netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

życie obok siebie czy rozwód

41 odpowiedzi15 329 wyświetleńzałożony przez guniam, 12.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » życie obok siebie czy rozwód

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 42 ]

1

Temat: życie obok siebie czy rozwód

Witajcie,

Wiem, że było już sporo podobnych wątków ale jakoś nie umiem się dopasować do żadnego z nich.
Krótko opowiem Wam moją historię i może ktoś mi doradzi co robić.

Jesteśmy małżeństwem od ponad 10 lat (w kwietniu minie 11), mamy syna - również prawie 11 letniego. Pobraliśmy się jednak z miłości. Poczekaliśmy jak się urodzi i wtedy zdecydowaliśmy (mimo młodego wieku).
Ciężko nam było w małżeństwie na początku ponieważ obje studiowaliśmy, brak było finansów na cokolwiek. Ale kochaliśmy i to wystarczało - dodawało siły i energii.
.... Jednak po pewnym czasie okazało się że mój mąż nie potrafi się odnaleźć w nowej sytuacji i zamiast studiować 5 lat, studiował 9.
Ja przerwałam studia na czas ciąży (zagrożona)  ale potem wróciłam i je skończyłam.
Miałam żal do męża że nic mi nie mówił o swoich wewnętrznych problemach, o tym że wyrzucili go ze studiów dowiedziałam się jak przyszedł nam nakaz spłaty kredytu studenckiego. Przez to że jestem upartą osobą i ambitną zajęłam się wszystkim w domu żeby wrócił i skończył studia.
Zrobiłam to nie dla siebie a dla niego - bo widziałam że kocha to co robi. I w końcu się udało.

Czy dobrze zrobiłam nie wiem... On pracuje w zawodzie, widać że się spełnia. Aktualnie robi uprawnienia zawodowe i się rozwija. Tylko ja poszłam zupełnie w odstawkę..

W 2012 roku rozmawialiśmy  i oboje stwierdziliśmy, że dobrze będzie powiększyć rodzinę. Bo jak nie teraz to kiedy? Chyba nie zdawałam sobie wtedy jeszcze sprawy z tego co jest (albo właściwie czego nie ma) między nami.
Zaszłam w ciążę na naszym wyjeździe rocznicowym (dostaliśmy taki prezent). Ze swojej strony powiem, ze było cudownie. Czułam że jesteśmy razem, czułam się kochana.
Po pewnym czasie okazało się, ze jestem w ciąży. Niedługo jednak trwało szczęście.

Mąż się oddalił... Dużo pracuje, przychodzi czasem w nocy (wychodzi o 7 rano). Stwierdził, że nie woli wracać późno i nie patrzeć na mnie... smutną...bez radości życia...że ciągle robię mu awantury...
a jak mam się zachowywać skoro w tak pięknym okresie nie uczestniczy ze mną... tylko jest poza domem... nie interesuje się mną w ogóle, ani ciążą - czasem ma przebłyski i zapyta jak się miewam.
Stwierdził że u niego takie nastawienie do mnie było już od kilku lat. Nie wiem może byłam ślepa? Może nie dopuszczałam do siebie tej myśli? Był dla mnie pewniakiem ...
A może dopiero ciąża mi uświadomiła jego nastawienie i to że jestem sama... że on się mną nie interesuje.
Mimo że mieszkamy razem to jednak osobno ...
A ja głupia myślałam że wszystko jest dobrze sad

Ostatnio mi nawet powiedział, że to ja na siłę chciałam dziecko. Ale czy jego przy tym nie było? Przecież sama go nie zrobiłam...

Powiem, że nie mam pojęcia co robić. Mnóstwo mam myśli (niestety tych mało pozytywnych), nic mnie nie cieszy. Staram się normalnie zachowywać, uśmiechnąć, być miła...ale...trudne to cholernie kiedy on wraca jak chce i ma mnie gdzieś.
Doszło nawet do tego, że zaczęłam się poniżać prosząc o bliskość, czułość, rozmowę, ...i wiecie...
Niestety usłyszałam, że zabiłam namiętność w naszym związku. Podobno nie dbałam o siebie - nie zmieniłam fryzury od dawna (ciągle robię to samo), nie kupiłam bielizny erotycznej - innymi słowy - nie podkręcałam go i on zajął się pracą. Dziś mi nawet powiedział, że nie rozwinęłam się w sexie tak jakby on tego chciał...
Dodam, że nie jestem chyba nieatrakcyjną osobą - wielu mężczyzn zwraca na mnie uwagę. Wiadomo, że nie teraz. Jestem w 34 tyg ciąży.

Doradźcie co robić? Czy walczyć - jeśli tak - to jak? I czy to ma sens?
Czy uda się zagryźć kiedyś zęby i nie wypominać, że ciążę przeszłam sama, że go nie było przy mnie, że nie zabrał na spacer, nie przytulił, nie powiedział nic miłego, nie pomógł w wyprawce..itd.
Bo teraz co jakiś czas wpadam w histerię i mu mówię o tym (więc nie jest tak też że nie ma świadomości czego ja potrzebuję). Chciałabym mu nie wypominać ale narazie nie umiem. Tym bardziej że mały mocno w brzuchu wierzga Tak bardzo bym chciała żeby jego tata zainteresował się tym choć trochę.

Z drugiej strony może ja byłam ślepa ...  może to wszystko się dawno skończyło...tylko ja nie zauważyłam...
może też byłam zajęta swoją pracą...drugim synem...

Może jest ktoś wśród Was z podobnym problemem lub ktoś kto potrafi doradzić.

pozdrawiam

2

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Nie wiem , nikt Ci chyba nie powie co mas zrobić . Decyzja jest Twoja , Ty z nią będziesz żyć.
Ja też jestem na etapie jak Ty - żyć tak czy rozstać się. Też nie było bliskości, czułości , wsparcia , pomocy ze trony męża - poznałam kogoś , romans . Od kilku miesięcy bije się z myślami co dalej. Czy warto żyć juz do końca życia obok kogoś kto wiem ze się nie zmieni?
Też mi nikt nie odpowiedział, na forum proponowali naprawę związku , tyle że On nie chce pracować nad emocjami , nad sobą, nad związkiem - stwierdził, ze taki jest i nie zmieni się.
Nadal oboje rozmyślamy - czy chcemy ...

3

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Właśnie o to mi też chodziło - wiem, że jest więcej osób w podobnej sytuacji jak ja... wiem, ze rozmowa i pomoc dużo daje w przetrwaniu takich sytuacji.

A romans u Ciebie trwa nadal? Ja się właśnie też tego boję - że w końcu on pozna kogoś i już będzie po balu... Wiem coś o tym - moi rodzice są po rozwodzie a ojciec ma nową żonę (przyjaciółkę mamy)..

Jestem też świadoma tego, że życie mija, lata lecą... i też wątpię, że coś się zmieni między nami.
On nawet już każde wyjście planuje beze mnie (z przyjaciółmi, na koncert, do kina...)

4

Odp: życie obok siebie czy rozwód
guniam napisał/a:

A romans u Ciebie trwa nadal?

nie , ale pokazał mi, że można żyć inaczej ...

5

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Witajcie,

Nawiązując do mojego posta z 2013 roku ...

Mój mąż tak się zachowywał ponieważ prowadził podwójne życie...trwało to 3,5 roku... mimo że od ujawnienia tego faktu minęło 5,5miesiąca czuję się koszmarnie..
Romans zaczął zanim zaszłam w ciąże...

Ktoś coś poradzi? Jak się pozbierać? Jak nie myśleć? Nie rozdrapywać?
Zupełnie mu nie ufam...

6

Odp: życie obok siebie czy rozwód

dalej prowadzi podwójne zycie?

7

Odp: życie obok siebie czy rozwód
guniam napisał/a:

Zupełnie mu nie ufam...

To ty z nim wciąż jesteś?
Jak on ciebie do tego przekonał?

8

Odp: życie obok siebie czy rozwód
guniam napisał/a:

Witajcie,

Nawiązując do mojego posta z 2013 roku ...

Mój mąż tak się zachowywał ponieważ prowadził podwójne życie...trwało to 3,5 roku... mimo że od ujawnienia tego faktu minęło 5,5miesiąca czuję się koszmarnie..
Romans zaczął zanim zaszłam w ciąże...

Ktoś coś poradzi? Jak się pozbierać? Jak nie myśleć? Nie rozdrapywać?
Zupełnie mu nie ufam...

Na to nikt rady dla Ciebie mieć nie będzie.Bo trudno jest nie myśleć,nie rozdrapywać i szybko się pozbierać.Na to, niestety potrzeba czasu.Pytanie,co w związku z zaistniałą sytuacją postanowiliście?Czy robicie sobie pa,pa...czy jednak próbujecie jakoś to wszystko poskładać do kupy?
W każdym razie, i jedna i druga droga będzie prowadzić przez ciernie...

9

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Próbujemy poskładać, a raczej budować od początku...

Chodzimy na terapię co tydzień.

Jednak mi wcześniej było łatwiej...teraz dochodzi do mnie wszystko jak wyglądało moje życie z nim w trakcie romansu (część jest opisane wyżej), wiele razy wtedy pytałam, prosiłam...

Spotykałam się z murem...

Dowiedziałam się też nie od niego. Przyszła do mnie do pracy jej siostra z kolegą i ... plikiem ich zdjęć. Wyjechałam natychmiast na tydzień i miałam klasyczne etapy - szok, niedowierzanie, płacz, niejedzenie, niespanie.
Przyjechał po mnie. Zmienił zupełnie podejście do mnie, do dzieci... Stara się.

Jednak we mnie się coś złamało. I o ile wcześniej potrafiłam wiele sobie wytłumaczyć (kazdy jego wyjazd, zostawianie mnie...) to teraz dotarło do mnie jaka ja byłam naiwna. Chciałam żeby się rozwijał w każdej dziedzinie ...a on to robił bo poznał ją... i robił to z nią..

A jeśli piszesz o cierniach ... to czuje je teraz mocno sad

10

Odp: życie obok siebie czy rozwód
kitkaoskara napisał/a:
guniam napisał/a:

Zupełnie mu nie ufam...

To ty z nim wciąż jesteś?
Jak on ciebie do tego przekonał?


Widzisz to było dla mnie naturalne. Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak będzie mi cięzko przez to przejść...

11

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Wiesz Guniam...
Nie chcę się okazać jakimś prorokiem,bo nie pretenduje do niego...ale czytając masę historii tutaj,oraz znając  te z reala,mogę Ci powiedzieć,że widzę marne szanse na odbudowę.
Nie wiem,ale wydaje mi się,że ta odbudowa jest  tylko ze względu na dzieci.Nie Ciebie i dzieci...
Ten romans pochłonął sporo czasu,to nie był "jednorazowy wyskok po pijaku"...tylko podwójne życie jak powiedziałaś.

Oczywiście życzę Ci,aby wszystko się TOBIE ułożyło.Z nim czy bez niego.

12

Odp: życie obok siebie czy rozwód

No właśnie i to do mnie dociera... że to długoletni romans...

I to oszukiwanie mnie przez tyle czasu...
Jak sobie przypomnę ile było jego wyjazdów, wyjść, późniejszych przyjść z pracy i wcześniejszych wyjść...codzienne odprowadzanie auta do garażu nocami ... i jego zajety wtedy telefon...

Zawsze umiał to jakoś wytłumaczyć a ja naiwnie przyjmowałam sad

13 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-07 16:33:37)

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Nie dziwię się, że nie pałasz entuzjazmem do męża i odbudowy waszej relacji, bo to, co opisujesz poraża perfidią i bezwzględnością. Jak można podczas romansu spłodzić dziecko z żoną, wpędzać ją w kompleksy, poczucie winy, nie reagować na jej pytania i prośby. To NIELUDZKIE.
Ty właściwie dla niego nie istniałaś jako kobieta. Musisz być bardzo silną kobietą, skoro dajesz mu szansę.

To jakieś MISSION IMPOSSIBLE sad

14

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Myślałam, że jestem silna i dam radę, ale ostatnio więcej płaczę niż się cieszę. I boje się co będzie dalej...

kitkaoskara napisał/a:

Nie dziwię się, że nie pałasz entuzjazmem do męża i odbudowy waszej relacji, bo to, co opisujesz poraża perfidią i bezwzględnością. Jak można podczas romansu spłodzić dziecko z żoną, wpędzać ją w kompleksy, poczucie winy, nie reagować na jej pytania prośby. To NIELUDZKIE.
Ty właściwie dla niego nie istniałaś jako kobieta. Musisz być bardzo silną kobietą, skoro dajesz mu szansę.

To jakieś MISSION IMPOSSIBLE sad

15

Odp: życie obok siebie czy rozwód

A ten jego "związek" się zakończył, czy nie?Czy zwyczajnie nie wiesz do końca?

16

Odp: życie obok siebie czy rozwód
guniam napisał/a:

Myślałam, że jestem silna i dam radę, ale ostatnio więcej płaczę niż się cieszę. I boje się co będzie dalej...

Może wy powinniście wprowadzić do waszego związku separację. Możecie dalej kontynuować terapię, ale niech on zamieszka osobno tak, żebyś ty pobyła dłuższy czas sama, bez niego. A potem podejmiecie decyzję, co do waszej dalszej przyszłości.

17

Odp: życie obok siebie czy rozwód
kitkaoskara napisał/a:
guniam napisał/a:

Myślałam, że jestem silna i dam radę, ale ostatnio więcej płaczę niż się cieszę. I boje się co będzie dalej...

Może wy powinniście wprowadzić do waszego związku separację. Możecie dalej kontynuować terapię, ale niech on zamieszka osobno tak, żebyś ty pobyła dłuższy czas sama, bez niego. A potem podejmiecie decyzję, co do waszej dalszej przyszłości.

Wiesz Kita...
Jak on nie miał żadnych moralnych hamulców,żeby Ją traktować tak jak traktował,to może to być jedynie cichym przyzwoleniem, na kolejną fajną cipkę,którą spotka na swojej drodze.I o której wcale nikt nie musi wiedzieć.
Cholernie perfidny człowiek.

18 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-07 17:01:36)

Odp: życie obok siebie czy rozwód
majkaszpilka napisał/a:

Wiesz Kita...
Jak on nie miał żadnych moralnych hamulców,żeby Ją traktować tak jak traktował,to może to być jedynie cichym przyzwoleniem, na kolejną fajną cipkę,którą spotka na swojej drodze.I o której wcale nikt nie musi wiedzieć.
Cholernie perfidny człowiek.

To może żeby lepiej teraz zaczął sobie życie na boku układać niż niepotrzebnie przedłużać swoją perfidną grę. Autorka już tak mocno dostała po 4 literach, że wyczulona jest na pewno na sygnały, świadczące o podwójnym życiu, więc raczej szybko go zdemaskuje. A on też podczas separacji będzie mógł się przekonać, ile żona i rodzina dla niego znaczą.

Zresztą nie on tu jest ważny, tylko jego żona, której jego obecność najwyraźniej nie służy. Dlaczego ma ona zapobiegać "złemu". Czym prędzej wyjdzie prawda o jego prawdziwych motywach, tym lepiej dla autorki.

19

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Z tą demaskacją to też różnie bywa.

Ale masz rację,po co przedłużać agonię małżeństwa...a głównie o cierpienia Autorki chodzi.

20

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Nie mieści mi się to w głowie. 3.5 roku romansu, podczas którego on świadomie cię ranił, nie dbał, i jeszcze na dodatek płodził dzieci? Tyle lat takiej bylejakości, kłamstwa.... Co on ci powiedział? Jak to wytłumaczył? Co z tą kobietą? Co oni chcieli razem zrobić? Ona też ma męża, bo to by tłumaczyło jakoś, dlaczego po cichu z żonatym się zadaje. Jak to między nimi wyglądało?

Kochana..., a gdzie jesteś Ty?
Ciągniesz to, chodzisz na terapię aby zrozumieć...
A może już czas na ciebie. Na inne rozwiązania.
Zastanów się nad separacją na jakiś czas (ale taką kilku miesięczną, roczną).
Przemyśl wtedy, miesiąc po miesiącu, czego byś chciała dla siebie, jak chciałabyś żyć.
Oderwij te myśli od niego.
Zostaw go z tym.

Podejrzewam, że nadal żyłabyś w niewiedzy, a on gdzie indziej ładowały swoje emocje i energię, gdyby Ci nie doniesiono. Ile toby trwało, kolejne lata? Dlaczego zatem nie doszedł od Ciebie.

21

Odp: życie obok siebie czy rozwód

guniam, czytając twój pierwszy wpis od razu przeszła mi przez głowę myśl, że powodem jego zachowania był romans. Po przeczytaniu wielu wątków tu na forum, ale też z własnych obserwacji, takie zachowania są niemal schematyczne.
Przykro mi bardzo, że tak się stało.
Twój mąż najwyraźniej nie dojrzał w tamtym czasie do małżeństwa, dziecka. Bardziej od życia rodzinnego wolał prowadzić choćby z pozoru dalej kawalerskie życie. Podłe z jego strony było zwalanie winy na ciebie. Jednak faceci często obwiniają żonę w takich sytuacjach, by zagłuszyć własne sumienie i nie musieć się tłumaczyć z prawdziwego powodu oddalenia. I niestety standardowe jest także zachowanie zdrajcy po wykryciu romansu - nagła skrucha, olśnienie. Jakoś przez te lata potrafił prowadzić podwójne życie, perfidnie kłamać.
Może rzeczywiście coś do niego dotarło, ale w to wątpię. Ludzie ot tak się nie zmieniają. Ja osobiście nie wierzę w związki po zdradzie i to wieloletniej. Tzn można z kimś być, wiele par powiedzmy uratowało małżeństwa, ale to już nie to samo, bo bez zaufania, szacunku itd. Ot takie bycie razem trochę na siłę, dla dzieci, otoczenia, bo takie rozwiązanie wydaje się lepsze od nieznanej przyszłości.
Jeżeli wam się 'uda", po latach możesz nawet stwierdzić, że było warto wybaczyć, może on rzeczywiście się zmieni, ale rana zostanie.
Bardo młodo zostałaś matką, wyszłaś za mąż za człowieka którego kochałaś, ale nie znałaś dobrze jak widać. To poniekąd zrozumiałe, że boisz się zmian, o przyszłość swoją i dzieci. jednak jeżeli macie być razem, nie możesz dać mu do rozumienia, że cokolwiek nie zrobi, ty mu wybaczysz i będziesz się starała naprawić. Tym nie zyskasz szacunku. Dobrze zrobiłaś wyjeżdżając. Dobrą radą myślę, że też jest separacja. Niech on zrozumie, co zrobił i że może ciebie i dzieci stracić. Niech się postara.
No i jeszcze pytanie, co na tą całą sytuację jego kochanka? Jakoś nie chce mi się wierzyć że po latach romansu, odpuściła, gdy ten wyszedł na jaw. Tak samo, że jemu przeszło w jednej sekundzie. Być może, choć nie chcę być złym prorokiem, dali sobie na wstrzymanie, na czas ogarnięcia sytuacji i uśpienia twojej czujności. Obym się myliła.

22 Ostatnio edytowany przez Garance_30 (2016-01-07 18:06:16)

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Co w takich sytuacjach robi kochanka/kochanek, kiedy zdrada ujrzy światło dzienne? A no, jak jest rodzina, to najczęściej próbują na siłę urwać kontakt w imię "wyższego dobra", jest racjonalizacja (wtedy zradzacz widząc, że pali mu się grunt pod nogami próbuje wrócić na łono rodziny) ale jeśli poszło tam silne zaangażowanie emocjonalne (a 3.5 roku na to wskazuje), narodziła się więź i wspólne rytuały, to za chwilę nie wytrzymają tej rozłąki i kontakt potajemnie nawiążą. Wiadomo co się wtedy w domu dzieje (rozczarowanie, krzyki, szantaże, wyrzucanie z domu zdradzacza).

Bardzo podobny schemat rozgrywa się teraz w wątku kolegi z "1 rok po ślubie", choć trochę inne okoliczności, tam nielojalny próbuje wrócić do żony, bo za dużo jest do stracenia, bo niby czuje, że "to jednak ją kocha". A gdzież tam!

W gruncie rzeczy, przy tego typu wydarzeniach w związkach, chodzi po prostu o umiejętność utrzymywania odpowiednich granic (bo nikt mi nie powie, że w długoletnim związku nie zdarzy się choć 1 zauroczenie, może nawet i zakochanie, na widok kogoś uginają nam się nogi, pojawia się silna chuć), mówienia nie sytuacjom ryzykownym dla związku i miłości oraz o posiadanie świadomości przez ile etapów przechodzi związek - gorsze i lepsze okresy.

23

Odp: życie obok siebie czy rozwód
Garance_30 napisał/a:

Co w takich sytuacjach robi kochanka/kochanek, kiedy zdrada ujrzy światło dzienne? A no, jak jest rodzina, to najczęściej próbują na siłę urwać kontakt w imię "wyższego dobra", jest racjonalizacja (wtedy zradzacz widząc, że pali mu się grunt pod nogami próbuje wrócić na łono rodziny) ale jeśli poszło tam silne zaangażowanie emocjonalne (a 3.5 roku na to wskazuje), narodziła się więź i wspólne rytuały, to za chwilę nie wytrzymają tej rozłąki i kontakt potajemnie nawiążą. Wiadomo co się wtedy w domu dzieje (rozczarowanie, krzyki, szantaże, wyrzucanie z domu zdradzacza).

O tym właśnie mówię. Autorka chyba nie zastanawia się nad tym, bo ma ważniejsze problemy. Romans wyszedł na jaw więc jego koniec. Zostaje kwestia odbudowy małżeństwa czy zaufania. Jednak ponad 3 letni romans to nie sok w bok po pijaku. Tylko długoletnia relacja, zaangażowanie emocjonalne itd.
Choć zgodnie ze schematem pewnie będzie na nią Autorce bluzgał...

24

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Związek się zakończyl z tego co on mówi.  Faktycznie jest w domu teraz od razu po pracy. Nie ma żadnych wyjazdów. ..skończyły się wcześniejsze pilne delegacje....

majkaszpilka napisał/a:

A ten jego "związek" się zakończył, czy nie?Czy zwyczajnie nie wiesz do końca?

25 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2016-01-07 18:28:31)

Odp: życie obok siebie czy rozwód
guniam napisał/a:

Związek się zakończyl z tego co on mówi.  Faktycznie jest w domu teraz od razu po pracy. Nie ma żadnych wyjazdów. ..skończyły się wcześniejsze pilne delegacje....

majkaszpilka napisał/a:

A ten jego "związek" się zakończył, czy nie?Czy zwyczajnie nie wiesz do końca?

Z tego co ON mówi.Wiesz,to jeszcze nie świadczy,że nie spotyka się z nia podczas pracy.Zasiewam ziarno niepewności teraz.
Przeczytałaś zapewne,co napisały dziewczyny wcześniej...to sa prawdopodobne scenariusze.Najbardziej prawdopodobne.

EDIT:a gdyby nikt Ci nie doniósł,dalej zyłabyś w błogiej nieświadomości.Przykro mi guniam,ale nic dla tego palanta nie znaczysz.

26

Odp: życie obok siebie czy rozwód

3.5 roku.... przeraża mnie to bardzo. ..wytłumaczył to tym że u nas było kiepsko w małżeństwie, a ona go doceniła,dbała o niego...ona jest singiel ka. ..zresztą w moim wieku. ..

A ja? Mnie to już nie ma praktycznie....chodzę na terapię żeby zrozumieć. ..ale ciągle słyszę że on tego nie umie wytłumaczyć, że kończył to wielokrotnie. ..ale ona wtedy walczyła i szantażowala że o wszystkim mi powie. .... no i dlatego przyszła do mnie jej siostra bo podobno on zerwał z kochanka miesiąc wcześniej. ...

Dlaczego właśnie nie odszedł przez te lata? Pytałam wielokrotnie.  I ciągle slysze: bo to ciebie kocham..... a ja w to nie wierzę. ..bo jak można kochać i tak ranić? 

Garance_30 napisał/a:

Nie mieści mi się to w głowie. 3.5 roku romansu, podczas którego on świadomie cię ranił, nie dbał, i jeszcze na dodatek płodził dzieci? Tyle lat takiej bylejakości, kłamstwa.... Co on ci powiedział? Jak to wytłumaczył? Co z tą kobietą? Co oni chcieli razem zrobić? Ona też ma męża, bo to by tłumaczyło jakoś, dlaczego po cichu z żonatym się zadaje. Jak to między nimi wyglądało?

Kochana..., a gdzie jesteś Ty?
Ciągniesz to, chodzisz na terapię aby zrozumieć...
A może już czas na ciebie. Na inne rozwiązania.
Zastanów się nad separacją na jakiś czas (ale taką kilku miesięczną, roczną).
Przemyśl wtedy, miesiąc po miesiącu, czego byś chciała dla siebie, jak chciałabyś żyć.
Oderwij te myśli od niego.
Zostaw go z tym.

Podejrzewam, że nadal żyłabyś w niewiedzy, a on gdzie indziej ładowały swoje emocje i energię, gdyby Ci nie doniesiono. Ile toby trwało, kolejne lata? Dlaczego zatem nie doszedł od Ciebie.

27

Odp: życie obok siebie czy rozwód
guniam napisał/a:

3.5 roku.... przeraża mnie to bardzo. ..wytłumaczył to tym że u nas było kiepsko w małżeństwie, a ona go doceniła,dbała o niego...ona jest singiel ka. ..zresztą w moim wieku. ..

A ja? Mnie to już nie ma praktycznie....chodzę na terapię żeby zrozumieć. ..ale ciągle słyszę że on tego nie umie wytłumaczyć, że kończył to wielokrotnie. ..ale ona wtedy walczyła i szantażowala że o wszystkim mi powie. .... no i dlatego przyszła do mnie jej siostra bo podobno on zerwał z kochanka miesiąc wcześniej. ...

Dlaczego właśnie nie odszedł przez te lata? Pytałam wielokrotnie.  I ciągle slysze: bo to ciebie kocham..... a ja w to nie wierzę. ..bo jak można kochać i tak ranić? 

Garance_30 napisał/a:

Nie mieści mi się to w głowie. 3.5 roku romansu, podczas którego on świadomie cię ranił, nie dbał, i jeszcze na dodatek płodził dzieci? Tyle lat takiej bylejakości, kłamstwa.... Co on ci powiedział? Jak to wytłumaczył? Co z tą kobietą? Co oni chcieli razem zrobić? Ona też ma męża, bo to by tłumaczyło jakoś, dlaczego po cichu z żonatym się zadaje. Jak to między nimi wyglądało?

Kochana..., a gdzie jesteś Ty?
Ciągniesz to, chodzisz na terapię aby zrozumieć...
A może już czas na ciebie. Na inne rozwiązania.
Zastanów się nad separacją na jakiś czas (ale taką kilku miesięczną, roczną).
Przemyśl wtedy, miesiąc po miesiącu, czego byś chciała dla siebie, jak chciałabyś żyć.
Oderwij te myśli od niego.
Zostaw go z tym.

Podejrzewam, że nadal żyłabyś w niewiedzy, a on gdzie indziej ładowały swoje emocje i energię, gdyby Ci nie doniesiono. Ile toby trwało, kolejne lata? Dlaczego zatem nie doszedł od Ciebie.

Ale to jest stara śpiewka zdradzaczy.Teraz właśnie tak się będzie tłumaczył.Że nie wiedział,że go szantażowała,że czuł się odtrącony.

Boi się,bo zaczyna mu się pod dupą palić.
Wniesiesz o rozwód z jego winy,zabierzesz mu dzieci,będzie płacił alimenty na nie,a nawet może i na Ciebie...tego boją się kochana najbardziej.

Było mu dobrze...spuścił z krzyża,miał good time,bez marudzącej,zmęczonej żony,miał o czym pogadać z cipką,a nie tylko zupki,kupki i pieluszki.
Ale sprawa się rypła....i teraz zonk?Czy da się nabrać ta moja ślubna czy nie?Pewnie tak,przecież sobie nie poradzi beze mnie z dwójką małych dzieci...itp.itd
Poczytaj sobie tutaj historie.Wszystkie są podobne,schemat niemalże.

28 Ostatnio edytowany przez Marajka (2016-01-07 21:03:39)

Odp: życie obok siebie czy rozwód
guniam napisał/a:

3.5 roku.... przeraża mnie to bardzo. ..wytłumaczył to tym że u nas było kiepsko w małżeństwie, a ona go doceniła,dbała o niego ...ona jest singiel ka. ..zresztą w moim wieku. ..

Nic dziwnego, ze Cie to przeraza!
Bylo kiepsko w malzenstwie, bo on mial romans!!! A teraz ma jeszcze czelnosc przypisywac Ci wine!
Kochanka go doceniala, a Twoje starania przyjmowal jako mu cos zupelnie naleznego, o czym nawet nie warto wspomniec!
Ufff, we mnie az sie zagotowalo. Ten facet nie jest nic warty.
A juz na pewno Cie nie kocha.
Ty go podpieralas i lansowalas, a on to wykorzystal w perfidny sposob. W sumie chyba nigdy nic z powrotem nie dostalas, oprocz kopniaka.

Guniam, nie radzilabym Ci walczyc dalej o odbudowywanie, czy jak to nazwac. W sumie raczej nic tam nie bylo, co moznaby odbudowywac. Bedziesz sie tylko z tym meczyc, starac o cos, o co nie warto sie starac, zeby na koncu stwierdzic, ze zmarnowalas najlepsze lata.
Ja nie jestem zwolenniczka natychmiastowych rozwodow czy rozstan, bo ktoras ze stron miala jakas krotka afere. Nad tym mozna pracowac, zwlaszcza jesli ten zdradzajacy mimo tego nie zaniedbal rodziny.
Ale w tym przypadku on po prostu olal Ciebie i dzieci, klamal przez lata, dolowal Cie i oskarzal nie wiadomo o co, zeby wyczyscic swoje wlasne sumienie i Tobie przypisac za to wine...Lajdak i tyle! Nie potrafi przejmowac odpowiedzialnosci i nie licz na to, ze sie nauczy.
Nie bedzie z tego nic, tu mam takie samo zdanie jak wiekszosc poprzednich wypowiedzi.

Zostaw go, oszczedzaj lepiej te sily dla siebie i dzieci. Rob terapie dla siebie, zebys zrozumiala wlasne motywy dzialania i latwiej mogla sie pozbierac. Zasluzylas na cos lepszego od zycia, niz ten czlowiek.

29

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Wiem. Tym bardziej że wcześniej udawało im się spotykać w godzinach pracy.  Ona jest z tej samej branży. 
...

A coś przeczuwalam....koleżanka mi ją podsunął na FB w styczniu 2014 roku...te same zainteresowania co mój mąż (narty..żagle. .) On ich wcześniej nie miał. ..ale jak ja poznał to poznał tez ciekawsze życie.  Zero obowiązków, zabawa...wspólne wyjazdy, restauracje. ...
Pytałam o nią . Zaprzeczył.  ....wtedy zaprzeczył-w styczniu.

A ja z dziećmi sama... Starszy syn kupił z tata petardy 30 grudnia 2013 roku....i wiecie co...tata poszedł do pracy w sylwestra i juz po niej nie wrócił. ..ryczałam całą noc i dzień.  Pojechałam z synem do dziadka wystrzelić petardy bo nie umiałam jeszcze ja go pogrążyć. ..wrócił tata wieczorem 1 stycznia tłumacząc ze miał dylematy i siedział w hotelu całą noc....

A teraz w pliku zdjęć mam ich zdjęcie z tego sylwestra....

Wiem . Doszłam do tego że nic nie znaczylam i nie znacze.
I to boli bardzo.  Ciężko się podnieść po czymś takim. ..

majkaszpilka napisał/a:
guniam napisał/a:

Związek się zakończyl z tego co on mówi.  Faktycznie jest w domu teraz od razu po pracy. Nie ma żadnych wyjazdów. ..skończyły się wcześniejsze pilne delegacje....

majkaszpilka napisał/a:

A ten jego "związek" się zakończył, czy nie?Czy zwyczajnie nie wiesz do końca?

Z tego co ON mówi.Wiesz,to jeszcze nie świadczy,że nie spotyka się z nia podczas pracy.Zasiewam ziarno niepewności teraz.
Przeczytałaś zapewne,co napisały dziewczyny wcześniej...to sa prawdopodobne scenariusze.Najbardziej prawdopodobne.

EDIT:a gdyby nikt Ci nie doniósł,dalej zyłabyś w błogiej nieświadomości.Przykro mi guniam,ale nic dla tego palanta nie znaczysz.

30 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2016-01-07 19:43:54)

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Dlatego głowa do góry.
Jesteś na tyle ogarniętą babeczką,że wiesz co będziesz musiała zrobić.I dla siebie, a przede wszystkim dla własnych dzieci.Bo chyba najgorszym byłoby zafundowanie im życia, w stadzie "dzikich wilków".

Przemyśl to,może porozmawiaj z kimś bliskim z rodziny.Nie wybielaj go,nie usprawiedliwiaj,nie próbuj zrozumieć łajdackiego podejścia, czy braku empatii do najbliższych.
Nie szukaj winy w sobie.Zrób radykalne cięcie tej farsy, zwanej małżeństwem.
Bierz się w garść,pomimo,że boli...

Albo...
Albo tkwij,bij się z myślami,podejrzeniami...niedoceniana,niekochana..tylko matka jego dzieci.

31 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-01-07 21:41:31)

Odp: życie obok siebie czy rozwód
Marajka napisał/a:
guniam napisał/a:

3.5 roku.... przeraża mnie to bardzo. ..wytłumaczył to tym że u nas było kiepsko w małżeństwie, a ona go doceniła,dbała o niego ...ona jest singiel ka. ..zresztą w moim wieku. ..

Nic dziwnego, ze Cie to przeraza!
Bylo kiepsko w malzenstwie, bo on mial romans!!! A teraz ma jeszcze czelnosc przypisywac Ci wine!
Kochanka go doceniala, a Twoje starania przyjmowal jako mu cos zupelnie naleznego, o czym nawet nie warto wspomniec!
Ufff, we mnie az sie zagotowalo. Ten facet nie jest nic warty.
A juz na pewno Cie nie kocha.
Ty go podpieralas i lansowalas, a on to wykorzystal w perfidny sposob. W sumie chyba nigdy nic z powrotem nie dostalas, oprocz kopniaka.

Guniam, nie radzilabym Ci walczyc dalej o odbudowywanie, czy jak to nazwac. W sumie raczej nic tam nie bylo, co moznaby odbudowywac. Bedziesz sie tylko z tym meczyc, starac o cos, o co nie warto sie starac, zeby na koncu stwierdzic, ze zmarnowalas najlepsze lata.
Ja nie jestem zwolenniczka natychmiastowych rozwodow czy rozstan, bo ktoras ze stron miala jakas krotka afere. Nad tym mozna pracowac, zwlaszcza jesli ten zdradzajacy mimo tego nie zaniedbal rodziny.
Ale w tym przypadku on po prostu olal Ciebie i dzieci, klamal przez lata, dolowal Cie i oskarzal nie wiadomo o co, zeby wyczyscic swoje wlasne sumienie i Tobie przypisac za to wine...Lajdak i tyle! Nie potrafi przejmowac odpowiedzialnosci i nie licz na to, ze sie nauczy.
Nie bedzie z tego nic, tu mam takie samo zdanie jak wiekszosc poprzednich wypowiedzi.

Zostaw go, oszczedzaj lepiej te sily dla siebie i dzieci. Rob terapie dla siebie, zebys zrozumiala wlasne motywy dzialania i latwiej mogla sie pozbierac. Zasluzylas na cos lepszego od zycia, niz ten czlowiek.


Nooo, we mnie tez się zagotowało....
Taki typ ma romans przez lata, w tym czasie robi wszystko, by udowodnić sam sobie, że jego małżeństwo to porażka - po cóż szukać lepszego usprawiedliwienia dla swojego łajdactwa??

Tym samym wpędza tą kobicinę w poczucie winy.
Najpierw prowokuje. Niszczy.
Potem ma pretensje.
Żona zła i głupia. Więc co on miał biedak robić? Spotykał się z tą, co go rozumiała.

Straszne i okrutne.
Zagotowało się we mnie, aż zawrzało tongue Mój jm miał romans przez 5 miesięcy. Po odejściu nie omieszkał rzucić mi zdania: "przypomnij sobie ostatnie pół roku naszego małżeństwa..." (to niby miało być usprawiedliwienie, dlaczego odszedł... zapomniał tylko biedaczek o swoim podwójnym życiu)
Taaaa, pamiętam. Było kiepsko........ czemu się zresztą wcale nie dziwię........

BARDZO Ci Autorko współczuję. Odejdź od niego, bo inaczej nigdy nie odzyskasz ani równowagi, ani wiary w siebie, ani radości życia.

ps. a dla tych wszystkich osób z forum, które jak mantrę powtarzają zdanie "zdrady winne są obie osoby" - gorąco polecam zapamiętać ten temat.

32

Odp: życie obok siebie czy rozwód
guniam napisał/a:

Wiem . Doszłam do tego że nic nie znaczylam i nie znacze.
I to boli bardzo.  Ciężko się podnieść po czymś takim. ..

Guniam, nie rob swojej wartosci zaleznej od tego, czy znaczysz cos dla niego czy nie. To nie jest instancja, ktora o tym decyduje.

To boli, tak, ale nie  upadlas i nie musisz sie podnosic. Nie mysl tak o sobie. Zle zainwestowalas i stracilas wklad. Zdarza sie, ale to nie jest koniec swiata. Poradzisz sobie, musisz tylko wyzdrowiec, a teraz masz na to szanse, po tych ostatnich latach, gdy czulas sie przez niego zupelnie ignorowana i uzywana tylko pewnie do tego, zeby on mial wszystko oporzadzone, bo biedaczek byl tak zapracowany!
Pomysl, ze teraz masz szanse wydobyc sie z tego bagna, w ktorym tkwilas przez te ostatnie 3,5 lat, a pewnie i troche dluzej. Teraz moze byc tylko lepiej, musisz tylko zmienic calkowicie swoje nastawienie. Nawet jesli chcesz nadal w tym tkwic, to musisz zrobic zwrot o 180 stopni. Teraz jestes wazna TY, juz nie on.
Obudz w sobie gniew i to porzadny, ktory jest tu teraz bardzo na miejscu, to da Ci sile i pomoze w zdrowieniu.

33 Ostatnio edytowany przez edziak (2016-01-07 23:27:31)

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Guniam,
mimo tego całego ogromu bólu, musisz wysilić się na logiczne myślenie.
Zdjęcia zabezpiecz.
Pójdź do prawnika, skontroluj sprawy finansowe.
Nie wiadomo jak to się skończy a skoro jest takim sukinsynem żeby bez mrugnięcia okiem kłamać i oszukiwać latami to spodziewaj się najgorszego jak tylko zobaczy, ze się podnosisz z kolan!
Obawiam się że dopiero wtedy poznasz prawdziwe oblicze tego gnoja.
I nie myśl, że obejrzy się na Ciebie czy swoje dzieci...
Absolutnie nie udawaj przed rodziną że jest OK, powiedz co zrobił i ile to trwało.

Pomijając wszystko, nie wiem jak znajdujesz siły by z nim w ogóle przebywać w jednym domu. Przemyśl to. Bo skoro Ty przez tyle lat, co dla mnie jest niewiarygodne, pozwalałaś na takie jego rozpasanie, oddzielny sylwester?!, indywidulane wyjazdy, wyjścia.. to przykro mi to mówić ale on doskonale wie że Cie urobi i to szybko.
Naprawdę tego chcesz dla siebie i dla swoich dzieci? Chcesz by miały takie wzorce - ojca który matkę ma za nic...
Pora się obudzić z tego koszmaru.
Ratuj siebie!

PS. Rozumiem, że siostra qrlewny przyszła do Ciebie bo chciała dla w końcu by jej siostrzyczka była szczęśliwa? Byś się usunęła i go w końcu uwolniła?

34

Odp: życie obok siebie czy rozwód

To forum z jednej strony przeraża (że tyle jest smutnych, tragicznych historii, tyle zdrad i bólu z tym związanego), a z drugiej strony daje ogromnego pozytywnego kopa: Kurczę, nie jestem w tym wszystkim sama. Setki kobiet (i mężczyzn) przechodziło przez coś podobnego. Jaki podobny schemat...
To wprawdzie nie sprawia, że boli mniej, albo że łatwiej sobie odpowiedzieć na pytanie o to, co zrobić, ale naprawdę pomaga zrozumieć parę spraw. I nie mówię tu o próbach zrozumienia motywacji osób, które zdradzają - to jest strefa niepojęta - tylko doświadczenia wielu kobiet składają się na pewien model. Na pewne modele postępowania, myślenia. I są też próbą uporania się z tym wszystkim. I jedna dewiza: nie myśl o tym, dlaczego on to zrobił (jak napisały dziewczyny: 'zdradził, bo tak chciał" reszta jest nieważna.), myśl o tym, co zrobić, by ocalić emocjonalnie SIEBIE i dzieci. Pomyśl, jaki zrobić krok najlepszy dla siebie samej.
PS: mój wieloletni partner wkrótce ma się wyprowadzić. A ja z córeczką spróbuję sobie ułożyć życie na nowo. I nie wiem czemu, ale wierzę, że się uda smile

35

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Niestety on twierdzi że było kiepsko jeszcze przed romansem... stąd on się w niego wdał...
czuje się tak że to była moja wina... wiem że nie powinnam.. zastanawiam się czemu nie powiedział że coś mu nie pasuje, czemu nie próbował nic naprawić...
ja już pod koniec 2014 roku poszłam do psychologa bo nie umiałam sobie poradzić z całą sytuacją. na terapii pani psycholog mi uświadomiła że ze mną nic nie jest nie tak....bo tak właśnie o sobie myślałam sad w takie myślenie wpędził mnie mąż... przykład: w marcu urodziłam syna, w grudniu on chciał jechać na narty (pierwszy raz); prosiłam - poczekaj na mnie, mały będzie troszkę większy i pojedziemy razem. on wtedy stawał dęba, że ja jego chce ograniczać a on chce się uczyć jeździć. no i za każdym razem jechał... stąd potem zaczęłam myśleć - może ze mną jest coś nie tak, może na tym życie polega że trzeba dać swobodę zupełną....
udało mi się to w sobie przewalczyć, i nie sprawiało mi już późniejsze "puszczanie" go samego.... niestety okazało się że sam nie jeździł...

od wczoraj mówię mu że ja nie spełnię jego oczekiwań chyba nigdy, bo cokolwiek robię, staram się to i tak ciągle jest mało i mało ...  a z tematem zdrady już zostałam sama...
macie rację że czas na mnie ... tylko bardzo ciężko mi się zebrać, nie umiem się nad niczym skupić, oczy mnie ciągle bolą...


Marajka napisał/a:
guniam napisał/a:

3.5 roku.... przeraża mnie to bardzo. ..wytłumaczył to tym że u nas było kiepsko w małżeństwie, a ona go doceniła,dbała o niego ...ona jest singiel ka. ..zresztą w moim wieku. ..

Nic dziwnego, ze Cie to przeraza!
Bylo kiepsko w malzenstwie, bo on mial romans!!! A teraz ma jeszcze czelnosc przypisywac Ci wine!
Kochanka go doceniala, a Twoje starania przyjmowal jako mu cos zupelnie naleznego, o czym nawet nie warto wspomniec!
Ufff, we mnie az sie zagotowalo. Ten facet nie jest nic warty.
A juz na pewno Cie nie kocha.
Ty go podpieralas i lansowalas, a on to wykorzystal w perfidny sposob. W sumie chyba nigdy nic z powrotem nie dostalas, oprocz kopniaka.

Guniam, nie radzilabym Ci walczyc dalej o odbudowywanie, czy jak to nazwac. W sumie raczej nic tam nie bylo, co moznaby odbudowywac. Bedziesz sie tylko z tym meczyc, starac o cos, o co nie warto sie starac, zeby na koncu stwierdzic, ze zmarnowalas najlepsze lata.
Ja nie jestem zwolenniczka natychmiastowych rozwodow czy rozstan, bo ktoras ze stron miala jakas krotka afere. Nad tym mozna pracowac, zwlaszcza jesli ten zdradzajacy mimo tego nie zaniedbal rodziny.
Ale w tym przypadku on po prostu olal Ciebie i dzieci, klamal przez lata, dolowal Cie i oskarzal nie wiadomo o co, zeby wyczyscic swoje wlasne sumienie i Tobie przypisac za to wine...Lajdak i tyle! Nie potrafi przejmowac odpowiedzialnosci i nie licz na to, ze sie nauczy.
Nie bedzie z tego nic, tu mam takie samo zdanie jak wiekszosc poprzednich wypowiedzi.

Zostaw go, oszczedzaj lepiej te sily dla siebie i dzieci. Rob terapie dla siebie, zebys zrozumiala wlasne motywy dzialania i latwiej mogla sie pozbierac. Zasluzylas na cos lepszego od zycia, niz ten czlowiek.

36

Odp: życie obok siebie czy rozwód
guniam napisał/a:

od wczoraj mówię mu że ja nie spełnię jego oczekiwań chyba nigdy

Guniam,
czy Ty jesteś od niego zależna finansowo??
Te słowa najlepiej świadczą co on z Toba zrobił!!!
To TY powinnaś mu powiedzieć, że to on nie spełniał i już nie spełni Twoich oczekiwań dziewczyno, ratuj siebie!

37

Odp: życie obok siebie czy rozwód

a ja dokładnie to słyszę ciągle: zdrady winne są dwie strony...

bo to przecież ja go ograniczałam, ja nie doceniałam, ja nie dbałam...

i pojawiła się ona.. która mu to dała..więc skorzystał sad

Zorija napisał/a:
Marajka napisał/a:
guniam napisał/a:

3.5 roku.... przeraża mnie to bardzo. ..wytłumaczył to tym że u nas było kiepsko w małżeństwie, a ona go doceniła,dbała o niego ...ona jest singiel ka. ..zresztą w moim wieku. ..

Nic dziwnego, ze Cie to przeraza!
Bylo kiepsko w malzenstwie, bo on mial romans!!! A teraz ma jeszcze czelnosc przypisywac Ci wine!
Kochanka go doceniala, a Twoje starania przyjmowal jako mu cos zupelnie naleznego, o czym nawet nie warto wspomniec!
Ufff, we mnie az sie zagotowalo. Ten facet nie jest nic warty.
A juz na pewno Cie nie kocha.
Ty go podpieralas i lansowalas, a on to wykorzystal w perfidny sposob. W sumie chyba nigdy nic z powrotem nie dostalas, oprocz kopniaka.

Guniam, nie radzilabym Ci walczyc dalej o odbudowywanie, czy jak to nazwac. W sumie raczej nic tam nie bylo, co moznaby odbudowywac. Bedziesz sie tylko z tym meczyc, starac o cos, o co nie warto sie starac, zeby na koncu stwierdzic, ze zmarnowalas najlepsze lata.
Ja nie jestem zwolenniczka natychmiastowych rozwodow czy rozstan, bo ktoras ze stron miala jakas krotka afere. Nad tym mozna pracowac, zwlaszcza jesli ten zdradzajacy mimo tego nie zaniedbal rodziny.
Ale w tym przypadku on po prostu olal Ciebie i dzieci, klamal przez lata, dolowal Cie i oskarzal nie wiadomo o co, zeby wyczyscic swoje wlasne sumienie i Tobie przypisac za to wine...Lajdak i tyle! Nie potrafi przejmowac odpowiedzialnosci i nie licz na to, ze sie nauczy.
Nie bedzie z tego nic, tu mam takie samo zdanie jak wiekszosc poprzednich wypowiedzi.

Zostaw go, oszczedzaj lepiej te sily dla siebie i dzieci. Rob terapie dla siebie, zebys zrozumiala wlasne motywy dzialania i latwiej mogla sie pozbierac. Zasluzylas na cos lepszego od zycia, niz ten czlowiek.


Nooo, we mnie tez się zagotowało....
Taki typ ma romans przez lata, w tym czasie robi wszystko, by udowodnić sam sobie, że jego małżeństwo to porażka - po cóż szukać lepszego usprawiedliwienia dla swojego łajdactwa??

Tym samym wpędza tą kobicinę w poczucie winy.
Najpierw prowokuje. Niszczy.
Potem ma pretensje.
Żona zła i głupia. Więc co on miał biedak robić? Spotykał się z tą, co go rozumiała.

Straszne i okrutne.
Zagotowało się we mnie, aż zawrzało tongue Mój jm miał romans przez 5 miesięcy. Po odejściu nie omieszkał rzucić mi zdania: "przypomnij sobie ostatnie pół roku naszego małżeństwa..." (to niby miało być usprawiedliwienie, dlaczego odszedł... zapomniał tylko biedaczek o swoim podwójnym życiu)
Taaaa, pamiętam. Było kiepsko........ czemu się zresztą wcale nie dziwię........

BARDZO Ci Autorko współczuję. Odejdź od niego, bo inaczej nigdy nie odzyskasz ani równowagi, ani wiary w siebie, ani radości życia.

ps. a dla tych wszystkich osób z forum, które jak mantrę powtarzają zdanie "zdrady winne są obie osoby" - gorąco polecam zapamiętać ten temat.

38

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Tak te słowa mnie uderzyły. Zdałam sobie sprawę że zawsze interesowało mnie co on pomyśli jak cos zrobię lub nie zrobię, że często robiłam (a może prawie zawsze) wszystko pod niego, żeby jemu było dobrze...mało myślałam o sobie.
Może tu chodziło o miłość, chciałam żeby mu było dobrze, a działo się zupełnie inaczej.

Cieszyłam się jak widziałam w jego oczach uznanie, to podnosiło moja samoocenę.

Wiem teraz że muszę się tego wyzbyć, że moja wartość nie zalezy od niego... Tylko to jest strasznie trudne jak się kogoś kocha.

Marajka napisał/a:

Guniam, nie rob swojej wartosci zaleznej od tego, czy znaczysz cos dla niego czy nie. To nie jest instancja, ktora o tym decyduje.

To boli, tak, ale nie  upadlas i nie musisz sie podnosic. Nie mysl tak o sobie. Zle zainwestowalas i stracilas wklad. Zdarza sie, ale to nie jest koniec swiata. Poradzisz sobie, musisz tylko wyzdrowiec, a teraz masz na to szanse, po tych ostatnich latach, gdy czulas sie przez niego zupelnie ignorowana i uzywana tylko pewnie do tego, zeby on mial wszystko oporzadzone, bo biedaczek byl tak zapracowany!
Pomysl, ze teraz masz szanse wydobyc sie z tego bagna, w ktorym tkwilas przez te ostatnie 3,5 lat, a pewnie i troche dluzej. Teraz moze byc tylko lepiej, musisz tylko zmienic calkowicie swoje nastawienie. Nawet jesli chcesz nadal w tym tkwic, to musisz zrobic zwrot o 180 stopni. Teraz jestes wazna TY, juz nie on.
Obudz w sobie gniew i to porzadny, ktory jest tu teraz bardzo na miejscu, to da Ci sile i pomoze w zdrowieniu.

39 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-08 14:03:49)

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Guniam,
Czytając twoje posty, czuje się twój ból.
Kochana, to jak ktoś się zachowuje, gdy z związku zaczyna coś się psuć jest testem na uczucia tej osoby - nie sztuką jest pomrukiwanie z zadowolenia, gdy wszystko gra. Twój mąż przez wiele lat miał ciebie i dzieci w duuuupie, a jego zachowanie teraz pokazuje, że nadal tak jest.
Ja tego, co on z tobą robi(l) nie potrafię nazwać inaczej niż TORTUROWANIE.
Byłaś i jesteś dla niego tylko jego tłem, to wynika z tego z jaką perfidią, widząc twoje rozterki i samotność obwiniał ciebie za mierną jakość waszego związku. Ty nie jesteś kimś, kto ma się dostrajać do jego oczekiwań, wywiajając jak węgorz. On jakoś nie starał się nawet zrozumieć twoich potrzeb i oczekiwań, a sam żąda od ciebie czytania mu w myślach i giętkości równej akrobatom w ich zaspakajaniu.
Wygląda na to, że twój m nie tylko nie dorósł do roli partnera (twoim partnerem na pewno nie był i nie jest), ale także nie potrafi kochać ciebie jak kobietę i być twoim przyjacielem. Obcy człowiek wykazałby więcej wrażliwości na stan, w jakim jesteś.
Uciekaj guniam, bo ten facet ciągnie ciebie na dno.

40

Odp: życie obok siebie czy rozwód

niestety teraz będę...likwidują firme w której pracuje sad
i od marca nie mam pracy sad

wiem że musze coś znaleźć, ale wiecie jak cięzko z taka głową myśleć ...

edziak napisał/a:
guniam napisał/a:

od wczoraj mówię mu że ja nie spełnię jego oczekiwań chyba nigdy

Guniam,
czy Ty jesteś od niego zależna finansowo??
Te słowa najlepiej świadczą co on z Toba zrobił!!!
To TY powinnaś mu powiedzieć, że to on nie spełniał i już nie spełni Twoich oczekiwań dziewczyno, ratuj siebie!

41

Odp: życie obok siebie czy rozwód
guniam napisał/a:

niestety teraz będę...likwidują firme w której pracuje sad
i od marca nie mam pracy sad

To niedobre wieści sad
Ale niech ciebie to niezniechęca od działania.
Oczywiście będziesz musiała poszukać nowej pracy, ale pamiętaj, ze oprócz alimentów na dzieci, będą należeć się także tobie alimenty, jeśli pogorszy się twoja sytuacja, ale tylko jeśli rozwód zostanie orzeczony z winy męża. Dlatego tak ważne jest, abyś zabezpieczyła dowody zdrady.

42

Odp: życie obok siebie czy rozwód

Guniam twój maż jest niedojrzały emocjonalnie. Żeby człowiek mógł dojrzeć musi wziąć odpowiedzialność za swoje błędy i konsekwencje. On nie czuje się winny, chociaż dla osoby postronnej wina jest oczywista. To brak szczerych rozmów z jego strony o tym, co mu się w związku nie podoba i ucieczka do innej. Ogólnie jest nieszczery. Niedojrzałość emocjonalna wśród facetów to plaga naszych czasów. Ciekawa kwestia została kiedyś poruszona w artykule, który czytałam. Tam została podana metoda na takiego pana, jeżeli już kobieta niestety założyła z takim rodzinę (oczywiście nie mówię o sytuacji, kiedy już jest zdrada- to po ptokach) mianowicie nie wyręczać delikwenta w niczym, obarczać obowiązkami i problemami w tym swoimi. Stać z boku jak obserwator i patrzeć jak się męczy i wychodzi z problemów które nawarzył. U ciebie autorko z tymi studiami, nie potrzebnie mu pomagałaś. Swoją dobrocią zrobiłaś sobie biedę. I w twoim przypadku jest już po zabawie, teraz przyszły eksmęzuś niech poniesie konsekwencje. Nie bierz tego na siebie. Pochodz po rodzinie powiedz wszystkim co zrobił narób mu takiego wstydu, że do śmierci zapamięta i go zostaw. Niech się inna z nim męczy smile

Posty [ 42 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » życie obok siebie czy rozwód

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026