Witam, sprawa przedstawia się następująco. Jestem w związku od prawie 8 lat, od pół roku jestem zaręczona i im bliżej podjęcia decyzji o ślubie tym bardziej zaczęłam sobie uświadamiać, że wcale go nie chcę. Mój facet irytuje mnie na każdym kroku, już była taka sytuacja ok. 2 mies temu, że powiedziałam, że duszę się w tym związku bo on jest strasznie opanowany, bez życia, nie mamy wspólnych zainteresowań, nie mamy o czym rozmawiać. Na chwilę się poprawiło. Jednak znowu zaczęło się wszystko psuć. Najgorsze jest to, że on mnie kocha ponad życie a u mnie to uczucie wypaliło się już dawno. Dawałam mu już tyle sygnałów, ale on chyba nie dopuszcza do siebie myśli, że ja mogę się z nim źle czuć. Wiem, że problem tkwi we mnie, ja go po prostu przestalam kochac i niewiem jak się rozstać ,żeby go nie zranić. Próbowałam wczoraj ale on nie przyjmuje tego jakby do wiadomości. Już niewiem co mam robić.
Tym bardziej, że w moim życiu pojawił się ktoś naprawdę intrygujący, facet na którego widok kolana mi się uginają. Dzwoni do mnie prawie codziennie i chce się umówić ale ja tak nie potrafię będąc w związku. Chociaż cholernie chcę się z nim spotkać, z drugiej strony wiem, ze może chcieć mnie po prostu zaliczyć ale wiem, że jak się z nim nie spotkam to do końca życia będę żałować, że tego nie zrobiłam......
To nie jest tak, że przez tego faceta chcę się rozstać z narzeczonym , bo takie myśli chodziły mi po głowie już od dawna. Koleżanka radzi mi abym się z nim spotkała będąc w związku ale to jest dla mnie nienormalne, bo jest to po prostu zdrada.
Niewiem co mam robić...
Podobne tematy
Na początku powiem Ci, że masz duży plus za to, że nie zaczynasz nic nowego przed uregulowaniem starych spraw.
Wydaje mi się, że wiesz CO trzeba zrobić i być może problem tkwi w tym JAK to zrobić. Z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że decyzję już raczej podjęłaś i nie stało się to pod wpływem nowej znajomości. Abstrahując od przyczyn, które doprowadziły Was do takiego punktu ? najuczciwiej będzie powiedzieć facetowi jak najszybciej, że to koniec, finito, the end. Oczywiście sama wiesz, czy to ma zmierzać do przesunięcia terminu ślubu i danie sobie czasu na zmiany, czy efektem tej rozmowy ma być zakończenie związku. Ważne jest byś do tej rozmowy przystąpiła ze świadomością, że jesteś pewna tego co chcesz powiedzieć i że się z tego już nie wycofasz, bo ? bądź co bądź ? zmieniasz ustalony od lat porządek Waszego życia.
Nie wiem skąd twierdzisz, że kocha Cię nad życie, bo z tego co piszesz to działał bardziej konkretnie gdyby faktycznie takim uczuciem Cię darzył.
Po prostu mu to powiedz, że przestałaś go kochać, nie widzisz przyszłości z nim. Oczywiście musisz mieć świadomość, że nie ma powrotu. Zamykasz i zmieniasz drogę. A to co przed tobą to wielka nie wiadoma. To, że uginają ci się nogi a może nawet więcej może oznaczać tylko zauroczenie. Nadeszła monotonność, przyszły obowiązek, może strach przed małżeństwem. Najważniejsze jest powiedzieć prosto w oczy, wytłumaczyć dlaczego tak chcesz postąpić. On, jeśli zrozumie, to spokojnie się rozstaniecie.
Nie wiem skąd twierdzisz, że kocha Cię nad życie, bo z tego co piszesz to działał bardziej konkretnie gdyby faktycznie takim uczuciem Cię darzył.
Możliwe że ją kocha taką uśpioną miłością, często tutaj się pojawiają takie tematy, gdzie narzeczona chce uciec spod ołtarza, bo pan młody uznał że już nie trzeba się starać i stali się dla siebie obcymi ludźmi.
Sprawa jest trudna, dużo lat ze sobą, on pewnie nawet nie bierze pod uwagę że możesz chcieć od niego zwiać:) więc będzie w lekkim szoku. Ale musisz mu to powiedzieć, usiąść, pogadać. Powiedz, że nie masz nikogo, do nikogo nie odchodzisz, ale nie chcesz rozwodu pół roku po ślubie. Może zrozumie.
Witaj zatroskana,
Ze względu na mój mały dramat zaglądałem na to forum w ostatnim czasie, dużo ciekawych rzeczy dotychczas przeczytałem, ale dopiero Twój wpis w zasadzie zmusił mnie do rejestracji. Muszę do Ciebie zaapelować, jeżeli jesteś PEWNA, że się wypaliłaś, że nie chcesz nic ratować, bo Twoim zdaniem nie ma już czego, to jak najszybciej JASNO przekaż Twojemu narzeczonemu, że sprawy wyglądają tak, a nie inaczej.
Nie pisz mi tu nawet o dawaniu sygnałów, bo życie moja droga to nie są kalambury. Wiedz, że człowiek, który KOCHA zawsze jakoś sobie potrafi usprawiedliwić i wytłumaczyć zachowanie drugiej strony, nawet to, które miało być owym sygnałem. Nie zastanawiaj się nawet, jak mocno go zranisz, bo to nie ma sensu. Jeżeli kocha Cię tak, jak powinien kochać normalny facet, który zdecydował się na oświadczyny, to niestety ? zrzucisz go w przepaść, zniszczysz cały jego świat i nic tego nie zmieni. Współczuje mu z całego serca.
Zadziwiające jak bliźniacza była moja historia, ale niestety dla mnie wydarzyła się o trzy lata później, jeżeli idzie o staż związku i jeden krok za daleko, jeżeli piszemy o jego statusie formalnym.:(
Wybacz mi emocjonalny ton wpisu, ale ja wygrzebuję się ze wspomnianej przepaści od pół roku. Bardzo dobrze, że zastanawiasz się nad swoją sytuacją i szukasz porady zanim rzucisz się w ramiona nowego gościa. Ja nie miałem tyle szczęścia w przypadku mojej żony. Łatwo nie będzie, ale takie jest życie.
Tak czy owak bardzo mocno go zranisz.
Ja od 1,5 miesiąca jestem w stanie agonalnym po tego typu zerwaniu więc żal mi Twojego narzeczonego.
A ja mam pytanie do Ciebie zatroskana11.
Jaki jest twój ojciec? A jaka jest różnica między ojcem a narzeczonym? Może to być kluczowe w twoim jak powiedzmy wypaleniu.
Witam. Może nie doradcę Tobie, ale mogę powiedzieć Ci że jestem w podobnej sytuacji z tym że mój staż w związku jest trochę krótszy i tez nie wiem jak mam to zrobić wiem, że będzie zraniony tym, że odejdę. Ale ja tak już dłużej nie mogę, próbuje się przełamać czasami, a on tym robi sobie złudne nadzieje. Raz jest dobrze na kilka dni, a później znowu jest masakra. Nie potrafię jednak się przełamać za długo to trwa i muszę stanowczo powiedzieć NIE. TO JUŻ KONIEC. ale właśnie nie wiem jak bo takie rozmowy są ciężkie.... Ale koleżanko musimy nabrać pewności siebie i zrobić ten krok bo jeśli nie to dalej będziemy tkwiły w tym. Wiem że łatwo się mówi, ale to już czas najwyższy.
Witam. Może nie doradcę Tobie, ale mogę powiedzieć Ci że jestem w podobnej sytuacji z tym że mój staż w związku jest trochę krótszy i tez nie wiem jak mam to zrobić wiem, że będzie zraniony tym, że odejdę. Ale ja tak już dłużej nie mogę, próbuje się przełamać czasami, a on tym robi sobie złudne nadzieje. Raz jest dobrze na kilka dni, a później znowu jest masakra. Nie potrafię jednak się przełamać za długo to trwa i muszę stanowczo powiedzieć NIE. TO JUŻ KONIEC. ale właśnie nie wiem jak bo takie rozmowy są ciężkie.... Ale koleżanko musimy nabrać pewności siebie i zrobić ten krok bo jeśli nie to dalej będziemy tkwiły w tym. Wiem że łatwo się mówi, ale to już czas najwyższy.
Więc czego oczekujesz od Faceta. Jeśli masz taki sam dylemat.
Mój ojciec jest alkoholikiem, wyprowadziłam się od niego z mamą i siostra ok. 3 lat temu a mój narzeczony w ogóle go nie przypomina jezeli o to chodziło.
Mój ojciec jest alkoholikiem, wyprowadziłam się od niego z mamą i siostra ok. 3 lat temu a mój narzeczony w ogóle go nie przypomina jezeli o to chodziło.
ok. Jeśli twój narzeczony jego wogóle nie przypomina a ten drugi czasem nie ma pociągu do alkocholu. Przypatrz się dobrze. Bo czasem tak wyjdzie, że może okazać się podobieństwem ojca.
Kobiety większości szukają podobieństw u mężczyzn po swoich ojcach. Jest to podświadome działanie. Nie świadome.
Po prostu zakończ, szkoda czasu.
tak jak wyżej, zakończ im szybciej tym lepiej, bez zbędnych nadziei na poprawę . rozmowa i wyjaśnienie sytuacji, powiedz że nie jesteś szczęśliwa, ale powodem twojej decyzji nie jest inny mężczyzna. to chyba może być największy cios..
Rzeczywiście, ten drugi ma pociąg do alkoholu z tego co zdążyłam zauważyć
Rzeczywiście, ten drugi ma pociąg do alkoholu z tego co zdążyłam zauważyć
Właśnie, i z rynny pod deszcz. Chcesz mieć takie życie jak mama.
Czasem Bóg daje nam próbę miłości, daje ci wybór.
Jeśli nie kochasz i jesteś tego pewna, to odejdź i daj wam obojgu szansę na bycie szczęśliwymi. On też nie będzie szczęśliwy z kimś kto go nie kocha, a tak to znajdzie kogoś dla którego będzie wszystkim.
Natomiast z tym drugim uważaj, pociąg do alkoholu nic dobrego nie wróży. Koleżanka mojej mamy uciekła od ślubu a potem wyszła za mąż za innego, i niestety całe życie męczyła się z alkoholikiem. Mama mojej kolezanki wyszła za takiego, który dopiero zaczynał sobie popijać. Chleje do dzisiaj i chyba juz nie przestanie.
jesli masz przekonanie ze go nie kochasz odejdz pozwol sobie byc szczesliwa.ale tez miej swiadomosc ze zrywajac z terazniejszym narzeczonym zamykasz droge na powrot .ale nie pakuj sie w zwiazek z alkoholikiem bo sama bylam w takim zwiazku ito nic dobrego nie wrozy
Nie znam go na tyle, żeby stwierdzić że jest alkoholikiem. Wiem po prostu, że lubi imprezy
Gorzej martwi mnie to , ze jest rozwiedziony i ma dziecko......
I niby miał dać mi spokój, nie pisać , nie dzwonić a robi to dalej i te rozmowy są coraz bardziej odważne. Czuję, że muszę się z nim spotkać inaczej nie będę wiedziała jak z nim postąpić.
To zapytaj się żony dlaczego się rozwiódł? Coś mi się zdaje, że ty szukasz adrenalinki.
Opuszczając temat chłopaka, który aktualnie Ci się podoba, powinnaś wziąć narzeczonego na szczerą rozmowę bez żadnych zahamowań.
Przypuszczam, że on zawsze będzie próbował brać Cię na litość i na to, że żyć bez Ciebie nie może.
Albo postawisz sprawę jasno, albo będziesz tkwić w tym nieszczęśliwym związku.
Opuszczając temat chłopaka, który aktualnie Ci się podoba, powinnaś wziąć narzeczonego na szczerą rozmowę bez żadnych zahamowań.
Przypuszczam, że on zawsze będzie próbował brać Cię na litość i na to, że żyć bez Ciebie nie może.
Albo postawisz sprawę jasno, albo będziesz tkwić w tym nieszczęśliwym związku.
Albo wejdzie w nieszczęśliwy dopiero związek. Wybór należ do niej. Nie mniej powinna przeprowadzić rozmowę najlepiej sama ze sobą czego tak naprawdę oczekuje. Bo trochę znim jest, i motylki odlecialy,
Adrenaliny nie szukam, przyszła sama nieproszona... Najgorsze jest to ze tego faceta widuje średnio raz na półtora miesiąca gdyż przyjeżdża do mojej firmy i wiem że muszę coś z tym zrobić bo za każdą jego wizytą coraz bardziej on na mnie działa.
Powiedz, że nie masz nikogo, do nikogo nie odchodzisz, ale nie chcesz rozwodu pół roku po ślubie. Może zrozumie.
Tiaaa.... a po tygodniu będzie ganiać z innym, bardzo udatny zabieg, zrozumie wszystko na pewno! :-)
Byłam kiedyś w takiej sytuacji, ale z drugiej strony.
Byliśmy zaręczeni, miał być ślub. Było idealnie, albo i nie.
Z dnia na dzień się pogarszało. Co prawda nie było innej kobiety, ale on mnie nie chciał. Drażniłam go, nie mógł na mnie patrzeć. Był zmęczony moją osobą.
Po pijaku, na imprezie ze mną zerwał. Krzyczał, ja też. Był płacz, rozpacz. Rano się obok niego obudziłam, a on był taki zimny, nie mój.
A ja pijana zasnęłam w sukni ślubnej. Wierzyłam, że to durna zagrywka.
Niestety, to był koniec. Zabrałam pierścionek i po kilku dniach odpuściłam. Bawiłam się, umawiałam z innymi i zacierałam ślady cierpienia. On po dwóch miesiącach wrócił do swojej eks, to zabolało jeszcze bardziej, ale jakoś dawałam radę.
Potem nagle z nią zerwał. Ja też byłam sama. Do dzisiaj nie wiem jak to się stało, ale pojechałam z nim na wesele do jego siostry, bo wszyscy mnie znali, a on był świadkiem i nie chciał brać żadnej obcej laski. Taka była wymówka. Ale jechaliśmy zadeklarowani, że powrotu nie będzie. A powrót był, ale trwało to powoli, ponowne randki, rozterki i teraz minęły dwa lata jak jesteśmy najszczęśliwsi na ziemi. Niedługo odbieramy mieszkanie, a ja wiem, że podjął wtedy bardzo dobrą decyzję.
Naprawdę się cieszę, mimo iż cierpiałam niewiarygodnie. Doceniałam, że mnie nie zdradził. Doceniałam, że odszedł.
To była nauka dla mnie w wielu kwestiach i dla niego, że jestem jego miłością życia.
Dzisiaj mówi, że nie może beze mnie żyć, a wtedy nie mógł na mnie patrzeć.
Teraz mówi, że nie widzi innej kobiety jako matki jego dzieci, a kiedyś powiedział, że woli patrzeć na inne kobiety.
Zostaw go. Naprawdę.
Jeśli macie być ze sobą to będziecie. Ale nie wykańczaj się i jego. On na sto procent czuje, że jest źle. Może o tym nie mówi, ale to czuje.
Zawsze się czuje.
Nie patrz na ludzi i ich opinie. Spróbuj nowej drogi, masz prawo, bo to Twoje życie. Może masz być z kimś innym, może z nim, a może z nikim. Ale proszę Cię, nie zmuszaj się do niczego, bo Twoje decyzje wpływają na życie innych.
Pozdrawiam!
Byłam kiedyś w takiej sytuacji, ale z drugiej strony.
Byliśmy zaręczeni, miał być ślub. Było idealnie, albo i nie.
Z dnia na dzień się pogarszało. Co prawda nie było innej kobiety, ale on mnie nie chciał. Drażniłam go, nie mógł na mnie patrzeć. Był zmęczony moją osobą.
Po pijaku, na imprezie ze mną zerwał. Krzyczał, ja też. Był płacz, rozpacz. Rano się obok niego obudziłam, a on był taki zimny, nie mój.
A ja pijana zasnęłam w sukni ślubnej. Wierzyłam, że to durna zagrywka.
Niestety, to był koniec. Zabrałam pierścionek i po kilku dniach odpuściłam. Bawiłam się, umawiałam z innymi i zacierałam ślady cierpienia. On po dwóch miesiącach wrócił do swojej eks, to zabolało jeszcze bardziej, ale jakoś dawałam radę.
Potem nagle z nią zerwał. Ja też byłam sama. Do dzisiaj nie wiem jak to się stało, ale pojechałam z nim na wesele do jego siostry, bo wszyscy mnie znali, a on był świadkiem i nie chciał brać żadnej obcej laski. Taka była wymówka. Ale jechaliśmy zadeklarowani, że powrotu nie będzie. A powrót był, ale trwało to powoli, ponowne randki, rozterki i teraz minęły dwa lata jak jesteśmy najszczęśliwsi na ziemi. Niedługo odbieramy mieszkanie, a ja wiem, że podjął wtedy bardzo dobrą decyzję.
Naprawdę się cieszę, mimo iż cierpiałam niewiarygodnie. Doceniałam, że mnie nie zdradził. Doceniałam, że odszedł.
To była nauka dla mnie w wielu kwestiach i dla niego, że jestem jego miłością życia.
Dzisiaj mówi, że nie może beze mnie żyć, a wtedy nie mógł na mnie patrzeć.
Teraz mówi, że nie widzi innej kobiety jako matki jego dzieci, a kiedyś powiedział, że woli patrzeć na inne kobiety.Zostaw go. Naprawdę.
Jeśli macie być ze sobą to będziecie. Ale nie wykańczaj się i jego. On na sto procent czuje, że jest źle. Może o tym nie mówi, ale to czuje.
Zawsze się czuje.
Nie patrz na ludzi i ich opinie. Spróbuj nowej drogi, masz prawo, bo to Twoje życie. Może masz być z kimś innym, może z nim, a może z nikim. Ale proszę Cię, nie zmuszaj się do niczego, bo Twoje decyzje wpływają na życie innych.
Pozdrawiam!
Bardzo ciekawy post, czasem Bóg daje nam wybór albo wystawia na próbę...
Jeśli jesteś pewna, że to nie to, to go zostaw, jeśli będziecie mieli być razem to i tak będziecie. Natomiast z tym nowym bądź czujna, bo na emocjach można się przejechać jak Zabłocki na mydle. Ze swoim jesteś już długo i wiadomo, że uczucie przygasło, teraz spotkałaś nową interesującą osobę i przyszła fascynacja, tego Ci brakowało. Zanim przedsięwziesz kroki pomyśl na trzeźwo czy warto.
Dziękuję Wam wszystkim za porady, każdą biorę sobie do serca.
Wczoraj rozmawiałam z nim i ustaliliśmy ,że musimy od siebie odpocząć ( to znaczy ja muszę), bo on nie chciał nawet na chwilę się rozejść a ja nie potrafiłam tak definitywnie z dnia na dzień zerwać całkowicie kontakt ponieważ mamy zbyt dużo wspólnych spraw. Też uważam, że jeżeli mamy być ze sobą to taka rozłąka będzie lepsza, uświadomię sobie czy chcę z nim spędzić resztę życia czy też nie. Spotkam się z tym drugim facetem i zobaczę co z tego wyjdzie. Mam koleżankę , która była w takiej samej sytuacji jak ja i teraz jest już mężatką, miała przerwę nawet pół roku i obydwoje w tym czasie spotykali się z kimś innym jednak po pewnym czasie wrócili do siebie nawet sami nie wiedząc kiedy i jak to się stało
Jestem zadowolona z tej sytuacji, bo w końcu odważyłam się zrobić coś czego naprawdę chcę i przestałam przejmować się opinią innych. A uwierzcie, że moja rodzinka jest okropna i już zaczynają się docinki, kazania, morały na które na szczęście jestem odporna ![]()
Dziękuję Wam wszystkim za porady, każdą biorę sobie do serca.
Wczoraj rozmawiałam z nim i ustaliliśmy ,że musimy od siebie odpocząć ( to znaczy ja muszę), bo on nie chciał nawet na chwilę się rozejść a ja nie potrafiłam tak definitywnie z dnia na dzień zerwać całkowicie kontakt ponieważ mamy zbyt dużo wspólnych spraw. Też uważam, że jeżeli mamy być ze sobą to taka rozłąka będzie lepsza, uświadomię sobie czy chcę z nim spędzić resztę życia czy też nie. Spotkam się z tym drugim facetem i zobaczę co z tego wyjdzie. Mam koleżankę , która była w takiej samej sytuacji jak ja i teraz jest już mężatką, miała przerwę nawet pół roku i obydwoje w tym czasie spotykali się z kimś innym jednak po pewnym czasie wrócili do siebie nawet sami nie wiedząc kiedy i jak to się stało![]()
Jestem zadowolona z tej sytuacji, bo w końcu odważyłam się zrobić coś czego naprawdę chcę i przestałam przejmować się opinią innych. A uwierzcie, że moja rodzinka jest okropna i już zaczynają się docinki, kazania, morały na które na szczęście jestem odporna
Bardzo dobra decyzja!
Jesteś skołowana, bo pojawił się inny. Odpowiedz sobie szczerze, co było zanim był ten nowy obiekt między wami. Czy wtedy czulas się źle?
Odpowiedziałam sobie na to pytanie już dawno i czułam się źle w tym związku zanim pojawił się ten nowy obiekt. Wiem, że on też ma na tą sytuację wpływ ale nie jest kluczową rolą.
Odpowiedziałam sobie na to pytanie już dawno i czułam się źle w tym związku zanim pojawił się ten nowy obiekt. Wiem, że on też ma na tą sytuację wpływ ale nie jest kluczową rolą.
czułaś się źle, ale czy byś go zostawiła???? sądzę, że nie...
Sama nie wiem co bym zrobiła, ciężko obstawiać co by było gdyby.... Jak nie ten, to podejrzewam, że inny zwróciłby moją uwagę bo ostatnio ja będąc w związku zaczęłam dostrzegać, że faceci się mną interesują ( co wcześniej nie robiło na mnie żadnego wrażenia), w ogóle nie tęskniłam za swoim facetem, nie chciałam żeby do mnie przyjeżdżał, a jak już u mnie był to ze mnie uchodziło życie , nie miałam ochoty spędzać z nim czasu, nie interesowało mnie co się u niego dzieje, co robi jak nie ma go u mnie. Po prostu dobrze czułam się bez niego i w ogóle o nim nie myślałam.
Sama nie wiem co bym zrobiła, ciężko obstawiać co by było gdyby.... Jak nie ten, to podejrzewam, że inny zwróciłby moją uwagę bo ostatnio ja będąc w związku zaczęłam dostrzegać, że faceci się mną interesują ( co wcześniej nie robiło na mnie żadnego wrażenia), w ogóle nie tęskniłam za swoim facetem, nie chciałam żeby do mnie przyjeżdżał, a jak już u mnie był to ze mnie uchodziło życie , nie miałam ochoty spędzać z nim czasu, nie interesowało mnie co się u niego dzieje, co robi jak nie ma go u mnie. Po prostu dobrze czułam się bez niego i w ogóle o nim nie myślałam.
No widzisz, wychodzi, że był jedynie utrapieniem w Twoim życiu, to zachodzi pytanie dlaczego go nie zostawiłaś skoro nie tęskniłaś a jedynie Cię drażnił? Odpowiedz sobie na to pytanie sama przed sobą.
Sądzę że ten nowy właśnie miał kluczową rolę i decydujący wpływ, gdyby nie on, to dalej byś tak żyła.
Nie zostawiłam go wcześniej, bo było raz lepiej raz gorzej i jakoś tak tkwiłam w tym. Bałam się opinii innych, co ludzie powiedzą, było mi szkoda tych lat, wierzyłam, ze się poukłada,że uczucie we mnie odżyje na nowo ale ono zamiast odżywać zaczęło ugasać niestety....
Więc muszę sprawdzić, czy nie widząc go jakiś czas coś się we mnie ruszy czy nie.
Uczucie przygasło, to normalne. Pewnie zdajesz sobie sprawę, że z nową osobą będzie podobnie. Z poczatku fajerwerki, motylki, żar a potem przyjdzie rutyna i znowu to samo. Po ślubie to już w ogóle, praca, obowiązki. Miłość trzeba pielęgnować i doceniać to co się ma. Zostaw obecnego jeśli Ci tak źle, ale pewnie z nowym schemat się powtórzy.
Ale ja nie mówię, że z tym nowym będę.... Chcę się tylko z nim spotkać, żebym całego życia nie żałowała, że miałam taką okazję. Bo ten facet swego czasu wydawał mi się taki nieosiągalny, nawet bym nie pomyślała, że może się do mnie odezwać a tu proszę, pewnego pięknego dnia napisał, byłam w wielkim szoku. Powiedział mi ostatnio, że zawsze mu się podobałam tylko bał się do mnie zagadać bo mam takie spojrzenie typu ,, bez kija nie podchodź"
Pytałam go czemu w dalszym ciągu do mnie pisze i dzwoni skoro już wie, że jestem w związku ( bo na początku nie wiedział, nie pytał a ja sama z siebie mu nie powiedziałam, dopiero jak zapytał to się dowiedział) on mi odpowiedział, że nie ma na to wpływu, że tego nie planował ale nie potrafi się przestać do mnie odzywać. Mówiłam mu właśnie to, że na początku jest pięknie ale z czasem poznajemy tą druga osobę i czar pryska. On powiedział, że wie ( w końcu jest rozwiedziony) ale , że takie jest życie i kto wie czy za 10 lat nie będziemy małżeństwem i będziemy mieli 3 dzieci ![]()
zatroskana jak czytam co piszesz to mam wrażenie, że to moja historia tylko, że ja w tym niezdecydowaniu tkwiłam, aż lada moment wyjdę za mąż ... znam wszystkie uczucia, które tu cytowałaś. Spotkaj się z tym nowym, po co żałować, że nawet na kawę nie poszliście ... i napisz nam tu jak było ? czy warto?
nie macie ślubu nie macie dzieci ,nie patrz na ludzi ani na rodzine z nimi żyć nie będziesz jeżeli teraz jest tak jak jest to wątpie żeby było lepiej powodzenia
Dziękuję Wam wszystkim za porady, każdą biorę sobie do serca.
Wczoraj rozmawiałam z nim i ustaliliśmy ,że musimy od siebie odpocząć ( to znaczy ja muszę), bo on nie chciał nawet na chwilę się rozejść a ja nie potrafiłam tak definitywnie z dnia na dzień zerwać całkowicie kontakt ponieważ mamy zbyt dużo wspólnych spraw. Też uważam, że jeżeli mamy być ze sobą to taka rozłąka będzie lepsza, uświadomię sobie czy chcę z nim spędzić resztę życia czy też nie. Spotkam się z tym drugim facetem i zobaczę co z tego wyjdzie. Mam koleżankę , która była w takiej samej sytuacji jak ja i teraz jest już mężatką, miała przerwę nawet pół roku i obydwoje w tym czasie spotykali się z kimś innym jednak po pewnym czasie wrócili do siebie nawet sami nie wiedząc kiedy i jak to się stało
Ok, decyzja dobra, tylko upewnij się że on wie że podczas tej przerwy chcesz spotykać się z innymi, a nie tylko odpocząć od niego i sprawdzić czy będziesz tęsknić... Bo jeżeli myśli że po prostu chcesz pobyć sama a dowie się że spotykasz się z innym to i tak poczuje się zdradzony... a i z ewentualnym powrotem będzie trudniej bo może pomyśleć że chciałaś przerwy tylko po to by sobie poszaleć z innymi facetami...