Postanowiłam podzielić się swoim problemem na forum, bo szczerze mówiąc nie daję sobie rady sama, a w pobliżu nie ma nikogo kto mógłby o tym ze mną porozmawiać. Moja mama ma na to wszystko rady typu: "Nie przejmuj się" ale to nie jest typ porad który może pomóc...wiem, że mama ma rację, ale jej porady nie wnoszą nic...
Przechodząc do rzeczy: spodizewamy się z mężem naszego pierwszego dziecka, będzie to dziewczynka. Teściowa jak się dowiedziała to się w ogóle nie ucieszyła (nawet jak jeszcze nie znaliśmy płci dziecka) i stwierdziła że dzisiaj rodzić przed trzydziestką to ciemnogród i dziadostwo. ja mam 27 lat, mąż tyle samo.
gdy tesciowa dowiedziała się, że będziemy mieć córkę, powiedziała że szkoda że nie chłopiec bo oni są lepsi. I kto tu jest ciemnogorodem...
To wszystko puszczałam w miare mimo uszu ale ostatnio nie wytrzymuje nerwowo. Teściowa ciągle wtrąca się: najpierw skrytykowała wybór kołyski, że za ciemna, za brzydka. Potem że dziecko powinno mieć inny wózek niż kupiliśmy. ale najgorsze jest wtracanie sie do imienia dla dziewczynki. wszystkie ktore mi sie podobają, są natychmiast krytykowane (sami nie zaczynamy tematu ale tesciowa sama wypytuje jakie imię wybierzemy) i ona ciągle nam wmawia jak mamy to dziecko nazwać, jak ubierać, krytykuje nasze kupno wózka bo po co, skoro ona ma stary wózek po innym wnuku w piwnicy. chce by nasze dziecko jeździło w zapchlonym barłogu chyba...
mąż nie wie co ma zrobić, pare razy zwrócił jej uwagę ale nic to nie dało. Od kiedy dowiedziała się że jestem w ciąży, najpierw się jakby obraziła i pare tygodni nie odzywała (ojej, jakże ją bardzo skrzywdził los - SYN MA RODZINĘ...) a potem odwrotnie: nastąpił szeroki kontakt, z wydzwanianiem, zapytywaniem czy imię już jest, że takie absolutnie nie, a inne tak, że ona nie przeżyje jak bedzie tak musiała do wlasnej wnuczki mówić. ciągle poucza, zniechęca mnie do rodzenia w szpitalu który wybrałam, bez przerwy zaznacza swoją obecność. Zawsze taka była ale teraz jest masakra jak dziecko w drodze....dzwoni do mojego męża i pyta, czy jeszcze ją kocha.
Jestem bezradna.
Dla śmiesznego akcentu dodam jeszcze że ostatnio wparowała do nas z plikiem slipów męskich które zostały w jego szafie po jego wyprowadzce od mamy rok temu. powiedziała że uznała że mu przywiezie bo żeby miał w czym chodzić.
No tak, przecież bez tego na pewno chodzi bez bielizny. Dzisiaj majtki takie drogie, kogo by na to było stać... a tak, mamusia zadba. Żona na pewno by na to nie wpadła, mąż świeciłby tyłkiem bez majtek.