Ja się rozwiodłam w 2013r, w 2012 wyprowadziłam się z domu, po kolejnym znalezieniu sms-a w tel, mojego ex-męza, że "też chętnie wziąłby z nią prysznic", ogólnie było, że często znajdowałam sms-y, albo na fb jak pisywał do kobiet (gdzie również było o mnie) i wszystko łącznie doprowadziło do tego, że się wyprowadziłam. Dodam, że uprzedzałam, kiedy się wyprowadzę, nawet pisał do jednej, że się wyprowadzam w danym miesiącu. Nie przejał się tym, zrobiłam jak powiedziałam. Zabrałam dziecko, a on się tylko martwił tym, co ma rodzicom powiedzieć. W każdym bądź razie, złożyło się tak (dla mnie szcześliwie), że miesiąc po wyprowadzce poznałam mężczyznę, z którym jestem do dzisiaj (moja siostra nas zapoznała), zaakceptował mojego syna i wszystko się zaczęło układać. Zaszłam w ciążę i mamy dziecko. Niczego nie żałuje. Życie jest tylko jedno i trzeba walczyć o to, by być szczęśliwym. Rozwód był bez orzekania o winie, bo nie kopiowałam tych wiadomości, więc słabo by było. Teraz natomiast jest tak, że mój ex często mówi, że to ja rozbiłam małzeństwo, że ja go zdradziłam itd. Udaje, ze tamto, co było, nie istniało. Udaje wokoło, że był idealnym mężem i nie ma sobie nic do zarzucenia. Moja rodzina, wie jak było, wiec reszta mnie nie obchodzi. Co do spotkań z dzieckiem, teraz czeka mnie rozprawa o wykonanie kontaktów z dzieckiem, ale jego wniosek był tak bezczelny i tak kłamał, że dałam do prawnika i napisałam jak było. Babka powiedziała tylko, że go zgniecie, bo robił takie rzeczy, które są przestępstwem. Podsumowujac, uważam, iż jeśli nie ma się nic do zarzucenia, nie ma się czego bać, w sądzie mówić rzeczowo, odwołać sie do kłamstw, które maz opowiada i sie nie dać. Jeśli jest potrzeba wynając adwokata, który pomoze
Powodzenia! P.S. strach jest najgorszym doradcą