chciałam Wam coś wyznać.
nie warto mówić innym o swoich problemach i ich tym obarczać. chociaż mówienie o problemach i obarczanie - to dwie różne kwestie.
przy pierwszej lepszej okazji, druga osoba wykorzysta to przeciwko nam.
miałam przyjaciółkę i przyjaciela. w przeszłości też straciłam sporo bliskich osób. jeśli chodzi o przyjaciółkę i przyjaciół - kontakty pourywały się, bo miałam swoje dziwne zachowania, których dziś żałuję, ale nie miałam nad nimi kontroli. zadziwiające jest, że człowiek nie ma czasem kontroli nad sobą... czasem... niestety, jesteśmy tylko ludźmi, dlatego zawsze mi żal gdy mijam niepełnosprawnych, schorowanych. częściowo wiem, co oni czują, tyle że oni są już z góry skreśleni przez los, choć walczą i za to im chwała. ale oni nie mogą często się już naprawić w żaden sposób - chorują na schizofrenię, chodzą o kulach. mnie się udało. mam dwie nogi, dwie ręce, psychika wraca do normy.
dostałam od losu "okazję", by poczuć się jak niepełnosprawna (jakkolwiek to zabrzmi). przez 4 lata zmagałam się ze schorzeniem psychicznym, raz było lepiej, raz gorzej. dopiero teraz z tego wychodzę, poprzez terapię i solidną pracę nad sobą. ale było bardzo ciężko...
próbuję sobie to wszystko jakoś racjonalnie poukładać i ostatnie doświadczenia, w ciągu kilku lat, czyli tak naprawdę na pasie startowym w życiu, były ciężkie, niebywale trudne, choć wiem że są gorsze historie, ale są też osoby które mają mocniejszą psychikę.
w każdym razie, staję na nogi, jest coraz lepiej. ale czuję się jakby mnie przejechał traktor
. nie dość, że samej ze sobą było mi ciężko (nawet teraz czuję przeolbrzymi ciężar na sercu, coś w rodzaju stanu pooperacyjnego, jakby ktoś mnie pozszywał, moje rany), to jeszcze straciłam bliskie osoby. choć cieszę się, że niektóre z tych bliskich osób odeszły, bo niestety okazały się mieć podły charakter.
boli mnie, że wzięto moje schorzenie, za cechę mojego charakteru - ciągnęło się to latami i chyba to była główna przyczyna. wspominam sytuacje sprzed 3 lat, ale także z wczoraj.
wniosek jest taki: naprawdę nie warto mówić innym o swoich problemach, żalić im się. trzeba wziąć los w swoje ręce, nie udawać ofiary. życie jest ciężkie i nikt nam nie pomoże tego ogarnąć, jeśli sami sobie nie pomożemy z tym. kiedyś o tym nie wiedziałam, sądziłam że takie relacje jak przyjaźń, miłość są na wieczność, tworzą je osoby które wzajemnie o siebie dbają, pomagają sobie wzajemnie, "prawdziwa miłość nie zna poklasku", ale potem jak przychodzi co do czego, okazuje się że wszystkie piękne słowa to MIT.
tacy jesteśmy MY? ludzie? co z naszymi słowami, obietnicami? ostatnio coraz wyraźniej widzę zezwierzęcenie, popędy, nikt już nie kieruje się dawnymi, pięknymi wartościami, dzięki którym można pokonywać góry. dziś wszystko można łatwo wyrzucić, pozbyć się, wymienić na nowe. nie rozumiem tego, dlaczego ludzie z taką łatwością rzucają słowa na wiatr, zapominają o tym co ich kiedyś łączyło (mówię o przyjaźni, nawet tej między kobietami, ale też o relacjach damsko-męskich).
wczoraj siedziałam na przystanku, patrzyłam na ludzi i sobie pomyślałam: "co się z Wami dzieje? czy naprawdę łatwiej jest być zwierzęciem (nie obrażając zwierząt!), ulegać wszystkim popędom, zapominać o tym co piękne, wartościowe, czy nie lepiej patrzeć na świat sercem?"
wczoraj pomogłam pewnej starszej kobiecie w sklepie, niby prosta czynność, jednak wymagało to sporo mej energii i czasu i gdy jej pomagałam, czułam w sercu MIŁOŚĆ. miłość do człowieka, do obcej osoby. jej uśmiech dał mi więcej, niż cokolwiek innego.
ludzie nie rozumieją, że ważne jest by budować, a nie wiecznie zaczynać od nowa. i przez to, że ciągle się coś burzy, ja też muszę zaczynać od nowa. ale nie chcę nigdy więcej.
obiecałam sobie, że to forum będzie dla mnie pewnego rodzaju schronieniem. nie chcę więcej z problemami wychodzić do świata. nie warto. świat nie doceni naszej wrażliwości, nikt też nie wyjdzie do nas z pomocą, chyba że ludzie odnajdą w tym jakąś korzyść.
w tym świecie nie widzę miłości ani przyjaźni. ale chciałabym, by w moim życiu była miłość i przyjaźń. pierwszy etap - pokochanie samej siebie już zaczęłam, idzie mi całkiem nieźle.
niech ten post będzie przestrogą dla Was, jakąś lekcją, może ktoś z Was czuje podobnie, chciałabym by nikt nie powielał moich błędów (tym bardziej ja sama!), najlepiej się uczy na cudzych błędach.
pozdrawiam Was ciepło i dzięki, że jesteście ![]()