Rok temu poznałam w pracy chłopaka, ja mam 21 lat, on 23. Od początku mnie podrywał, na mnie nie robił żadnego wrażenia, ale minął miesiąc i zaczęłam o nim myśleć aż w końcu się zakochałam. Byłam szczęśliwa bo wiedziałam że i jemu zależy na mnie, dawał takie znaki jak to że dzwonił często, gdy rozmawialiśmy często pytał o moje życie, zainteresowania, o byłe związki, komplementował, chciał się spotykać, ale w gronie innych znajomych. I kilka razy się spotkaliśmy, raz było to spotkanie w towarzystwie alkoholu, nie wypiliśmy dużo ale ja byłam troszkę pijana, wtedy On mnie pocałował. Po powrocie do domu napisał mi w sms "kocham cię". Jednak na drugi dzień w pracy nie rozmawialiśmy o tym sms-ie ale o pocałunku tak. Czekałam aż wyzna mi miłość w realu ale tego nie robił, więc czekałam. Po kilku miesiącach zebraliśmy się na poważną rozmowe, wtedy powiedział że zależy mu na mnie ale nie chce się teraz wiązać bo ma uraz do związków itp. Byłam bardzo rozczarowana, bo po co w takim razie były te znaki? Stwierdził że chciał zapomnieć o innej i szukał czegoś nowego. Zostaliśmy przyjaciółmi. Jednak minęło trochę czasu kiedy znowu się spotkaliśmy ze znajomymi, ja znów za dużo wypiłam, nie wytrzymałam i rozpłakałam się przy nim bo tak bardzo go kocham a on nie chce być ze mną. Wtedy wyszliśmy by być na osobności, on mnie przytulił i też trochę płakał, mówił że nie sądził że aż tak go kocham, że jest w stanie to zmienić i chce zacząć od nowa. I od tamtej pory dzwonił codziennie, mówił że coś się w nim zmieniło, że chce być ze mną, ze jest zazdrosny o innych. Jednak gdy trzeba było się spotkać on za każdym razem odwoływał spotkania w ostatniej chwili. Potem dzwonił i mówił że bardzo tęskni i że następnym razem się zobaczymy na 100 % ale ciągle było to samo. Tolerowałam to przez kilka tygodni, ale po miesiącu wkurzyłam się bo już nie chciałam wierzyć w jego wymówki. I to było 2 tygodnie temu jak mu to powiedziałam, wtedy napisał mi sms że mnie przeprasza, że okłamał mnie, bo ma dziewczynę, ale jest z nią nieszczęśliwy, ona go rani a on przez nią ciągle płacze. Że zakochał się w niej kilka miesięcy temu choć miał mnie ciągle w sercu. Że wie że ja go szczerze kocham i że on chcę moją szczerą miłość. Mówił że nie wie jak to się stało, i dodał że "chce być ze mną tylko posprząta ten bajzel". Następnego dnia zadzwoniłam do niego a on odebrał i płakał, nie mogłam się z nim dogadać. Spytałam co się dzieje to powiedział ze łzami, że "nic, to samo co każdego dnia". I potem tylko w sms napisał że przeprasza ale nie da rady gadać. I dziękował za to co mu powiedziałam, a powiedziałam żeby pamiętał że przede wszystkim jestem jego przyjaciółką i będę go wspierać, że może na mnie polegać.
Na drugi dzień napisałam do niego "jak się dzisiaj czujesz"? a za chwilę oddzwoniła do mnie ta jego dziewczyna! Kazała mi się odpie*dolić od niego i się rozłączyła. Więc oddzwoniłam, odebrał On i zdążył tylko powiedzieć moje imię cichym głosem jakby się bał, a potem chyba ona wyrwała mu telefon i dalej się na mnie darła żebym go zostawiła. Od tamtej pory próbuje dodzwonić się do niego ale nie odpowiada, nie odpisuje ani na sms ani na maile...
co mam robić? czy on mówił prawde że chce być ze mną tylko pozałatwia kilka spraw? czy mam czekać na jego odzew? Zwłaszcza że planowaliśmy iść razem za miesiąc na wesele, i był taki szczęśliwy że będzie mógł iść tam ze mną. Wiem że wcześniej mnie okłamał ale teraz wydawał się taki szczery. Czy to możliwe że ta jego dziewczyna jest jakimś tyranem i go szantażuje? a on nie wie jak ją zostawić? bo ta to wygląda... Czy facet może aż tak udawać, że płacze? bo to nie wyglądało na udawanie... Dzwonię do niego codziennie, tylko raz odebrał ale powiedział że nie może rozmawiać, a gdy spytałam dlaczego to odpowiedział "nie wiem.." i się rozłączył. Potem napisałam mu bardzo długiego maila gdzie opisałam jak się czuję, i co o nim myślę. A on dalej nic, zero kontaktu. To wskazywałoby że ma mnie krótko mówiąc w d*pie, ale po co w takim razie były te sms-y "kiedyś bardzo chcę być z tobą tylko uporam się z kilkoma sprawami", "kochałem ją ale ona mnie rani, ja chcę być wolny i chcę twojej szczerej miłości", "przepraszam, wybacz mi, nie chciałem cię tak potraktować, wiem że tylko z tobą mogę być szczęśliwy".
Nie wiem co mam robić, codziennie płaczę, chodzę jak wrak człowieka, nie widziałam go od ponad miesiąca, nie wiem gdzie mieszka dokładnie, nie rozmawiałam z nim, albo nie odbiera, albo wyłącza telefon albo odrzuca połączenia. Wiem że nawet jeżeli chciałby ze mną być i odezwie się za jakiś czas to ja nie potrafię mu już zaufać ;( Ale wciąż kocham go najmocniej na świecie i oddałabym życie za niego. Nigdy nikogo tak nie kochałam i nie jestem w stanie o nim zapomnieć ani przestać go kochać, pomimo tego jak mnie krzywdzi ;( Co robić? Nawet jeśli odpuszczę to dalej będzie w moim sercu bo nie chcę już innego. A jeśli będę dalej walczyć, to pewnie i tak poniosę porażkę i potem będzie jeszcze gorzej.. Nie mam sił do niego, nigdy o nikogo tak nie walczyłam. Bez niego nie mam sensu żyć dalej. Nie cieszy mnie nawet to że dostałam wymarzoną pracę ;(
Dodam jeszcze że nie spaliśmy ze sobą, były tylko pocalunki, tulenie... Ale nie byliśmy razem w łóżku, więc to nie chodziło o przygodę na jedną czy kilka nocy...