Nikt nie potrafi mnie zrozumieć. Mam dziecko i narzeczonego . Mieszkamy u jego rodziców . Jego mama ciągle się wtrąca w to jak wychowuje syna . Dla niej wszystko robię źle. Nie pozwala mi nawet nic gotować . Traktuje mnie tak jak dziecko . Kiedys była inna lubiła mnie, miałyśmy wiele wspólnych tematów .odkąd jest dziecko jest dziwna chce pokazać ze ona wszystko potrafi a ja nic. Do tego wszyscy przyjaciele się ode mnie odwrócili . Wcześniej chodziłam na imprezy na piwo teraz gdy jest mały żadna z koleżanek mnie nawet nie odwiedziła a dziecko zaraz bedzie miało rok. Dlaczego tak się stało! Przecież ja się nie zmieniłam! Wciąż jestem taka sama . Chłopak pracuje od rana do wieczora także z nim tez relacje nie są najlepsze . Zostałam sama . Nawet nie mam nikogo z kim mogłabym się dzielić swoimi problemami i wogóle porozmawiać . Proszę dajcie mi jakieś rady
Podobne tematy
Próbowałaś rozmawiać z swoją teściową, skoro wcześniej miałyście dobry kontakt może udałoby się jakoś dojść do porozumienia. Postawić jakieś granice poza, które teściowa nie ingeruję. Oczywiście można korzystać z rad i pomocy doświadczonych kobiet, matki, teściowej, babci, ale jeśli sama w tym momencie jesteś traktowana jak dziecko to nie jest to ok. Jak to nie przyniesie rezultatu zawsze możecie się wyprowadzić.
Co do koleżanek, to chyba dość częste zjawisko, jest dziecko znikają koleżanki (chyba, że te też mają swoje maluchy) wiele razy słyszałam, że młode mamy skarżą się na coś takiego. Teraz mając malucha ciężej będzie Ci wyjść na piwo czy imprezę, trzeba zorganizować opiekę dla dziecka itd., prawdopodobnie to odstrasza Twoje dotychczasowe towarzystwo. Może warto nawiązać jakieś nowe znajomości, choćby "przy piaskownicy" z jakąś inną młodą mamą?
ja mam podobnie z rodziną mojego faceta, nie mieszkamy razem a obok domu jego matki, z którą mieszka również jego rodzeństwo, a dokładniej siostry (dorosłe, ale cały czas z mamusią, jedna wiem, że boi się wyprowadzić na swoje, 29 lat, wielka pani nauczycielka, a odważna jedynie na swoim podwórku przy mamusi), brat niedawno się wyprowadził, mieszka 5 minut od domu matki, ma dziewczynę, która jest obecnie w ciąży, ale większość czasu spędza w domu mamusi, przyjeżdża codziennie, nie ma dnia, żeby nie zajrzał do domu; nieźle mi oni nerwów napsuli; duża moja w tym wina, bo byłam zbyt łagodna i dałam się, bo nie czułam się jak na swoim terenie;
moja 'teściowa' nigdy mi wprost nie powiedziała, że robię coś źle przy dzieciach, ale wiem, że za plecami gada i najlepiej jakby mnie nie było, wtedy mogłaby wychowywać moje dzieci sama, miałaby synka dla siebie i wszystko byłoby po staremu, na jej zasadach;
myślę, że nie pasuje jej to, że ja wciąż nie pracuję; najlepiej jakbym poszła do pracy a ona sama zajęła się wchowaniem moich dzieci;
i tak jak piszę, nigdy mi ani matka, ani siostry nie zwróciły uwagi wprost, ale bez przerwy wpieprzały się w pomoc, były strasznie natrętne, ciągle kupowały zabawki, ubranka (tak, że ja praktycznie nie musiałam, mała ma całe sterty ubrań i zabawek od nich, na które ja nie mogę patrzeć
najchętniej bym je spaliła, albo oddała dzieciom potrzebującym; ciągle też chciały zabierać mi dzieci do siebie do domu, żeby mi niby pomóc i mnie odciążyć, mój facet cały czas pracuje;
przez to, że mieszkamy obok, nie chciałam być niemiła; kłóciłam się tylko z facetem o to; teraz z jego rodziną się nie odzywam i ograniczam kontakty dzieci do minimum;