netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(

10 odpowiedzi3 696 wyświetleńzałożony przez fibi90, 22.05.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(

Tak wiem, ten wątek napewno już wcześniej wielokrotnie sie pojawiał ale przyznam szczerze, ze nigdy wczesniej nie kozystalam z zadnego forum dlatego postanowilam poprostu zalozyc "nowy watek".
Napewno wiekszosc z was sie przerazi widzac dlugosc mojego wpisu ale chciala bym chodz troszeczke naswietlic ta sytuacje ktora staje sie juz nie do zniesienia...
Ze swoim facetem jestem 2,5 roku a od 9 miesiecy jestesmy zareczeni. W lipcu sie pobieramy. Chyba....
Chyba, bo ja juz nie wiem co mam robic i dlatego postanowilam zasiegnac opinii osob trzecich ktore juz po tych kilku sytuacjach ktore za chwile postaram sie dosc dokladnie opisac, beda mogly wyrazic swoja opinie ktora mam nadzieje ze bardzo mi pomoze podjac jakas decyzje bo inaczej wykoncze sie psychicznie... juz jestem prawie wykonczona, prawie codziennie sie klucimy ja ciagle placze, ciagle zastanawiam sie czy to ma sens czy nie odwolac tego wesela bo nie wyobrazam sobie takiego zycia dalej ale nie potrafie niczego zmienic...

Zaczne moze od tego ze najwiekszy problem u mojego faceta jest taki ze on uwaza ze skoro jemu cos nie przeszkadza to mi tez nie powinno a jesli przeszkadza to tylko dlatego ze ja przesadzam...
Oto kilka sytuacji zwiazanych z tym problemem. Ostatnio bardzo czesto si eklucimy jak juz wspomnialam, i podczas tych klutni on prawie caly czas na mnie krzyczy a czesto wrecz sie wydziera... potrafi i to dosc czesto powiedziec ze (i tu zacytuje) jestem pojeba*a, ze mam sie isc leczyc, ze mam spierdalac itd itp. , kiedy ja do niego mowie cos co dla mnie jest bardzo wazne, on jak juz sie zdenerwuje to poprostu sobie wychodzi z pokoju bo nagle on aurat w tej sekundzie musi isc nakarmic rybki albo przybic jakis gwozdzik albo nie wiadomo co jeszcze a ja mam sobie poczekac, dzi snp kiedy staralam sie spokojnie i powaznie porozmawiac o jego egzaminach ktore ma w ten weekend ze obiecal ze sie bedzie uczyl a nic kompletnie nie robi to porostu wyjal telefon i zadzwonil sobie pogadac z kumplem... a kiedy powiedzialam ze to wszystko co robi to dla mnie jest kompletnym brakiem szacunku i ze nie moge zniesc tego zachowania bo mnie to bardzo rani to stwierdzil jak zawsze ze ostro przesadzam i mam sie przestac czepiac...
Zawsze kiedy wychodzi i OBIECUJE mi ze wroci o tej i o tej godzinie i wtedy zrobimy napewno to czy tamto (juz nie bede konkretnych przykladow tu podawac bo nie w tym rzecz), to poprostu nie wraca... przychodzi np po  godzinach chociaz wyszedl na 1,5.... oczywiscie jak wraca to juz nie robimy tego co mielismy zrobic bo on jest zmeczony albo on zapomnial albo co tam jeszcze.... jak ja jestem zla i mowie ze obiecales, ze znowu nie moge na ciebie liczyc nawet w najbardziej blachyc sprawach, jak sobie wyobrazasz nasze zycie skoro w ogole nie mam w tobie wsparcia ani nie moge byc pewna niczego kompletnie co ci powiezam, to on znowu wielce oburzony ze ja w ogole mu zwracam uwage mowi ze znowu przesadzam ze on pracuje i tez ma prawo po proacy wyjsc i cos porobic a  nie ciagle ma byc tylko tak jak ja chce a on to co.... tylko problem w tym ze on ciagle tak mowi i ciagle robi tak jak on chce, w efekcie nigdy nie robimy tego co zaplanowalismy a jego obietnica jest rowna powiedzeniu - dobra zrobimy albo i nie nie wiem zobaczymy czy bedzie mi sie chcialo... jak zakladac rodzine z kims takim? ja nie moge byc go w niczym pewna, zaczynamy cos robic a on mowi zrobie jeszcze najpierw to, to tylko chwila, pol godziny max, no to mowie dobra idz a on wraca do domu po kilku godzinach... no bo tak zeszlo.... ale w miedzy czasie zrobil mnustwo innych rzeczy ktorych nie musial ale ktore chcial zrobic... w ogole nie majac na wzgledzie tego ze ja czekam bo cos ustalilismy czy bo cos mi sam obiecal...
jesli ja mu nie pwoiem co jest do zrobienia nie zainteresuje sie kompletnie niczym, od pol roku go prosze zeby naprawil klamke na balkon bo nie moge  zniego korzystac gdyz calkiem odpadla i popekala ale on nie m aczasu... jednak na kolegow ma go zawsze.... kiedy ja go o cos prosze to nie ma sily ale jak moj tata go poprosi o cos (mieszkamy w jednym domu z moimi rodzicamy, moje jest cale pietro ale oni sa na dole...) to czas jest... wiecznie tylko mowi ze przeciez on ciagle cos robi.. tak, nie moge powiedziec ze nie, bo pracuje, pomaga na dzialce... ale to nie wszystko, chcac zalozyc wlasna rodzine niestety trzeba sie o nia troszczyc, o swoje cztery katy tez, nie tylko o cudze... a ja zawsze jestem na ostatnim miejscu... jest jakis wyjazd on mowi ze on jedzie, ja mowie a ja? tez bym pojechala, no dobra no to pojedziemy razem... nigdy nie pomysli, nie powie chodz moze pojedziemy czy pojdziemy tu czy tu bo jest fajna opcja... tylko koledzy i on... tak bardzo chciala bym schudnac bo okropnie sie ze soba czuje, tyle razy mowilam mu zeby mnie wspieral zeby mi pomagal bo niesttey nie mam w ogole samozaparcia i nie potrafie sie zdyscyplinowac, on oczywiscie mowi ok spoko i na tym ze to powie si ekonczy jego pomoc... w ogole mnie nie motywuje do niczego, nie wspiera mnie w niczym  z czym mam problem, w ogole nie pamieta o niczym, nic go nie interesuje, nawet przygotowania do wesela.... praktycznie wszystkie kwestie za ktory odpowiada mlody ogarniam ja... on nawet nie jest w stanie wymienic co jeszcze jest niezalatwione.... i oczywiscie tez nie widzi w tym problemu... ciagle tylko mowi ze po slubie bedzie lepiej ze sie zmieni ze bedzie super... ale jak ja mam w to wierzyc?
owszem, nie moge powiedziec ze sie wclae nie zmienil bo niektore rzeczy poprawil w swoim zachowaniu (juz od poczatku nie bylo kolorowo ale mimo tego bardzo sie pokochalismy). kiedy go poznalam duzo pil... ale juz od dluzszego czasu nie pije... czasem okazjonalnie ale to jak kazdy. Naprawde bardzo duzo z nim przeszlam i duzo rzeczy znosilam, nawet potrafil calkiem pijany zabrac moj samochod i nim odjechac nie wiadomo gdzie  apo kilku godzinach wrocic ze zlamanym nosem caly zakrwawiony... ja odchodzilam od zmyslow, cierpialam strasznie ze znowu mi cos tak okropnego zrobil ale mimo to nie zostawilam go...
takich sytuacji jest ogrom, ale nikt by tego nie przeczytal gdybym wszystko opisala...
2 lata prosilam go zeby zrobil prawo jazdy bo az wstyd mi w rodzinie i przed znajomymi ze chlopak 24 lata i prawa jazdy nie ma tylko dlatego ze nie chce mu sie na testy nauczyc...
nie wspomne juz o szkole... od kad go poznalam robi liceum dla dorostych i caly czas jest na 1 roku... jeszcze nigdy nie widzialam zeby sie uczyl, chociaz tyle razy go prosilam mowiac ze nie wyjde za kogos bez szkoly (nie mowie juz o studiach ale chociaz to srednie) bo jak on sobie wyobraza utrzymac rodzine i wychowac dzieci? czego ich nauczy? w czym im pomoze jak pojda do szkoly? jak on w ogole sobie poradzi gdyby mnie zabraklo, bo rozne sa sytuacje w zyciu? ale on w ogole tego nie bierze do siebie... wiecznie tylko slysze "jo dobra...", "sie zrobi...."  ale sie nie robi....ja wiem ze to moze nie brzmi jak jakies wielkie problemy ale uwierzcie mi ze codziennie sa jakies sytuacje przez ktore leze i placze, ja codziennie zastanawiam sie czy nie odwolac tego wesela bo za chwile bedzie juz za pozno...
kocham go ale nie chce tak zyc....
a moze wcale go nie kocham tylko to przyzwyczajenie... panicznie boje sie samotnosci, to moj pierwszy powazny zwiazek, nigdy nie mialam powodzenia u chlopakow, chociaz zawsze wszyscy mowili ze jestem ladna fajna i napewno nie moge odgonic si eod facetow... ale w rzeczywistosci chyba wcale tak nie jest bo zawsze trafialam na samych debili brzydko mowiac .... poza tym mam ciezka sytuacje  wdomu, z moim rodzicami zycie pod jednym dachem jest koszmarem a to malzenstwo pozwolilo by mi na osobne zycie... ten fakt tez utrudnia mi decyzje bo nie dosc ze z nimi wykanczam sie psychicznie to od jakiegos roku z nazeczonym tez... to nie chodzi o to ze chce za niego wyjsc tylko po to zeby uwolnic sie od rodzicow, poprostu rozmyslajac nad tym czy chce zyc w takim zwiazku od razu mam w glowie ze juz niznajde innego faceta i zawsze bede skazana na rodzicow(ktorymi musze sie zajac )wiec jedynie mieszkanie z facetem  na "osobnym garnuszku" moglo by pomoc zaczac normalnie zyc. poza tym przywiazalam se bardzo do niego i kiedy jest dzien gdzie sie nie klucimy i pokazuje ze naprawde mu zalezy (co mi powtarza chociaz nie pokazuje...) to czuje sie swietnie przy nim. ale ile mozna tak wytrzymac? ja juz placze z byle powodu, w kazdym zachowaniu jego widze problem bo juz jestem moze przewrazliwiona, sama nie wiem... moze to wszystko to tak naprawde moj problem? moze ma racje? moze czepiam sie sama nie wiem o co? moze to wszystko co on robi nie jest niczym nadzwyczajnym? odchodze od zmyslow... przepraszam za moje bledy i leterowki ale pisze dosc szybko i napewno kilka mi sie zdazylo. bardzo was prosze o odpowiedz bo naprawde nie wiem co o tym myslec....

2

Odp: Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(

dodam jeszcze ze przy nim czuje ze sie stoczylam.... zawsze mialam marzenia, jakies plany, zainteresowania... a teraz? rzucilam studia bo przy nim strasznie sie rozleniwilam... teraz ciagle mnie to meczy bo czuje sie nikim przez to... nigdzie nie wychodze nic mnie juz nie interesuje.... jako para nie robimy kompletnie nic ...
jeszcze nigd mnie nigdzie nie zaprosil, ani na spacer, na kolacje, do kina.... zawsze ja mowie chodz moze pojdziemu gdzies cos porobimy bo wiecznie siedzimy wdomu albo ty sam wychodzisz do chlopakow.... jego inicjatywy nie ma w ogole, ja to odbieram tak jak by nie mial potrzeby spedzania ze mna czasu a on jak zawsze uwaza ze znowu przesadzam i ze codziennie spedzamy czas bo razem mieszkamy... ale dla mnie spanie w jednym lozku i nic poza tym w ciagu 24h to nie jest spedzanie czasu...
nawet nie rozmawiamy o niczym tak poprostu bo jak cos robi dluzej i wraca np o 22 to mowi ze jest padniety a za chwile idzie na dol do mojeo taty na piwo... ale ze mna porozmawiac czy polezec  w lozku to nie ma sily...
ze o sprawach lozkowych juz nie wspomne... bo musze go prosic zeby mi obiecal (chodz jego obietnice i tak nic nie znacza) zeby cokolwiek bylo, bo jemu wiecznie sie nie chce jest zmeczony albo jeszcze jakis inny beznadziejny powod... nie chodzi tu o to ze on nie chce sie ze mna kochac tylko o to ze jak on ma ochote to musi cos byc a jak ja mam swoje potrzeby to jego zupelnie to nie obchodzi...
a w tej kwestii uwazam ze powinno i to bardzo, zwlaszcza ze ja mma z tym problem poniewaz nie odczuwaam zadnej przyjemnosci podczas stosunku. on oczywiscie wie o tym od kad tylko zdecydowalismy sie na wspolzycie (to pierwszy facet z ktorym spalam) i wiemy od lekarza ze czeste stosunki i dbalosc partnera o moj komfort psychiczny, o gre wstepna zeby pobudzic "to co we mnie spi z jakiegos prawdopodobnie psychicznego powodu" moga pomoc i doprowadzic do tego ze wszystko bedzie ok. O to dbal pierwsze 2, moze 3 miesiace od rozpoczecia wspolzycia, staral sie zeby bylo milo fajnie, zebym cos poczula i zeby wszystko bylo tak jak powinno ale potem przestalo go to obchodzic a kiedy probuje o tym rozmawiac to wykreca sie tylem mowiac ze to ja powinnam go podniecac i nakrecac a on nie musi sie starac po czym idzie spac mimo ze ja nadal do niego mowie bo to dla mnie bardzowazny i trudny temat...
kompletnie juz na zadnej plaszczyznie zycia codziennego ani w ogole tworzenia zwiazku nie moge liczyc na jego wsparcie....
sama piszac to w mysli mam - dziewczyno czy ty sama siebie slyszysz przeciez to oczywiste ze ten zwiazek to bzdura...
ale nie potrafie nic z tym zrobic, ciagle mam wrazenie ze moze za duzo oczekuje, ze to faktycznie przeze mnie te klutnie bo czepiam sie nie wiadomo o co, chciala bym ksiecia z bajki...
ale wszyscy mi powtarzaja ze to nie jest facet dla mnie i ze stac mnie na kogos lepszego kto mnie bedzie szanowal i kto pomoze mi przejsc przez zycie a nie bedzie to na kazdym kroku utrudnial...

3

Odp: Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(
fibi90 napisał/a:

Zaczne moze od tego ze najwiekszy problem u mojego faceta jest taki ze on uwaza ze skoro jemu cos nie przeszkadza to mi tez nie powinno a jesli przeszkadza to tylko dlatego ze ja przesadzam...
Oto kilka sytuacji zwiazanych z tym problemem. Ostatnio bardzo czesto si eklucimy jak juz wspomnialam, i podczas tych klutni on prawie caly czas na mnie krzyczy a czesto wrecz sie wydziera... potrafi i to dosc czesto powiedziec ze (i tu zacytuje) jestem pojeba*a, ze mam sie isc leczyc, ze mam spierdalac itd itp. ,

"kłótnia" smile

Takie odzywki nie są normalne. Musi być albo bardzo zdenerwowany, albo poczuł się na tyle pewnie, że pokazuje swoje prawdziwe usposobienie.

fibi90 napisał/a:

dzi snp kiedy staralam sie spokojnie i powaznie porozmawiac o jego egzaminach ktore ma w ten weekend ze obiecal ze sie bedzie uczyl a nic kompletnie nie robi to porostu wyjal telefon i zadzwonil sobie pogadac z kumplem... a kiedy powiedzialam ze to wszystko co robi to dla mnie jest kompletnym brakiem szacunku i ze nie moge zniesc tego zachowania bo mnie to bardzo rani to stwierdzil jak zawsze ze ostro przesadzam i mam sie przestac czepiac...

A czemu kochana, przyszła żono robisz mu za mamusie? Tak strasznie lubiłaś jak Ci matka z ojcem nad głową stali i ględzili "miałas się uczyć!" Jego egzaminy i studia nie są dla Ciebie tylko dla niego. To dorosły człowiek i zrobi jak będzie chciał. Nic dziwnego, że się wkurzył, bo on chce mieć partnerkę a nie matkę.

fibi90 napisał/a:

Zawsze kiedy wychodzi i OBIECUJE mi ze wroci o tej i o tej godzinie i wtedy zrobimy napewno to czy tamto (juz nie bede konkretnych przykladow tu podawac bo nie w tym rzecz), to poprostu nie wraca... przychodzi np po  godzinach chociaz wyszedl na 1,5.... oczywiscie jak wraca to juz nie robimy tego co mielismy zrobic bo on jest zmeczony albo on zapomnial albo co tam jeszcze.... jak ja jestem zla i mowie ze obiecales, ze znowu nie moge na ciebie liczyc nawet w najbardziej blachyc sprawach, jak sobie wyobrazasz nasze zycie skoro w ogole nie mam w tobie wsparcia ani nie moge byc pewna niczego kompletnie co ci powiezam, to on znowu wielce oburzony ze ja w ogole mu zwracam uwage mowi ze znowu przesadzam ze on pracuje i tez ma prawo po proacy wyjsc i cos porobic a  nie ciagle ma byc tylko tak jak ja chce a on to co....

Na to są sposoby smile "Nowy pomocnik". Przestań gadać i jęczeć nad uchem. Następnym razem kiedy wyjdzie zadzwoń do brata, kumpla, chłopaka dobrej koleżanki i poproś, aby Ci pomógł w tym i w tym. Jak narzeczony wróci to odpowiedz spokojnie, że już ma tyle wolnego czasu ile chce, bo już załatwiłaś pomocnika i dłużej się prosić nie będziesz smile




fibi90 napisał/a:

jesli ja mu nie pwoiem co jest do zrobienia nie zainteresuje sie kompletnie niczym, od pol roku go prosze zeby naprawil klamke na balkon bo nie moge  zniego korzystac gdyz calkiem odpadla i popekala ale on nie m aczasu... jednak na kolegow ma go zawsze.... kiedy ja go o cos prosze to nie ma sily ale jak moj tata go poprosi o cos (mieszkamy w jednym domu z moimi rodzicamy, moje jest cale pietro ale oni sa na dole...) to czas jest... wiecznie tylko mowi ze przeciez on ciagle cos robi.. tak, nie moge powiedziec ze nie, bo pracuje, pomaga na dzialce... ale to nie wszystko, chcac zalozyc wlasna rodzine niestety trzeba sie o nia troszczyc, o swoje cztery katy tez, nie tylko o cudze... a ja zawsze jestem na ostatnim miejscu... jest jakis wyjazd on mowi ze on jedzie, ja mowie a ja? tez bym pojechala, no dobra no to pojedziemy razem... nigdy nie pomysli, nie powie chodz moze pojedziemy czy pojdziemy tu czy tu bo jest fajna opcja... tylko koledzy i on...

Wiesz co, to jest trochę relacja syn- matka. Ty mu wynajdujesz zadania, ględzisz nad uchem, a on jak tylko może to myk do kolegów. Nie mówię, że to normalne, ale czy faktycznie jest AŻ tyle rzeczy do zrobienia, których nie możesz zrobić sama, albo poprosić kogoś innego o pomoc? Ja wiem, że facet ma mieć rodzinę itp, ale mi to się wydaje, że on absolutnie nie dojrzał do tej roli.

fibi90 napisał/a:

tak bardzo chciala bym schudnac bo okropnie sie ze soba czuje, tyle razy mowilam mu zeby mnie wspieral zeby mi pomagal bo niesttey nie mam w ogole samozaparcia i nie potrafie sie zdyscyplinowac, on oczywiscie mowi ok spoko i na tym ze to powie si ekonczy jego pomoc... w ogole mnie nie motywuje do niczego, nie wspiera mnie w niczym  z czym mam problem, w ogole nie pamieta o niczym, nic go nie interesuje, nawet przygotowania do wesela.... praktycznie wszystkie kwestie za ktory odpowiada mlody ogarniam ja... on nawet nie jest w stanie wymienic co jeszcze jest niezalatwione.... i oczywiscie tez nie widzi w tym problemu...

Ale to Ty chcesz schudnąć, to po co mu głowe zawracasz? On Cię nie motywuje i to jego wina, że jesteś gruba?! Albo sama się motywujesz dla SIEBIE, albo nie. Nikt za Ciebie tego nie zrobi, więc w tej kwestii to bardziej popracuj nad sobą, a faceta zostaw w spokoju.
Co do wesela, to faceci zwykle się tym nie interesują. Jednak jest to kolejny przykład, że dla niego to nie czas i miejsce na żeniaczkę.

fibi90 napisał/a:

ciagle tylko mowi ze po slubie bedzie lepiej ze sie zmieni ze bedzie super... ale jak ja mam w to wierzyc?

W to nie wierz. Bo to tylko, żeby Ci buzie zamknąć, żebyś dała mu spokój. Facet pokazał co potrafi, poprawy nie będzoe.

fibi90 napisał/a:

owszem, nie moge powiedziec ze sie wclae nie zmienil bo niektore rzeczy poprawil w swoim zachowaniu (juz od poczatku nie bylo kolorowo ale mimo tego bardzo sie pokochalismy). kiedy go poznalam duzo pil... ale juz od dluzszego czasu nie pije... czasem okazjonalnie ale to jak kazdy. Naprawde bardzo duzo z nim przeszlam i duzo rzeczy znosilam, nawet potrafil calkiem pijany zabrac moj samochod i nim odjechac nie wiadomo gdzie  apo kilku godzinach wrocic ze zlamanym nosem caly zakrwawiony... ja odchodzilam od zmyslow, cierpialam strasznie ze znowu mi cos tak okropnego zrobil ale mimo to nie zostawilam go...

Jesteś kolejną kandydatką na męczennicę? Kolejna poświęci wszystko w "imię miłości"? Któraś z dziwczyn na innym wątku napisała - miłość to nie wszystko. Na tym się nie zbuduje, nie TYLKO na tym. Trzeba mieć podobne priorytety i zapatrywanie na rodzinę. To, że Ty się poświęciałaś o niczym nie świadczy i zapewne za kilka lat zostanie Ci wyrzucone w twarz, że on o to poświęcenie nie prosił. I będzie miał rację.

fibi90 napisał/a:

2 lata prosilam go zeby zrobil prawo jazdy bo az wstyd mi w rodzinie i przed znajomymi ze chlopak 24 lata i prawa jazdy nie ma tylko dlatego ze nie chce mu sie na testy nauczyc...
nie wspomne juz o szkole... od kad go poznalam robi liceum dla dorostych i caly czas jest na 1 roku... jeszcze nigdy nie widzialam zeby sie uczyl, chociaz tyle razy go prosilam mowiac ze nie wyjde za kogos bez szkoly (nie mowie juz o studiach ale chociaz to srednie) bo jak on sobie wyobraza utrzymac rodzine i wychowac dzieci? czego ich nauczy? w czym im pomoze jak pojda do szkoly? jak on w ogole sobie poradzi gdyby mnie zabraklo, bo rozne sa sytuacje w zyciu? ale on w ogole tego nie bierze do siebie... wiecznie tylko slysze "jo dobra...", "sie zrobi...."  ale sie nie robi....ja wiem ze to moze nie brzmi jak jakies wielkie problemy ale uwierzcie mi ze codziennie sa jakies sytuacje przez ktore leze i placze, ja codziennie zastanawiam sie czy nie odwolac tego wesela bo za chwile bedzie juz za pozno...

Skoro masz postanowienie, że nie wyjdziesz za kogoś bez matury, to dlaczego planujesz ślub?! Nie rozumiem... Znowu wchodzisz w rolę matki - on musi! On nic nie musi, on może. Jak widać nie chce i to nie jest jego problem tylko Twój, bo to Tobie przeszkadza, więc chyba pora zacząć się wywiązywać ze swoich postanowień, których dokonałaś sama ze sobą.

fibi90 napisał/a:

kocham go ale nie chce tak zyc....

Jeśli nie chce, to to zakończ. To proste.

fibi90 napisał/a:

poza tym mam ciezka sytuacje  wdomu, z moim rodzicami zycie pod jednym dachem jest koszmarem a to malzenstwo pozwolilo by mi na osobne zycie... ten fakt tez utrudnia mi decyzje bo nie dosc ze z nimi wykanczam sie psychicznie to od jakiegos roku z nazeczonym tez...

No i będzie z deszczu pod rynnę. A czemu nie pomyślałaś, żeby zacząć żyć NA WŁASNĄ rękę? Jako osoba dorosła? Znaleźć pracę i się wyprowadzić?

Podsumowując - absolutnie nie jesteś szczęśliwa w tym związku. Uwiązałaś się do rodziców, uwiązałaś się do narzeczonego. Nic Ci nie pasuje i nie wiesz co robić. Powinnaś zacząć zastanawiać się, co TY chcesz robić, jak wyplątać się z tego supła, który sama na sobie zawiązałaś. Proponuję zastanowienie się nad życiem na własną rękę i podejmowanie własnych, dorosłych decyzji.

4

Odp: Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(
fibi90 napisał/a:

dodam jeszcze ze przy nim czuje ze sie stoczylam....

Tyle starczy, by sobie odpowiedzieć, że sensu taki związek nie ma.
Miłość ma motywować, a nie niszczyć.

5

Odp: Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(

No,

ładnie, to teraz przeczytaj to jeszcze raz i zadaj sobie pytanie: czy i po co się z nim żenić ?

Małżeństwo to wspieranie siebie nawzajem w trudnych chwilach, a nie odwrotnie - utrudniać życie.
A szacunek w tym związku to przepraszam gdzie?
Odwołaj ten ślub bo za jakiś czas będziesz tu na forum szukać porady czy się rozwodzić albo że poznałaś kogoś i co teraz. Ja uważam ze nie wytrzymacie ze sobą i się rozejdziecie jeśli tak jest jak piszesz i to przed ślubem.

Obym się mylił jeśli jednak powiesz "TAK".

6

Odp: Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(

Po pierwsze, co to za głupota planować ślub, jeśli się nie jest do końca pewnym, czy się go chce?
Chcesz sobie zmarnować życie?

7

Odp: Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(

Na pewno jego zachowanie po ślubie się nie zmieni, a jeśli już to na grosze.

Dodatkowo odniosłam wrażenie, że ten ślub jest po to żeby wyrwać się z domu rodzinnego. Ale po przeczytaniu całej historii można mieć pewność, że autorka tematu wpadnie z deszczu pod rynnę.

Kochana nie rób tego błędu, masz jeszcze czas żeby się z tego wszystkiego wycofać. Poczytaj sobie na forum historie innych kobiet, jak wyglądało u nich przed ślubem i jak ich mężowie "odmienili się" po wstąpieniu w związek małżeński.

8 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-05-23 19:31:05)

Odp: Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(
Teo napisał/a:
fibi90 napisał/a:

owszem, nie moge powiedziec ze sie wclae nie zmienil bo niektore rzeczy poprawil w swoim zachowaniu (juz od poczatku nie bylo kolorowo ale mimo tego bardzo sie pokochalismy). kiedy go poznalam duzo pil... ale juz od dluzszego czasu nie pije... czasem okazjonalnie ale to jak kazdy. Naprawde bardzo duzo z nim przeszlam i duzo rzeczy znosilam, nawet potrafil calkiem pijany zabrac moj samochod i nim odjechac nie wiadomo gdzie  apo kilku godzinach wrocic ze zlamanym nosem caly zakrwawiony... ja odchodzilam od zmyslow, cierpialam strasznie ze znowu mi cos tak okropnego zrobil ale mimo to nie zostawilam go...

Jesteś kolejną kandydatką na męczennicę? Kolejna poświęci wszystko w "imię miłości"? Któraś z dziwczyn na innym wątku napisała - miłość to nie wszystko. Na tym się nie zbuduje, nie TYLKO na tym. Trzeba mieć podobne priorytety i zapatrywanie na rodzinę. To, że Ty się poświęciałaś o niczym nie świadczy i zapewne za kilka lat zostanie Ci wyrzucone w twarz, że on o to poświęcenie nie prosił. I będzie miał rację.

Teo załóżmy wątek "Jak nie spieprzyć sobie życia i odróżnić księcia od żaby" big_smile

Ja napisałam i jeszcze raz powtórzę Tylko miłość to kiepski powód żeby wychodzić za mąż
Kochane baby (i autorka wątku również) ! Jeśli facet Cię nie szanuje a jeśli krzyczy do Ciebie "spier..j" to raczej nie szanuje, nie macie wspólnych priorytetów, uwsteczniłaś się  a nie rozwinęłaś w związku i masz wątpliwości czy to ten właściwy i czy masz się za niego wydać za mąż, to po jaką cholerę nadal z nim jesteś i planujesz ślub?!
Chcesz zostać świętą????!!!
Zostaw gada i zacznij nowe życie, BEZ NIEGO smile
Słuchaj Teo, ona napisała dość wyczerpującą odpowiedź.
Przestań się łudzić i myśleć życzeniowo - to Twoje życie a nie film, nie oczekuj zmian na lepsze bo może być tylko gorzej.

ps. a jeśli mimo wszystko z nim zostaniesz to nie pisz rozpaczliwych postów na forum pt. "Mój mąż mnie nie szanuje a ja go bardzo kocham" bo osobiście skopię Ci pupę big_smile Szlag mnie trafia jak takie czytam (może dlatego, że kiedyś przez chwile też tak miałam big_smile )

9

Odp: Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(

Za zadne skarby nie brałabym z takim burakiem ślubu.Po slubie bedzie tylko gorzej.Po co Ci ten slub na Boga?Chcesz w przyszłosci zasilic gabinety psychiatryczne.Przeczytaj blog "moje dwie głowy" i zadaj sobie pytanie i to juz znasz.Wiej.

10

Odp: Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(

Nie doczytałam o chlaniu-powiedz z jakiej kałuży go wyrwałaś?

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Ciągłe myśli o odwołaniu wesela, problemy z narzeczonym... :(

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026