Piszę do was ten post, bo sama już nie umiem sobie poradzić z sytuacją w moim życiu. Jestem jeszcze młoda, mam dopiero 19 lat i nie do końca wiem jak mam teraz podnieść się po tym wszystkim co się stało i czy w ogóle jeszcze warto. Ale zacznę od początku. 4 lata temu poznałam cudownego chłopaka, miała 15 lat, on 18. Byliśmy wspaniałą parą, kochaliśmy się szalenie, każdą chwilę spędzać chcieliśmy razem. Przez pierwszy rok naszego związku trochę się docieraliśmy, kłóciliśmy, głównie z tego względu, że chciałam dorównać Jego ideałowi i nie zawsze wszystko mu o sobie mówiłam. Byłam wtedy jeszcze dzieckiem tak naprawdę i wszystko się wyjaśniło. Od tej pory wszystko było względnie dobrze. Problem w tym, że mój tato od zawsze za nim nie przepadał. Moi rodzice wychowują mnie trochę inaczej niż wszycy inni, zwłaszcza tata. Mam 19 lat a nie mogę wyjść z domu wieczorem, zanocować u narzeczonego ( jesteśmy zareczeni , a raczej byliśmy ), wyjechać na 1 dzień choćby bez nich. Ogólnie mam straszny rygor. Przywykłam do tego, rodzice mogą mieć różne metody wychowawcze. Mimo to u mnie w domu nie zawsze było kolorowo. Mama z tatą bardzo się kłocili, tata gdy wpadnie w nerwy gada różne przykre rzeczy, obraża się o byle pierdołe, zawsze jestem winna wszystkiemu, bo mam inne zdanie niż on. Ale wracając do wątku. Przez te 4 lata było nam razem dobrze, planowaliśmy wspólne życie, zarz po szkole miałam się wyprowadzić do niego, wyjść za mąż zacząć pracwać, wyrwać się spod klosza który nade mną wisi. Mój ukochany nie potrfił zrozumieć tego, że mam innych rodziców niż on. Jemu wolno było wsyztsko w każdym wieku. Moi rodzice uznają trochę surowsze metody ( czasem mam wrazenie ze zbyt surowe, bo wszycy wokól mnie mogą o wiele więcej niż ja, sama mama mi to mówi i staje w mojej obronie bo tata najchętniej 24 na dobe przywiązałby mnie do domu). Mój ukochany twierdzi, że to jest patologia, co mnie osobiście bardzo boli, bo nikt mnie w domu nie bije, rodzice nie nadużywają alkoholu ( tata tylko wypije piwko czy 2 po pracy), mam co zjeśc, rodzice się o mnie martwią. Trochę w tym mojej winy , że mój kochany tak uważa, bo gdy byłam młodsza skarżyłam mu się, że nic mi nie wolno itd, ale który nastolatek tak nie myśli ? Zaczął na mnie wymuszać przeprowadzkę, przestałam jeździć do rodziny, nie mam znajomych, bo twierdził ze jeśli go kocham mam zostać. A ja kochałam i nadal kocham go do szaleństwa. Przez 3 lata uważałam, że on ma rację, że chyba rzeczywiście mam rodziców tyranów, że powinnam być 24 h na dobe przy nim . Dopiero wczoraj zrozumiałam jak bardzo się myliłam przynajmniej w stosunku do rodziców. Mieliśmy jechać w góry do mojej rodziny dzisiaj, wszytsko zorganizwałam wszytsko było załatwione na ostatni guzik. Wtedy mój tata wyskoczył, że nikt się go nie zapytał czy on chce jechać mimo, że pytałam na któraa ma do pracy bo chcemy jechać itd , wiec uznałam to za wystarczajacą wiadomość, że on także jedzie.Potem plułam sobie w brodę , że nie zapytałam czy chce jechać. Zrobił aferę, tak, że nic z tego nie wyszło, a mój ukochany stwierdził, że nie wytrzyma już dłużej takiej patologi i postawił waunek, ze albo zabieram swoje walizki i wprowadzam się do niego albo to koniec. Po 4 latach związku to mną wstrząsnęło. Z resztą nie pierwszy raz słysze warunek albo rodzice albo my. Jestem w rozterce, kocham swoich rodziców mimo tego jacy są i szanuje ich, a z drugiej strony nie będę z nimi żyła i tak bardzo go kocham. Na odchodne napisał mojej mamie sms-a , że to jest chore ze nic mi nie wolno, że patologia i w ogóle i że zostawia mnie i wyjeźdża do Holandi bo on nie chce mieć z ta patologią nic wspólnego, potem próbował wymusić zebym u niego została na noc, ale ja nawet nie chciałam poruszać tego tematu i rodziców bo ojciec był wściekły już o sam ten wyjazd w góry. Odszedł. Powiedział, że jak spotka mojego ojca na ulicy przed wyjazdem to on popamięta to spotkanie. Boję się, teraz żałuję, że mówiłam mu o wszystkim co mnie boli, bo on obraca to przeciwko mnie. Nie dość, że ojciec ciągle się mnie o coś czepia, to jeszcze mój ukochany twierdzi, że to rozstanie to moja wina bo nie umiem stawiać się rodzicom i mam go gdzieś co jest nie prawdą, bo iwiele razy miałam w domu kłotnie właśnie z jego powodu. Czuję się poniżona nic nie warta, a mimo to nadal go kocham i chcę walczyć, ale on nie. Dla niego zostawiłam wszystko dla niego. Teraz czuje sie jak cień człowieka, bo wsyztskiemu winna jestem ja. Co mam teraz zrobić? Pomóżcie.
Podobne tematy
Kupa, a nie ukochany. Jak doszłam do momentu, w którym napisał twojej mamie smsa, że twoja rodzina to patologia, to krew mi zawrzała. Ok, twoi rodzice może są surowsi niż inni, ale krzywdy ci nie robią - a ty jesteś pełnoletnia i możesz iść do pracy, wyprowadzić się i im udowodnić, że jesteś dorosła - wtedy sama będziesz o wszystkim decydować. Jak na razie to wybrałaś sobie chłopaka, który zachował się jak skończony cham i wymaga od ciebie robienia czegoś, przed czym masz opory. Stań najpierw pewnie na własnych nogach, a później znajdź sobie partnera, a nie kolejnego tyrana - najpierw rodzice, potem facet mają tobą rządzić?
3 2014-06-29 18:18:31 Ostatnio edytowany przez BiałaBajka77 (2014-06-29 18:19:15)
Kupa, a nie ukochany. Jak doszłam do momentu, w którym napisał twojej mamie smsa, że twoja rodzina to patologia, to krew mi zawrzała. Ok, twoi rodzice może są surowsi niż inni, ale krzywdy ci nie robią - a ty jesteś pełnoletnia i możesz iść do pracy, wyprowadzić się i im udowodnić, że jesteś dorosła - wtedy sama będziesz o wszystkim decydować. Jak na razie to wybrałaś sobie chłopaka, który zachował się jak skończony cham i wymaga od ciebie robienia czegoś, przed czym masz opory. Stań najpierw pewnie na własnych nogach, a później znajdź sobie partnera, a nie kolejnego tyrana - najpierw rodzice, potem facet mają tobą rządzić?
chwilowo sama nawet nie wiem co ze sobą począć, mam jeszczde rok szkoły, przede mną matura, nie chcę sobie wszytskiego zepsuć, ale mimo to czuje , że to wszystko moja wina, że nie powinnam była tak dać się zniewolić, ale nie potrafię inaczej tak mnie wychowali ze ich słowo to świętość, ale mimo to próbuje się buntować, mój ukochany dla mnie był wsyztskim, teraz zostałam sama , bez wsparcia z niczyjej strony nie wiem co zrobić dalej, nie chce być kozłem ofiarnym
A ja rozumiem Ciebie, Biała Bajko, ale Twojego chłopaka też rozumiem.
Może z patologią się ciut rozpędził, ale nie uważam, żeby wpływ taty i jego metody wychowawcze były zdrowe i dobre. Moim zdaniem robi Ci w ten sposób krzywdę nie pozwalając na samodzielność i własne decyzje.
Twój chłopak też nie ma dobrej metody, bo próby wymuszenia na Tobie porzucenia domu nic dobrego raczej nie przyniosą, najwyżej właśnie wzbudzą poczucie winy, ale z drugiej strony jakie ma wyjście, skoro obecna sytuacja jest dla niego nie do zaakceptowania?
Spróbuj postawić się w jego sytuacji.
A ja rozumiem Ciebie, Biała Bajko, ale Twojego chłopaka też rozumiem.
Może z patologią się ciut rozpędził, ale nie uważam, żeby wpływ taty i jego metody wychowawcze były zdrowe i dobre. Moim zdaniem robi Ci w ten sposób krzywdę nie pozwalając na samodzielność i własne decyzje.Twój chłopak też nie ma dobrej metody, bo próby wymuszenia na Tobie porzucenia domu nic dobrego raczej nie przyniosą, najwyżej właśnie wzbudzą poczucie winy, ale z drugiej strony jakie ma wyjście, skoro obecna sytuacja jest dla niego nie do zaakceptowania?
Spróbuj postawić się w jego sytuacji.
próbuję, i po części także go rozumiem, on też ma prawo życ po swojemu, dlatego nie moge go przywiązać do siebie i starałam się robić coś by tę sytuację zmienić, by choć troche tej swobody u rodzicó wynegocjować a i jemu tłumaczyłam jak jest, żeby spróbował choć trochę zrozumieć, ale nie daje rady pogodzić obu stron naraz przez co zawsze wsyztsko spada na moje barki. Jestem silna psychicznie ale tym razem już wysiadam
Niestety nie zawsze wszystko da się pogodzić, Bajko. Godziliście 4 lata. Myślę, że po prostu musisz sama zdecydować, czy to jest ten moment, kiedy jesteś gotowa na samodzielne życie bez rodziców, czy jeszcze nie.
Niestety nie zawsze wszystko da się pogodzić, Bajko. Godziliście 4 lata. Myślę, że po prostu musisz sama zdecydować, czy to jest ten moment, kiedy jesteś gotowa na samodzielne życie bez rodziców, czy jeszcze nie.
mam jeszcze rok szkoły , maturalna klasa, choćbym chciała się usamodzielnić, nie dam rady pracowac uczyć się i utrzymywac mieszkania
No a jaki pomysł na to ma Twój chłopak?
Rozumiem skoro wyszedł z propozycją żebyś opuściła rodziców to ma jakiś konkretny plan.
No a jaki pomysł na to ma Twój chłopak?
Rozumiem skoro wyszedł z propozycją żebyś opuściła rodziców to ma jakiś konkretny plan.
plan ma taki zebym u niego mieszkałą z jego mama i szukała jak najpilniej pracy by sie dołożyć, poza tym to chyba nie zbyt aktualne bo jak juz wyzej napisałam zostawił mnie twierdzac ze nie chce miec nic z ta patologia wspólnego, a gdy staram sie do niego dodzwonic zwyczajnie mnie ingnoruje
podejrzewam ze palnu konkretnego nie ma, nigdy o tym nie mówił
Rozumiem babską solidarność i ten pojazd po chłopaku ale cholera...
Jak chcesz chłopakowi udowodnić, że potrafisz mieć własne zdanie i czasami postawić się ojcu? Do tej pory było tak jak on zagra, a zauważ, że chłopakowi obiecałaś wspólne mieszkanie po ukończeniu szkoły. Twój facet zwyczajnie przestał wierzyć, że coś z tego wyjdzie,bo w sumie jak mógł uwierzyć że NA ZAWSZE odejdziesz od rodziny do niego, skoro nie mogliście nawet dnia razem spędzić? Chłopak uznał, że nie będziesz w stanie zaoferować mu tego (przeprowadzki) o czym od dawna myślał/myśleliście więc dał sobie spokój. Rozumiem rygor, dyscyplinę i taki styl wychowania ale przez brak jakiejkolwiek woli do postawienia się pokazałaś facetowi, że wola rodziny>Twoja wola>wola chłopaka, a on tego zwyczajnie nie zaakceptował. Jak uda Ci się z nim jakoś pogadać, to musisz go zapewnić, że w odpowiedniej chwili zachowasz się tak, jak naprawdę tylko Ty będziesz chciała.
Nikt nie może mówić, zwłaszcza do kogoś kogo się kocha albo to albo tamto. Zwłaszcza jeśli są to rodzice. Masz 19 lat. korzystaj z życia, nie marnuj już czasu na tego faceta, zobaczysz ze za parę lat jak będziecie nie daj Boże mieć prawdziwe wspólne życie, będziesz pod jego dyktando. To nie twoja wina ze to co mu mówiłaś , obrócił przeciwko Ciebie. Był Twoim facetem, a z chłopakiem rozmawia się. To on jest głupi, że teraz to wykorzystuje. Trzymaj się, i tak w ogolę jesteś mądrą dziewczyną że nie wyprowadziłaś się do niego tylko jesteś z rodzicami, bo rodzice może i surowi to chcą na pewno tylko dobrze dla Ciebie. ![]()
Dawałam mu dowody , że wyprowadzę się po szkole. Moi rodzice wiedzą, że gdy ją skończę chcę z nim zamieszkać. Kłóciłam się z rodzicami stawiałam, uciekłam w pewnym momencie, co uważam za moje największe głupstwo. Ale moje stawianie się i upór wobec rodziców nic nie dają. Wię ile razy a walczyć z nimi skoro zawsze kończy się tak samo. Chciałabym porozmawiać, ale zawsze i tak wychodzi na ich. Starałam się mu pokazać ze na prawde ma na co czekać.
Bajeczko
Twój chłopak jest taki sam jak Twoi rodzice tylko w inną stronę. Ani rodzice, ani chłopak nie są dla Ciebie zdrowi.
Na Twoim miejscu skupiłabym się na sobie. Skończ szkołę i zacznij żyć na własny rachunek. Patoligii w domu nie masz, ale nadmierna kontrola też jest szkodliwa i już wychodzą pierwsze rysy. Jakie? A takie, że chłopak, który robi to samo, co Twoi rodzice, jest dla Ciebie ważny, słuchasz go i zastanawiasz się jak do niego wrócić. Sama nie decydujesz o niczym, jesteś podporządkowana z jednej strony rodzicom, a z drugiej chłopakowi. Uważam, ze teraz przyszedł czas dla CIEBIE. Musisz się dowiedzieć, czego TY chcesz, jak TY chcesz żyć.
Wyprowadzając się do chłopaka i jego matki zaraz po szkole wpadasz z deszczu pod rynnę, bo znowu NIE będziesz mogła o SOBIE decydować sama, a o to właśnie chodzi w dorosłości.
NIE potrzebny Ci facet do życia, do tego, zeby mieć wsparcie, czy się dobrze czuć. Moja rada, nie wracaj do niego, bo on jest toksyczny. Po tym co powiedział i napisał powinien zostać przekreślony raz na zawsze. On próbuje sobie Ciebie podporządkować i dlatego tak się wkurza, że mu się nie udaje.
Z drugiej strony, Twoje ograniczenie rodzicielskie wkurzyłoby najspokojniejszego chłopaka i też mu się nie dziwie, że już miał dość, choć w żądnym wypadku nie powinien tak reagować.
Jak to mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jeśli będziesz mądra i wykorzystasz swoją sytuację, to będziesz sobie wdzieczna za jakiś czas, wierz mi.
Chyba rzeczywiście masz racje, nigdy nie zastanawiałm się czego ja chcę, zawsze chciałam uszczęśliwić wszystkich wokól siebie a o siebie sie nie matwiłam.
Witaj Biała Bajko. Chciałabym Ci jakoś pomóc i coś doradzić. Jak go poznałaś byłaś bardzo młoda, ale emocjonalnie, zauważyłam że jesteś bardzo dojrzała i rezolutna dziewczynka..ogólnie jesteś chyba z tych osób, co "chcą naprawić świat"...a jednocześnie mieć szczęśliwe życie prywatne. Z tego co zauważyłam w Twoim poście Ty i chłopak kochacie się , ale macie dość kontroli twoich rodziców..najprościej byłoby pójść na swoje..ale trzeba mieć pieniądze, żeby to zrealizować itd. Tutaj kłania się po prostu organizacja pracy....jak widać twój chłopak nie chce być niewolnikiem, chce sam decydować o sobie i o Tobie. Nie wiem czemu twoi rodzice trzymają Cie pod kluczem. Być może sami doświadczyli w młodości rozczarowań i chcą Cie przed nimi uchronić a twoja potrzeba adrenaliny, jest silniejsza...ehh..no nie wiem..pogadaj z nimi na spokojnie i powiedz im że go kochasz, że On Ci daje dużo szczęścia i satysfakcji, że potrzebujesz go, ale jednocześnie kochasz rodziców i potrzebujesz ich wsparcia. Powodzenia.
Chyba rzeczywiście masz racje, nigdy nie zastanawiałm się czego ja chcę, zawsze chciałam uszczęśliwić wszystkich wokól siebie a o siebie sie nie matwiłam.
No właśnie
Dopiero ZACZYNASZ życie, korzystaj z niego. Najpierw rodzice, a potem mąż?! I tak DO KOŃCA ŻYCIA?! Nie przeraża Cię ta wizja?
Odetchnij, poznaj świat, pospełniaj marzenia, znajdź swoje pasje, ŻYJ! A na rodzinę i odpowiedniego partnera przyjdzie czas ![]()
Niestety najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja go naprawdę pokochałam. Chciałam spędzić z nim całe życie, a teraz .. nie zostało mi już nic oprócz miłości która tkwi gdzieś we mnie.
Witaj Biała Bajko. Chciałabym Ci jakoś pomóc i coś doradzić. Jak go poznałaś byłaś bardzo młoda, ale emocjonalnie, zauważyłam że jesteś bardzo dojrzała i rezolutna dziewczynka..ogólnie jesteś chyba z tych osób, co "chcą naprawić świat"...a jednocześnie mieć szczęśliwe życie prywatne. Z tego co zauważyłam w Twoim poście Ty i chłopak kochacie się , ale macie dość kontroli twoich rodziców..najprościej byłoby pójść na swoje..ale trzeba mieć pieniądze, żeby to zrealizować itd. Tutaj kłania się po prostu organizacja pracy....jak widać twój chłopak nie chce być niewolnikiem, chce sam decydować o sobie i o Tobie. Nie wiem czemu twoi rodzice trzymają Cie pod kluczem. Być może sami doświadczyli w młodości rozczarowań i chcą Cie przed nimi uchronić a twoja potrzeba adrenaliny, jest silniejsza...ehh..no nie wiem..pogadaj z nimi na spokojnie i powiedz im że go kochasz, że On Ci daje dużo szczęścia i satysfakcji, że potrzebujesz go, ale jednocześnie kochasz rodziców i potrzebujesz ich wsparcia. Powodzenia.
Dziękuję za słowa wsparcia, ale mnie nie chodzi o adrenalinę. Chciałabym po prostu być samodzielna, chociąż trochę. Chce podjąć pracę i po prostu żyć, ale przede mną matura, nie mogę teraz wyprowadzić się do ukochanego. Sumienie ne pozwoliłby mi żyć na koszt jego i jego mamy póki się uczę.
Niestety najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja go naprawdę pokochałam. Chciałam spędzić z nim całe życie, a teraz .. nie zostało mi już nic oprócz miłości która tkwi gdzieś we mnie.
To nie jest najgorsze, ale Ty tego jeszcze nie widzisz. Pewnie, że go pokochałaś i chciałaś z nim spędzić resztę życia, jak każda nastolatka ze swoją pierwszą miłością
Przejdzie Ci, ale musisz się zawciąć w sobie i to przetrwać.
Wierz mi, to nie był TEN i przyznasz mi racje jak Ci przejdzie i odetchniesz.
On pewnie był Ci potrzebny, bo podświadomie wyrwałby Cię spod siekiery rodziców i teraz uważasz, że straciłaś swoją szansę na wolność. Nic bardziej mylnego! Sama możesz o sobie decydować i powinnaś zrobić to jak najszybciej.
Odpłacz durnego chłopaka, nabierz sił, zdaj dobrze maturę i się wyprowadzaj! Tyle możliwości przed Tobą!
BiałaBajka77 napisał/a:Niestety najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja go naprawdę pokochałam. Chciałam spędzić z nim całe życie, a teraz .. nie zostało mi już nic oprócz miłości która tkwi gdzieś we mnie.
To nie jest najgorsze, ale Ty tego jeszcze nie widzisz. Pewnie, że go pokochałaś i chciałaś z nim spędzić resztę życia, jak każda nastolatka ze swoją pierwszą miłością
Przejdzie Ci, ale musisz się zawciąć w sobie i to przetrwać.
Wierz mi, to nie był TEN i przyznasz mi racje jak Ci przejdzie i odetchniesz.On pewnie był Ci potrzebny, bo podświadomie wyrwałby Cię spod siekiery rodziców i teraz uważasz, że straciłaś swoją szansę na wolność. Nic bardziej mylnego! Sama możesz o sobie decydować i powinnaś zrobić to jak najszybciej.
Odpłacz durnego chłopaka, nabierz sił, zdaj dobrze maturę i się wyprowadzaj! Tyle możliwości przed Tobą!
Nie wyrwałby mnie spod klosza, tego muszę dokonać sama. On tylko na mnie naciskał, żebym zrobiła tak,ponieważ wtedy mogłabym być dla niego praktycznie w każdej chwili. Jeśli ja sama bym nie zdecydowała się na ten krok i sama przez to nie przeszłą nic by to nie dało.
Potrzebny mi jest, bo go kocham, bo chciałam spełnić jego marzenia, chciałam dać mu od życia więcej niz mogłam bo zrobił dla mnie tyle dobrego.
Nie wyrwałby mnie spod klosza, tego muszę dokonać sama. On tylko na mnie naciskał, żebym zrobiła tak,ponieważ wtedy mogłabym być dla niego praktycznie w każdej chwili.
Tak, czyli byłabyś dla niego tak samo na wyłączność jak jesteś dla Twoich rodziców. On chciał Cię PRZYWŁASZCZYĆ, ale Ty tego nie widzisz.
Potrzebny mi jest, bo go kocham, bo chciałam spełnić jego marzenia, chciałam dać mu od życia więcej niz mogłam bo zrobił dla mnie tyle dobrego.
Czemu chciałaś oddać siebie, własne życie, marzenia, całą siebie jakiemuś innemu człowiekowi? Czy on Ci uratował życie? Oddał nerkę Twojemu bratu? Poświęcił coś niesamowicie ważnego, aby Ci pomóc? Czy zorbił coś tak niesamowitego, że czujesz, iż musisz się odwdzięczać mu do końca życia?
Założe się, ze nie.
Dlaczego chcesz się POŚWIĘCIĆ dla faceta? Czemu chcesz go uszczęśliwiać kosztem siebie? Dlaczego chcesz oddać własny los w jego ręce?
Jesteś trochę zaślepiona i pogubiona, a to co piszesz skłania mnie do tego, zeby wyciągnąć wniosek, że masz syndrom "kochającej za bardzo".
Ogarnij się, bo to bardzo niebezpieczne.
BiałaBajka77 napisał/a:Nie wyrwałby mnie spod klosza, tego muszę dokonać sama. On tylko na mnie naciskał, żebym zrobiła tak,ponieważ wtedy mogłabym być dla niego praktycznie w każdej chwili.
Tak, czyli byłabyś dla niego tak samo na wyłączność jak jesteś dla Twoich rodziców. On chciał Cię PRZYWŁASZCZYĆ, ale Ty tego nie widzisz.
BiałaBajka77 napisał/a:Potrzebny mi jest, bo go kocham, bo chciałam spełnić jego marzenia, chciałam dać mu od życia więcej niz mogłam bo zrobił dla mnie tyle dobrego.
Czemu chciałaś oddać siebie, własne życie, marzenia, całą siebie jakiemuś innemu człowiekowi? Czy on Ci uratował życie? Oddał nerkę Twojemu bratu? Poświęcił coś niesamowicie ważnego, aby Ci pomóc? Czy zorbił coś tak niesamowitego, że czujesz, iż musisz się odwdzięczać mu do końca życia?
Założe się, ze nie.
Dlaczego chcesz się POŚWIĘCIĆ dla faceta? Czemu chcesz go uszczęśliwiać kosztem siebie? Dlaczego chcesz oddać własny los w jego ręce?Jesteś trochę zaślepiona i pogubiona, a to co piszesz skłania mnie do tego, zeby wyciągnąć wniosek, że masz syndrom "kochającej za bardzo".
Ogarnij się, bo to bardzo niebezpieczne.
Jestem pogubiona to fakt. Może wynikac to z tego, że był pierwszą osobą, która zainteresowała się mną. Był moim jedynym przyjacielem, tylko on dostrzegł we mnie kogoś wartośiowego w momencie gdy wszyscy inny ze mne szydzą, bo mam dom jaki mam i nie latam po imprezach w te i z powrotem.
BiałaBajko ...powiem Ci że skoro tak go kochasz to bądź z nim, zrezygnuj ze szkoły, podejmij prace gdzieś w sklepie i ewentualnie kontynuuj wieczorowo naukę, jeśli Ci starczy pieniążków..wszystko jest do zrobienia, tylko wystarczy się zorganizować i trwać w tym postanowieniu...Skoro On uważa że w tej Holandii takie kokosy zbije to niech tam jedzie..kurcze...o co tu chodzi w tym wszystkim ?!
Teo napisał/a:BiałaBajka77 napisał/a:Nie wyrwałby mnie spod klosza, tego muszę dokonać sama. On tylko na mnie naciskał, żebym zrobiła tak,ponieważ wtedy mogłabym być dla niego praktycznie w każdej chwili.
Tak, czyli byłabyś dla niego tak samo na wyłączność jak jesteś dla Twoich rodziców. On chciał Cię PRZYWŁASZCZYĆ, ale Ty tego nie widzisz.
BiałaBajka77 napisał/a:Potrzebny mi jest, bo go kocham, bo chciałam spełnić jego marzenia, chciałam dać mu od życia więcej niz mogłam bo zrobił dla mnie tyle dobrego.
Czemu chciałaś oddać siebie, własne życie, marzenia, całą siebie jakiemuś innemu człowiekowi? Czy on Ci uratował życie? Oddał nerkę Twojemu bratu? Poświęcił coś niesamowicie ważnego, aby Ci pomóc? Czy zorbił coś tak niesamowitego, że czujesz, iż musisz się odwdzięczać mu do końca życia?
Założe się, ze nie.
Dlaczego chcesz się POŚWIĘCIĆ dla faceta? Czemu chcesz go uszczęśliwiać kosztem siebie? Dlaczego chcesz oddać własny los w jego ręce?Jesteś trochę zaślepiona i pogubiona, a to co piszesz skłania mnie do tego, zeby wyciągnąć wniosek, że masz syndrom "kochającej za bardzo".
Ogarnij się, bo to bardzo niebezpieczne.
Jestem pogubiona to fakt. Może wynikac to z tego, że był pierwszą osobą, która zainteresowała się mną. Był moim jedynym przyjacielem, tylko on dostrzegł we mnie kogoś wartośiowego w momencie gdy wszyscy inny ze mne szydzą, bo mam dom jaki mam i nie latam po imprezach w te i z powrotem.
Moja droga, przede wszystkim i nade wszystko wartość musisz sama w sobie znaleźć. Nie możesz patrzeć na siebie oczami innych. Nie może uzależniać swojej wartości od innych!
Co planujesz po maturze? Studia? Szkoła? Kursy? Szkolenie zawodowe? Jakie TY masz plany? Kim chcesz być w przyszłości, co chcesz robić, jak zarabiać?
Kiedy byliśmy jeszcze parą chciałam jak najszycbiej znaleźć pracę. Ale od zawsze ciągnęło mnie na studia, żeby się uczyć. Chciałam być anastezjologiem lub ginekologiem, pójść na swoje, poznać innych ludzi.
BiałaBajko ...powiem Ci że skoro tak go kochasz to bądź z nim, zrezygnuj ze szkoły, podejmij prace gdzieś w sklepie i ewentualnie kontynuuj wieczorowo naukę, jeśli Ci starczy pieniążków..wszystko jest do zrobienia, tylko wystarczy się zorganizować i trwać w tym postanowieniu...Skoro On uważa że w tej Holandii takie kokosy zbije to niech tam jedzie..kurcze...o co tu chodzi w tym wszystkim ?!
Chciałabym, ale wiem , że nie dam rady. Kto przyjmie do pracy dziewczyne bez szkoły, zaledwie po gimnazjum ( jelsi miałabym teraz rzucić technikum ) ? Pieniedzy nie mam. On wyjeźdża do Holandi nie za pracą, a dlatego, że tam mu się podoba, Był tam kieydś 2 miesiace i twierdi ze tam są inny ludzie i tam czuje sie jak w domu.
Teraz jest sezon wakacyjny i nad morzem szukają wiele ludzi do przyuczenia ...a jak nie chcesz go stracić to pojedź do tej Holandii, tam możesz pracować w barze, jako pomoc kuchenna, jako pokojówka, jako opiekunka do dzieci..moim zdaniem prawdziwa miłość nie zna granic..tylko pytanie, czy On chce Cię tam zabrać ze sobą...możesz spróbować..zawsze też możesz wrócić do domu..tylko na taką wyprawę musisz mieć z 2 tysiące...Rodzice, słusznie się o Ciebie martwią..może też po prostu rozstańcie się na jakiś czas i zobaczysz co dalej..moim zdaniem do szkoły zawsze możesz wrócić, szkoła nie zając, nie ucieknie..ale to już jest twoja decyzja i twojej rodziny.
Teraz jest sezon wakacyjny i nad morzem szukają wiele ludzi do przyuczenia ...a jak nie chcesz go stracić to pojedź do tej Holandii, tam możesz pracować w barze, jako pomoc kuchenna, jako pokojówka, jako opiekunka do dzieci..moim zdaniem prawdziwa miłość nie zna granic..tylko pytanie, czy On chce Cię tam zabrać ze sobą...możesz spróbować..zawsze też możesz wrócić do domu..tylko na taką wyprawę musisz mieć z 2 tysiące...Rodzice, słusznie się o Ciebie martwią..może też po prostu rozstańcie się na jakiś czas i zobaczysz co dalej..moim zdaniem do szkoły zawsze możesz wrócić, szkoła nie zając, nie ucieknie..ale to już jest twoja decyzja i twojej rodziny.
Ciekawa jestem skąd ja wytrzasne na piątek 2 tysiace złotych ? Chocbym chciała nie dam rady jechać bo ne mam za co
29 2014-06-30 23:52:43 Ostatnio edytowany przez czasymira (2014-06-30 23:54:20)
To teraz masz wakacje to jedź nad morze do pracy i zarobisz na podróż. Dojedziesz do niego. Na olx są ciekawe oferty pracy.
To teraz masz wakacje to jedź nad morze do pracy i zarobisz na podróż. Dojedziesz do niego. Na olx są ciekawe oferty pracy.
czasymira, z całym szacunkiem, ale weź się zastanów, co Ty jej radzisz?! Proponujesz dziewczynie, żeby mimo wszystko, dobrowolnie oddała sie pod but chłopaka, który zachowuje się tak samo jak jej rodzice i chce ją tresować!
Autorko, jak chcesz iść na studia to idź! Czemu nie masz się realizować?
czasymira napisał/a:To teraz masz wakacje to jedź nad morze do pracy i zarobisz na podróż. Dojedziesz do niego. Na olx są ciekawe oferty pracy.
czasymira, z całym szacunkiem, ale weź się zastanów, co Ty jej radzisz?! Proponujesz dziewczynie, żeby mimo wszystko, dobrowolnie oddała sie pod but chłopaka, który zachowuje się tak samo jak jej rodzice i chce ją tresować!
Autorko, jak chcesz iść na studia to idź! Czemu nie masz się realizować?
Chciałam w momencie gdy zamieszkamy razem podjąć pracę abyśmy mogli się sami utrzymać. W takim wypadku studia odpadały dlatego nie myślałam o nich poważnie.
To teraz masz wakacje to jedź nad morze do pracy i zarobisz na podróż. Dojedziesz do niego. Na olx są ciekawe oferty pracy.
Najpierw to trzeba dostać się nad to morze, a po 2 praca na wakacje odpada bo moi rodzice raczej nie puściliby mnie na taki wyjazd nad morze.
Teo napisał/a:czasymira napisał/a:To teraz masz wakacje to jedź nad morze do pracy i zarobisz na podróż. Dojedziesz do niego. Na olx są ciekawe oferty pracy.
czasymira, z całym szacunkiem, ale weź się zastanów, co Ty jej radzisz?! Proponujesz dziewczynie, żeby mimo wszystko, dobrowolnie oddała sie pod but chłopaka, który zachowuje się tak samo jak jej rodzice i chce ją tresować!
Autorko, jak chcesz iść na studia to idź! Czemu nie masz się realizować?
Chciałam w momencie gdy zamieszkamy razem podjąć pracę abyśmy mogli się sami utrzymać. W takim wypadku studia odpadały dlatego nie myślałam o nich poważnie.
Czytaj dokładnie to, co sama piszesz. Miałaś plany, jakieś marzenia, ale zrezygnowałaś, bo ON. Bo do roboty miałaś iść i zapierdzielać od rana do nocy, bo ON chce...
Jesteś młoda, po co Ci rygor praca-dom w wieku 18 lat?!
SIEBIE stawiaj na pierwszym miejscu, a dopiero wtedy będziesz szczęśliwa.
BiałaBajka77 napisał/a:Teo napisał/a:czasymira, z całym szacunkiem, ale weź się zastanów, co Ty jej radzisz?! Proponujesz dziewczynie, żeby mimo wszystko, dobrowolnie oddała sie pod but chłopaka, który zachowuje się tak samo jak jej rodzice i chce ją tresować!
Autorko, jak chcesz iść na studia to idź! Czemu nie masz się realizować?
Chciałam w momencie gdy zamieszkamy razem podjąć pracę abyśmy mogli się sami utrzymać. W takim wypadku studia odpadały dlatego nie myślałam o nich poważnie.
Czytaj dokładnie to, co sama piszesz. Miałaś plany, jakieś marzenia, ale zrezygnowałaś, bo ON. Bo do roboty miałaś iść i zapierdzielać od rana do nocy, bo ON chce...
Jesteś młoda, po co Ci rygor praca-dom w wieku 18 lat?!
SIEBIE stawiaj na pierwszym miejscu, a dopiero wtedy będziesz szczęśliwa.
Tak zrezygnowałam dla niego. Muszę nauczyć się stawiać siebie na pierwszym miejscu, zupełnie o tym zapomniałam przez te wszystkie lata.
Teo napisał/a:BiałaBajka77 napisał/a:Chciałam w momencie gdy zamieszkamy razem podjąć pracę abyśmy mogli się sami utrzymać. W takim wypadku studia odpadały dlatego nie myślałam o nich poważnie.
Czytaj dokładnie to, co sama piszesz. Miałaś plany, jakieś marzenia, ale zrezygnowałaś, bo ON. Bo do roboty miałaś iść i zapierdzielać od rana do nocy, bo ON chce...
Jesteś młoda, po co Ci rygor praca-dom w wieku 18 lat?!
SIEBIE stawiaj na pierwszym miejscu, a dopiero wtedy będziesz szczęśliwa.Tak zrezygnowałam dla niego. Muszę nauczyć się stawiać siebie na pierwszym miejscu, zupełnie o tym zapomniałam przez te wszystkie lata.
NIE WOLNO rezygnować z siebie dla kogoś, bo zawsze kończy się to katastrofą, wywołuje frustracje, a druga strona wcale tego nie docenia, bo tego nie chciała. A jak chciała, czy żądała, to nie jest odpowiednia osoba dla nas.
"Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" - powtarzaj sobie to za każdym razem.
BiałaBajka77 napisał/a:Teo napisał/a:Czytaj dokładnie to, co sama piszesz. Miałaś plany, jakieś marzenia, ale zrezygnowałaś, bo ON. Bo do roboty miałaś iść i zapierdzielać od rana do nocy, bo ON chce...
Jesteś młoda, po co Ci rygor praca-dom w wieku 18 lat?!
SIEBIE stawiaj na pierwszym miejscu, a dopiero wtedy będziesz szczęśliwa.Tak zrezygnowałam dla niego. Muszę nauczyć się stawiać siebie na pierwszym miejscu, zupełnie o tym zapomniałam przez te wszystkie lata.
NIE WOLNO rezygnować z siebie dla kogoś, bo zawsze kończy się to katastrofą, wywołuje frustracje, a druga strona wcale tego nie docenia, bo tego nie chciała. A jak chciała, czy żądała, to nie jest odpowiednia osoba dla nas.
"Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" - powtarzaj sobie to za każdym razem.
Miejmy nadzieję, że tak właśnie będzie, choć jest naprawdę ciężko. Myślałam, że jestem silniejsza psychicznie i się przeliczyłam.
Teo napisał/a:BiałaBajka77 napisał/a:Tak zrezygnowałam dla niego. Muszę nauczyć się stawiać siebie na pierwszym miejscu, zupełnie o tym zapomniałam przez te wszystkie lata.
NIE WOLNO rezygnować z siebie dla kogoś, bo zawsze kończy się to katastrofą, wywołuje frustracje, a druga strona wcale tego nie docenia, bo tego nie chciała. A jak chciała, czy żądała, to nie jest odpowiednia osoba dla nas.
"Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" - powtarzaj sobie to za każdym razem.
Miejmy nadzieję, że tak właśnie będzie, choć jest naprawdę ciężko. Myślałam, że jestem silniejsza psychicznie i się przeliczyłam.
Nic Ci nie będzie, a wszystko mija, gwarantuje
Co nas nie zabije, to nas wzmocni, pamiętaj ![]()
Teo, dziękuję za słowa otuchy. Bardzo mi pomagają. Właśnie dostałam sms, że mam podziękować rodzicom za to, że mnie zostawił i że jestem ich warta.
Teo, dziękuję za słowa otuchy. Bardzo mi pomagają. Właśnie dostałam sms, że mam podziękować rodzicom za to, że mnie zostawił i że jestem ich warta.
Nie daj się. To cham i prostak i sama zobacz jak on się zachowuje - zwala na Ciebie i Twoich rodziców odpowiedzialność za to, że on POSTANOWIŁ Cię zostawić.
PAMIĘTAJ, faceta poznaje się po tym jak kończy, a Twój się nie popisał. Mój skończył okropnie i dopiero wylazło z niego to, jaki jest naprawdę.
Jeśli jesteś na siłach, odpisz mu, że decyzja i odpowiedzialność za to rozstanie spoczywa TYLKO i wyłącznie na nim.
Potem zamilknij, wyłącz telefon i zniknij dla niego. Obawiam się, ze on teraz będzie się na Tobie wyżywał, nękał i dręczył. Przyglądaj się temu i patrz jakim facetem NAPRAWDĘ jest. Ciesz się, ze skończyłaś ten związek.
BiałaBajka77 napisał/a:Teo, dziękuję za słowa otuchy. Bardzo mi pomagają. Właśnie dostałam sms, że mam podziękować rodzicom za to, że mnie zostawił i że jestem ich warta.
Nie daj się. To cham i prostak i sama zobacz jak on się zachowuje - zwala na Ciebie i Twoich rodziców odpowiedzialność za to, że on POSTANOWIŁ Cię zostawić.
PAMIĘTAJ, faceta poznaje się po tym jak kończy, a Twój się nie popisał. Mój skończył okropnie i dopiero wylazło z niego to, jaki jest naprawdę.
Jeśli jesteś na siłach, odpisz mu, że decyzja i odpowiedzialność za to rozstanie spoczywa TYLKO i wyłącznie na nim.
Potem zamilknij, wyłącz telefon i zniknij dla niego. Obawiam się, ze on teraz będzie się na Tobie wyżywał, nękał i dręczył. Przyglądaj się temu i patrz jakim facetem NAPRAWDĘ jest. Ciesz się, ze skończyłaś ten związek.
Wątpie, żeby się mścił. Zapewne bedzie chciał mi pokazać, jaka była w tym moja wina. Zdenerwowałam się, że zawsze wszystko spada na mnie.
Teo napisał/a:BiałaBajka77 napisał/a:Teo, dziękuję za słowa otuchy. Bardzo mi pomagają. Właśnie dostałam sms, że mam podziękować rodzicom za to, że mnie zostawił i że jestem ich warta.
Nie daj się. To cham i prostak i sama zobacz jak on się zachowuje - zwala na Ciebie i Twoich rodziców odpowiedzialność za to, że on POSTANOWIŁ Cię zostawić.
PAMIĘTAJ, faceta poznaje się po tym jak kończy, a Twój się nie popisał. Mój skończył okropnie i dopiero wylazło z niego to, jaki jest naprawdę.
Jeśli jesteś na siłach, odpisz mu, że decyzja i odpowiedzialność za to rozstanie spoczywa TYLKO i wyłącznie na nim.
Potem zamilknij, wyłącz telefon i zniknij dla niego. Obawiam się, ze on teraz będzie się na Tobie wyżywał, nękał i dręczył. Przyglądaj się temu i patrz jakim facetem NAPRAWDĘ jest. Ciesz się, ze skończyłaś ten związek.Wątpie, żeby się mścił. Zapewne bedzie chciał mi pokazać, jaka była w tym moja wina. Zdenerwowałam się, że zawsze wszystko spada na mnie.
To jest właśnie mszczenie się i dręczenie, dokładnie TO, co on robi. Zwala winę na Ciebie, bo się odgrywa bo jest burakiem.
Próbuję to jakoś zrozumieć, poukładać sobie na nowo, ale nie umiem. Za każdym razem czuje jak rozpadam się na 1000 kawałków. Mam wokół tyle rzeczy, miejsc, wspomnień, które tak boleśnie wszystko przypominają.. Nadal czuję się winna wszystkiemu. Nawet temu, że rodzice mnie tak traktują. Czasami zastanawiam się nad tym, czy ja potrzebuję naprawdę tak specjalnej opieki .. Do tego zostałam zupełnie sama, nie mam nawet przyjaciółki, której mogłabym się wypłakać.
Próbuję to jakoś zrozumieć, poukładać sobie na nowo, ale nie umiem. Za każdym razem czuje jak rozpadam się na 1000 kawałków. Mam wokół tyle rzeczy, miejsc, wspomnień, które tak boleśnie wszystko przypominają.. Nadal czuję się winna wszystkiemu. Nawet temu, że rodzice mnie tak traktują. Czasami zastanawiam się nad tym, czy ja potrzebuję naprawdę tak specjalnej opieki .. Do tego zostałam zupełnie sama, nie mam nawet przyjaciółki, której mogłabym się wypłakać.
To normalne, potrzebujesz czasu, ale w końcu powoli to minie
Nie potrzebujesz takiej kontroli i troszeczke jest Twojej winy, że rodzice Cię tak traktują, ale nie zajmuj sobie tym głowy. Kiedy wydobrzejesz postaraj się powoli stawiać SWOJE granice. Czas na młodzieńczy "bunt" ![]()
BiałaBajka77 napisał/a:Próbuję to jakoś zrozumieć, poukładać sobie na nowo, ale nie umiem. Za każdym razem czuje jak rozpadam się na 1000 kawałków. Mam wokół tyle rzeczy, miejsc, wspomnień, które tak boleśnie wszystko przypominają.. Nadal czuję się winna wszystkiemu. Nawet temu, że rodzice mnie tak traktują. Czasami zastanawiam się nad tym, czy ja potrzebuję naprawdę tak specjalnej opieki .. Do tego zostałam zupełnie sama, nie mam nawet przyjaciółki, której mogłabym się wypłakać.
To normalne, potrzebujesz czasu, ale w końcu powoli to minie
![]()
Nie potrzebujesz takiej kontroli i troszeczke jest Twojej winy, że rodzice Cię tak traktują, ale nie zajmuj sobie tym głowy. Kiedy wydobrzejesz postaraj się powoli stawiać SWOJE granice. Czas na młodzieńczy "bunt"
Próbowałam młodzieńczego buntu. Nic nie dał poza kolejnymi kłótniami.
Teo napisał/a:BiałaBajka77 napisał/a:Próbuję to jakoś zrozumieć, poukładać sobie na nowo, ale nie umiem. Za każdym razem czuje jak rozpadam się na 1000 kawałków. Mam wokół tyle rzeczy, miejsc, wspomnień, które tak boleśnie wszystko przypominają.. Nadal czuję się winna wszystkiemu. Nawet temu, że rodzice mnie tak traktują. Czasami zastanawiam się nad tym, czy ja potrzebuję naprawdę tak specjalnej opieki .. Do tego zostałam zupełnie sama, nie mam nawet przyjaciółki, której mogłabym się wypłakać.
To normalne, potrzebujesz czasu, ale w końcu powoli to minie
![]()
Nie potrzebujesz takiej kontroli i troszeczke jest Twojej winy, że rodzice Cię tak traktują, ale nie zajmuj sobie tym głowy. Kiedy wydobrzejesz postaraj się powoli stawiać SWOJE granice. Czas na młodzieńczy "bunt"
Próbowałam młodzieńczego buntu. Nic nie dał poza kolejnymi kłótniami.
No bo źle to robiłaś.
Kłótni nie unikniesz, na to się przygotuj. Będą kłótnie, wrzaski, mogą się pojawić jakieś szantaże, fochy i ciche dni. Wszystko, aby Ciebie ukarać za to, że stajesz się dorosła i w ich oczach nieposłuszna. Jeśli się temu nie poddasz, jeśli twardo będziesz trwać przy swoim, to w końcu zmienią podejście.
Pierwszą rzeczą jaką powinnaś wprowadzić do komunikacji, to OZNAJMIANIE, a nie pytanie.
Czyli: mamo, tato, wychodzę ze znajomymi wrócę o 21.
- mamo, tato idę do wakacyjnej pracy, aby dorobić.
- mamo, tato wychodzę, wrócę wieczorem, ale nie wiem dokładnie o której.
Widzisz o co chodzi? I metoda zdartej płyty, czyli oni zaczną niepozwalać, krzyczeć, dziwić się itp, a Ty powtarzasz spokojnie jedno i to samo, czyli IMFORMUJESZ. Po czym wychodzisz i robisz swoje.
Pierwsze takie próby będą dla Ciebie ciężkie, bo będziesz czuła się winna, ale MUSISZ to przetrzymać.
To samo z odbieraniem telefonów, odbierz jeden, dwa, ale jeśli dzwonią bez przerwy, to nie odbieraj.
Jest bardzo dużo metod, ale potrzeba do tego wytrwałości i zacięcia. ![]()
BiałaBajka77 napisał/a:Teo napisał/a:To normalne, potrzebujesz czasu, ale w końcu powoli to minie
![]()
Nie potrzebujesz takiej kontroli i troszeczke jest Twojej winy, że rodzice Cię tak traktują, ale nie zajmuj sobie tym głowy. Kiedy wydobrzejesz postaraj się powoli stawiać SWOJE granice. Czas na młodzieńczy "bunt"
Próbowałam młodzieńczego buntu. Nic nie dał poza kolejnymi kłótniami.
No bo źle to robiłaś.
Kłótni nie unikniesz, na to się przygotuj. Będą kłótnie, wrzaski, mogą się pojawić jakieś szantaże, fochy i ciche dni. Wszystko, aby Ciebie ukarać za to, że stajesz się dorosła i w ich oczach nieposłuszna. Jeśli się temu nie poddasz, jeśli twardo będziesz trwać przy swoim, to w końcu zmienią podejście.
Pierwszą rzeczą jaką powinnaś wprowadzić do komunikacji, to OZNAJMIANIE, a nie pytanie.
Czyli: mamo, tato, wychodzę ze znajomymi wrócę o 21.
- mamo, tato idę do wakacyjnej pracy, aby dorobić.
- mamo, tato wychodzę, wrócę wieczorem, ale nie wiem dokładnie o której.Widzisz o co chodzi? I metoda zdartej płyty, czyli oni zaczną niepozwalać, krzyczeć, dziwić się itp, a Ty powtarzasz spokojnie jedno i to samo, czyli IMFORMUJESZ. Po czym wychodzisz i robisz swoje.
Pierwsze takie próby będą dla Ciebie ciężkie, bo będziesz czuła się winna, ale MUSISZ to przetrzymać.
To samo z odbieraniem telefonów, odbierz jeden, dwa, ale jeśli dzwonią bez przerwy, to nie odbieraj.
Jest bardzo dużo metod, ale potrzeba do tego wytrwałości i zacięcia.
Spróbuję, dziękuję za dobre rady. Na pewno wezmę je sobie do serca. Teraz już chyba tylko ja sama mogę sobie pomóc.
Teo napisał/a:BiałaBajka77 napisał/a:Próbowałam młodzieńczego buntu. Nic nie dał poza kolejnymi kłótniami.
No bo źle to robiłaś.
Kłótni nie unikniesz, na to się przygotuj. Będą kłótnie, wrzaski, mogą się pojawić jakieś szantaże, fochy i ciche dni. Wszystko, aby Ciebie ukarać za to, że stajesz się dorosła i w ich oczach nieposłuszna. Jeśli się temu nie poddasz, jeśli twardo będziesz trwać przy swoim, to w końcu zmienią podejście.
Pierwszą rzeczą jaką powinnaś wprowadzić do komunikacji, to OZNAJMIANIE, a nie pytanie.
Czyli: mamo, tato, wychodzę ze znajomymi wrócę o 21.
- mamo, tato idę do wakacyjnej pracy, aby dorobić.
- mamo, tato wychodzę, wrócę wieczorem, ale nie wiem dokładnie o której.Widzisz o co chodzi? I metoda zdartej płyty, czyli oni zaczną niepozwalać, krzyczeć, dziwić się itp, a Ty powtarzasz spokojnie jedno i to samo, czyli IMFORMUJESZ. Po czym wychodzisz i robisz swoje.
Pierwsze takie próby będą dla Ciebie ciężkie, bo będziesz czuła się winna, ale MUSISZ to przetrzymać.
To samo z odbieraniem telefonów, odbierz jeden, dwa, ale jeśli dzwonią bez przerwy, to nie odbieraj.
Jest bardzo dużo metod, ale potrzeba do tego wytrwałości i zacięcia.
Spróbuję, dziękuję za dobre rady. Na pewno wezmę je sobie do serca. Teraz już chyba tylko ja sama mogę sobie pomóc.
Widzisz, bo tak naprawdę, to zwykle tylko my sami możemy sobie pomóc. Jak coś, to pytaj, albo pisz na PW, będę miała chwilkę, to odpiszę ![]()
48 2014-07-01 18:48:13 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2014-07-01 18:48:53)
"wszytsko zorganizwałam wszytsko było załatwione na ostatni guzik. Wtedy mój tata wyskoczył, że nikt się go nie zapytał czy on chce jechać mimo, że pytałam na któraa ma do pracy bo chcemy jechać itd , wiec uznałam to za wystarczajacą wiadomość, że on także jedzie.Potem plułam sobie w brodę , że nie zapytałam czy chce jechać. Zrobił aferę, tak, że nic z tego nie wyszło"
To jest ojciec czy przedszkolak? Doskonale widział co się dzieje i mógł się z własnej inicjatywy określić w tę lub w inną stronę, ale nie zrobił tego - czekał do ostatniej chwili właśnie po to, żeby się później móc obrazić. Córka jaka zła, że go nie pyta o zdanie, czyli nie szanuje, jejku, jejku. A potem tatuś w ramach urażonej miłości własnej psuje wyjazd wszystkim. Oczywiście wina córki. Braku własnej dobrej woli pan rzecz jasna nie widzi, on jest w tej sytuacji jedynie leliją skrzywdzoną i podeptaną. To się nazywa manipulacja i zdrowy, silny psychicznie mężczyzna nie potrzebuje tego robić. Tak robią tylko ludzie w jakiś sposób emocjonalnie skrzywieni.
Zresztą "tata gdy wpadnie w nerwy gada różne przykre rzeczy, obraża się o byle pierdołe, zawsze jestem winna wszystkiemu, bo mam inne zdanie niż on"
Nic dziwnego że autorka, wynosząc z domu taki wzorzec faceta, związała się z innym amatorem domowej dyktatury. Chociaż właściwie, to nie wiem na ile były partner autorki był rzeczywiście dyktatorem, a na ile irytowało go jej nieodpępowienie (choć głupio z jego strony wymagać odpępowienia od tak młodej osoby). Co do patologii, to historia z wyjazdem w góry i histeryczna akcja tatusia jak najbardziej się o patologię ociera.
"wszytsko zorganizwałam wszytsko było załatwione na ostatni guzik. Wtedy mój tata wyskoczył, że nikt się go nie zapytał czy on chce jechać mimo, że pytałam na któraa ma do pracy bo chcemy jechać itd , wiec uznałam to za wystarczajacą wiadomość, że on także jedzie.Potem plułam sobie w brodę , że nie zapytałam czy chce jechać. Zrobił aferę, tak, że nic z tego nie wyszło"
To jest ojciec czy przedszkolak? Doskonale widział co się dzieje i mógł się z własnej inicjatywy określić w tę lub w inną stronę, ale nie zrobił tego - czekał do ostatniej chwili właśnie po to, żeby się później móc obrazić. Córka jaka zła, że go nie pyta o zdanie, czyli nie szanuje, jejku, jejku. A potem tatuś w ramach urażonej miłości własnej psuje wyjazd wszystkim. Oczywiście wina córki. Braku własnej dobrej woli pan rzecz jasna nie widzi, on jest w tej sytuacji jedynie leliją skrzywdzoną i podeptaną. To się nazywa manipulacja i zdrowy, silny psychicznie mężczyzna nie potrzebuje tego robić. Tak robią tylko ludzie w jakiś sposób emocjonalnie skrzywieni.
Zresztą "tata gdy wpadnie w nerwy gada różne przykre rzeczy, obraża się o byle pierdołe, zawsze jestem winna wszystkiemu, bo mam inne zdanie niż on"
Nic dziwnego że autorka, wynosząc z domu taki wzorzec faceta, związała się z innym amatorem domowej dyktatury. Chociaż właściwie, to nie wiem na ile były partner autorki był rzeczywiście dyktatorem, a na ile irytowało go jej nieodpępowienie (choć głupio z jego strony wymagać odpępowienia od tak młodej osoby). Co do patologii, to historia z wyjazdem w góry i histeryczna akcja tatusia jak najbardziej się o patologię ociera.
Mój ukochany uważał, że to, że mam troche bardziej surowszych rodziców jej patologią
Czy nadal potrzebujesz tej pomocy, czy sobie już jakoś to poukładałaś co Ci tu wszyscy radzili ? Jak się sprawy mają ?
Jakoś sobie poradziłam, poukładałam. Życie płata nam różne figle, dzisiaj jestem bardziej odporna i uważna.