziało to się 3 miesiące potrafił nie odzywać. Ostatnio na dziecka urodziny nawet nie zadzwonił. Tak mu zależy.
Żałuje, że jest w akcie. W tym momencie wolałabym stanąć przed sądem - o ile w ogóle by do sądu poszedł, bo pewnie nie.
Zbieranie dowodów, policja, świadkowie, sprawa za sprawą umarzana z braku dowodów itd.
Tylko po tyłku dostałam z tego wszystkiego. I ja i córa, bo przecież ONA na tym cierpi najbardziej.
Wiem o czym piszesz z doświadczenia i aż się boję o Was, że to dopiero początek...
Bądź silna, konsekwentna i nie daj się draniowi. "Mój" też tak gadał, że nie odpuści, wywalczy ble ble. Jego walka rozpoczęła się i zakończyła na zrobieniu tatuażu z imieniem córki, którym szpanuje na lewo i prawo jaki z niego KOCHANY TATA.
Jeśli jakąkolwiek informacją mogłabym pomóc, czy jakkolwiek pisz :-)

33

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!
Śpiewaczek napisał/a:

Moja córka ma dwa akty urodzenia. Cyrki były różne. "pan tata" raz twierdził, że dziecko chce, potem, że nie, więc poszłam sama, dziecko zarejestrowałam w rubrykę ojca wpisując samo imię. Kiedy się dowiedział, że tak zrobiłam odstawił cyrk, że do sądu pójdzie, bo on dziecko uznaje, więc znów do USC i zmiana aktu. Jak sobie przypomnę, że jeszcze przed kierowniczką USC zastanawiał się, czy dobrze robi to mnie ogarnia .....
Potem tylko cały czas cyrki, bo jemu się należy. Mieszkaliśmy osobno- ja z rodzicami. Pielgrzymki jego całej rodziny, kiedy ja byłam wykończona i chciałam spać, kłótnie i roszczenia, nic nie pasowało. Nabawiłam się depresji, straciłam pokarm. Bo "jemu się należy, bo to jego dziecko". Długo się szarpałam z nim, nie wiedziałam jakie mam prawa, bałam się prawników i całego świata, tak mnie zapędził w kozi róg. Płacił jak chciał, raz rzucił tyle, raz tyle, nie w terminach. Kiedy w końcu stanęłam na nogi najpierw założyłam sprawę o ustalenie miejsca zamieszkania dziecka ze mną ( bo kilka razy po wizycie dziecka tam nie chciał mi jej wydać a i groził, że wywiezie) i o alimenty ( 400 zł). Kontakty? Jak mi chciał uprzykrzyć życie to wydzwaniał codziennie, kontrolował, czy się światło pali u mnie w domu, zadręczał smsami, wizytami. Jak mu się odwidziało to się 3 miesiące potrafił nie odzywać. Ostatnio na dziecka urodziny nawet nie zadzwonił. Tak mu zależy.
Żałuje, że jest w akcie. W tym momencie wolałabym stanąć przed sądem - o ile w ogóle by do sądu poszedł, bo pewnie nie.
Zbieranie dowodów, policja, świadkowie, sprawa za sprawą umarzana z braku dowodów itd.
Tylko po tyłku dostałam z tego wszystkiego. I ja i córa, bo przecież ONA na tym cierpi najbardziej.
Wiem o czym piszesz z doświadczenia i aż się boję o Was, że to dopiero początek...
Bądź silna, konsekwentna i nie daj się draniowi. "Mój" też tak gadał, że nie odpuści, wywalczy ble ble. Jego walka rozpoczęła się i zakończyła na zrobieniu tatuażu z imieniem córki, którym szpanuje na lewo i prawo jaki z niego KOCHANY TATA.
Jeśli jakąkolwiek informacją mogłabym pomóc, czy jakkolwiek pisz :-)

Po pierwsze bardzo dziękuję za Twoją historię. I podejrzewam, że dokładnie tak by to wyglądało u mnie. Dlatego wiedząc, że póki co nie odpuści, a dopiero życie zweryfikuje plan mam taki:
Jak się uda rejestruje syna z imieniem ojca, tak jak Ty. Jak się upomni - wpisujemy i jego - i w tej samej sekundzie pozew sądowy o wzrot kosztów, ograniczenie praw (żebym miała decydujące zdanie i żeby dziecka mi nie zabrał) i alimenty. Oczywiście wszystko z adwokatem. Im później tym lepiej. Natomiast wszystko chcę mieć w wyroku sądu żebym wiedziała co mi wolno, a czym sobie zaszkodzę. Sprawa sądowa czasem bywa o tyle ciekawa, że sędzia poucza rodziców jak winno wyglądać sprawowanie przez nich władzy rodzicielskiej (chciałabym widzieć jego minę jak dowiaduje się, że jako ojciec ma obowiązek nie uczestniczyć w życiu dziecka tak jak sobie życzył, ale WYCHOWYWAĆ). Takie wytyczne w postaci wyroku jemu też by się przydały bo wyobraża sobie za dużo. Spodziewam się, że może być potężna walka między nami, ale na pewno nie będę się z nim konfrontować sam na sam bo będzie chciał znów  załatwić sobie wygodę kosztem mojego zdrowia psychicznego. Podobno już teraz nabrałam wiele sił, a jak urodzę to wola walki będzie jeszcze większa. Warto w takich momentach chyba puszczać groźby mimo uszu, słuchać rad ludzi doświadczonych i działać na chłodno.
Przykro mi, że kobiety cierpią przez takich kretynów, i że część osób sądzi, że same są sobie winne. Zaręczam, że gdybym wcześniej wiedziała, że się przewrócę to nawet przez myśl mi by nie przeszło żeby wstać. Ale okazuje się, że tatusiom szybko się nudzi więc o tyle dobrze, że w konsekwencji będziesz mogła wychowywać córe po swojemu. Trzymam kciuki, że przyjdzie taki moment, że będzie walczyć o Ciebie rękami i nogami i będzie wdzięczna, że matka miała tyle siły żeby dla jej dobra to wszystko wytrwać. A ojciec był tak słaby żeby nie podołać ojcostwu, natomiast na psucie nerwów matce miał wiele energii.
Raz jeszcze dziękuję i życzę Ci żeby koszmar nie wrócił.

34

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

I masz bardzo dobry plan. Oni tak gadają, gadają a jak przychodzi co do czego to dają sobie spokój, bo to za dużo fatygi. Napisać pozew, pilnować terminów, zbierać dowody, albo zapłacić za dobrego adwokata ( a wiadomo to nie mało).
Już ja to widzę jak się pali do zmieniania pieluch, chodzenia po lekarzach i siedzenia z dzieckiem w domu ( w sensie brak imprez, wychodnych itp.)
Pan tata mojej córy rzucał wielkie słowa, bo myślał, że wychowywanie małego człowieka to jak kadr z familijnego filmu. Skonfrontował to z rzeczywistością i już nie było tak różowo. Zdarzyło mu się nawet wymiotować jak córa zrobiła kupkę na dywan... W rezultacie wybrał wygodne życie, bez "ogonka" za sobą. Przed sądem zrobił z siebie pajaca i zapewne mu się wizyt tam raz na zawsze odechciało. Wątpię, żeby "tatuś" był zadowolony, kiedy zamiast spędzić wekend z kolejną dziewczyną sąd zasądzi spędzić wekend z dzieckiem. Wątpię też, żeby te wszystkie laski na jedną noc tak bardzo rwały się do " bawienia w rodzinę". Także myślę, że jednak da se spokój :-) A w razie gdyby nie, to mu się odechce po krótkim czasie. To bardzo dziwne, że nagle chce walczyć o dziecko, które chciał zabić. Zbieraj wszelkie informacje i przygotowuj się na ewentualną batalię. On to nie będzie wiedział w co ręce włożyć jak przyjdzie co do czego :-) A jak jego rodzina zareagowała na ciążę ? Kontaktują się z Tobą? Zadowoleni są, że mają syna/wnuczka idiotę ?

35

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Spiewaczku, jego matka jest zachwycona nową synową (dosłownie mówi o niej "synowa". A to śmieszne bo sama nie wpisała ojca swojego syna w akcie urodzenia, nie wiadomo, czy wie kto nim jest), jego siostra pare razy się odzywała, ale od dawna już cisza z jej strony, babcia przed samą moją wyprowadzką się poważnie rozchorowała. Natomiast on jako specjalista od sprzedaży potrafi wcisnąć każdą bajkę, więc pewnie wybielił się, a mnie oczenił. Nawet mojej matce przez telefon powiedział całkiem spokojnie (chwilę po tym jak mnie doprowadził do ataku płaczu i paniki) że on chciał mnie i dziecko, ale "wie pani jaka ona jest". Moja matka później skwitowała to zdaniem "chciał z ciebie zrobić wariatkę". A wcześniej wszyscy się ciążą cieszyli. Nawet on sam mówił, że cieszy się, że to ze mną będzie miał dziecko. Już kolejnego dnia zmienił zdanie.
On biedny chciał, starał się, ale trudno, nie wyszło. Ludziom nie wychodzi. Nie ma sensu być na siłę. Dziecko nie powinno tego oglądać. Lepiej jak każde jest szczęśliwe osobno. A ze mną się nie da wytrzymać - takie jest jego oficjalne stanowisko i zgodziłabym się gdyby faktycznie się starał, nie prowokował kłótni, nie traktował mnie jak śmiecia, nie proponował aborcji, i choć spróbował być partnerem i ojcem. Jak się jest w związku to staranie się powinno trwać dłużej niż 2 miesiące. Ale panowie wychowani przez mamusie i mający problemy z agresją i chorym dążeniem do sukcesu nie będą nigdy dobrymi partnerami na życie i kandydatami na ojców.
A tam... szkoda słów na człowieka, który jest tak mało interesujący.

36

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

w twojej sytuacji decyzja o samotnym wychowywaniu dziecka i nie wpisywaniu ojca do akt jest jak najbardziej prawidłowa, ten człowiek jest nienormalny

37

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Serio, nie wiem skąd się biorą tacy cwani bezmózgowcy. Wyznaje taką zasadę, że wraca do człowieka wszystko co od siebie dał i do niego też wróci. Najlepiej zrobić z kobiety wariata i udać biednego. Bo dla kobiety to jest super komfortowa sytuacja rodzić, wychowywać dziecko samej :-) No ta, przecież trzeba " żyć dalej". Jakiż egoistyczny burak z niego wyszedł. Wychowasz synka/córcię na porządnego człowieka, nawet lepiej, że się tatuś zawinął, bo jakbyś tak miała znosić jego zachowanie to byś się wykończyła. Niech się tylko odetnie całkiem i będzie dobrze. Niech tam bajeruje "synową" ;-) i niech ona znosi to co jej zapewne w niedługim czasie zafunduje. Nie wierzę w to, że się zmieni, więc wspaniałą synową zapewne też czeka "miłe" zaskoczenie :-)

38

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Mam związane ręce. Nie mogę wychowywać sama. Przyjechał z panną (poznałam. Nie przyznał się sam. Dopiero jak powiedziałam, że wiem i żeby nie kłamał), powiedział, że on mi będzie pomagał, że to jego dziecko, że on chce kontaktu, że on wysyła 200 zł bo nie ma więcej bo mu ciężko, jak go wyprowadziłam z równowagi - że sama sobie jestem winna, że nie miał jak się skontaktować, a i tak nie odbierałam, więc już nie dzwonił bo wiedział, że nie odbiorę. Rzucił 4 paczki pampersów i płyny do kąpieli, zobowiązał się, że jak mu coś zostanie pod koniec miesiąca to dośle... nie odpuści... kilkukotnie odsyłałam go do prawnika - nie ma czasu, biedny, zarobiony. Ale przeszczęśliwy bo żyje w symbiozie. Bo wraz z moją wyprowadzką odżył.
Zostaje modlić się, że mu minie zapał. Przecież nie można "współdzielić" dziecka!

39

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

No to faktycznie...Sytuację to sobie ustawił komfortową- nie ma co. Zrobił dziecko, namawiał do aborcji, stwierdził, że jednak nie wyjdzie Wam razem " bo różnie bywa i trzeba żyć dalej". Mhm. Na pewno jest biedny, do tego wiek sędziwy i możliwości jakiegokolwiek dorobienia brak całkiem. Nowa laska, beztroskie życia i ochłap rzucony, bo tak trzeba.
W tym momencie z tego co mi wiadomo nie musisz się z nim widywać. Zrobił jak zrobił i po co masz sobie nerwy szarpać konwersacjami lub spotkaniami, jeszcze z jego laską. Ty jesteś najważniejsza i tym się kieruj. Ma coś dla dziecka- niech sobie zbiera na kupkę, przecież nie jest potrzebne Ci to w tej chwili.
Jeszcze troszkę czasu do porodu jest, więc póki co informacja,że wszystko ok powinna mu wystarczyć, jak się zainteresuje.
A jak się ma dziecko w drodze to się powinno wszystko robić, żeby miało to co potrzeba. Jest młody, wykształcenie pewno też jakieś ma, więc i możliwości zarobienia. Kobieto przecież urodzisz i co on sobie wyobraża, że będzie niemowlaka przy piersi na wekendy zabierał, lub plac zabaw na huśtawki? U mnie było podobnie, ale jak się okazało, że z niemowlaczkiem to nie tak jak z przedszkolakiem to się odechciało spacerków, wizyt itd. Więc nie bój się, rąk związanych nie masz. Zbieraj rachunki, korzystaj z porad psychologa, bo bycie samej w ciąży jest trudne i kobieta potrzebuje wsparcia. Nie musisz odbierać każdego jego telefonu i tolerować wizyt z nowymi dziewczynami. Niech sobie kompletuje wyprawkę, może wysłać też pocztą, lub zostawić pod drzwiami jak nie chcesz go widzieć :-) A z zapałem to różnie jest, więc głowa do góry kobieto, dobrze będzie !

40

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Nawet jeśli pominiesz twojego byłego jako ojca dziecka, to on i tak będzie mógł dochodzić swoich praw przed sądem i wtedy zrobią badania genetyczne, za które ty będziesz musiała zapłacić. Oczywiście isteniej możłiwośc, że on się o to nie upomni, ale nigdyn nie wiadomo. Ja bym zrobiła inaczej.
- Już teraz, uznajesz go jako ojca i żądasz od niego alimentów, jako kobieta  w ciąży z jego dzickiem masz prawo oczekiwać pomoc fianansowej, tak prawi kodeks rodzinny.
- Po urodzeniu sie dziecka uznajesz go jako ojca przed urzednikiem, po czym zakładasz mu sparwe o ustalenie miejsca pobytu dziecka każdorazowo przy matce, alimenty już będą przyznane w czasie ciąży smile ustalasz też kiedy może widywać dziecko. Ponieważ będzie to noworodek wiec jedno spotkanie w tygodniu po 2 godz w zupełności wystarczy
- Nikt nie ograniczy mu tak od razu prw rodzicielskich nawet z powodu ciągot do aborcji, ponieważ on moze powiedziec ze zmienił zdanie, że tego żałuje i dadzą mu sznase. Pamietaj ze sad dla dorbra dziecka bedzie mu umożliwiał kontakt z dzieckiem, poniewaz oboje rodzice są potrzebni. Ale nie oznacza to ze tych praw nie mozesz mu ograniczć później, jesli naprawde na to zasłuży..
- To czy bedzie płacił alimenty czy nie (a jego postawa wskazuje na to ze może się uchylac) nie wpływa na jego kontakty z dzieckiem ale notoryczne niepłacenie może być podstawą do ograniczenia mu praw, na zasadzie nieodpowiedzialności jaką jest brak wspierania fianansowego
- Jednakże nawet ograniczenie władzy nie skutkuje brakiem kontaktu z dzieckiem, umożliwia ci za to swobodniejsze podejmowanie decyzji wobec dziecka
- Musisz pogodzic sie z tym ze masz takiego a nie innego byłego, który jest ojcem twojego dziecka. To konsekwencja twoich wyborów i choc teraz żaujesz czasu już nie cofniesz. Moze byc tak, ze on jednak zaangazuje sie w ojcostwo i ma do tego prawo...Pamietaj ze dla dziecka a szczególnie dla chłopca brak ojca w życiu generuje problemy, trudności w relcjach z rówieśnikami itd...Po to są oboje rodzicie aby każdy wniósł coś do życia dorastającego człowieka

Powodzenia smile

41

Odp: Pomocy... On musi zniknąć!

Dziękuję bardzo za rzeczową odpowiedź. Mniej więcej tak planuję postąpić. Trochę wody upłynęło i jestem o wiele mądrzejsza w tych kwestiach będąc chwilę przed porodem.
Nie mniej takiej składnej odpowiedzi mi do tej brakowało. Będę ją sugerować każdej kobiecie porzuconej w ciąży jako plan działania.

Posty [ 42 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Pomocy... On musi zniknąć!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026