Witam wszystkich, chciałabym opisać mój problem odnośnie rodziny jaką znalazłam jakiś rok temu, a konkretnie mojego przyrodniego brata.
Zacznę do tego, że mój ojciec rozwiódł się z moją mamą gdy miałam rok, a potem miał już kolejne związki. Rzadko go widywałam, chyba z kilka razy w życiu zanim umarł gdy miałam 18 lat. W jednym z tych związków miał ponoć syna, jego matka jednak uciekła od ojca, bo znęcał się nad nią i wyszła za mąż za Niemca.
Od dawna wiedziałam, że mam przyrodzonego brata, ale nigdy nie miałam sposobności kontaktu z nim. W końcu zdecydowałam, że przepytam dokładniej moją rodzinę i przeszukam także internet, portale itp aby dowiedzieć się czegoś więcej. Okazało się, iż faktycznie mój przyrodni brat wyjechał kiedy był mały do Niemiec. Znalazłam jego profil na facebooku, profil jego mamy też. Moja mama potwierdziła, że faktycznie ta kobieta była kiedyś z moim ojcem.
Napisałam do nich. Na początku jego mama wypytywała mnie jak ich znalazłam. Potem dowiedziałam się, że przyjeżdżają do tego samego miasta, w którym ja mieszkam, bo odwiedzają dziadków. Jeśli chodzi o mojego brata, kiedy napisałam do niego to na początku był szczęśliwy i płakał, bo ma rodzeństwo. Wysłałam mu parę zdjęć taty, bo prosił. Jednak w rozmowie (pisaliśmy na fb) dało wyczuć, że ma żal do taty i jest zazdrosny, bo widział na jednym ze zdjęć mnie i tatę razem. Tłumaczyłam, że tata też się mną nie interesował, nie chciał płacić alimentów i że napisałam do mojego brata po to aby go poznać, a nie rozpamiętywać to co było kiedyś, bo i tak tata nie żyje.
Mój brat potem pisał coraz rzadziej, aż w końcu przestał. Jego mama na święta napisała, że przyjeżdża do Polski. Chciałam się spotkać ale nie znałam dokładnie adresu, poza tym musiałam jechać do babci na święta więc nawet nie miałam kiedy jechać do nich. Później też niby miałam ich poznać, ale okazało się, że za późno wróciłam do domu (studiuję z dala od domu), bo oni już polecieli z powrotem do Niemiec. Miała się ze mną spotkać tylko jego mama, bo sam brat ponoć już nie chciał... Nie wiedziałam co brat myśli o tym wszystkim, bo potem już w ogóle nie odpisywał na żadne moje wiadomości.
Dałam sobie na pewien czas z tym spokój. Minęło z dobre pół roku. W końcu napisałam do tego brata. Spytałam czemu tak długo się nie odzywa, czy może się na mnie obraził, bo coś mu złego napisałam. I jeśli nie chce ze mną już gadać, to niech o tym napisze, że to był zły pomysł, że ja chciałam go poznać. Że niepotrzebnie rozpamiętuje coś co było kiedyś. Spytałam czy naprawdę jesteśmy spokrewnieni i aby nie odbierał moich pytań źle, bo tylko chciałam się dowiedzieć co on o tym wszystkim sądzi.
Odpowiedział mi, że musi się uczyć do matury i na pewno jest jego synem. Dodał, że "na powagę nie potrzebuję Ciebie". Tak samo nigdy nie potrzebował ojca, bo ma swoją rodzinę i ona ciągle była dla niego. Napisał też, że ojciec który syna zapomina i nie ma z nim kontaktu to jest w jego oczach ostatnim... - i tu nie dokończył zdania.
Dało mi to do myślenia zwłaszcza, że ostatnio moja znajoma miała podobny problem z przyrodnią siostrą. Jej tata nigdy nie chciał tamtej poznać ani porozmawiać z nią, jedynie dawał jej alimenty. Potem umarł. Znajoma mówi, że ta dziewczyna do teraz ma straszny żal do ojca, a kontakty między tymi siostrami są średnie. Twierdzi, że po co jej było ją poznawać, że to nic nie wniosło do jej życia, tylko same nerwy, a ja też powinnam olać tamtych ludzi...
Stąd moje pytanie, czy warto jeszcze utrzymywać kontakt? Czy może lepiej dać sobie spokój. Chłopak jest młody, ma 18 lat i widać, że nie za dużo rozumie, a ja tylko chciałam się z nim poznać. Tak to bym sobie cały czas wytykała, że nie spróbowałam...