Tak jak w temacie. W wieku 35 lat czuję, że moje życie się skończyło. MAm dwójkę malutkich dzieci, wychowuję je sama. Jestem po 2 nieudanych związkach, i czuję że moje życie się skończyło. Mam pracę, mieszkanie, funkcjonuję jakoś na co dzień, ale codziennie płaczę. Dobija mnie straszna samotność i przerażający lęk przed życiem. Najbardziej boję się tego, że moje dzieci wychowają się na odmieńców, nieszczęśliwych ludzi, którzy będą chodzić po terapiach jak ja. Na terapię nie mam szans, bo nie mogę nigdzie się ruszyć bez dzieci, nie mam pieniędzy na płatną terapię, ponieważ jedna sesja kosztuje 100 zł, to jest 400 zł miesięcznie, nie wchodzi w grę.
Mój problem - nie mam nikogo i nie umiem kompletnie stworzyć żadnych głębszych więzi. Jedyne przyjaciółki miałam w dzieciństwie, z przyczyn niezależnych ode mnie nie mam kontkatu z tymi kobietami. Byłam bardzo szcześliwa do 30 - miałam kochanego męża, żyłam chwilą, było cudownie. Odpowiedzialność za dziecko przytłoczyła chyba i mnie i męża i się rozwiedliśmy i od tego momentu wszystko poszło lawinowo. Wyszło że nikogo poza mężem nie miałam - zero koleżanek, przyjaciół, byliśmy tylko my. Nie ma nikogo kto mi pomógłby nawet w głupich podstawowych sprawach, nie mówiąc już o innych. Czuję się tak strasznie nieszczęśliwa i zagubiona w życiu, niepewna każdego kroku. Czuję, że jesteśmy na straconej pozycji z dziećmi, nie ma kto nas obronić, moje dzieci są gorsze, patrzą ze smutkiem na tatusiów przychodzących po dzieci, ja z zazdrością, chociaż udaję, ze się trzymam. Ludzie patrząc na mnie mówią, że jestem silna, a ja taka nie jestem. Udaje, pracuję, sprzątam, zajmuję się dziećmi, ale co to za życie i czy ja długo tak pociągnę? Jestem ponurakiem, nic nie umiem zaproponować moim dzieciom, nudzą się ze mną, a ja żyję w tym strachu i boję się co będzie jak pojdą do szkoły, że nie dam sobie rady. Najdrobniejsze sytuacje, np. na placu zabaw moje dziecko było wyśmiewane, za innymi dziećmi stawiają się matki/ojcowie, ja też chciałam obronić, to zaraz przybiegła matka, ojciec podkuliłam ogon, bo ja jestem sama
Nie chce mi się życ po prostu, nie wiem co mam robić, bo długo tak nie pociągnę. Nie mam z kim pogadać, próbowałam znaleźć sobie koleżankę, ale jakoś nie potrafię kompletnie utrzymać tych relacji, nie wiem co robię źle, spotkamy się czasem, ale zdaje się, żę każdy ma jakieś inne swoje towarzystwo, tylko ja i moje dzieci jesteśmy sami i tak się czepiamy różnych ludzi, zapraszamy, a każdy zajęty jest sobą, chodzą na grille, ogniska, a my siedzimy jak samotnicy.
Podobne tematy
Dodam, że jestem praktycznie sierotą, bez rodzeństwa, jets tylko matka, z którą nikt nie ma dobrych relacji. Zero rodziny, przyjaciół, wszystko spędzamy samotnie
Jaki obraz świata mają moje dzieci? Strasznie mi smutno ze względu na nich, ja miałam fajne dzieciństwo, ciągle podróże, oboje rodziców, dużo śmiechu, radości, wszystko się skończyło jak się zaczeli kłócić i jak miałam 16 lat ojciec odszedł. Czasem myślę, ,że od tego momentu może nie wiedziałam o tym, a straciłam poczucie bezpieczeństwa? W takim razie moje dzieci są skazane na nieszczęście z góry, bo na tym całym świecie mają tylko mnie, bo ojciec to pędziwiatr, który ciągle szuka nowych podniet i ambicji ![]()
Masz dzieci i mamę więc nie jesteś sama na świecie,a to że nie masz rodzeństwa nie oznacza,że (jak to określiłaś)jesteś sierotą.Bycie samotną mamą na pewno nie jest łatwe,ale nie ty jedna jesteś w takiej sytuacji.Masz pracę,mieszkanie,jesteś niezależna.Mimo tego skupiasz się tylko na tym,że jesteś gorsza od innych bo nie masz faceta i twoje dzieci są gorsze od innych,bo nie mają taty.I jeszcze piszesz,że jesteś na straconej pozycji z dziećmi,nie ma kto was obronić.Stawiasz się na własne życzenie w pozycji ofiary.Nie możesz tego robić!Nie możesz robić z siebie i dzieci ofiar i osób gorszych od innych.Jeśli będziesz to robiła,to co twoje dzieci wyniosą z domu?Wyniosą zaniżoną samoocenę,brak wiary w siebie i poczucie,że są gorsze od innych.A nie są!Nie są gorsze tylko dlatego,że ich rodzice się rozwiedli!Uwierz w siebie.Nie jesteś nikim.Jesteś kimś,kimś ważnym.Twoje dzieci są ważne,a ty jesteś ich całym światem.Nie musisz mieć faceta,żeby być wartościową,pewną siebie osobą i na placu zabaw nie musisz podkulać ogona podczas obrony dziecka,bo jakaś kobieta jest z mężem,a ty jesteś sama.Co z tego?Twoje dzieci muszą widzieć silną mamę,a nie kogoś kto chowa głowę w piasek i użala się nad sobą.
Nie mam matki. To toksyczna straszna osoba, która codziennie przychodząc po dzieci dokucza mi, doprowadza do płaczu i z ironicznym uśmiechem patrzy jak płaczę.
A jaki jest powód tego, że umiesz utrzymać relacji z mężczyznami?
Na Twoim miejscu nie patrzyłabym na to tak jak ktoś wyżej napisał czyli "Twoje dzieci muszą widzieć silną mamę", bo to znów wymusza na Tobie presję. Popatrz na to raczej tak, że mimo tych przeciwieństw, ciągniesz to wszystko. Jakoś leci, dzień po dniu, udaje Ci się. Czyli nie jesteś tak beznadziejna jak sądzisz.
Na Twoim miejscu poszukałabym innej samotnej mamy, zamiast koleżanki z mężem. Może dałabym ogłoszenie na lokalnym forum?
Pochodziłabym też na randki, bo nie oszukujmy się - jesteś młodą kobieta, potrzebujesz wsparcia i towarzystwa mężczyzny. Twój były mąż na pewno zabiera czasami dzieci. Umów się wtedy z kimś (może także z internetu?).
A po drugie - skoro tak się z mężem kochaliście, czy naprawdę nie ma szans, byście do siebie wrócili?
Łatwo powiedzieć "weź się w garść, musisz być silna". A dupa tam. Jeśli czujesz że jesteś samotna, szukaj kogoś, aż do skutku. Przyjaciółki, koleżanki, partnera.
Powodzenia.
Przeszłam bardzo bolesne rozstanie i wiem z własnego doświadczenia,że łatwo powiedzieć "musisz być silna",a o wiele trudniej wykonać,ale uwierz,że jak jest się w bagnie,to trzeba,to bagno pchać do przodu,bo w przeciwnym razie wpadnie się w nie po czubek głowy i straci oddech.Masz prawo do gorszych chwil,gorszych dni,gorszych stanów,ale nie możesz przez cały czas czuć się ofiarą i kimś gorszym od innych oraz nie możesz uważać,że twoje dzieci są gorsze,bo robisz tym krzywdę sobie i im.
7 2017-07-26 16:09:07 Ostatnio edytowany przez Koczek (2017-07-26 16:48:01)
Na terapię nie mam szans, bo nie mogę nigdzie się ruszyć bez dzieci, nie mam pieniędzy na płatną terapię, ponieważ jedna sesja kosztuje 100 zł, to jest 400 zł miesięcznie, nie wchodzi w grę.
Może jeśli byś się tak umówiła z psychologiem, to mogłabyś jednak chodzić raz na w miesiącu, a nie co tydzień? Czyli nie będzie wtedy 400/mc, tylko 100.
Są też terapie na NFZ, jak ktoś w ogóle nie ma pieniędzy.
Inna opcja - terapia online, przez SKype. Tu gdzieś na forum był nawet kiedyś wątek o tym. Zresztą przez Google znajdziesz sobie coś, szukaj "psychoterapia online" lub "psychoterapia przez internet".
To ostatnie rozwiązanie jest o tyle dobre, że nie musisz nawet wychodzić z domu.
A pieniądze można sobie przecież odkładać, oszczędzić taką sumę, żeby za jakiś czas, za te parę miesięcy, czy nawet za rok, już było Cię stać.
Tak że opcje do wyboru masz. A uważam, że potrzebujesz profesjonalnej pomocy. Bo to:
Mój problem - nie mam nikogo i nie umiem kompletnie stworzyć żadnych głębszych więzi.
świadczy, że masz spory problem.
Zrób tą terapię z myślą o dzieciach chociażby. One czerpią wzorce z otoczenia, czyli głównie od Ciebie. Poza tym, sama się poczujesz zupełnie inaczej, jak sobie w głowie uporządkujesz. Bo mnie to wygląda na początki depresji, a w każdym razie z takim myśleniem, się prędzej czy później wpędzisz w nią. Lepiej nie czekaj, aż będzie gorzej, tylko działaj póki jeszcze jesteś w stanie. Samo się nic w życiu nie poprawi. Żeby było lepiej, to coś trzeba zmienić. Daj szansę sobie i swoim dzieciom. Powodzenia
Ps. Znalazłam fajnego e-booka (darmowego), który wyjaśnia na czym polega psychoterapia, jak odróżnic dobrego psychoterapeutę od słabego, jak wybrać coś dla siebie itp. Mogą Ci się przydać niektóre informacje, co tam są. W google wpisz: "psychotekst psychoterapia po ludzku" i pierwsze z góry powinnaś mieć ten PDF.
Edyszka ma rację, nie możesz się użalać i koncentrować na tym jak Ci źle i jaka beznadziejna jesteś bo tak napewno nie jest! Fakt, jeżeli coś sobie powtarzamy i wmawiamy na okrągło to rzeczywiście z czasem zaczynamy w to wierzyć. A więc, od dziś zmień taktykę i powtarzaj sobie, że "jest ok, może w bajce nie żyję ale przecież nie jest aż tak tragicznie, żeby nie mogło być gorzej, a skoro może być gorzej (a nie jest) to znaczy, że jest ok bo: radzę sobie, jestem zdrowa i mam zdrowe dzieci, jestem niezależna itd A skoro sobie radzę i jest ok to w sumie warto zawalczyć to, żeby było jeszcze lepiej";) musisz nauczyć się cieszyć i żyć chwilą, zauważać pozytywy i ignorować negatywy- te mało znaczące. Chwalić siebie i dzieci. MUSISZ bo nikt Cię nie wyręczy. Użalając się nad sobą sama sobie robisz na złość. Początki bywają trudne ale za jakiś czas wejdzie Ci to w nawyk. Trening czyni mIstria! Ja też trenuję i staram się koncentrować na tych dobrych sprawach. Bywają dni, że zaczynam się użalać i bablać w swoich smutach bo tego też nam czasem potrzeba, żeby móc zauważać wszystko to co dobre wokół nas;)
Ludzie patrząc na mnie mówią, że jestem silna, a ja taka nie jestem. Udaje, pracuję, sprzątam, zajmuję się dziećmi, ale co to za życie i czy ja długo tak pociągnę?
Spróbuj może spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Inni nie postrzegają Cię w taki sposób, w jaki Ty widzisz siebie. Może mają trochę racji? Nikt nie jest siłaczem bez żadnych słabości, może po prostu swoim niepokojom nadajesz zbyt wielkie znaczenie?
Dlaczego udajesz?
Po prostu żyjesz zupełnie tak samo jak reszta ludzi.
Pociągniesz tyle czasu, ile trzeba
Życie może być fajne i bez faceta, a czasami nawet fajniejsze.
Uśmiechnij się i nie podkulaj ogona.
Pozdrawiam
Samotność nikomu nie służy. A samotne przebywanie tym bardziej. Gdybyś miała ochotę pogadać, pisz ![]()
11 2017-08-06 17:06:17 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2017-08-06 17:07:42)
Autorko, ja mam córkę i też jestem z nią sama. W naszym wieku trudno o stworzenie bliskich relacji, jeśli nie przetrwały te z dawnych czasów. A te mało bliskie niestety powodują, że ludziom nie chce się wysilać. Masz pracę i mieszkanie, doceń to, bo to jednak powinno dawać Ci poczucie bezpieczeństwa. I Twoim dzieciom, mimo, że wychowują się w rozbitej rodzinie. Dzieciom dla poczucia bezpieczeństwa wystarczy bliska relacja z jedną osobą, więc jeśli drugi rodzic nie sprawdza się po rozstaniu w tej roli, to jeszcze nie świadczy o tym, że będą one miały poczucie bycia gorszymi.
Piszesz, że Twoje dzieci się z Tobą nudzą... Ja też mam gorsze dni, ostatnio nawet częściej i zdarza się, że siedzimy z córką w domu i ona bawi się sama (swoją drogą dzieci powinny umieć same znaleźć sobie zajęcie, to jednak pobudza kreatywność). Ale poza gorszymi momentami staram się mobilizować. Teraz mamy wakacje, przedszkole zamknięte, nigdzie nie wyjeżdżamy, ale staram się każdego dnia coś z nią robić. Mieszkam nad morzem, więc łatwiej jest zorganizować czas, gdy jest pogoda. Poza tym wyjście na plac zabaw, rower, nawet na zakupy, lody... Rozstanie z ojcem dzieci to nie jest tragedia, ale problemem jest Twoje wyobrażenie idealnej rodziny. Jesteśmy jednak dorosłe i powinnyśmy już wiedzieć, że ideały raczej nie istnieją...
takich osob jak w Twojej sytuacji jest wielu , gdzie samotne macierzynstwo przytlacza ale to nie koniec swiata .
ja tez jestem samotna matka i uwierz mi dałam rade , a nie mam pracy nie miałam mieszkania
a wszystko sie jakos ułozyło tylko trzeba chciec bo samo ie przyjdzie . ja tez sama dzieci odbierałam ze szkoły
sama chodziłam na wywiadowki .
na wakacje nas nie było stac wiec siedzielismy w domu jedna atrakcja to podworko bo mieszkamy na wsi
dla mnie to były obce strony , bo nie pochodze stad dostałam tu mieszkanko na poddaszu .
ale nigdy nie załamałam sie i nie uwazam ze jestem gorsza czy dzieci gorsze .
ty masz prace , mieszkanie wiec jeden plus .
tylko trzeba umiec sobie czas zorganizowac i myslec pozytywnie .
I po to jest to forum ,zeby sobie pomagac czuję się tak samo jak ty co prawda mam meza i dziecko,ale nikogo poza tym.Moj ojciec nie zyja a matka ma mnie gdzies.Kolezanek brak mialam kilka ,ale urwałysmy kontakt.Chyba jest ze mna cos nie tak. Chętnie cię poznam.Pozdrawiam
Czuke sie podobnie jestem w tym samym wieku. Mam meza i niby wszystko jest dobrze ale od dlugiego czasu czuke sie mega samotna w moim zwiazku. Poczatki byly inne teraz bestesmy tylko zmeczeni i coagle zli na siebie. ... Chce mi sie tylko ryczec , najchetniej wyszlabym i juz nigdy nke wrocila..
Wiem, że wątek jest już od 3 lat,niemniej pozwole sobie napisać coś bardzo ważnego. Autorka sama skazuje dzieci na to by czuły sie gorsze, niepewne i lękowe. Nie dlatego, że nie mają ojca ale dlatego ze ich matka sama ciagle to podkreśla i pokazuje całą sobą. Można czuć sie samotnym, ciężko jest być samotnym rodzicom, podziwian z całego serca. Tyle,że samemu też można być szczęśliwym tym bardziej że są dzieci. Jestes nudna? Wyjdź z nimi gdzieś,wyszalejcie się w parku, idźcie do kina, na pizze,na wy ieczke do lasu, pograjcie w grę. Ale mam wrażenie, że samo posiadanie męża to już wyznacznik sukcesu życia. Trzeba się wziąć w garść, zapisać na terapie na NFZ i zrobić wszystko żeby dzieci nauczyły sie od Ciebie samej jak być szczęśliwą i uśmiechnięta i przestac skupiać sie na rozwodzie.
permanentne osamotnienie- niestety czesto w rodzinach tez jest samotnosc, wlasnie wrocilam po drugim poronieniu ze szpitala, 8tydz znowu, jedno dziecko, mąż nawet nie zapytal o nic. wisi mu to. moze sie zamienimy?
Nokia po co żyjesz z kimś takim? Po co być z takim cżłowiekiem?
Bardzo Ci współczuję.. trzymaj się.