netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Zagubiony Edyp/syn marnotrawny

7 odpowiedzi2 503 wyświetleniazałożony przez asusu82u, 25.05.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Zagubiony Edyp/syn marnotrawny

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1

Temat: Zagubiony Edyp/syn marnotrawny

Jesteśmy młodym małżeństwem. Gdzieś się pogubiłem i w pośpiechu życia codziennego przestałem myśleć o samorozwoju i doskonaleniu mojego związku.
Do rzeczy:
W lutym bieżącego roku moja Żona wyjechała na pół roku za granicę. W miarę możliwości obydwoje staramy się odwiedzać. Nigdy nie twierdziłem, że brak mi zaangażowania i nie wątpiłem, że widzę w tej kobiecie swoją przyszłość.
Moja kobieta bardzo dużo razy namiętnie próbowała mi przekazać, że ją zaniedbuje, że jest jej źle.
Częstotliwość rozmów przez skype czy internet był ostatnimi czasy dużo mniejszy głównie z mojego powodu. Nie miałem na to czasu. Musze przyznać też, że zdarzało mi się ją po prostu oszukać i będąc gdzieś z kolegami nie odbierać telefonów lub jej zdarzyło się wejść na mojego fejsbuka widziała dwuznaczne rozmowy, które musiały rodzić mocne wątpliwości. Co dla mnie było głupimi żartami Ją bardzo raniło.
Ona stała się oschła, a do mnie dotarło jak bardzo próbowała mnie przekonać czego potrzebuje kiedy straciłem grunt pod nogami. Kiedy dostrzegłem wizję utraty tego związku widzę jak jej musiało być źle i teraz jest mi strasznie źle ze sobą.
Nie wątpie, że przestała mnie kochać bo takie rzeczy nie wygasają jak za pomocą magicznej różczki ale bałem się, że z powodu mojego zobojętnienia to zobojętnienie przeszło także na nią (nie myliłem się)..że jest w chwilowym amoku i zapominając ile dla siebie znaczymy może zrobić coś czego będzie żałowała... (mogłem mieć powody do takiego myślenia).
Przestała się do mnie odzywać, zaczęła więcej imprezować, alkohol, mężczyźni .. .korzystanie z chwili życia.
Nie mogąc spać od 5 dni, nie jedząc nic nie mogłem wytrzymać w tej sytuacji.
Chciałem zapytać co ja mam robić aby pokazać jej, że nie jestem manipulantem tylko, że wszystko co działo się między nami wynikało bardziej z mojej nieświadomości.
Ogarnął mnie całkowity szał, popadając w małą depresje potrafiłem spędzać ostatnie wieczory na piciu do kompa odświeżając messengera spoglądając czy jest na FB dostępna czy nie.
Postanowiłem, że kupuję najbliższy możliwy bilet i lecę do niej pokazać (3000km dalej)jej jak bardzo mi na niej zależy (jak z waszej strony odebralibyście ten przyjazd patrząc z boku? a jak ona to mogła odebrać? Podsuwają mi się do głowy dwa scenariusze: jeden to taki w którym ona już dostrzegła moją słabość i teraz mnie zgniecie, a drugi, że dotarło do niej ile dla mnie znaczy.)
Może nie przyjęła mnie z otwartymi rękoma ale mam wrażenie, że dzięki temu coś ruszyło. Mimo wypominania mi wyrządzonych krzywd spędzieliśmy 2 dni intensywnie żyjąc ze sobą.
Powoli widzę jakieś światełko w tunelu i wiem, że nie możesz mi odpowiedzieć: - tak to dobra drogą idź tą drogą bądź nie .Nie ma gotowych rozwiązań. Bardziej prosiłbym was o ocenę tej sytuacji.
I coś z czym w tej chwili się zmagam, jak mogę się poprawić nie dla niej ale dla siebie. Bo krzywdząc ją tak naprawdę ranię siebie. Boje się, że moja przemiana może być tylko chwilowa i kiedy wróci wszystko do normy będzie jak wcześniej.
Staram się szukać jakiegoś podłoża mojego charakteru. Dorastałem bez ojca, który przez całe życia był alkoholikiem. Pogrążając się w nałogu przypomina sobie o mnie w chwilowych okresach swojej trzeźwości. Mimo, że ja uważam siebie za ogarniętego gościa, z pasją celami mam jasą ukierunkowaną przyszłość to boje się, że właśnie przez to mam jakiś spierdolony system wartości, że mając złe ideały podświadomie postępuje źle tak naprawdę tego nie chcąc.
Niby wiem co jest dobre a co złe w teorii ale tak naprawdę chyba nigdy nie miałem dobrych ideałów w rodzinie.
Mało tego: Kiedyś bardzo dawno temu po moim pierwszy związku doszedłem do wniosku, że pragnę być zimny i mocno kalkulować. I tak brnąłem w tym postanowieniu przez kilka lat okłamując samego siebie, że można na zawsze już być tylko racjonalnie podchodzącym do życia człowiekiem. Naczytałem się gdzieś, że relacja damsko męska to jest zawsze jakaś pierdolona gra charakterów, nie wierzyłem w partnerstwo. Bałem się, że całkowicie odkrywając karty druga strona  właśnie przede wszystkim podświadomie wyczuje słabość i wykorzysta  to przeciwko mnie.
Co mi może pomóc żebym był lepszym człowiekiem  dla siebie dla niej i dla nas.
Jakieś książki, psycholog, pamietnik, szczera rozmowa z przyjaciółmi ?
Boje się, że z racji tego, że teraz tak mi ze sobą źle to zagłaskałbym ją na śmierć i nie będę widział jej błedów, jej zachowania. Będę za wszelką cenę walczył o nią i zagubię się jeszcze bardziej, a ona będzie po prostu zmęczona takim obrotem spraw bo jest nie przyzwyczajona do tego, że poświęcam jej tyle czasu ile teraz faktycznie bym chciał. Nie chcę żeby czuła sie kontrolowana ale po prostu żebyśmy obydwoje szli przez życie szczęśliwi opierając swój związek na partnerstwie.
Potrzebuję wyznaczenia jakiejś drogi, jakiegoś scenariusza jak mam teraz działać. Czy nadal kalkulować, a może oddać się całkowicie emocjom. I sam nie wiem czy będę w ogóle potrafił.
Jeśli dotrwasz czytelniku to końca tego listu odnieś się proszę do wszystkiego co zwróci tu twoją uwagę i co zaobserwujesz.
I jeszcze raz dzięki za wszystko.

2 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-05-25 12:57:49)

Odp: Zagubiony Edyp/syn marnotrawny
asusu82u napisał/a:

Jesteśmy młodym małżeństwem. Gdzieś się pogubiłem i w pośpiechu życia codziennego przestałem myśleć o samorozwoju i doskonaleniu mojego związku.
Do rzeczy:
W lutym bieżącego roku moja Żona wyjechała na pół roku za granicę. W miarę możliwości obydwoje staramy się odwiedzać. Nigdy nie twierdziłem, że brak mi zaangażowania i nie wątpiłem, że widzę w tej kobiecie swoją przyszłość.
Moja kobieta bardzo dużo razy namiętnie próbowała mi przekazać, że ją zaniedbuje, że jest jej źle.
Częstotliwość rozmów przez skype czy internet był ostatnimi czasy dużo mniejszy głównie z mojego powodu. Nie miałem na to czasu. Musze przyznać też, że zdarzało mi się ją po prostu oszukać i będąc gdzieś z kolegami nie odbierać telefonów lub jej zdarzyło się wejść na mojego fejsbuka widziała dwuznaczne rozmowy, które musiały rodzić mocne wątpliwości. Co dla mnie było głupimi żartami Ją bardzo raniło.
Ona stała się oschła, a do mnie dotarło jak bardzo próbowała mnie przekonać czego potrzebuje kiedy straciłem grunt pod nogami. Kiedy dostrzegłem wizję utraty tego związku widzę jak jej musiało być źle i teraz jest mi strasznie źle ze sobą.
Nie wątpie, że przestała mnie kochać bo takie rzeczy nie wygasają jak za pomocą magicznej różczki ale bałem się, że z powodu mojego zobojętnienia to zobojętnienie przeszło także na nią (nie myliłem się)..że jest w chwilowym amoku i zapominając ile dla siebie znaczymy może zrobić coś czego będzie żałowała... (mogłem mieć powody do takiego myślenia).
Przestała się do mnie odzywać, zaczęła więcej imprezować, alkohol, mężczyźni .. .korzystanie z chwili życia.
Nie mogąc spać od 5 dni, nie jedząc nic nie mogłem wytrzymać w tej sytuacji.
Chciałem zapytać co ja mam robić aby pokazać jej, że nie jestem manipulantem tylko, że wszystko co działo się między nami wynikało bardziej z mojej nieświadomości.
Ogarnął mnie całkowity szał, popadając w małą depresje potrafiłem spędzać ostatnie wieczory na piciu do kompa odświeżając messengera spoglądając czy jest na FB dostępna czy nie.
Postanowiłem, że kupuję najbliższy możliwy bilet i lecę do niej pokazać (3000km dalej)jej jak bardzo mi na niej zależy (jak z waszej strony odebralibyście ten przyjazd patrząc z boku? a jak ona to mogła odebrać? Podsuwają mi się do głowy dwa scenariusze: jeden to taki w którym ona już dostrzegła moją słabość i teraz mnie zgniecie, a drugi, że dotarło do niej ile dla mnie znaczy.)
Może nie przyjęła mnie z otwartymi rękoma ale mam wrażenie, że dzięki temu coś ruszyło. Mimo wypominania mi wyrządzonych krzywd spędzieliśmy 2 dni intensywnie żyjąc ze sobą.
Powoli widzę jakieś światełko w tunelu i wiem, że nie możesz mi odpowiedzieć: - tak to dobra drogą idź tą drogą bądź nie .Nie ma gotowych rozwiązań. Bardziej prosiłbym was o ocenę tej sytuacji.
I coś z czym w tej chwili się zmagam, jak mogę się poprawić nie dla niej ale dla siebie. Bo krzywdząc ją tak naprawdę ranię siebie. Boje się, że moja przemiana może być tylko chwilowa i kiedy wróci wszystko do normy będzie jak wcześniej.
Staram się szukać jakiegoś podłoża mojego charakteru. Dorastałem bez ojca, który przez całe życia był alkoholikiem. Pogrążając się w nałogu przypomina sobie o mnie w chwilowych okresach swojej trzeźwości. Mimo, że ja uważam siebie za ogarniętego gościa, z pasją celami mam jasą ukierunkowaną przyszłość to boje się, że właśnie przez to mam jakiś spierdolony system wartości, że mając złe ideały podświadomie postępuje źle tak naprawdę tego nie chcąc.
Niby wiem co jest dobre a co złe w teorii ale tak naprawdę chyba nigdy nie miałem dobrych ideałów w rodzinie.
Mało tego: Kiedyś bardzo dawno temu po moim pierwszy związku doszedłem do wniosku, że pragnę być zimny i mocno kalkulować. I tak brnąłem w tym postanowieniu przez kilka lat okłamując samego siebie, że można na zawsze już być tylko racjonalnie podchodzącym do życia człowiekiem. Naczytałem się gdzieś, że relacja damsko męska to jest zawsze jakaś pierdolona gra charakterów, nie wierzyłem w partnerstwo. Bałem się, że całkowicie odkrywając karty druga strona  właśnie przede wszystkim podświadomie wyczuje słabość i wykorzysta  to przeciwko mnie.
Co mi może pomóc żebym był lepszym człowiekiem  dla siebie dla niej i dla nas.
Jakieś książki, psycholog, pamietnik, szczera rozmowa z przyjaciółmi ?
Boje się, że z racji tego, że teraz tak mi ze sobą źle to zagłaskałbym ją na śmierć i nie będę widział jej błedów, jej zachowania. Będę za wszelką cenę walczył o nią i zagubię się jeszcze bardziej, a ona będzie po prostu zmęczona takim obrotem spraw bo jest nie przyzwyczajona do tego, że poświęcam jej tyle czasu ile teraz faktycznie bym chciał. Nie chcę żeby czuła sie kontrolowana ale po prostu żebyśmy obydwoje szli przez życie szczęśliwi opierając swój związek na partnerstwie.
Potrzebuję wyznaczenia jakiejś drogi, jakiegoś scenariusza jak mam teraz działać. Czy nadal kalkulować, a może oddać się całkowicie emocjom. I sam nie wiem czy będę w ogóle potrafił.
Jeśli dotrwasz czytelniku to końca tego listu odnieś się proszę do wszystkiego co zwróci tu twoją uwagę i co zaobserwujesz.
I jeszcze raz dzięki za wszystko.

za dużo tu u ciebie gdybania,co  będzie? jak cos tam zrobie,za duzo pseudoanalizy,dzielenia włosa na czworo,pytam,po co to analizujesz?za wiele pytan rodzi głupie odpowiedzi


ja twoje zachowanie interpretuje  jednoznacznie,lubisz się bawic,jestes niedojrzaly emocjonalnie,niedojrzaly do stabilnego związku,twojej zonie nieustannie fundujesz hustawke emocjonalna,bawi cie jej niepewność,przynajmniej bawila,miales w doopie jak ona się czula gdy ty się bawiles,jak zdales sobie sprawę ze jej to może obrzydlo i ma po kokarde,to spiales tylek i poleciales latac wiazek,tylko na ile ci tego samozaparcia w jego lataniu starczy ,to nie wiem

siedzi w tobie taki chłopczyk który się przestraszyl,jak zona zaczela się tam na wyjeździe bawic tak samo jak ty,zabolalo co?tobie wolno a jej nie?a widzisz jak to jest z tej drugiej strony

bo caly myk jest w tym by gonic króliczka,chyba to cie wlasnie rajcuje,jak krolik juz dogoniony to cie to chyba nudzi,musisz  chyba zyc w całkowitej niepewności drugiej osoby,tylko to cie będzie trzymalo w ryzach nic więcej,

ja bym olala chlopaa który jest nierzewidywalny i ktoremu nie wiem kiedy odwali,zeby nie odbierać ode mnie telefonu,wiekszosc kobiet lubi stabilizacje,odpowiedzialnosc i rownowage emocjonalna

3

Odp: Zagubiony Edyp/syn marnotrawny

Raczej wolałbym usłyszeć nie twoje wątpliwości harpio tylko jak zrobić aby podążać dobrą drogą.

4 Ostatnio edytowany przez luc (2014-05-25 16:45:11)

Odp: Zagubiony Edyp/syn marnotrawny
asusu82u napisał/a:

Raczej wolałbym usłyszeć nie twoje wątpliwości  harpio tylko jak zrobić aby podążać dobrą drogą.

Obrażanie innych osób na pewno nie jest dobrą drogą hmm

5

Odp: Zagubiony Edyp/syn marnotrawny
luc napisał/a:
asusu82u napisał/a:

Raczej wolałbym usłyszeć nie twoje wątpliwości  harpio tylko jak zrobić aby podążać dobrą drogą.

Obrażanie innych osób na pewno nie jest dobrą drogą wink

Ale harpia mnie powaliła big_smile big_smile big_smile
Tyle że ta harpia ma rację. Tobie może pomóc tylko psycholog Tak myślę o ile naprawdę tej pomocy chcesz.

6

Odp: Zagubiony Edyp/syn marnotrawny

Dlaczego piszesz z innymi 'dwuznacznie' jeżeli masz żonę? Dlaczego Twoja Żona- miłość Twojego życia wyjechała sama, dlaczego jej pozwoliłeś? Przypomnij sobie, co sprawiło, że to właśnie z nią chciałeś spędzić całe życie?
I poszukaj tego w niej jeszcze raz.
Związek na odległość zaognia uczucie tylko na początku, później trzeba dużo wytrwałości i zaufania.
Pomyśl jak Twoja Żona może Tobie ufać?

Ja się jej nie dziwie, że zaczęła się bawić...
Dziwię się, że przyjęła Cię z otwartymi ramionami, powinna Cię pogonić. Serio.
Jeśli mój mężczyzna tak się zachowuje, a wspólne macie np. nieodbieranie telefonu, to ja też przestaje od niego odbierać telefon. Proste wink
Związek nie jest skałą... Małżeństwo nie daje Ci stuprocentowej pewności. Związek jest jak pogoda, nie da się go dotknąć, sprawdzić, określić. Raz jest gorący i pociągający, raz zimny.
Może pogadajcie tak serio, czy chcecie być razem, czy jest co ratować.
Oprócz Twojej urażonej osoby, bo dziewczyna się zaczęła bawić jak mąż miał ją w dupie.

Zadaj sobie jedno zasadnicze pytanie,

Co spieprzyłem?

I następne, jak to naprawię?

Przykład:
Pisałem dwuznacznie z dziewczynami na fejsie.
- Usuwam ze znajomych, głupie dupy, które ze mną flirtowały pomimo, że mam Żonę. W końcu nie są mi potrzebne, mogę flirtować z Żoną,która jest 3000 km ode mnie...
- Udostępniam Żonie hasło do fejsa, a ona udostępnia mi. Pokazujemy, że mamy do siebie zaufanie...

I tak dalej adekwatnie do przykładu.

P.S.: Żona powinna skopać Ci tyłek, zabrać hajs pojechać na wakacje na dwa tygodnie, wrócić kazać Ci spłacać debet i wszelkie inne jej zachcianki. I dopiero pozwolić Ci odbudowywać relacje. I pamiętaj jeszcze jedno, my. baby wybaczamy, ale nigdy nie zapominamy...

W każdym bądź razie powodzenie

7

Odp: Zagubiony Edyp/syn marnotrawny

A więc  źona  baluje ...z pewnością alkohol  jest  na porządku   dziennym.
Jak  tak dalej  pójdzie i dalej  będziesz  gdybał to  stacisz  źonę.Nie  dlatego  źe  jakiś  męźczyzna  -  nie,jest  ryzyko  źe   alkohol  Ci  ją  odbierze.Ty  sam jak  piszesz  pijesz  do  kompa.

A więc  - po pierwsze  zero alkoholu.On Ci  w niczym nie pomoźe.

Zachowujecie  sie  tak  jakbyście  byli  obcymi  sobie ludzmi,jakbyście  wogóle  się  nie  znali.Robisz podchody, gdybasz, prosisz o mapę  do  serca  Twojej  źony -  ale to przecieź Ty  jesteś  jej męźem.

A źona ucieka  w imprezy.Czy  wcześniej  taka  była?
Nie  kalkiuluj juź więcej  .Zaryzykuj  zapytaj   wprost  jakie  są  jej oczekiwania  czy  wogóle  jest  szansa aby  ratować wasz związek.

Jesteśmy  ludzmi popełniamy  błędy ..

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Zagubiony Edyp/syn marnotrawny

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026