Drogie forumowiczki,
bardzo prosilabym Was o zdanie nt mojego kolegi i przyczyn jego zachowania. Byc moze uznacie, ze problem lezy we mnie. Bede wdzieczna za wszelkie opinie.
Znamy sie od czasow studiow, nigdy nie bylismy blisko, przynajmniej dla mnie to byla najzwyczajniejsza na swiecie znajomosc. Raz bylismy na obiedzie, podczas ktorego on gadal przez kilka godzin o swoich problemach, analizujac wszystko po kilkanascie razy i wracajac wciaz do tych samych watkow. Po tym unikalam z nim spotkan, bo balam sie powtorki z ?rozrywki?.
Od tego czasu minelo kilka ladnych lat. Ja w tym czasie wyszlam za maz, wyjechalam za granice, ulozylam sobie zycie.
Kolega czesto do mnie pisal o swoich problemach, rozmawialismy o nich, radzilam mu jak je rozwiazac itd. Czasem w kontaktach z kobietami wrecz prosil mnie, bym mu robila ?rozklad dnia?, co kiedy napisac, kiedy i jak sie odezwac.
Kontakt wciaz mamy przede wszystkim ze wzgledu na to, ze moj kolega go utrzymuje i tu zaczyna sie problem. Sa okresy, gdy pisze do mnie co 2 dni z pytaniami ?co slychac??, ?co u ciebie?? itp. Do tego pyta kiedy bedzie mogl ze mna porozmawiac np. na skype. Od dluzszego czasu probuje go zbywac, bo wiem, jak te rozmowy beda wygladac: kolejna ?sesja? o jego problemach. Probowalam go ignorowac, nie odzywalam sie, to wtedy wysylal kolejne wiadomosci ?Zyjesz??, ?Dlaczego sie nie odzywasz?? itp. W miedzyczasie jeszcze wysyla jakies zdjecia, ktore np. zrobil chodzac po miescie, albo memy.
Ma duze problemy w relacjach z kobietami, przy nowej znajomosci zawsze kobiete przytlacza (smsy co chwila, wydzwanianie, dziwne wyznania po 2 dniach znajomosci). Jest rowniez niepijacym alkoholikiem, od niedawna chodzi na terapie dla AA.
Kilka razy napisalam mu wprost, zeby dal mi od siebie odpoczac, ze u mnie nic sie nie zmienia, ze nie lubie rozmawiac na skype. Prawda jest taka, ze nie lubie rozmawiac z nim ? dramatyzuje, przeciaga, analizuje problemy w nieskonczonosc? Gdy mowilam wprost, ze mam dosyc, to pisal, ze on mnie rozumie, ze mam racje, ze on jest taki beznadziejny, nie chce mnie stracic, bo jestem jego przyjaciolka, bo mnie potrzebuje itd. Idealizuje mnie i nasza znajomosc (ja jestem idealna, wymarzona wrecz kobieta, cudowna przyjaciolka, a on ma wielkie szczescie, ze jestem w jego zyciu itd).
W ciagu ostatniego tygodnia znow wyslal mi kilka standardowych wiadomosci i zdjec. Ja juz sie nie odezwalam. Napisal mi wtedy, ze chcialby pogadac i zebym dala znac, gdy bede na FB. Umowilismy sie na wieczor. Wieczorem wyslal mi sms-a ?Nie odezwalas sie. To widzimy sie w czerwcu? Pozdrawiam? Dodam, ze nie umawialismy sie na zadne spotkania, ani przyjazdy.
Gdy sie do niego odezwalam i zapytalam o co mu chodzi ze spotkaniem, to napisal, ze chcial zwrocic moja uwage, bo w ogole sie do niego nie odzywam. Tu miarka sie przebrala po raz juz ktorys z kolei. Napisalam, ze mam dosyc jego wiadomosci, jego zycia moim zyciem, ze nie chce by sie do mnie odzywal. Wtedy zaczal przepraszac, ze postara sie tak czesto do mnie nie pisac, ze nie chce mnie stracic, ze jestem jego przyjaciolka. Napisalam mu, ze nie jestesmy przyjaciolmi, a nasza znajomosc jest sztucznie podtrzymywana tylko przez niego. Nie przyjmuje tego do wiadomosci, on mnie uwaza za przyjaciolke i koniec. Tylko ja go rozumiem, tylko ja wiem jak do niego dotrzec. Poprosil nawet o instrukcje obslugi, tzn. kiedy i jak ma sie do mnie odzywac, by mnie to nie denerwowalo? Kilka razy wspomnial, ze placze jak do mnie pisze.
Powiedzialam mu juz ktorys raz z kolei, by poszedl na terapie, bo albo ma depresje, albo problemy z samoocena, inaczej przez to osaczanie ludzi w koncu zostanie sam.
Obiecal (po raz kolejny), ze poszuka czegos, ze nie bedzie sie tak czesto odzywal. Znajac jego to wszystko bedzie do czasu, a potem zacznie sie to samo (przerabialismy juz te klotnie kilka razy).
Czy mozecie mi powiedziec dlaczego on sie tak zachowuje? A moze to ja jestem niegodna jego przyjazni?
Jak to zakonczyc jak najmniej bolesnie dla niego?
Ps. Przepraszam za chaotyczny post, wylalam to po prostu z siebie ?na surowo?.