netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

27 odpowiedzi13 715 wyświetleńzałożony przez kłębek, 15.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

1

Temat: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Moja historia jest bardzo podobna do wielu innych o tej tematyce. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że dotyczy to tak wielu osób, nie tylko mnie. Ale do rzeczy?
Jestem po ślubie konkordatowym nieco ponad rok. Z mężem zamieszkaliśmy u jego rodziców w domu jednorodzinnym, na górze mamy dwa pokoje, na dole wspólna kuchnia i łazienka. Ja tam od razu się nie wprowadziłam, bo miałam słabo płatną pracę, a od męża jest 30km drogi, a wtedy nie miałam prawa jazdy i wszystko bym wydała na dojazdy co zarobię, więc przez 5 miesięcy mieszkaliśmy osobno, tylko na weekendy przyjeżdżałam. Zaszłam w ciążę prawie od razu po ślubie i w momencie gdy poszłam na L4 tego samego dnia wprowadziłam się do męża. U nas problem polega na tym, że teściowie się kłócą między sobą, żyją jak pies z kotem, teściowa jest podległa mężowi, a jeśli chce mu zrobić na złość, to zachowuje się wtedy jak dziecko w przedszkolu przedrzeźniając i wychodzi z tego niezły cyrk aż żałość człowieka ogarnia. Jednakże głównym problemem jest teść, który jest osobą despotyczną i nie panuje nad sobą, wpada w furie i wtedy w domu jest piekło. Awantury, krzyki, wyklinania są na porządku dziennym, a niestety mamy dziecko. To wszystko działo się oczywiście jeszcze przed urodzeniem i w ogóle ciągnie się już latami tam. Wszyscy się do tego przyzwyczaili i jest to dla nich normalne, ja niestety nie potrafię i nie zamierzam. Mój mąż jest przez teścia poniżany i obsmarowywany na każdym kroku nawet przy mnie. Niestety ja nie reaguję, bo nie potrafię nic powiedzieć, zawsze się usuwam i wtedy rozmawiam z mężem ze jest tak i tak i że nienawidzę jego domu. Nie chcę zniżać się do poziomu ich, bo oni nie potrafią rozmawiać jak cywilizowani ludzie, potrafią tylko krzyczeć do siebie. Teściowie mają gospodarstwo rolne i trzymają bydło. Mąż dostał pole od teścia i jest młodym rolnikiem. Wszystko robi źle, a odkąd się ożenił nie robi nic. Jeszcze jak byłam w ciąży, po ok. 2 miesiącach od zamieszkania uciekłam pierwszy raz do rodziców. Było kilka tych ucieczek, ale zawsze wracałam. Chciałabym mieszkać osobno wiadomo, ale mąż mówi NIE. Nie ma takiego wyjścia, które by mu pasowało, zawsze NIE pasuje. Tylko jego dom, choć jest beznadziejny jest jego domem. Ostatnia moja wyprowadzka skutkuje tym, że siedzę u rodziców z dzieckiem już ponad miesiąc, wróciłam tylko na święta, a zaraz po nich się zwinęłam. Zawsze to ja ustępowałam i wracałam, bo rodzina powinna być razem itd., bo kocham męża? Ale gdyby ktoś był świadkiem tego wszystkiego czego ja musiałam doświadczyć byłby w tej samej sytuacji co ja. Tam po pierwsze nie ma warunków, żeby wychowywało się dziecko. Po drugie nie wyszłam za mąż za teściów, tylko za męża. Tylko, że on nie chce opuścić swojego domu rodzinnego. Ale ja już nie mam siły, nie muszę tego znosić. Każdego dnia zastanawiać się jak będzie dzisiaj wyglądać dzień, czy będą wrzaski, krzyki, wyklinanie, czy może już je słychać ?? Powiedziałam dość i cieszę się z każdego spokojnego dnia, gdzie nie muszę ich oglądać. Mąż przyjeżdża raz w tygodniu i nocuje oraz w niedzielę. Ja też kilka razy byłam tam. Z mężem nie kłócimy się, ale też rozmowy nic nie dają. Zawsze to ja musiałam się dostosować, ale teraz wiedząc, że mój powrót nie zmieni nic, nie wracam i nie wrócę. Walczę o to, żeby mój mąż zrozumiał i żebyśmy stworzyli coś swojego, wynajęli mieszkanie albo wzięli kredyt i kupili własne. Nie chcę opisywać wszystkich tych sytuacji okropnych, które miały miejsce, bo było ich tak wiele, że nie starczyłoby miejsca?
Wiem, że dobrze robię, że najważniejsze jest dziecko i ja. Boli tylko strasznie, że mąż wybiera wciąż ojca i pole, a nie żonę i dziecko. On nie odciął pępowiny i nie zapowiada się, żeby tak się stało, ojciec go poniża, a on mimo wszystko tam siedzi, a ja tu? przykre jest to tym bardziej, że się kochamy, nie usłyszałam od męża nigdy żadnego złego słowa obraźliwego w moim kierunku. Po prostu on nie potrafi się wyprowadzić i traktować jak pracy swoich dotychczasowych obowiązków, problemem są dla niego dojazdy rano i wieczorem bo zmęczony. Fakt, że przez oborę zaczyna pracę rano a kończy w nocy i wracałby na noc tylko, ale nawet tego nie potrafi. Niby mówi, że nas kocha, że jesteśmy najważniejsze, ale niestety ja tego nie widzę w jego działaniu. A słowa nic tu nie zmienią.
Szukam wsparcia i rady innych w podobnej sytuacji co ja?

Pozdrawiam

2

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Dlaczego PRZED ślubem sobie tego wszystkiego nie wyjaśniliście? Przed ślubem mąż nie był rolnikiem?

3

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

został kilka miesięcy przed ślubem oficjalnie, ale od małego rodzice mają gospodarstwo, a zostając młodym rolnikiem wziął dopłatę z UE i kupił sprzety, w ogóle wszystkie pieniądze wydaje na pole, kasę oddaje ojcu, jak już coś mamy to idzie na pole, gospodarstwo.
Obiecywał mi, że będzie dobrze, że na górze zrobi się osobną kuchnię i łazienkę, są tam także 2 inne pokoje, a jak chciałam jeden dla nas, bo miało się urodzić dziecko a i tak stoi nieużywany i pełni rolę graciarni to teść nie pozwolił bo to jego bedzie, tacy to są ludzie.
Na dzień dzisiejszy nie chcę nic od nich, bo umeblowane pokoje i inne rzeczy nie zastąpią spokoju i miłości, której brakuje w tym domu.
Uważam, że mimo tego iż wiedziałam do jakiego domu idę to z drugiej strony nie zdawałam sobie sprawy ze na codzien ciężko będzie mi tam żyć, bo ja czegoś takiego na co dzień nigdy nie miałam. Moi rodzice to wzór wzajemnej miłości, szacunku i dla nich oni i my - ich dzieci były najważniejsze.
Dla mojego męża niestety pełnienie roli syna jest najważniejsze, a męża i ojca schodzi na drugi plan.
Myślę, że wszystko można pogodzić i skoro jego dom tak wygląda i źle na mnie wpływa i doprowadził to do mojego odejścia, to mąż powinien się zastanowić i znaleźć nam inne lokum, a tam może pracować nadal, ale żeby mnie i dziecko w to nie wciągał i nie narażał.

4

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

no jak rozumiem twój mąż jest rolnikiem i pracuje na gospodarstwie. prace zaczyna bladym świtem i pracuje fizycznie cały dzień

potrafię zrozumieć, że tą pracą zapewnia wam byt - bo ty, odkąd urodziłaś dziecko nie pracujesz. zresztą, jak tylko zaszłaś w ciąże poszłaś na l4, więc jak rozumiem praca za bardzo priorytetem nie jest.
Zastanawiam się, czy w tej sytuacji stac by was było wogóle na kredyt, lub wynajem czegokolwiek...

rozumiem, gdy twój mąż mówi, że to jego dom. rozumiem, że pewnie wie, że będzie należał do niego i nie widzi powodu, żeby płacić za możliwośc mieszkania gdzie indziej
pewnie tego, co robi twój teśc nawet nie zauważa, bo jest do tego przyzwyczajony od dzieciństwa

twoje dziecko jest jeszcze bardzo malutkie prawda?

pewnie jesteście jeszcze młodzi i rodzice męża tez są jeszcze młodymi ludżmi, więc to taki układ na długie lata...

mąż, jak rozumiem, rozumie twój punkt widzenia i stara się spędzać z wami czas.

trochę taki pass...

5 Ostatnio edytowany przez kłębek (2013-01-15 19:19:20)

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Tak, dokładnie tak
nie zgadza się tylko to, ze od razu poszłam na l4, bo było to dopiero w 5 miesiącu ciąży, a pracuję odkąd skończyłam szkołę czyli od lata 2007 roku.
A u nich w gospodarstwie też pomagałam jak umiałam. I jak byłam w ciąży to też zajmowałam się domem, sprzątaniem, gotowaniem i to nie było gotowanie dla męża ale dla 10 osób np w żniwa dzien w dzień w upale, bo to akurat było lato. Od 5 miesiąca ciąży doskwierała mi rwa kulszowa do tego stopnia ze nie potrafiłam sie obrócic na łóżku wieczorem z jednego boku na drugi, bo robiłam wszystko, myłam podłogi na kolanach, stałam 3 godziny przy garach... dziś wiem, że byłam głupia i mogło się to źle skończyć, a skutki rwy kulszowej odczuwam do dziś bo jako młoda kobieta czuję się jak inwalidka, bo jak się przedźwigam to zaraz boli.
nie wiem co i komu chciałam udowodnić, bo teraz np taka sytuacja: teść siedzi przy małej, wkurzony na syna, syn przychodzi, a ten sypie wiązanką wulgaryzmów w jego stronę przy moim dziecku i tak jest dzień w dzień. także ja nie miałam innego wyjścia, nie akceptuję takiego zachowania.
Nie wiem dlaczego mnie to akurat musiało spotkać, nie chcę się rozwodzić, kocham męża i chcę zebyśmy byli rodziną, ale nie chcę żebyśmy mieszkali osobno tak jak teraz... ojciec go poniża wyklina na niego a on tam siedzi mimo to...

A co do zarobków to my rachunków nie płacimy, ja jak robię zakupy to kupowałam i chemię do domu i spożywcze. A kasy z tego też nie mamy, bo kasę zabiera teść. Mamy dach nad głową ot co i żyjemy z oszczędności z wesela, które się kończą pomału... Mój mąż jest według mnie parobkiem. Myślę ze w pracy innej by go bardziej szanowano niż własny ojciec - on go nie szanuje. Mąż jak ten go wyklina to mu nie pomaga i uważa, że nic go stary nie interesuje, ale według mnie jest mu podległy w każdej sprawie. Chciałabym zebyśmy poszli na swoje i nauczyli się radzić sobie sami, żeby mąż nauczył się płacić rachunki, robić zakupy, żeby zobaczył ile to wszystko kosztuje, bo wszystko jak na razie sponsoruje teść. I tak mu jest wygodnie, ale nie umiem uwierzyć w to, że nawet mnie i swoje dziecko kieruje na dalszy plan. Rozumiem, że żyja z pracy na roli, co sami zrobią, to im się zwróci, ale myślę, że to nie koliduje z tym, że moglibysmy pójść na swoje sami.

6

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Witaj...

To czego Ty byś chciała dla swojego męża i małżeństwa jest silniejsze od Niego. Szantaz emocjonalny, manipulcje i etc. sa praktycznie nie do przeskoczenia w tak zakorzenionych relacjach w jakich tkwi Twoj maz z rodzicami. Jak sama mowisz, maz dostaje wiazanke laciny i dusi to w sobie, nic poza tym nie robiac w dobrym kierunku. Zyje w przeswiadczeniu, ze tak musi byc.

Ja jako osoba, ktora przerabia ten temat z dluzszym "stazem" toksycznym, z mojego punktu widzenia masz praktycznie 3 mozliwosci  (gdzie 4 - ponadprogramowa - jest niestety rozwod i wystapienie o uznanie zawartego zwiazku za nie wazny do kurii, pod ktora podlega Wasza parafia):
1. porozmawiac z zaufanym ksiedzem na ten temat i zachecic meza do ponownego przerobienia nauk przedmalzenskich z naciskiem na wlasciwe relacje tylko miedzy Was dwojgiem,
2. poszukac poradni rodzinnej lub ogolnie mowiac poradni zajmujacej sie terapia psychologiczna dla par - malzenstw.
3. wyprowadzic sie - nawet spowrotem do rodzicow - i wyznaczyc twarde granice, ze wracasz/wracacie do siebie ale tylko i wylacznie na swoje wlasne 4 katy.

Poszukaj sobie tutaj dwoch watkow:
tesciowie... nieodcieta pepowina
toksyczny trojkat z tesciowa.
To Ci moze otworzy szerzej oczy na skale problemu w jakim tkwisz...

Pozdrawiam.

7

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Proponowałam mu, żebyśmy wynajęli mieszkanie, kupili mieszkanie lub mieszkali u moich rodziców (tylko, że to sie wiążę z jego dojazdami i oczywiscie odp brzmi ze on nie bedzie dojeżdżać). Nie wiem, czy istnieje taka siła, która go przekona,żeby coś nim trzepło, że tak to nie może wyglądać. Niedawno w rozmowie powiedział, że na dłuższą metę nie wyobraża sobie nas oddzielnie, ale na pewno myśli ze to ja prędzej wrócę i będzie tak jak było, że bez żadnego poświęcenia z jego strony. Druga deska ratunku jest taka że kiedys również, przy rozmowie, w której niestety emocje grały pierwsze skrzypce powiedziałam mu ze boje się, że zostanę sama z dzieckiem i, że nie chcę być samotną matką, tak go to zabolało, że zaczął płakać jak dziecko i powiedział mi, że jeśli tak o nim myślę, to go nie znam i nie spodziewał się, że tak mogę o nim myśleć, że on ślubował przed Bogiem i jest to dla niego ważne. Ale po raz kolejny - to są na razie tylko słowa.
Ostatnio się wkurzyłam i po rozmowie telefonicznej napisałam mu sms co czuje i co bym chciała i jak odbieram to co on robi, nie odp, a jak dzwonił wieczorem to nawet tego nie skomentował. Więc póki co czekam na rozmowę, może uda się pod koniec tygodnia porozmawiać...

Na razie nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy się rozwieść, czy unieważniać małżeństwo. Byliśmy świadomi swojego kroku jakim jest ślub kościelny, a pamiętam dobrze pytanie z protokołu przed - ślubnego, że w razie kłopotów, nieporozumien będziemy się starać ratować nasze małżeństwo.

Dlaczego to wszystko jest takie trudne... sad((

8

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Ja czegoś nie rozumiem.
Czyje to jest gospodarstwo, teściów, czy Twojego męża?
Mąż oficjalnie został rolnikiem, dostał kredyt z UE, a nadal dochody z pracy oddaje ojcu?

9

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Mąż ma połowę pola na siebie, ale wszystkim rządzi teść. Teścia jest wszystko, a męża część pola i jeden sprzęt, który musiał kupić za kasę z UE i musi teraz jeszcze ponad 3 lata być rolnikiem i nie może podjąć pracy na etacie tylko na umowę o dzieło. Teść oprócz pola ma bydło i to z miesiąca na miesiąc jest ich stały dochód. Fakt, uprawa pola, paliwo i inne rzeczy kosztuje dużo i wykłada teść na to więc i zabiera dochód. Także mąż siedzi na garnuszku tatusia. Jak ten go wyzwie to mąż nie robi i myśli, że jest taki kozak, jak teść się uspokoi to mąż znowu mu pomaga i tak w kółko. Ja już nie mogłam tego znieść. Uważam, że mój mąż nie potrafi gospodarzyć pieniądzem i nie potrafi sam utrzymać domu. Jest to pracowity facet, ale moim zdaniem to powinno inaczej wyglądać. Na koniec roku po rozmowie z mężem ten postanowił zostać ze mną, ale na drugi dzień szukał pretekstu, żeby tylko pojechać w swoje strony, pojechał, wrócił, ale na drugi dzień już pojechał i tam został. Także, ja raczej z nimi nie wygram. Jestem dla niego sprawą drugorzędną.

Sami czytając to stwierdzicie, że to nie jest normalna sytuacja...

10

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

No, nie jest to normalna sytuacja.
Tą nienormalność widzę w pozycji Twojego męża wobec jego ojca. Kim on tam jest?
W moim odczuciu jest parobkiem swojego ojca. Ojciec przepisał mu kawałek ziemi, ale chyba tylko po to, żeby dostać dotację z UE, bo sam chyba jest za stary, żeby dostać dotacje dla Młodych Rolników.
Syn ma zobowiązania, bo musi się z tej dotacji rozliczyć i uniemozliwia mu ona podjęcie etatowej pracy poza gospodarstwem.
Nie ma przy tym nic do powiedzenia, bo ma goły kawałek ziemi, a cała reszta, inwentarz, zabudowania gospodarcze i dom, to własność ojca.
Z tej dotacji korzyść odniósł ojciec.
Syn wklada tam swoją pracę, a ojciec zbiera kasę.
Ty pewnie jesteś na wychowawczym i dostajesz jakieś grosze.

Twój teść najnormalniej pod słońcem wykorzystuje swojego syna i na dodatek chamsko się do niego odnosi.

Inna sprawa, że Twój mąż daje się wykorzystywać. Inny by powiedział ojcu, że owszem, wezmę dotację, ale najpierw przepiszesz na mnie gospodarstwo. Jak mam być Młodym Rolnikiem, to pełną gębą, inaczej idę swoją drogą.
Ale teraz to już po sprawie.
Ciężko jest mi zrozumieć takie przywiązanie do ojcowizny jakie prezentuje Twój mąż, ale często to widzę. Żadne rozsądne argumenty nie działają i wyglada to tak, że stary gospodarz twardo dzierży władzę, a młody do pięćdziesiątki jest parobkiem i o każdy grosz musi się ojca prosić.

Widzę Twoją sytuację jako impas.

Cóż, trzeba rozmawiać z mężem i szukać jakiegoś rozwiązania.
Wspólne mieszkanie z rodzicami męża to zły pomysł, ale może by rozpocząć budowę swojego domku na swoim polu? Tylko skąd wziąć na to kasę, skoro mąż jej nie ma i Ty też?
Ciężka sytuacja....

11

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Nie chcę mieszkać u niego, głównie ze względu na te krzyki, wrzaski i wyklinanie do siebie. Mam małe dziecko i to nie jest dobre środowisko wychowawcze. Poza tym nie wiem co mam myśleć o swoim mężu. Jest tak bardzo podległy swojemu ojcu, tłumaczy to tym, że tam całe dotychczasowe życie pracował, stracił trochę zdrowia i że to kiedyś będzie jego. Ale cholera jasna czy ja mam cierpieć przez kolejnych 30-40 lat, żeby w końcu jak starych zabraknie móc odetchnąć i dopiero wtedy zaznać spokoju ?? Poza tym zawiodłam się na nim. Nie czuje, żeby mu na nas zależało. Nie dzwoni, nie przyjeżdża. I tak czuję się już jak samotna matka wiec może skończyć już tą farsę ?? Czy człowiek kochający nie potrzebuje bliskości, ciepła, rozmowy ? Nie mogę normalnie funkcjonować przez to co się dzieje. Przecież jak tam wrócę to nic się nie zmieni... To jest cholernie bolesne i przykre, że po niespełna roku małżeństwa wszystko się sypie.

12

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Wasze wizje wspólnego życia całkowicie sie rozjechały.
Ale czy Wy wogóle, przed ślubem, planowaliście swoje życie? Na coś się umawialiście?

Ja wogóle jakoś kiepsko widzę Waszą wspólnotę. Małżeństwo trwa niecały rok, z czego przez pierwsze 5 miesięcy mieszkaliście oddzielnie, każde u swoich rodziców. Potem przez pozostałe 6-7 miesięcy niby razem, ale Ty ciągle uciekałaś do rodzinnego domu. W sumie 8 razy, tak?
Bo w domu teściów krzyki i wrzaski, a Ty tego nie lubisz. To ile czasu byliście razem?

Pamiętasz małżeńską przysięgę? Tam jest mowa o tym, że "...cię nie opuszczę...". A Wy, Ty i Twój mąż opuszczacie się nawzajem. Tobie nie odpowiada atmosfera na parterze domu teściów, więc...........do mamusi. Dla Twojego męża ciężarem jest dojeżdżanie do gospodarstwa, więc........do tatusia. Ile jest tych kilometrów? 50, 150, 300?

On nie dzwoni i nie przyjeżdża. A Ty?

Mnie się wydaje, że Wy oboje nie jesteście odpępnieni od swoich rodziców.

Pewne rzeczy były wiadome przed ślubem. Że On pracuje w gospodarstwie ojca, że wziął tą dotację, że chce mieszkać w domu rodziców, że swoją przyszłość wiąże z rolnictwem. Swoich teściów nie poznałaś chyba dopiero na weselu, bywałaś chyba u nich w domu wcześniej. Nic Ci sie w oczy i uszy nie rzuciło? Czy może rozsądek spał sobie za piecem? Albo oczy przesłoniła wizja białego ślubu?

To nie jest tak, że podoba mi się to co robi Twój mąż. Nie podoba mi się, że zależy od ojca i długo jeszcze będzie zależał. Że nie jest samodzielny.
To według mnie jest poważny problem. O wiele poważniejszy niż to, że teściowie się kłócą i wyzywają.

Ratować małżeństwo.... Tylko jak, gdy każda ze stron trwa przy swoim i nie ustąpi ani o milimetr?

13

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Myslałam, że tym razem jak nie odpuszczę to coś w nim pęknie i postara się mnie zrozumiec i coś zmienić czyli zebysmy wyprowadzili się na swoje chocby miało być to wynajete mieszkanie. Jest 30km od naszych domów rodzinnych. Ale jemu sie nie chce dojeżdżać. A to nie jest tak ze ja jestem nieodpępniona, po prostu nie miałam gdzie pójść, żeby w końcu zaznać spokoju. W każdej chwili jestem gotowa się wyprowadzic i pójsc z mężem ale byle nie do jego ojca mieszkać.
Owszem wiedziałam co to za czlowiek, ale przyjeżdzałam tam na weekendy i po prostu to olewałam bo potem wracałam do domu, do swojej pracy i zapominałam. Byłam zakochana i wierzyłam ślepo ze bedzie dobrze... ale to ze przed slubem nie zapaliła mi sie czerwona lampka nie znaczy, że teraz juz muszę się godzić na takie zachowania. Bo nie muszę. Myślę, że teraz własnie jest ostatni moment zeby coś zmienic, bo za 5 lat bedzie za późno.
Przed ślubem próbowałam namówić przekonać męża zeby wynająć mieszkanie ale ostatecznie postanowiłam ze spróbuje i ewentualnie jak sie nie uda to zawsze można sie wyprowadzić, tylko nie przypuszczałam ze będzie oznaczać to tylko moją wyprowadzkę.
Jestem gotowa tam przyjeżdzac pomagać jak umiem, niech on tam jeździ może wracac na noc tylko, ale zebym ja tam nie musiała mieszkać.

Odkąd jestem u rodziców tez tam pojechałam kilka razy.
Z mężem rozmawiamy, on mówi ze rozumie, raz postanowił zeby się odciąć od rodziców swoich, ale wytrzymał 2 dni i zwiał do nich, wiec widze ze coś jednak tam rozumie, dochodzi do niego, ale nie potrafi sie odciąć.

Podam przykład takiej sytuacji. Usypiam dziecko, już kładę do wózka bo zasnęła, nagle słyszę trzask drzwi i wiązankę, wyklinanie tesciowej w domu i tescia z obory słychać, dziecko się budzi. Wcześniej jeden dzień wieczorem tak się kłócili ze nie wytrzymałam i zeszłam na dół z dzieckiem i sama zaczełam do nich wrzeszczec ze co oni robią, ze tu jest małe dziecko, jak ona ma sie tutaj wychowywać, momentalnie była cisza, ale co z tego skoro na drugi dzien było taj jak wyżej napisałam? Więc do czego, do jakiego domu mam wracać?

Próbuje rozmawiać z mężem ale na nic sie to zdaje. Żeby to on chociaż powiedział w swoim domu jasno i wyraźnie ze mają sie zamknąć bo jest małe dziecko, nie to on sam do nich wrzeszczy i się tak kłocą nawet przy dziecku.

14 Ostatnio edytowany przez bags (2013-01-17 15:07:22)

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)
marena7 napisał/a:

Wasze wizje wspólnego życia całkowicie sie rozjechały.
Ale czy Wy wogóle, przed ślubem, planowaliście swoje życie? Na coś się umawialiście?

Nie tyle rozjechały co każde miało swój punkt widzenia... gdzieś on był wspólny, spajający ich razem, ale... jak to bywa w takich toksycznych pępowinowych przypadkach, kontaktował nie do końca z Jej męża strony.
Ona kocha Jego, On Jej wyobrażenie... tak jak to brutalnie stwierdza ks. Pawlukiewicz w swojej wypowiedzi: kochamy, żenimy się/wychodzimy za mąż nie z partnerem lecz z jego WYOBRAŻENIEM.

marena7 napisał/a:

Pamiętasz małżeńską przysięgę? Tam jest mowa o tym, że "...cię nie opuszczę...". A Wy, Ty i Twój mąż opuszczacie się nawzajem. Tobie nie odpowiada atmosfera na parterze domu teściów, więc...........do mamusi. Dla Twojego męża ciężarem jest dojeżdżanie do gospodarstwa, więc........do tatusia. Ile jest tych kilometrów? 50, 150, 300?
On nie dzwoni i nie przyjeżdża. A Ty?

Soryy Marena, trochę się zagalopowałaś.
Chcesz wmówić Kłębkowi, że złamała przysięgę??? toż to absurd kompletny.
Ona przysięgała przed Tym u Góry, że męża nie opuści  a nie - "rozwiązując" przysięgę, że się ngdy nie wyprowadzi. To zupełnie inna para kaloszy.

marena7 napisał/a:

Mnie się wydaje, że Wy oboje nie jesteście odpępnieni od swoich rodziców.
Pewne rzeczy były wiadome przed ślubem. Że On pracuje w gospodarstwie ojca, że wziął tą dotację, że chce mieszkać w domu rodziców, że swoją przyszłość wiąże z rolnictwem. Swoich teściów nie poznałaś chyba dopiero na weselu, bywałaś chyba u nich w domu wcześniej. Nic Ci sie w oczy i uszy nie rzuciło? Czy może rozsądek spał sobie za piecem? Albo oczy przesłoniła wizja białego ślubu?

Marena... dalej galpopujesz na szkodę autorki.
Wybacz, ale nie znasz specyfiki i to brutalniej niekedy, jaką "rządzi" się toksyczna relacja, toksyczny trójkąt, którą ja już doskonale zrozumiałem i autorka już ją dostrzega.
To o czym mówisz z Twojej perspektywy jest łątwo powiedzieć ale trudniej "zrobić" w tej sytuacji.

marena7 napisał/a:

To nie jest tak, że podoba mi się to co robi Twój mąż. Nie podoba mi się, że zależy od ojca i długo jeszcze będzie zależał. Że nie jest samodzielny.
To według mnie jest poważny problem. O wiele poważniejszy niż to, że teściowie się kłócą i wyzywają.

Namawiasz Dziewczynę by wsadziła kij w mrowisko, skopała a potem włożyła rękę do ula pełnego os lub pszczół, zajrzała z krwistym kawiałkiem mięsa do paszczy lwa lub rekina..
Taka rodzina jest jak sekta, ojciec/matka to guru i wara od Ich "społeczeństwa". Ona może wejść do Ich klanu pod warunkiem, że się obedrze z szacunku i godności swojej osoby i w zupełności dostosuje do Nich. A jak widać na to się autorka nie  godzi i ucieka tam, gdzie czuje się bezpieczna.
Dopóki mąż tego nie zatrybi w czym on tkwi lub ktoś nim nie potrząśnie i nie otworzy mu oczu na skalę problemu - zarówno Jego samego jak i krzywdy wyrządzanej Jego żonie - Kłębek może kijem wisłę zawracać i nic nie zdziała.

marena7 napisał/a:

Ratować małżeństwo.... Tylko jak, gdy każda ze stron trwa przy swoim i nie ustąpi ani o milimetr?

Po części racja... ale autorka wie co jest nie w porządku i na co się nie może zgodzić szanuąc siebie.
Pisząc tutaj szuka porad i wskazówek jak wyjść z twarzą z tej patologii i zachować/uratować małżeństwo.
To są dwa światy - Jej i męża - i tylko specjalisytyczna i fachowa pomoc może Ich zestroić.
Jestem w praktycznie identycznej sytuacji jak Kłębek i mógłbym pisać o tym bez końca ale nie czas i nie miejsce na to...

Kłębek...
Forum pomocy Sychar to coś dla Ciebie ku pokrzepieniu.

Pozdrawiam
Bratnia dusza z Sycharu smile

15

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Dzięki bags i Tobie marena7 również.

Jestem po rozmowie z mężem. Hmm... Nie odzywa się, ale czy ja się odezwałam? On wie co to znaczą dojazdy bo dojeżdżał do pracy i musiał to godzić z pracą w gospodarstwie... Mieszkanie to jest jakieś rozwiązanie, ale on sobie tego nie wyobraża. Woli kupić stary dom obok posesji ojca, który jest ruderą i go wyremontować. Tylko, że wiem jak to się skończy, nigdy tam nie zamieszkamy, bo remont będzie trwał wiecznie... wiem, bo znam męża i jego podejście do spraw budownictwa... kompletnie się na tym nie zna... Moim zdaniem kupimy za to mieszkanie od razu do zamieszkania 10km od teścia. Ja już nie mam siły do tego chłopa. Mówię, mu ze musimy pójść na jakiś kompromis. Jak wrócę ja, to pytam go jaki jest jego kompromis w tej sytuacji... cisza... więc mówię no właśnie, najlepiej jest nadal nic nie robić i się wszystko poukłada samo. Będzie tak jak on chce? Będzie i wszystko cacy. No i powiedział, że przecież to ja go zostawiłam i odeszłam od niego...

Tak, najlepiej jest zwalić na mnie wszystko. Najłatwiej i najprościej.

16

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Klebek...

Poszukaj sobie na necie artykulu pt "odcinamy pepowine czyli koniec problemow z tesciowa".
Tobie to pomoze wiele zrozumiec, odpowiednio przeredaguj i daj do przeczytania na osobnosci mezowi.
Tekst Twojego meza to stara spiewka - jego forma obrony jako wielce pokrzywdzonego atakiem na Ciebie.
W watku toksycznych tesciow, o ktorym wczesniej Ci pisalem znajdziesz wskazowki na walke z taka taktyka Twojego meza. 

Rece opadaja na to wszystko ale to jest relalny przyklad z toksycznych relacji rodzinnych.

3maj sie i powodzenia, bo ja juz jestem na poczatkowym etapie odcinania sie calkowitego od zony i Ich ukladu.

17

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Przeczytałam artykuł "odcinamy pepowine czyli koniec problemow z tesciowa".
Nie wiem tylko, czy mam odnieść osobę teściowej w tekscie do jego ojca czy do matki, czy do obojga?

Coś mi mówi, że mój mąż sam przed sobą nie chce się przyznać do tego, że mimo, że ojciec go gnoi, poniża, to on wciąż stara się mu udowodnić, że jest coś wart.
Mimo, ze twierdzi ze ma to gdzieś, ze robi swoje. Wnioskuję to po wczorajszj rozmowie i podam dwa przykłady. Obok posesji teścia jest stary dom, który jak wspomniałam wyzej mąż ma chęć kupić. Tylko, że wiem, ze nieraz ojciec mówił, ze mógłby to syn kupic, ze nic nie robi w tym kierunku, ze mieliby gdzie bydło trzymać (zabudowania gospodarcze), tak więc myślę, że mąż podświadomie twierdzi ze to jest dobra opcja, bo przeciez wyszła od tatusia, i tzreba mu udowodnić, ze w koncu synek spełni jego kolejne oczekiwanie... Druga sprawa. Tesciowa ma starą zardzewiałą pralkę i moja mama chciała mi dac swoją 2 letnią, która specjalnie dla mnie naprawiła w serwisie i wykupiła dodatkową gwarancje. Prosiłam męża jeszcze przed wyprowadzką, zeby mi przywiózł pralkę, ale on twierdził, że po co...
Wczoraj też mu podałam ten przykład, że nie moge na niego liczyc nawet głupiej pralki nie mógł mi przywieźć, że nic nie mogę mieć tak jak chcę, bo on który nie pierze bedzie o tym decydował. Stwierdził, ŻE KUPIMY NOWĄ ZEBY MU NIKT NIE ZARZUCIŁ ZE ZNOWU MA COS OD KOGOS ...
Uważam ze moje myślenie jest słuszne

Mąż kiedyś przyznał, że ojciec nigdy nie umiał docenić czyjejś pracy, powiedzieć dziękuję, przeprosić.

Jestem w tak wielkiej rozterce. Staram się tłumaczyć mężowi tą toksyczną sytuację. Już nie chcę się roztkliwiać nad tym jacy sa jego rodzice itd, chodzi mi o nasz zwiazek, żebyśmy mogli być sami na swoim... Mam jeszcze siłę do kolejnej rozmowy, ale nie wiem czy on sie otworzy na tyle, żeby przyznać sam przed sobą, że jest uwikłany w tak zakorzenione w sobie mechanizmy obronne, ze do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego... Tylko wiem tez ze to może długo potrwać zanim przez te rozmowy coś do niego dotrze.

18

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)
kłębek napisał/a:

Przeczytałam artykuł "odcinamy pepowine czyli koniec problemow z tesciowa".
Nie wiem tylko, czy mam odnieść osobę teściowej w tekscie do jego ojca czy do matki, czy do obojga?

Tesciowa w tym artykule jest tylko wyznacznikiem problemu. podepnij kogokolwiek pod nia - poza mezem - a ukladanka toksyczna dalej spelnia swoja funkcje.

19

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Do bags
Nic nie umiem wskórać... Wczoraj mąż przyjechał na wieczór po tygodniu nie widzenia się. Fajnie, ale pierwsze co oznajmił, żebym go obudziła rano bo jedzie na narty... Zabolało. Pytam, czy nie może dla nas poświęcić jednego dnia w tygodniu? Umówił się, nie chce zawieść. Pobawił się z dzieckiem, czego skutek byl taki, że się rozbudziło, on poszedł spać a ja kolejną godzinę usypiałam dziecko. Chyba mu więcej nie pozwolę na tak późne przyjazdy.
Rano go nie obudziłam, jego problem myślę, że sobie budzika nie nastawił, ale i tak pojechał. Pyta kiedy moje odwiedziny u niego? Ja milczałam, bo już brak mi słów na to wszystko. Powiedział, że mogłabym po południu przyjechać, że on juz będzie, po chwili dodał "chyba"...
Jutro ma robote przy moim aucie więc przyjedzie, mówi: i zostanę do wieczora, po chwili "chyba"...
czyli jak go nie zawezwą do domu...

Myślałam, że porozmawiamy, ale znowu rozmowa odkładana. zamiast robić krok w swoją stronę my robimy krok w przeciwnych kierunkach, przez co czuję, ze coraz bardziej się od siebie oddalamy. Dlaczego on nic z tym nie robi? Chciałabym, żeby powiedział "kochanie, kocham Cię, nie mogę już tak bez Ciebie dłużej żyć, porozmawiajmy, chcę zrozumieć Ciebie, musimy dojść do porozumienia" "zrobię wszystko, żebyśmy byli razem" "przynajmniej spróbuję"

Łzy cisną mi się do oczu, kiedy o tym wszystkim myślę, nadal patrzę na niego pełna miłości w sercu, uśmiechamy się do siebie nie mówiąc nic, wiem, że kochamy oboje, ale są takie przeszkody, które nie pozwalają mi być szczęśliwą w tym związku...Wybaczam mu wszystko, co mówiąc zranił mnie, żeby tylko zechciał zrozumieć, wczuć się we mnie, w moje uczucia, odczucia, marzenia, pragnienia...

Na razie jedyne światełko w tunelu widzę takie, żeby jutro jeśli w końcu uda się porozmawiać, żeby w jakiś sposób dotrzeć do jego serca, bo jeśli nie, to nie widzę żadnej szansy dla nas i albo bedziemy sie od siebie odsuwać, albo wrócę i przez wzgląd na dobro rodziny, małżeństwa będę całe życie cierpieć...

20

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Psycholog, poradnia rodzina i terapia malzenska to priorytet dzialan dla Was.
Poswiec czas i poczytaj watek o tesciach. Poszukaj na chomiku, sciagnij i poczytaj Dobsona "milosc wymaga stanowczosci".
Musisz zaczac wyznaczac granice przy ktorych on poczuje ze Cie traci.
Jesli chcesz z Nim pogadac, to stanowczo i nawet "za fraki" posadzic przy stole.

W ksiazce Dobsona jest list zdradzonej zony do meza... to mozna tez odniesc do Ciebie, bo zostalas zdradzona z tesciami. Na tej podstawie napisz mu list tradycyjny lub email w oparciu o wskazowki z watku o tesciach dorzucajac wlasne odczucia i przemyslenia. w tym watku znajdziesz w tresci wiele "gotowcow", ktore odpowiednio przeredagowane moga zdzialac cuda.

21

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

czytam, szukam wszelkich informacji, rozwiązań...
powoli mam poukładane w głowie co mu powiem, ale on jak widać unika rozmowy
dzieki bags ze moge liczyc na pomoc Twojej osoby

22

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)
kłębek napisał/a:

czytam, szukam wszelkich informacji, rozwiązań...
powoli mam poukładane w głowie co mu powiem, ale on jak widać unika rozmowy
dzieki bags ze moge liczyc na pomoc Twojej osoby

Staraj się też jak najmniej "wypominać" mężowi, nawet w myślach... bo efekt bedzie taki:
"Ty znowu obwiniasz partnera , jak jednym palcem pokazuje nań, to odwróć dłoń ,
co widzisz? trzy palce wskazują na Ciebie.
Nie znaczy żeś bardziej winny , ale że trzykrotnie bardziej masz się zająć sobą i swoim udziałem w kryzysie niż partnera czy teściów.

Musisz się nauczyc mówić "NIE". Małżeństwo to nie restauracja czy pub, gdzie można wpaść na drinka i wyjść. To musisz jakoś uświadomić mężowi.
Sołtys Kopydłowa miał kiedyś psa uwiązanego na sprężynie do budy i przy chęci ucieczki psiak sie o własną budę zabił. Brutalny dowcip ale przedstawia analogie do Twojego związku. Spreżyna jest silniejsza od Twojego męża. Chłop pewnie na schwał, a jednak...
to, co nie zależy od Ciebie - tego nie ruszaj. Nie próbuj wchodzić między męża a teściów, przyjmij za zasadę, że ich - teściów - nie ma. zajmij się tym co zależy od Ciebie.
Odkryj Twój udział w kryzysie i zabierz się nad zmianami w sobie.
Jedyny skuteczny sposób by zmieniać świat wokół siebie.
Wiem, ze te słowa brzmia brutalnie, bo sam je tak kiedyś odebrałem, ale jak się zastanowisz, to mają w sobie to 2 dno.

http://www.kryzys.org/archiwum2012/viewtopic.php?t=7739
Milej lektury.

23

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Wczoraj mąż przyjechał, była okazja do rozmowy, która była bardzo spokojna. Nadal jest między nami wielkie uczucie. Rzeczywiście przyjęłam taktykę, że nie będę po raz enty mówić mężowi jaki jest jego ojciec, powiedziałam, że nie potrafię tam wrócić i nie chcę tego. Dyskutowaliśmy na temat jego ewentualnych dojazdów, ale wiecie co... ja sama dziś uświadomiłam sobie, że to nie ma sensu. Nasza sytuacja jest PATOWA Nie ma z niej takiego wyjścia, które by zadowoliło wszystkich.
Najlepsze rozwiązanie to wybudować dom... tylko za co...
drugie rozwiązanie kupic mieszkanie (czy dostaniemy kredyt?, no i nadal wiąże się to z dojazdami męża, tylko wyniesie to jakies 10 km w jedną stronę, nadal będę sama praktycznie cały czas, ale bedziemy miec coś swojego, bo zeby on teraz dojeżdżał do moich rodziców, tu tez nie stworzymy nic wspólnego, własnego.)
trzecie kupić ten dom obok tesciów, do generalnego remontu (szczerze to wolę juz kupic mieszkanie i móc sie od razu wprowadzić, bo nie wierzę, że mąż odremontuje tą ruderę, trzeba ekipy, czasu i dużo pieniędzy, a u mojego męża w domu to wszystko sie zaczyna a nic nie kończy)


tak na prawdę to nadal wszystko w zawieszeniu... poszukiwanie rozwiązania
wiem, ze duzo zależy od męża, żeby sie w koncu obudził i zaczął działać, a nie tylko czekał aż się samo ułoży, bo się nie ułoży

24

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Co jeszcze, pytałam męża, czy rozmawiał o tym co się dzieje ze swoim bratem czy z mamą, to powiedział, że nie, że nie rozmawia z nimi. Znowu zapytałam, czy boi się ich reakcji, jak np by się wyprowadził,to powiedział, że ma to w d****, ze jakby gadali to by im powiedział, że mogą sobie pogadać i by wyszedł.
Już sama nie wiem w czym tkwi problem. W sumie jak matka jego mówi mu zeby zrobił to i tamto, to on zazwyczaj mówi jej "zamknij się, zajmij się swoimi sprawami" i robi swoje, po swojemu. Ona mówi mu to, upomina, bo wykonuje polecenia teścia, który mężowi nie powie zrób to, tylko jej gada ze syn mógłby zrobic to i to... chore wiem. Po prostu mąz jest przywiązany do pola, gospodarstwa, to on tam całe swoje dzieciństwo pracował. Wiele razy słyszałam od niego, ze koledzy w pilkę grali, a on zapierdzielał w stajni... chcę mu wytłumaczyć, że musi w końcu zdecydować, co jest dla niego ważne, a co wazniejsze. On chce kupić więcej pola, i mówi mi ze jak weźmie kredyt na mieszkanie to juz pola nie kupi... chcę mu wytłumaczyc, ze wazniejsze jest posiadanie domu, gdzie żona i dziecko bedą sie czuły bezpiecznie niż bez względu na wszystko kupowac pole a nie miec swojego miejsca i miejsca dla rodziny...
Powiedziałam tez jemu, ze jest mądrym facetem i że jakoś damy radę.

wierzę w to głęboko, że przejrzy na oczy, tylko musimy się jeszcze pomęczyć trochę, wierzę, że uczucie, miłość zwycięża i poprowadzą go właściwą drogą. widzę jak patrzy na nasze dziecko, mówił ze źle mu samemu, że tęskni...

25

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

hmm wczoraj znowu rozmowa z mężem... gorzkie słowa z jego strony... w sumie powinnam być na nie przygotowana, bo przecież widać jak na dłoni jakiego wyboru dokonał, ale wczoraj nazwał to po imieniu, bo wcześniej oskarżał mnie, że to ja go zostawiłam. wczoraj powiedział, że kocha nas bardzo, ale wybrał gospodarkę, ale widzi, że ten jego wybór nic mu nie dał, bo nas przy nim nie ma. Rozmawialiśmy nad opcją kupna posesji obok. wszystko zależeć będzie od tego czy mąż dostanie kredyt i jak szybko posuwać się będą prace remontowe: dach, nowe okna, tynki, wylewki, instalacja elektryczna i C.O. łazienka, kuchnia i chociaż jeden pokój na razie.
szczerze to się tego boję wszystkiego

26

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Jakbym czytała historię mojego życia...

Żyję w takim związku od 22 lat,od kilku ostatnich praktycznie jesteśmy jak obcy sobie ludzie,a nawet gorzej jak najwięksi wrogowie.
Nie raz uciekałam do rodziców upokorzona,zapłakana.
Nie odeszłam ze względu na dzieci-poza tym naiwnie łudziłam się,że z czasem się to wszystko zmieni.Nie mogłam uwierzyć że osoba którą pokochałam w ogóle się ze mną nie liczy- tylko stwarza pozory.Nawet więcej drwi ze mnie i wyszydza. Byłam wychowana,że osoby które się kocha przede wszystkim się szanuje.Nie mogłam tego co się działo zrozumieć,dopiero terapeuta otworzył mi oczy...

Nigdy dla mojego męża nie było ważne to co ja czuję.

Cyt. "Dla mojego męża niestety pełnienie roli syna jest najważniejsze, a męża i ojca schodzi na drugi plan."

tak zostanie i powiem więcej będzie tylko gorzej ! jak zacznie się Pani domagać dla siebie szacunku i postawi  siebie na miejscu pierwszym przed teściową.

Jeszcze się odezwę...

27

Odp: Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Mieszkacie w jednym domu/mieszkaniu z rodzicami, teściami, innymi krewnymi? Czujesz, że nie zniesiesz już kolejnych problemów? Jeżeli masz taką sytuację, napisz proszę do mnie wiadomość - w zgłoszeniu podaj numer kontaktowy, a masz szansę na udział w ciekawym programie telewizyjnym i uzyskanie pomocy eksperta.
Pozdrawia Natalia

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nieodcięta pępowina męża, toksyczni teściowie, rozstanie (??)

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026