Proszę Was o udzielenie obiektywnej opinii, ponieważ problem spędza sen z powiek mnie i mojej mamie.
Siostra jest starsza ode mnie o 8 lat - jest bardzo wrażliwa, zamknięta w sobie, spokojna i szalenie ambitna i inteligentna - ukończyła dwie uczelnie, zrobiła wiele kursów w swojej dziedzinie. Określenie "matka teresa" idealnie do niej pasuje, ponieważ nigdy nie odmawia jakiejkolwiek pomocy (nawet gdy coś jest jej nie na rękę) wszystkie urazy, złości trzyma w sobie, nigdy nie zwraca komuś uwagi. Jej mąż jest - według mnie - jej totalnym przeciwieństwem. Oboje mają 30 lat. Zakończył edukację na maturze, w żadnej pracy nie grzał za długo miejsca mimo, że nie były zbyt ambitne, na prawo jazdy startował 8 razy z marnym skutkiem i jest totalnym leniem -w domu nie robi nic, oprócz siedzenia przy komputerze.
Jego życiowym posunięciom daleko jest od jakiejkolwiek rozwagi. Nie znając się na samochodach i nie mając nawet prawka w ciągu kilku lat zdążył kupić, a następnie sprzedać 3 samochody w marnym stanie. Gdy moja siostra była w ciąży postanowił otworzyć własny biznes (który nie wypalił), na który wzięła kredyt. Takich bezsensownych ruchów mogłabym wymienić jeszcze kilka - oczywiście wszystko pociągnęło za sobą spore straty finansowe i teraz pogrążeni są w długach kredytowych.
Są 5 lat po ślubie. Początkowo po śmierci mojej babci, mieszkali w mieszkaniu przepisanym na moją mamę (ja z mamą mieszkamy w innym mieście). Gdy mama straciła pracę i przez dłuższy czas nie mogła znaleźć nowej, miałyśmy ciężką sytuację finansową i musiała wynająć swoje mieszkanie. Nie stać ich było na płacenie za nie symbolicznej kwoty, więc wyprowadzili się do jego matki. Siostra była wtedy w ciąży i na mamę spadła fala krytyki, że "wyrzuciła ich z domu". Nie rozumiem dlaczego, przecież mama nie może brać odpowiedzialności za ich posunięcia finansowe. Przecież przez wiele lat mama nie brała od nich złotówki.
Dzisiaj mają 2letnią córeczkę i kolejną w drodze - siostra jest w 7 miesiącu ciąży. Mieszkają u jego matki, płacą po kilkaset złotych kredytów co miesiąc, nie stać ich na jakąkolwiek niezależność. Drugie dziecko nie było planowane - siostra po studiach nie zdążyła jeszcze pracować w swoim zawodzie, a nie oszukujmy się, że drugie dziecko i skończone 30 lat lekko ją oddalają zawodowo.
Powiecie - jej życie, jej mąż - ich sprawa i ich wybory. Chodzi jednak o coś innego - o to jak on ją traktuje. Obserwuje ich od dłuższego czasu. Na każdym kroku ją poucza, nawet w sprawach w których nie ma pojęcia. Krytykuje ją i jej jakiekolwiek wybory i zachowania sytuacyjne. Tak jakby swoje kompleksy leczył krytykowaniem jej. Nie pomaga jej w ogóle - po powrocie z pracy zasiada przed komputerem, więc wszystko jest na jej głowie - a jest w 7 miesiącu ciąży! Do wychowania ich 2letniej córeczki nie przyłożył się zbytnio, wszystko przy niej robi moja siostra, czego skutki są opłakane, bo Mała daje sobie zrobić cokolwiek wokół siebie tylko jej, z nim nawet nie chce zasypiać. Siostra od 2 lat nigdzie nie wyszła sama, bo non stop zajmuje się dzieckiem, a jemu nie przyszło do głowy żeby ją odciążyć. Ona jest takim typem człowieka, że nie potrafi mu się postawić albo czegoś od niego wyegzekwować. Przykład - ostatnio, gdy byliśmy wszyscy razem na działce, poprosiła żeby poszedł po coś na drugie piętro - spytał tylko czy ona nie może pójść, bo jemu się nie chce - nóż w kieszeni się otwiera! Siostra nie potrafi być asertywna, a on to wykorzystuje. Z resztą nie tylko on, ale cała jego rodzina.
Ostatnio mama próbowała porozmawiać z nią, że powinna bardziej angażować we wszystko męża, bo w niczym jej nie pomaga, ale siostra wszystkiemu zaprzeczała, byle by tylko chronić mu tyłek. Gdy go nie ma w pobliżu jest wesoła, uśmiechnięta, pogodna, natomiast przy nim staje się przygaszona i małomówna, co zaobserwowałam już od dawna. Jest mi przykro, bo - bądźmy szczerzy - marnuje sobie życie przy jego boku, a on kompletnie na nią nie zasługuje. Poradźcie - czy powinnam się wtrącić? Porozmawiać z nią albo z nim? Ciężko mi z myślą jak on ją traktuje.