Od października wynajmujemy z moim partnerem małe mieszkanie, wcześniej mieszkaliśmy przez jakiś czas w jego rodzinnym domu. Mój partner był niechętny do wyprowadzki, nalegałam, gdyż nie chciałam dłużej żyć pod dachem z jego rodzicami, mimo że to dobrzy i wartościowi ludzie. Dusiłam się tam po prostu i brakowało mi prywatności. Każdą wolną chwilę starałam się spędzam poza domem. Mój partner z kolei bardzo dobrze się tam czuł. W końcu, po długich namowach udało mi się namówić do wyprowadzki. Poczułam się mega szczęśliwa.
Niedzielne obiadki, niedzielna kawusia, dzień matki, dzień ojca, urodziny siostry, urodziny brata... Zawieść babcię tu, to tam czy załatwić jakąś sprawę w urzędzie...Dla mnie to za dużo! On z kolei bardzo chętnie odwiedza swoich rodziców i spędza z nimi czas. Wszystko, co powiedzą, jest święte. Męczą mnie te rodzinne spotkania, czuję się źle. Szanuję jego rodziców,ale mam wrażenie,że mimo faktu, iż się wyprowadziliśmy, nie mamy swojego życia.
Gdy ja wyjdę z propozycją spędzenia wolnego czasu- zawsze ją odrzuca! Gdy zaproponuje coś jego siostra- reaguje bardzo chętnie.
Czuję się bardzo samotna, tak naprawdę wszystkie obowiązki domowe są na mojej głowie, on nie interesuje się niczym. I nasuwa mi się pytanie- czy tak będzie zawsze?
:-( :-(