Witam.
Zacznę od początku żeby to wszystko było jasne, może macie podobne doświadczenia i coś mi doradzicie, może tez powód mojego stanu jest inny, bo sama już sobie nie ufam. Do rzeczy więc.
Mojego chłopaka poznałam 9 lat temu. Wydawało mi się że była to wielka miłość. Pomimo że nie wszystko mi w nim odpowiadało, byłam z nim.
Teraz nie wiem czy da się odbudować to uczucie i czy ja już w ogóle potrafię i chce być z nim.
Ktoś inny mnie pyta co wobec tego stoi na przeszkodzie, żeby zacząć coś innego, inne życie itd.
Otóż ja nie wiem czy my się naprawdę już nie kochamy, czy to się wypaliło, czy też jest to konsekwencją zmian, jakie musiały zajść w jego życiu itd.
On teraz od dwóch lat wyprowadził się ze swoją mamą na wieś, jest tam bezrobotny. Nie szuka pracy, bo komornik wszedł mu na pensję. Żyję z pomocy matki, czasem coś zhandluje i tak mu leci czas.
Wcześniej kiedy jeszcze był na miejscu to mieliśmy wzloty i upadki. Rozstawaliśmy się, kłóciliśmy, zmienialiśmy pracę, ja próbowałam szukać innych znajomych..jednak ciągle jakiś sentyment pchał mnie ku niemu, bo tylko On umie tak przytulać, bo tylko On umie tak szeptać, tak opowiadać...
Dodam że mamy trochę inne poglądy na świat. To co zaczęło mi przeszkadzać to to, że często przeklina, wyzywa, ciągle siedzi przed komputerem i telewizorem, nie chodzi do kościoła, słucha metalu i satanistycznej muzyki.
Najgorsze jest to co się stało z moim ciałem. Mam już trochę po 30 tce i nie miałam nigdy dzieci. Mam problemy z sikaniem, czuję się taka rozlana, mam na myśli takie uczucie, że uprawiasz z kimś miłość, a nie masz dzieci i kobieta się czuje tak pusta, taka jak kwiat, który wyrwany z korzonkami, chce gdzieś na jakieś ziemi osiąść i się zakorzenić, ale nie ma gdzie i ten ból jest taki...
Nie wiem co mam robić. Może mi coś doradzicie.