Drogie forumowiczki, potrzebuje troche wsparcia i zrozumienia, waszej opinni bardziej doświadczonych. Opowiem Wam po krótce moją historię.
Poznałam Daniela, wstyd się przyznać przez internet, od tak z niezobowiązujacyh wiadomości wielka miłość. Pisalismy przed tym pierwszym spotkaniem 3 tygodnie, świetnie nam sie rozmawiało, rozumiał mnie, rozśmieszał, akceptował taką jaka jestem. Spotkalismy się pierwszy raz, wielkie wow, szaleństwo, dużo o sobie mówil, wiedziałam, ze zrobiłam na nim wrażenie. Nie był to chlopak, na którego zwróciłabym uwagę wczesniej ale coś mnie w nim urzekło, zupelnie inny od wszystkich, których znałam wcześniej. Chłopak z przeszłością, brak matury, brak pracy, przede mna interesowało go tylko tzw zaliczanie jednorazowych przygód. Dbał o mnie, starał się, duzo robił w domu, szybko nawiązałam swietną relacje z jego rodziną. Pierwszy miesąc sielanka. Bylismy nierozłączni, dawno nie byłam tak szczesliwa tak zafascynowana, pierwszy raz po 1,5 r od poprzedniego bardzo trudnego rozstania zakochałam się i oszalałam z tej miłości. No i zaczeły sie schody. On nie rozumiał ze ja chce zyc normalnie i wyjezdzac, wsciekał się gdy mówilam o pracy. Na majówkę strasznie się upił ( 2 raz ) i znowu uslyszalam po alkoholu "nie kocham cie" nie chce cie " mam wyje** na ciebie", przeprosil, powiedział, ze oststni raz ze już nigdy więcej. Wybaczyłam chociaz bardzo bolalo. Mijały kolejne tygodnie pracy nie miał, latał do kolegów, a ja mailam dość pracowania na nas dwoje. Następne wydażenia przerosły moje najsmielsze oczekiwania. Bardzo zle zaczał odnosić się do swojej mamy któa tez miala dośc , ze nie pracuje i nic nie robi całymi dniami i spi do poludnia, on nie znosił jak mu o tym gadalysmy i mowilysmy, ze tak byc nie moze, po którejs awanturze z mama, wyprowadził sie z domu, mieszkał troche tu troche tam dalej bez pracy, do tego oczywiscie cale noce zkolegami. A ja musialam do niego jezdzic, dawac pieniadze na papiersoki, kebab itp. Następnie zaczely sie miedzy nami kłotnie, bo jemu się coś poprzestawial ow głowie, uwazał, ze wszyscy sie go o nic czepiaja, wsciekła sie darł obrazął wszystko i wszystkich mówił w złości bardzo bolesne słowa. wielokortnie wyzywał, w nerwach zostawiał, pokazywał, ze ma gdzies, robił rożne głupoty, doprowadziło to do wielkie jawanutry w której ja odeszłam. On potem zaczał wielce walczyc bo wiedział, ze ma tylko mnie. Starania trwały dwa dni. Wielokrotnie przez okolice która mieszka oraz przez swoj kontrowersyjny wyglad ( dres itp) był na komisariaciena tzw dołku na 24h. W tym czasie dowiedziałam się, ze ma dziecko, które wraz z ex partnerka oddali do adopcji, ze ma 7 tys dlugów i sciga go komornik, ze jest uzalezniony od maszyn oraz ze wielokrotnie kiedy sie ze mna kłocił brał narkotyki w duzych ilosciach. Do tego w momencie kidy od niego odeszlam definitywnie bedąc nacpanym pobił i okrał czlowieka zeby miec na maszyny ( obwinał mnie potem ze to przeze mnie, jak z reszta wszystko inne).
Gdy przyjechalam po rzeczy doszlo do rekoczynów, zostałam rzucona na szafe, na łozko i wbił mi łokiec w mostek. To pociagneło za sobą lawine, zaczełam dostawac sms z emnie zabije, sms z wyzwiskami, gorzbami, okorpnymi slowami, potem nagle mnie przeprasza i kocha, i tak w kołko raz mnie przeprasza i kocha raz wyzywa i mnie zabije i jestem rura i suka i mna gardzi. Trwa to od miesiąca. Już nei jestem w stanie sobie ztym poradzic sama. Byłam na policji bo się zaczynam bać. NIe chce mi oddac pieniedzy, które jest mi dłuzny a w niu dzsiejszym dowiedziałam się, ze sprowadził do domu jakas dziewczyne na noc. Zabolalo mnie to niesamowicie, napisałam mu co o tym mysle, ze nic dla niego nie znaczylam, a onw odpowiedzi ze widocznie nie i ze ma mnie gdzies i ze jego plan sie powiódł. Wiem, ze nie chce się z nim stoczyć na dno, wiem ze nie zasluzylam na to bo zawsze przy nim bylam, gdy byl sam gdy odwala te wszystkie akcje to mu pomagalam, chcialam zbey psozedl na terapie, on nie chcial, a powinien sie leczyc bo nie panuje nad agresją. A mimo tego łzy cisna sie jak szalone jak pomysle ze dotykał innej, co zrobic by w koncu zapomniec, by przestac sie odzywać. nie potrafie sobie z tym poradzic.
pomóźcie.