Witajcie,
Wiem, że było już sporo podobnych wątków ale jakoś nie umiem się dopasować do żadnego z nich.
Krótko opowiem Wam moją historię i może ktoś mi doradzi co robić.
Jesteśmy małżeństwem od ponad 10 lat (w kwietniu minie 11), mamy syna - również prawie 11 letniego. Pobraliśmy się jednak z miłości. Poczekaliśmy jak się urodzi i wtedy zdecydowaliśmy (mimo młodego wieku).
Ciężko nam było w małżeństwie na początku ponieważ obje studiowaliśmy, brak było finansów na cokolwiek. Ale kochaliśmy i to wystarczało - dodawało siły i energii.
.... Jednak po pewnym czasie okazało się że mój mąż nie potrafi się odnaleźć w nowej sytuacji i zamiast studiować 5 lat, studiował 9.
Ja przerwałam studia na czas ciąży (zagrożona) ale potem wróciłam i je skończyłam.
Miałam żal do męża że nic mi nie mówił o swoich wewnętrznych problemach, o tym że wyrzucili go ze studiów dowiedziałam się jak przyszedł nam nakaz spłaty kredytu studenckiego. Przez to że jestem upartą osobą i ambitną zajęłam się wszystkim w domu żeby wrócił i skończył studia.
Zrobiłam to nie dla siebie a dla niego - bo widziałam że kocha to co robi. I w końcu się udało.
Czy dobrze zrobiłam nie wiem... On pracuje w zawodzie, widać że się spełnia. Aktualnie robi uprawnienia zawodowe i się rozwija. Tylko ja poszłam zupełnie w odstawkę..
W 2012 roku rozmawialiśmy i oboje stwierdziliśmy, że dobrze będzie powiększyć rodzinę. Bo jak nie teraz to kiedy? Chyba nie zdawałam sobie wtedy jeszcze sprawy z tego co jest (albo właściwie czego nie ma) między nami.
Zaszłam w ciążę na naszym wyjeździe rocznicowym (dostaliśmy taki prezent). Ze swojej strony powiem, ze było cudownie. Czułam że jesteśmy razem, czułam się kochana.
Po pewnym czasie okazało się, ze jestem w ciąży. Niedługo jednak trwało szczęście.
Mąż się oddalił... Dużo pracuje, przychodzi czasem w nocy (wychodzi o 7 rano). Stwierdził, że nie woli wracać późno i nie patrzeć na mnie... smutną...bez radości życia...że ciągle robię mu awantury...
a jak mam się zachowywać skoro w tak pięknym okresie nie uczestniczy ze mną... tylko jest poza domem... nie interesuje się mną w ogóle, ani ciążą - czasem ma przebłyski i zapyta jak się miewam.
Stwierdził że u niego takie nastawienie do mnie było już od kilku lat. Nie wiem może byłam ślepa? Może nie dopuszczałam do siebie tej myśli? Był dla mnie pewniakiem ...
A może dopiero ciąża mi uświadomiła jego nastawienie i to że jestem sama... że on się mną nie interesuje.
Mimo że mieszkamy razem to jednak osobno ...
A ja głupia myślałam że wszystko jest dobrze ![]()
Ostatnio mi nawet powiedział, że to ja na siłę chciałam dziecko. Ale czy jego przy tym nie było? Przecież sama go nie zrobiłam...
Powiem, że nie mam pojęcia co robić. Mnóstwo mam myśli (niestety tych mało pozytywnych), nic mnie nie cieszy. Staram się normalnie zachowywać, uśmiechnąć, być miła...ale...trudne to cholernie kiedy on wraca jak chce i ma mnie gdzieś.
Doszło nawet do tego, że zaczęłam się poniżać prosząc o bliskość, czułość, rozmowę, ...i wiecie...
Niestety usłyszałam, że zabiłam namiętność w naszym związku. Podobno nie dbałam o siebie - nie zmieniłam fryzury od dawna (ciągle robię to samo), nie kupiłam bielizny erotycznej - innymi słowy - nie podkręcałam go i on zajął się pracą. Dziś mi nawet powiedział, że nie rozwinęłam się w sexie tak jakby on tego chciał...
Dodam, że nie jestem chyba nieatrakcyjną osobą - wielu mężczyzn zwraca na mnie uwagę. Wiadomo, że nie teraz. Jestem w 34 tyg ciąży.
Doradźcie co robić? Czy walczyć - jeśli tak - to jak? I czy to ma sens?
Czy uda się zagryźć kiedyś zęby i nie wypominać, że ciążę przeszłam sama, że go nie było przy mnie, że nie zabrał na spacer, nie przytulił, nie powiedział nic miłego, nie pomógł w wyprawce..itd.
Bo teraz co jakiś czas wpadam w histerię i mu mówię o tym (więc nie jest tak też że nie ma świadomości czego ja potrzebuję). Chciałabym mu nie wypominać ale narazie nie umiem. Tym bardziej że mały mocno w brzuchu wierzga Tak bardzo bym chciała żeby jego tata zainteresował się tym choć trochę.
Z drugiej strony może ja byłam ślepa ... może to wszystko się dawno skończyło...tylko ja nie zauważyłam...
może też byłam zajęta swoją pracą...drugim synem...
Może jest ktoś wśród Was z podobnym problemem lub ktoś kto potrafi doradzić.
pozdrawiam