Cześć dziewczyny. Dołączam i ja
. Moja historia jest bardzo dluga ale postaram się ja skrócić jak tylko moge i mam nadzieje, ze komus bedzie chcialo sie przeczytać.
Bylam z chlopakiem prawie 2 lata- cudowny związek, wielkie uczucia, plany itd. Wszystkie zresztą znacie to uczucie, ze znalazlo sie bratnia dusze, drugą połówkę i najlepszego przyjaciela w jednym. Bylismy niesamowicie szczesliwi, taki związek jak z bajki. Dosc szybko zamieszkalismy razem ale to niczego nie popsuło-wręcz przeciwnie. Bylo jeszcze lepiej jak mieliśmy siebie na codzień. Do czasu.. az u niego zaczęły sie jakies wątpliwości dotyczace 'poważnego związku'. Zaczął mowic o tym, ze on chyba jednak nie jest gotowy, ze sie jesscze NIE WYSZALAL itd. Bylam w szoku.. mnóstwo rozmów, pytan itd. Koniec końców mnie zostawil. I właściwie miotal sie bardzo.. raz mowil, ze to przeze mnie bo sie klocilismy (normalne sprzeczki o przyslowiowe skarpetki na podlodze..) za chwile, ze on chce jeszcze szalec, nie dojrzal.i to nie jest moja wina.. zmienil sie nie do poznania.
Ja rozstanie przezylam bardzo, wlasciwie to byla czarna rozpacz. On sie wyprowadził, ja zostalam w naszym wspólnym mieszkaniu, zalatwialismy jeszcze formalności wiec chcąc nie chcąc przyjezdzal.. na poczatku mnie przytulal, POCIESZAL. Pozniej, ze jest juz zmeczony moim placzem.. zmienialo sie to wlasciwie jak w kalejdoskopie. Czasami dzwonił i pytal jak sie czuje, a za pare dni jak zadzwonilam ja to potrafił sie wydrzeć przez telefon ze mam mu dac spokoj. Pozniej przepraszal i tak w kółko.. caly czas mowil, ze sie pogubil, ze sam nie wie co sie dzieje.
Wlasciwie wplatalismy sie w taki 'zwiazek bez zwiwzku'. Ja chciałam walczyc, on sie miotal.. nie bede opisywać wszystkiego bo zajelabym chyba kilka kolejnych stron wątku ale w skrocie wyglądało to tak, ze jak ja zrywalam kontakt to on sie odzywal, jak ja ske zbliżałam to on sie oddalal.. raz mowil, ze kocha, za chwile ze powinnam ulozyc sobie zycie z kims innym. Nie mniej jednak podczas tego rozstania ja zawsze bylam w porzadku.. kiedy pptrzebowal.pomocy, jak byl w szpitalu, jak chcial.pogadac, jak mial problemy.. Taka hustawka trwala prawie rok! Najdłuższa przerwa bez kontaktu to zaledwie kilka miesiecy, po których to on sie odezwal. Ale wtedy postawilam sprawe jasno- albo wchodzi do mojego zycia albo z niego wychodzi bo ja już nie mam sily. Bylam na skraju wyczerpania przez te jego hustawki. Powiedzial (po raz kolejny) ze nie chce zwiazku. Wiec odpuściłam zupelnie, zablokowalam go wszedzie, zero kontaktu. Powoli dochodziłam do siebie.
Minęło kilka miesiecy i pojawil sie w warsztacie naszego wspólnego znajomego (jak sie pozniej okazalo-wiedzial ze tam bede) a nie mial innej możliwości kontaktu.. ech, co tu duzo mowic- poprosil o rozmowe. Zgodzilam sie. Przeprosil mnie za wszystko, powiedzial ze bardzo zaluje tego jak traktował mnie przez ten czas.. ze dopiero teraz to wszystko zrozumial itd. Wybaczylam, powiedzialam ze nie mam zalu.. ze zycze mu szczęścia. Odezwal sie za kilka dni- znowu chcial sie spotkac. Troche mnie to zdziwilo bo na ogol po takich spotkaniach nie odzywal sie kilka tygodni.. zapytalam czy cos sie stalo? Poprosił o kolejną rozmowe.
Dziewczyny, nie chce sie rozpisywac.. rozmowa była dluga i ciezka. Mowil glownie o tym jak zaluje naszego rozstania, jak bardzo teskni i nie potrafi o mnie zapomniec. Przyznał tez, ze spotykal sie z jakas dziewczyna i tym bardziej zrozumial, ze to ja jestem TĄ kobietą. Ze chcialby sprobowac jeszcze raz i ze bardzo mu zalezy. Ze dojrzal, docenil, przemyslal. Ze jego uczucia są wciaz takie same i ze zrozumial.to dopiero jak mnie stracil..ze nasze rozstanie to był ogromny blad. wahalam sie, balam.sie zaufac jeszcze raz. Spotykalismy sie.przez.2 miesiace az w koncu doszłam do wniosku, ze przecież wciaz go kocham a kazdy zasluguje na druga szanse.. i wrocilismy do siebie. Po 2 latach! Poczatki byly trudne.. bo poza calym szczęściem, ze jestesmy znowu razem, doszly jednak problemy z przeszłością i z tym zeby zaufac jeszcze raz.. ale w koncu sie 'przekonalam'. Kochałam go bardzo.. wierzyłam, ze wie co robi prosząc mnie o drugą szanse. Zaufalam mu po raz kolejny, powiedzial ze tym razem tego nie zaprzepasci. Widzialam jednak, ze malo sie stara.. ze to jednak ja jestem tą osobą, która bardziej walczy o tą relacje.. caly czas mowil, ze pptrzebujemy czasu, ze na spokojnie.. ze on nie chce mnie stracic ale to jest jednak zwiazek po zwiazku i musimy 'jakos wyluzowac'. Szczerze mowiac tego nie rozumialam ale bylam tak zakochana, ze chcialam po prostu zeby sie nam udalo. Mial swoja przestrzeń, ktorej podobno mu kiedys brakowalo.. zniknęły klotnie, nawet te o pierdoly.. dogadywalismy sie świetnie, ciagle powtarzał ze nigdzie nie znalazlby drugiej tak cudownej dziewczyny. Pojechaliśmy na wakacje, bylo tak jak kiedys. Robilam mu niespodzianki, gotowalam obiady, dbalam o tą relacje. On jakos mniej.. bylo mi przykro i pare razy poruszalam ten temat. Za kazdym razem odpowiadał, ze wszystko przyjdzie z czasem..
Koniec koncow, zostawil mnie. Po raz drugi, po 4 miesiącach. Powiedzial, ze sie nie odnajduje, ze to nie dziala, ze on jednak chce byc sam.. na moje pytanie 'dlaczego wrocil?' odpowiedział tylko, ze byl pewien ze to sie uda..
Znowu przechodzę przez to samo. Jestem w kompletnej rozsypce. Dalam drugą szanse, dalam.z siebie wszystko.. i nie wiem kompletnie jak sie z tego pozbierać. Poblokowalam go juz wszedzie, teraz musze tylko zapomniec.. no wlasnie, albo AZ zapomniec. Ta historia trwala w sumie ponad 4 lata.. poratujcie mnie proszę dobrym slowem ![]()
Bardzo Ci współczuję. Twoja historia jest tak smutna; wierzę, że się staralas, że miałaś nadzieję.
Osobiście uważam, że takie powroty po latach nie mają sensu, ale też rozumiem, bo sama tak zrobiłam. Wiadomo, człowiek, jeśli uważa coś za ważne, walczy o to do samego końca, próbuje wszystkich metod.
Ty dałaś z siebie wszystko więc możesz z podniesioną głową powiedzieć: zrobiłam co mogłam, reszta nie zalezala ode mnie. Zadbalas o to, co było w Twojej strefie wpływu - dlatego masz czyste sumienie i nie musisz się o nic obwiniać.
Wyciągnij z tego lekcję. Już nigdy nie daj się wciągnąć w taką huśtawkę. Musisz zatroszczyć się o siebie, stawiać granice, chronić swoje emocje. Nigdy już nie pozwól mu siebie zranić.
Jeśli się odetniesz całkowicie i konsekwentnie, wkrótce poczujesz ulgę.
Nie tłum swoich emocji. Wypłacz się, przeżyj dokładnie to co czujesz, pozwól sobie na to, a przekonasz się, że stanie się to wszystko lżejsze, że to oczyszcza.
Ile latek ma Twój były facio? Wiek ma wpływ na te porypane sytuacje. Pierwsza rzecz, jak ogarniesz te wszystkie formalności, to przeprowadź się do innego domu, bo wspólne mieszkanie to kiepski pomysł. Będziesz wywoływać niepotrzebne wspomnienia. Po co?
Druga rzecz, będziesz przeżywać przez pierwsze tygodnie - tak musi być. Taka wredna natura. Ale dzięki temu ta informacja dotrze do Ciebie, że już nie jesteś z tym mężczyzną i będziesz oswojona tym faktem. Po tygodniach, gdy będziesz wracała powoli do siebie, zrób coś pięknego dla siebie. Wykonaj hybrydę ze wzorkiem fajnym, wychodź ze znajomymi na spotkania - może kino, na drinka czy kawusię albo na dyskotekę, tak żeby raz porządnie wyszaleć. Kup sobie nowe ciuszki, ale trochę w innym stylu. Bądź otwarta na nowe znajomości, ale z głową.
Nie mówię, że ogarnij się babo, tylko staram Ci pomóc wyjść z tego bolesnego bagna. Mam doświadczenia, byłam ze swoim facetem sporo czasu i wiem, co przeżywasz. Ociężałość, tęsknota, bezsensowność, szukanie winy w swojej osobie, rozdrażnienie i te de... i właśnie dlatego napisałam to powyżej.
Trzymaj się mocno i czasem zaglądaj tutaj, żebyśmy my wiedziały, jak się czujesz i dawać Tobie satysfakcjonujące rady, abyś mogła lepiej się poczuć w obecnym życiu. Przesyłam duuużo przytulasek!
4 2018-05-24 23:21:52 Ostatnio edytowany przez Larisa (2018-05-24 23:26:21)
Dziękuję Wam bardzo.za odpowiedzi i wsparcie!
Esthere- bardzo mnie podniosłas na duchu, dziekuje! Naprawde duzo dla.mnie znaczą teraz takie cieple slowa.
shqiptar- on ma 27 lat. Nie mieszkamy razem.. mieszkaliśmy jak jeszcze bylismy w pierwszym związku. Pozniej on sie wyprowadzil a ja zaraz po nim.
Kręcił sie wokół mnie cały czas przez 2 lata.. jak tylko odpuszczalam i zaczynałam stawac na nogi- on sie odzywal. I kazde kilka spotkań konczylo sie tym, ze on 'nie chce byc w zwiazku'. Wiec w koncu poblolowalam go wszedzie i probowalam zapomniec.. wlasnie wtedy przyjechal do tego warsztatu. I chcial wrocic. Powiedzial, ze zrozumial, docenil, ze to rozstanie to był ogromny błąd.. no i o tej dziewczynie, z którą sie spotykal. Wiec dalam szanse, zaufalam, uwierzylam..
Ech, na koniec zyczyl mi zebym kiedys przy jakims facecie poczuła sie tak jak on czul sie przy mnie.
Shqiptar- bardzo dziekuje! Wezme Twoje rady na pewno do serca
Tobie rowniez zycze wszystkiego dobrego!
Pierwszy raz zobaczyłam Ciebie jako kobitkę, która jest silna psychicznie
Kurczę, podziwiam!
Cholerka jasna, 27 latek na karku, a jest niedojrzały wciąż... no, pozostaje mi tylko współczuć jemu. Wiesz, kochana, najlepiej byłoby, abyś ani raz nie luknęła na niego, zignoruj jego wiadomości, cokolwiek. Byle był niewidoczny w Twoim życiu. Głupio byłoby znów rozstać się, potem wracać i na tym się kończy błędne koło. To wyniszczy psychikę na dobre i będą kłopoty w następnym związku, nawet tym idealnym. Bo będzie utknięty schemat: on przestał się starać, pewnie zostawi mnie zaraz i tak dalej. Brak sensu. Odpocznij, będąc sama i/lub w towarzystwie znajomych, a kiedy będziesz tak wypoczęta jak po wakacjach na Hawajach, to możesz pomyśleć o następnym związku
Na pewno będziesz w stanie wyczuć, czy to ten odpowiedni typ. Będziesz mieć już większy bagaż doświadczeń.
Buziak!
6 2018-05-25 11:23:56 Ostatnio edytowany przez Larisa (2018-05-25 11:45:19)
shqiptar- dziekuje za odpowiedź
Zawsze bylam bardzo silna psychicznie, przechodzilam przez różne trudne sytuacje i jak to mówi moja koleżanka- ' zawsze trzymałam garde'.
Nie wiem dlaczego to właśnie przy nim i przez ten cały kołowrotek rozstania tak się rozsypalam..
Nie sądzę żeby on jeszcze próbował sie ze mną skontaktować ale nawet jeśli to wiem na pewno, ze już do niego nie wrócę. Choćbym miała umierać z tęsknoty.
Jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy. Sama niejednokrotnie coś w życiu popsułam.. dlatego wychodzę z założenia, że każdy zasluguje na drugą szanse. Ale trzeciej nie daje nikomu, bo nawet moja wiara w ludzi (czy jak to nazywają moi znajomi- naiwność) ma swoje granice.
'I choćbys z piatoletem zaszedl mi drogę, powrotów nie będzie', jak śpiewała Kasia Nosowska.
Także ja już zrozumiałam, ze to jest definitywny koniec. Pozostala najtrudniejsza kwestia- zapomnieć, uporać sie jakos z tą karuzela emocji. A jest ich bardzo dużo. To taka mieszanka żalu, tęsknoty, poczucia krzywdy.
Najnardziej boli mnie to, że na koniec jakos tak to.wszystko zlekcewazyl. Najpierw płakał i mówił, ze zasługuje na kogoś lepszego, że to jego wina bo to on nie potrafi sie zaangażować mimo że próbował. A za chwilę, ze no przecież to tylko 4 miesiące i lepiej teraz niż za rok.. że powinnam to docenić. I nie wziął w ogóle pod uwagę, ze ja teraz będę po raz kolejny przechodzić gehenne rozstania.
A ja naprawde myślałam, ze on wrócił z ważnych powodów. Mówiłam mu na początku, ze powroty są trudne i że ja nie chce zeby bylo latwo. Chce zeby bylo warto. Przepracowalismy stare błędy, ja poradzilam sobie z przeszłością, zaufalam od nowa. Chcialam zacząć z czystą kartką.
Oczywiście, ze czasami nie wychodzi. Bo ludzie jednak dochodzą do wniosku, ze sie nie dogaduja, maja inne priorytety. U nas to wszystko działało. Więc myslalam, ze skoro wrócił bo UCZUCIA, bo zrozumial, docenil, żałował decyzji o rozstaniu to po prostu warto dac mu szansę i zawalczyć o ten związek.
A wychodzi na to, że miałam zapelnic jakaś pustkę. A on po prostu chciał się przekonać czy coś jeszcze do mnie czuje.
Trudne to bardzo ale jakoś sie pozbieram..
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Hej, smutna ta Twoja historia, ale dasz radę to przejść, bo widać, że jesteś bardzo mądra i silna!
A facet - nigdy nie wiadomo co siedzi mu w głowie. Musisz się odciąć i wykreślić go ze swojego życia. Może to typ psa ogrodnika, sam nie zje ale nikomu nie da. Jak widział, że już stajesz na nogi to wpadło mu do głowy, że może kogoś poznasz i on nie będzie miał powrotu.
Banał, ale zasługujesz na kogoś lepszego i mądrzejszego.
A mi się wydaje, że to nie koniec tej historii.. na bank wróci( będzie o sobie co jakiś czas przypominał), puki kogoś na stałe nie znajdzie to wracać będzie jak bumerang. Zasadź gnojowi kopa w dupsko następnym razem i zamknij ten epizod. Powodzenia
ja bym bardzo chciała wiedzieć jak poradzić sobie z ponownym rozczarowaniem.. gdy ktoś przyjdzie znowu powie piękne słowa, po czym kolejny raz zostajesz sama.
ja nie potrafię tego ponownie ogarnąć jak to zrobić ?
ja bym bardzo chciała wiedzieć jak poradzić sobie z ponownym rozczarowaniem.. gdy ktoś przyjdzie znowu powie piękne słowa, po czym kolejny raz zostajesz sama.
ja nie potrafię tego ponownie ogarnąć jak to zrobić ?
brać piękne słowa przez palce. Szczególnie na początku.
Nie pozwolić sobie zrobić wody z mózgu. Mieć perspektywę tego, że może się skończyć szybciej niż by się chciało.
Brać pod uwagę to, że piękne deklaracje czasami są tylko na poziomie słów.
Sprawdzać, czy słowa pokrywają się z czynami. Nie ufać i nie wierzyć od samego początku. Dać sobie samej czas.
To już teraz wiesz NA PEWNO że on się nie nadaje do związku z Tobą.
zapakuj do pudełka- testowany 2 razy: wynik: negatywny..
Wydajemisię napisał/a:ja bym bardzo chciała wiedzieć jak poradzić sobie z ponownym rozczarowaniem.. gdy ktoś przyjdzie znowu powie piękne słowa, po czym kolejny raz zostajesz sama.
ja nie potrafię tego ponownie ogarnąć jak to zrobić ?brać piękne słowa przez palce. Szczególnie na początku.
Nie pozwolić sobie zrobić wody z mózgu. Mieć perspektywę tego, że może się skończyć szybciej niż by się chciało.
Brać pod uwagę to, że piękne deklaracje czasami są tylko na poziomie słów.
Sprawdzać, czy słowa pokrywają się z czynami. Nie ufać i nie wierzyć od samego początku. Dać sobie samej czas.
Teoretycznie wzięłam, mówię sobie a już gorzej być nie może co będzie to będzie..
Jednak może, nieświadomie znowu się wkręciłam.. wystarczyło jedno spotkanie..
Teraz już po zamiatane i jak z nowu z tego wyjsć? To jak cofnięcie się do początku.
Kolejne walki ze sobą tyle, że już człowiek bardziej osłabiony
Bardzo dziękuję wszystkim za słowa wsparcia.
Younglady- to strasznie mile co napisałaś i aż mi się ciepło na seruchu zrobiło ![]()
Wydajemisie- dokladnie tak jak napisała Lady Loka. Patrzeć przede wszystkim na czyny, nie na słowa. Ja na pewne rzeczy 'przemknęłam oko' bo caly czas słyszałam, że potrzeba czasu..
Tak naprawdę to tylko ja walczyłam o ten związek. Mimo, że powinno być przecież na odwrót bo to on kiedyś ze mnie zrezygnował i poprosił o drugą szanse..
No cóż, dostał ją i nie skorzystał. Jak to mówią- spotkaliśmy sie z jakiegoś powodu więc albo jestes błogosławieństwem albo lekcją.
Ja ze swojej strony zrobiłam wszystko więc mam takie poczucie spokoju. Walczyłam jak prawdziwy żołnierz
nie udało sie- nic na siłę. Widocznie potrzebowałam sie o tym przekonać drugi raz żeby ostatecznie zamknąć ten rozdział. Nie zrobiłam nikomu krzywdy, dalam z siebie wszystko i mam nadzieje, że kiedys mu podziękuje. Za to, że będę silniejsza, świadoma swojej wartości i że nigdy nikomu nie pozwolę na takie szarpanie.moich emocji. I że swoim odejściem zrobił miejsce dla kogoś wartościowego, kto pokocha mnie naprawde. Jemu również życzę szczęścia mimo wszystko.
Może ja nie czuje się taka silna bo to było za szybko.... był za krótki czas od rozstania.
I w sumie dostałam prawie od razu odpowiedź.. Heh właśnie się przekonałam, ze to nic nie znaczy.
Ale czy czuje się lepiej, że znowu chciałam walczyć, znowu chciałam dać szanse ? Nie czuje się zdecydowanie gorzej..
Tak ja bym znowu nie zrobiła wszystkiego co mogłam.. Teraz nie wiem jak wrócić na właściwy tor.
15 2018-05-25 14:26:47 Ostatnio edytowany przez Larisa (2018-05-25 14:35:30)
Wydajemisie- czytalam Twój wątek o tym jak chłopak zostawil Cię po 8 latach dla innej. To znaczy, że wrócił i znowu odszedł?
Wiesz... powiem jako facet. Ten Twój to... szmata.
I jest jak moja była.... Jak biegałem, ona udawała "miłość". Jak odpuszczałem... nagle mnie zauważała. To męczy. Że chcesz być z kimś, a ten ktoś ciebie zwodzi i wykorzystuje. Ten Twój to Piotruś Pan.
Niestety.
czy wrócił ? nie wrócił .. chciał dać szanse nam na powrót do siebie tak twierdził powoli bez pośpiechu wszystko ułożyć w głowie, przegadać i cuda wianki ( ja naiwna od razu uwierzyłam, bo pokazał emocje) i cóż pokazał że ma w mnie w szerokim poważaniu odciął się bez żadnych wyjaśnień.
( zajrzyjcie do tematu dziwne rozstanie, sprzeczności w rozstanie, lirty, zdrada) tam opisałam dokładniej jak to wyglądało ponieważ tam trwa dyskusja jeszcze)
Coombs- nie uzywalabym aż takich słów.. każdemu jednak należy sie szacunek. Boli.. ale trzeba byc.ponad to.
Wydajemisie- przykro mi, ze przez to przechodzisz. Pamiętaj jednak, ze faceta poznaje sie po tym jak kończy a nie jak zaczyna.. mysle, ze bedzie Ci latwiej o nim zapomniec skoro pozostawił po sobie takie słabe wsponnienie i pokazał jak bardzo ma Cie gdzies. Trzymaj sie mocno! Mam nadzieje, ze zdarzy Ci sie jesscze PRAWDZIWA miłość. I tego Ci życzę.
W zasadzie 1 raz byl bez szacunku .. teraz nie wiadomo o co chodzi.. oj nie jest łatwiej tez myslalam ze bedzie i gorzej juz być nie moze.
Wydajemisie- kazdy przechodzi rozstanie po swojemu.
Pamiętaj, ze masz prawo plakac, krzyczec i czuc sie zle. Daj sobie czas.. to świeża sprawa. Ale nie tkwij w tym letargu zbyt dlugo. Zadbaj o siebie.
W zasadzie 1 raz byl bez szacunku .. teraz nie wiadomo o co chodzi.. oj nie jest łatwiej tez myslalam ze bedzie i gorzej juz być nie moze.
Pamiętaj, że to babki są o wiele silniejsze psychicznie niż faceci. Ale spoko, w przyszłości będziesz dumna z siebie - w końcu znajdziesz ukochanego, a ten były będzie błagał na kolanach. Satysfakcja jak nic ![]()
Chwilę satysfakcji mialam jak przyszedl z tymi swoimi pięknymi słowami... o ale człowiek bywa naiwny.. wiem wiem poki co msm letarg stany depresyjne, nie widze swojej przyszłości i nie wiem co robic ze soba ..
Wydajemisie- to jest ZUPEŁNIE normalne.
Przechodzisz cos w rodzaju żałoby. I te wszystkie emocje MUSZĄ z Ciebie wypłynąć. Ważne żebyś wiedziała, że nie Ty jedna sie tak czujesz. Prawie każdy w swoim życiu przechodził ciężkie rozstanie, miał zlamane serce, nieszczęsliwie sie zakochał. Daj czasowi czas.. nie ma innego lekarstwa. Oczywiście są różne sposoby żeby troche sobie 'ulżyć' ale każdy z nas jest inny i każdy przechodzi te ciezkie chwile inaczej.. mi np po pierwszym rozstaniu w ogóle nie pomagały wyjscia ze znajomymi. Wręcz przeciwnie- jak.wracalam.do domu to czulam sie jeszcze gorzej.
Potrzebowałam więcej czasu po prostu.. musialam się wyplakac, 'pouzalac', wyciszyć i dopiero wtedy bylam gotowa postawić następny krok. No ale wtedy pojawił sie on i resztę historii juz znasz ![]()