Tak sobie czytam wątki w tym dziale i innych. Bardzo dużo problemów z tych "związków na odległość". I to nawet nie tych internetowych, ale że ktoś wyjeżdża do pracy, albo ma taką prace, że go często w domu nie ma. Ja rozumiem, że zdarzają się takie sytuacje, że ktoś musi wyjechać np. do pracy na jakiś czas. Jednak widzę, że wiele relacji jest od początku świadomie rozwijanych na odległość - ułatwia to internet. Przecież to jest z góry skazane na porażkę. Oczywiście, pewnie ktoś poda jakieś przykłady, które będą wyjątkami od reguły. Ja jednak nie znam ani jednej osoby, która by poznała kogoś na odległość i coś z tego wyszło na stałe. Wiele znam tez związków, które się rozsypały, bo ktoś właśnie wyjechał na jakiś czas. Bliskość we związku to podstawa, w przeciwnym razie to namiastka związku. Na prawdę dziwi mnie to, że np. na portalu randkowym, który daje możliwość poznania setek wolnych partnerów w najbliższej okolicy, w ogóle zagadujecie do osób mieszkających np 200km dalej. Na portalu randkowym kilka razy zagadnęły do mnie kobiety z innej części Polski. Moje pierwsze pytanie do takiej - czy zamierzasz się w najbliższym czasie przeprowadzić do mojego miasta, albo w jego okolice? Odpowiedź brzmiała zwykle "no, raczej nie". No to ja się wtedy pytam "to czemu do mnie zagadujesz?". "No bo pomyślałam sobie, że możesz być fajnym facetem". Ręce mi wtedy opadają...
Świetnie, że są portale randkowe, można dzięki nim poszerzyć możliwości spotkania partnera. Ale przecież można za jego pomocą szukać kogoś w pobliżu, po co się pchać od razu w coś, co niesie ze sobą ogromne komplikacje i jest z reguły skazane na porażkę?
Podobne tematy
2 2014-05-10 15:42:10 Ostatnio edytowany przez gladiola (2014-05-10 15:47:05)
dobrze powiedziane, popieram w 100% Ja szukałam kogoś przez internet i znalazłam - chłopaka ze swojego miasta, dlatego praktycznie od samego początku mogliśmy się poznawać w realu. Cały czas mamy kontakt mailowy i telefoniczny, ale co najważniejsze spotykamy się często i kiedy chcemy, możemy poznawać nie tylko siebie ale i swoje "środowiska", wtedy to jest prawdziwe, dlatego bezsensowne wydaje mi się nawiązywanie kontaktu z kimś, kto mieszkałby na drugim końcu Polski, albo zagranicą. Gdy już kogoś szukam, bo chciałabym kogoś poznać, to tylko w swojej okolicy - tak jest prościej i bezpieczniej (mam na myśli brak jakiejś "urojonej" tęsknoty za kimś kogo zna się tylko z pisania czyli w ogóle, zszarganych nerwów, nie panowania nad emocjami, zastanawiania się co ktoś tam robi beze mnie - cokolwiek na odległość to zwykłe mrzonki)
Jeżeli ktoś rozgląda się za związkiem na odległość i nie chce/nie może się przeprowadzić, to prawdopodobnie szuka przygód albo boi się bliskości i dlatego szuka kogoś oddalonego. Tak dla bezpieczeństwa.
Jeżeli ktoś rozgląda się za związkiem na odległość i nie chce/nie może się przeprowadzić, to prawdopodobnie szuka przygód albo boi się bliskości i dlatego szuka kogoś oddalonego. Tak dla bezpieczeństwa.
Zgadzam się z Twoją teorią. Ja też przez krótki czas tkwiłam w takim związku zainicjowanym przez kolegę. Z perspektywy czasu widzę, że było to spowodowane jego potrzebą "bycia z kimś", a że ma niskie poczucie wartości, to było dla niego bezpieczniej i wygodniej stworzyć taki związek. Szybko się to jednak rozpadło czego nie żałuję, bo na pewno nic by z tego nie wyszło na dłużej.
Związek na odległość nigdy nie zastąpi bycia ze sobą w realu, spotykania się i spędzania ze sobą czasu. Nie ma sensu się w coś takiego pakować.
antykobieto, ja poznałam swojego chłopa w Internecie, mieszkaliśmy w różnych krajach. Przez kilka miesięcy w zasadzie mieliśmy do dyspozycji jedynie Internet, a obecnie mieszkamy razem. Można? Można.
Mozna, jak są perspektywy na zbliżenie. O tym mowa.
Co masz na myśli pisząc "perspektywy na zbliżenie"?
Zamieszkać razem lub bliżej, żeby można było budować relacje na innej płaszczyźnie niż "domysły" czy "wyobrażenia".
Nie, nie chodzi o seks zboczencu;p
antykobieto, ja poznałam swojego chłopa w Internecie, mieszkaliśmy w różnych krajach. Przez kilka miesięcy w zasadzie mieliśmy do dyspozycji jedynie Internet, a obecnie mieszkamy razem. Można? Można.
To w jaki sposób poznałaś jakich perfum używa, oraz czy na którejś metce jego odzieży nie ma nadruku "made in China"? ![]()
antykobieto, nie odpowiadam na tego typu zaczepki
.
A to szkoda, bo już mi się nasuwa kolejne pytanie - skoro mieszkacie razem w cudownym związku, to czemu przez cały dzień (również w sobotę) siedzisz na forum i klepiesz posty?
Klawiatura przyjmie wszystko ![]()
antykobieto, bo mój chłop jest w pracy od rana do wieczora (ja również, ale swoją pracę wykonuję w domu, więc mogę co jakiś czas odpisać na forum)? Zresztą, to nie jest wątek o moim prywatnym życiu.
Nas dzieliło 180km, a po kilku latach jesteśmy małżeństwem i mamy synka
, więc nieraz internetowa miłość potrafi przetrwać
Ja kiedyś jechałem 100km/h w terenie zabudowanym i nic złego się nie stało, a na miejscu byłem szybciej.
Ja żyłam w związku na odległość przez rok z minimalnymi przerwami i było dobrze. Teraz mój facet również wyjeżdża i też uważam, że będzie dobrze. Nie ma rzeczy niemożliwych. Przede wszystkim trzeba chcieć, ufać sobie i mieć dystans do tego wszystkiego.
Byłam okrągły rok w takim związku na odległość. Poznaliśmy się przez forum takiej jednej gry
zupełnie przypadkiem, bo nie szukałam nikogo. Dzieliło nas prawie 400km, spotykaliśmy się średnio raz w miesiącu, wspólne wakacje, ferie, było super. Czekałam, aż obronię tytuł, po czym przeprowadziłam się do jego miasta (w którym mieszkam do dziś) i byliśmy ze sobą jeszcze spory kawał czasu.
Jeśli jest szansa na związek nie na odległość, to jasne, że może się udać.
17 2014-05-15 04:13:39 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2014-05-15 04:16:12)
Jednak widzę, że wiele relacji jest od początku świadomie rozwijanych na odległość - ułatwia to internet. Przecież to jest z góry skazane na porażkę. Oczywiście, pewnie ktoś poda jakieś przykłady, które będą wyjątkami od reguły. Ja jednak nie znam ani jednej osoby, która by poznała kogoś na odległość i coś z tego wyszło na stałe. Wiele znam tez związków, które się rozsypały, bo ktoś właśnie wyjechał na jakiś czas. Bliskość we związku to podstawa, w przeciwnym razie to namiastka związku. Na prawdę dziwi mnie to, że np. na portalu randkowym, który daje możliwość poznania setek wolnych partnerów w najbliższej okolicy, w ogóle zagadujecie do osób mieszkających np 200km dalej.
Bez sensu. A może komuś zależy, by związek miał większą podstawę niż to, że wygodnie jest się spotykać? Co, jeśli ktoś idealny dla nas mieszka daleko? Mamy tylko dlatego zrezygnować? Śmieeeszne.
Mój pierwszy związek był na odległość (6 godzin jazdy pociągiem), zamieszkaliśmy po roku. Trwał w sumie 4 lata. Mój drugi związek także jest na odległość (również 6 godzin pociągiem).
Pierwsze widzę, żeby ktoś stosował takie śmieszne kryterium. Piszesz ''Bliskość we związku to podstawa, w przeciwnym razie to namiastka związku. '' - czy nie o to własnie chodzi, by wybrać osobę, która najbardziej do nas pasuje pod względami, które są praktycznie niezmienne, i nie przejmować się zbytnio rzeczami, które relatywnie łatwo zmienić możemy? Jeśli ktoś jest świadomy, czego szuka, i siłą rzeczy wybredny, to niezwykle mało osób będzie do niego pasować. I patrzenie na odległość moim zdaniem jest ostatnią rzeczą, jeśli mamy szansę spotkać miłość życia.
Haha, ostatnie 3 posty powiadają o związkach na odległość, których BYŁO dobrze. No właśnie. Bo na odległość jest super - bo się tęskni, bo można usiąść na tyłku przed monitorem i klepać dyrdymały (a naczynia w zlewie rosną), bo w zasadzie robi się to, co się chce i ktoś tam zawsze czeka gotowy do rozmowy, bo nawet jak jesteśmy zmęczeni, to żaden to wysiłek wysłać uśmiechniętą od ucha do ucha emotikonkę.
"A co, kiedy ktoś idealny mieszka od nas daleko?". Jest takie powiedzenie - wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Na odległość każdy jest idealny, albo jest bliski temu ideałowi. Niestety, dopóki kogoś nie poznamy w bardziej codziennych sytuacjach, to niewiele jesteśmy w stanie o nim powiedzieć. Wystarczy poczytać ten dział - roi się tu od problemów wynikających tylko i wyłącznie z odległości. Bo taki jeden z drugą wchodzą w coś, co się wydaje "związkiem", a potem rozczarowanie i problemy. A recepta jest jedna - nie wchodzić w takie coś. Poznając kogoś, wydaje nam się, że to ta jedna, jedyna osoba na świeci i że spotkało nas niesamowite szczęście, a potem się okazuje, że taka osoba może być kolejna i kolejna. Specjalnie wyszukiwanie sobie kogoś w innej części świata to świadome dokładanie problemu.
Byłam w związku na odległość przez 4 i pół roku. Zaczął się gdy miałam 13 lat, skończył przed moją 18 i był udany, do dziś ze sobą piszemy i dobrze to wspominamy, to było takie hmm "epickie" listy odręcznie pisane, każde spotkanie było idealnie zaplanowane i w pełni wykorzystane bo widywaliśmy się rzadko. On był trochę starszy, kończył szkołę, pracował żeby odłożyć na wyprowadzkę do mnie, został miesiąc- 2 do tego momentu kiedy się rozstaliśmy, po części przez odległość bo ostatnia rozłąka była bardzo długa, bo chcieliśmy zaoszczędzić. Myślę że też dlatego że gdy zaczęliśmy być razem byłam gówniarzem (nazywajmy rzeczy po imieniu) a potem trochę inne miałam oczekiwania i sprecyzowane to czego oczekuję od mężczyzny. Ale czy taki związek można nazwać prawdziwym? Raczej nie, związek to wspólne problemy, bycie razem, darcie kotów o to że skarpety znowu leżą na podłodze, to bardziej realne niż listy i długie rozmowy, choć na swój sposób piękne i u nas stały się realnie, ale lata zrobiły swoje i zaczęłam mieć nieco inne potrzeby i oczekiwania.
20 2014-05-17 22:10:18 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2014-05-17 22:19:15)
"A co, kiedy ktoś idealny mieszka od nas daleko?". Jest takie powiedzenie - wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Na odległość każdy jest idealny, albo jest bliski temu ideałowi.
Absolutnie nie. Ponownie, nie wiem, jakie masz kryteria wyboru, ale brzmią wątpliwie. Albo inaczej - zaczynam wątpić, że są jakieś. Jeśli każda osoba w internecie wydaje ci się ideałem, to coś jest chyba nie tak..
Niestety, dopóki kogoś nie poznamy w bardziej codziennych sytuacjach, to niewiele jesteśmy w stanie o nim powiedzieć.
Nie zgadzam się. Przy przytomnej obserwacji i dość długich rozmowach całkiem sporo, aczkolwiek zawsze rzeczywiście pozostaje to wiedza ''do zweryfikowania". Moje wrażenia z pierwszego miesiąca poznawania przez internet (formułowane ostrożnie, oczywiście) potwierdziły się. Minął prawie rok wspólnego mieszkania, z przerwami. Wiele rzeczy, oczywiście z naturalną w tym przypadku dozą nieufności, okazało się być tak naprawdę do przewidzenia.
Wystarczy poczytać ten dział - roi się tu od problemów wynikających tylko i wyłącznie z odległości. Bo taki jeden z drugą wchodzą w coś, co się wydaje "związkiem", a potem rozczarowanie i problemy.
A recepta jest jedna - nie wchodzić w takie coś. Poznając kogoś, wydaje nam się, że to ta jedna, jedyna osoba na świeci i że spotkało nas niesamowite szczęście, a potem się okazuje, że taka osoba może być kolejna i kolejna.
Znów wychodzi na to, że dla ciebie chyba ma małe znaczenie, z kim się konkretnie jest.
I ja nie miałam problemu, o którym piszesz powyżej, w żadnym ze związków. Grunt to nie idealizować i być w miarę dojrzałym.
Jest jeszcze problem, że druga osoba moze nie byc ani dojrzała, a jeszcze idealizować wpierając sobie i nam coś "pięknego". Wystarczy więc nie łasić sie na słodkie słówka i wszystko weryfikować życiem realnym.
Paulino,
jak zwał, tak zwał. Moim zdaniem świadome szukanie kogoś w odległym miejscu to desperacja. Mam bardzo zawężone preferencje, a jednak natrafiam na kobiety odpowiadające im w najbliższej okolicy. No chyba, że ktoś szuka faceta o dwóch penisach i kobiety z cyckiem na czole.
Wchodząc świadomie w takie relacje musisz z góry zakładać przeprowadzkę. Problem w tym, że wiele osób nawet o tym nie myśli. Inni rzucają pracę, jadą do tej drugiej osoby, a potem się okazuje, że klapa i nagle zostają nie dość że sami, to jeszcze bez pracy. To jest dojrzałość?
Pomijam fakt, że nie wiem skąd wyciągasz z moich wypowiedzi wnioski, że można być z każdym. Pisząc "na odległość każdy jest idealny" mam na myśli to, że spotkania są szczególnie zaplanowane, a na czacie nie widać, że rozmówca dłubie w nosie.
Oczywiście, będziesz się upierać, że jest inaczej. Ale faktem jest, że po prostu nie potrafisz sobie znaleźć nikogo w swojej okolicy, więc z desperacji szukasz gdzie popadnie. Twoje prawo. Ale dla 99% populacji nie jest problemem znalezienie kogoś odpowiedniego, tylko zainicjowanie znajomości. W internecie mają punkt zaczepienia do takiej znajomości. Nie mają żadnych cudownych wymagań, są przeciętnymi ludźmi. Pakowanie się w ich przypadku w związki na odległość jest tylko przyczyną problemów, frustracji i zmarnowanego czasu. A wystarczy poczytać wątki w tym dziale.
Wyjątki od reguły zawsze istnieją, ja w innych związkach niestety nie byłam, jak te na odległość, ale czemu mówisz od razu, że są skazane na porażkę? Siedząc na portalach, jak już ktoś był z okolicy, to zawsze trafił się ostatni burak, z którym nie szło nawet normalnie porozmawiać, a co dopiero spotkać się. Z tych facetów natomiast, którzy mi się kiedyś podobali i byli w miarę blisko, nikt nigdy nie był wolny. Tak to już jest w życiu. Więc kiedy nagle znajduje się ktoś w porządku, z kim przyjemnie się rozmawia i obie strony tak czują, to prędzej czy później dochodzi do spotkania, choćby to było naprawdę wiele km. Dla chcącego nic trudnego jak to mówią. Wiadomo, że dużo rzadziej się widzicie, jak z kimś kto byłby za rogiem. Jednak te spotkania bardziej cieszą, są długo wyczekiwane, poza tym codziennie jest telefon, który można złapać i zadzwonić, jest internet. Tylko gorzej jest się poznać, to prawda i w przyszłości przenieść się dużo dalej, gdzie nie ma znajomych. Dla przykładu moja siostra ma męża z Austrii. I dało się? Przeniósł się dla niej do Polski i nauczył języka, teraz mają już dzieci. I ułożyli sobie. życie. Znam dziewczynę, która jest w związku na odległość już sporo, bo 5 lat, ale są zaręczeni i możliwe, że i oni zamieszkają razem w niedługim czasie. Mało tego, znam więcej takich przypadków, ale nie będę wszystkich wymieniać, bo to bez sensu. Zasada jest taka, jeśli ktoś Ci jest pisany w pobliżu, to go znajdziesz, ale wielu ludzi czasami latami kogoś szuka w pobliżu i nie może znaleźć i wtedy pozostają inne drogi. Nie skreślaj ludzi tylko dlatego, że mieszkają dalej. Wielu tak mówiło, a życie robi swoje, bo nie jest możliwym przewidzieć przyszłości.
24 2014-05-18 02:12:43 Ostatnio edytowany przez Kubasiewicz (2014-05-18 02:13:57)
Zgodzę się z Tobą i z tym co piszesz, jeszcze 2 miesiące temu byłem w 4 letnim związku na odległość(350km nas dzieliło) to stwierdzam że ciężko jest walczyć i wytrwać w takim związku, moja była mnie ściemniała w wielu sprawach pod koniec już, kłamała itd. itd. Bliskość? Tak na prawdę nie wiem co to jest, zawsze jakoś jak się spotykaliśmy to czułem się dziwnie tak nieswojo. Czy się ciesze że to się skończyło? Nie, bo jeszcze chwila i byśmy ze soba już byli ale teraz wiem tyle że nie będę się pchał w nowy związek na odległość, nie wiem czy będę w stanie włożyć w to tyle serca i chęci żeby utrzymać wszystko. Poza tym !!! taki związek nawet jeżeli coś z tego wyjdzie to jest niepewny, bo skąd wiadomo że ludzie po zamieszkaniu ze sobą będą się dogadywać? A co jeżeli okaże się że to jednak nie to, tylko im się wydawało bo była ta "idalność" przez internet, a w życiu realnym jest zupełnie inaczej, no właśnie. Nigdy nie wiadomo czego można się spodziewać w takim związku.
taki związek nawet jeżeli coś z tego wyjdzie to jest niepewny, bo skąd wiadomo że ludzie po zamieszkaniu ze sobą będą się dogadywać?
a no widzisz nic w życiu nigdy nie jest pewne... i chyba właśnie na tym polega życia urok ![]()
Każdy, nieważne czy to normalnie czy na odległość związek niesie ze sobą ryzyko rozczarowania, albo że coś się "spitoli" tak więc po co gdybanie i generalizowanie?
Można zakładać tysiące wątków i rozwijać je w nieskończoność, tylko ... po co, skoro nie da się udzelić konkretnej odpowiedzi?
Tyle ile przypadków tyle mozliwych rozwiązań.
Jednak te spotkania bardziej cieszą, są długo wyczekiwane, poza tym codziennie jest telefon, który można złapać i zadzwonić, jest internet.
Dokładnie wiem, jak to jest, bo też miałem takie etapy w życiu na odległość. I właśnie dlatego wiem, jak bardzo jest to iluzoryczne. Po prostu "grupa podniesionego ryzyka". Przecież nie jest tak, że wszyscy faceci w okolicy to "ostatnie buraki". Z resztą na taki wstęp też jestem wyczulony - kiedy spotkam kobietę, która zaczyna mówić, że wszyscy faceci są beznadziejni, że to dupki i buraki, to w zasadzie kwestią czasu jest, kiedy o mnie i każdym kolejnym tak powie.
Ja nie mówię, że się nie da, bo jak wspomniałem na samym początku, zawsze znajdą się przypadki długoletnich związków tak zainicjowanych, które przeszły w normalne. Ale ludzie często w ogóle nie zastanawiają się, jakie to niesie konsekwencje. Aby się dobrze poznać, następuje bardzo ryzykowny przeskok - od znajomości wirtualnej z wizytami od czasu do czasu do wspólnego zamieszkania. Ten drugi etap często jest drogą w jedną stronę, bo ktoś wyjeżdża ze swojego miasta, rzuca pracę i z góry zakłada, że się uda. Może się uda. A może jednak nie - i co wtedy?
Każdy, nieważne czy to normalnie czy na odległość związek niesie ze sobą ryzyko rozczarowania, albo że coś się "spitoli" tak więc po co gdybanie i generalizowanie?
To nie generalizowanie, tylko przewidywanie. Każdy związek niesie ze sobą ryzyko, że się spitoli, tylko że poznając kogoś bardziej na co dzień, w tygodniu po pracy, w różnych sytuacjach, możemy lepiej go poznać i podjąć bardziej racjonalną, a mniej emocjonalną decyzję. W dodatku, gdy się związek sypnie, nic nie zmienia się w naszym życiu, a w przypadku osoby, która wyjechała, zostaje ona sama w nowym miejscu - bez pracy, bez mieszkania, bez przyjaciół. Ile jest tragedii małżeńskich, bo ludzie żyli dojazdowo, a po ślubie zamieszkali razem i nagle się okazało, że to nie tak miało wyglądać.
Ech, róbcie co chcecie. Ale póki nie weszliście w coś takiego, to przeanalizujcie na chłodno ewentualne konsekwencje.
28 2014-05-18 11:31:45 Ostatnio edytowany przez LadyAnette (2014-05-18 11:32:45)
Haha, ostatnie 3 posty powiadają o związkach na odległość, których BYŁO dobrze. No właśnie. Bo na odległość jest super - bo się tęskni, bo można usiąść na tyłku przed monitorem i klepać dyrdymały (a naczynia w zlewie rosną), bo w zasadzie robi się to, co się chce i ktoś tam zawsze czeka gotowy do rozmowy, bo nawet jak jesteśmy zmęczeni, to żaden to wysiłek wysłać uśmiechniętą od ucha do ucha emotikonkę.
"A co, kiedy ktoś idealny mieszka od nas daleko?". Jest takie powiedzenie - wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Na odległość każdy jest idealny, albo jest bliski temu ideałowi. Niestety, dopóki kogoś nie poznamy w bardziej codziennych sytuacjach, to niewiele jesteśmy w stanie o nim powiedzieć. Wystarczy poczytać ten dział - roi się tu od problemów wynikających tylko i wyłącznie z odległości. Bo taki jeden z drugą wchodzą w coś, co się wydaje "związkiem", a potem rozczarowanie i problemy. A recepta jest jedna - nie wchodzić w takie coś. Poznając kogoś, wydaje nam się, że to ta jedna, jedyna osoba na świeci i że spotkało nas niesamowite szczęście, a potem się okazuje, że taka osoba może być kolejna i kolejna. Specjalnie wyszukiwanie sobie kogoś w innej części świata to świadome dokładanie problemu.
U mnie bylo dobrze i jest dobrze i mieszkalismy ze soba przez dluzszy czas i rowniez bylo nam dobrze i dogadywalismy sie. Nie wiem skad w Tobie tyle nastawienia "anty". Chyba piles ostatnio ze zrodelka goryczy.
29 2014-05-18 15:37:04 Ostatnio edytowany przez prekvapenie (2014-05-18 15:40:52)
Niektórzy mają problem ze zrozumieniem o co chodzi antykobiecie. Ja doskonale wiem także postaram się jakoś to w inny sposób wytłumaczyć. Nikt tutaj nie neguje poznania kogoś kto daleko mieszka, zakochania się i szczęśliwego wspólnego życia.
Problem jest wtedy gdy świadomie, jeszcze raz, świadomie szukamy kogoś kto mieszka daleko. Problem gdzieś w nas... może strach przed bliskością, może coś innego... Mieszkam w Poznaniu a przeglądam profile randkowe i zagaduję do kobiet w Lubline. I odwrotnie, kobieta we wspomnianym Lublinie widzi mój profil i jest zainteresowana. Tak jakby w mojej okolicy nie było kobiet, a w jej mężczyzn! To jest conajmniej dziwne w sytuacji gdy nikt nawet nigdy nie pomyślał o przeprowadzce z jednego do drugiego miejsca. Taki związek jest od razu kulawy, bo jak wyglądają spotkania? Ograniczone do wspólnych wakacji? No może być całkiem fajnie, ale życie to nie tylko wakacje
Jak w taki sposób kogoś poznać? No dobra, po jakimś czasie przeprowadzka... A to wiąże się z porzuceniem całego dotychczasowego świata, niektórzy sobie z tym poradzą niektórzy nie (z tego co widzę jak ktoś mieszka w tym samym miejscu od urodzenia to może mieć bardzo trudno). Ja na przykład mieszkam w niezbyt ciekawej małej mieścinie pod Londkiem, nigdy bym nie chciał tutaj kogoś "sprowadzać", tu się trudno odnaleźć zwłaszcza jak ktoś ma naturę towarzyską...
Niektórym Paniom wydaje się że to jakiś atak - nic takiego. To co piszę jest moją opinią i nikt nie musi się ze mną zgadzać. W końcu nikt jeszcze nie wymyślił recepty na szczęście bo każdy jest inny ![]()
Niektórzy mają problem ze zrozumieniem o co chodzi antykobiecie. Ja doskonale wiem także postaram się jakoś to w inny sposób wytłumaczyć. Nikt tutaj nie neguje poznania kogoś kto daleko mieszka, zakochania się i szczęśliwego wspólnego życia.
Problem jest wtedy gdy świadomie, jeszcze raz, świadomie szukamy kogoś kto mieszka daleko. Problem gdzieś w nas... może strach przed bliskością, może coś innego... Mieszkam w Poznaniu a przeglądam profile randkowe i zagaduję do kobiet w Lubline. I odwrotnie, kobieta we wspomnianym Lublinie widzi mój profil i jest zainteresowana. Tak jakby w mojej okolicy nie było kobiet, a w jej mężczyzn! To jest conajmniej dziwne w sytuacji gdy nikt nawet nigdy nie pomyślał o przeprowadzce z jednego do drugiego miejsca. Taki związek jest od razu kulawy, bo jak wyglądają spotkania? Ograniczone do wspólnych wakacji? No może być całkiem fajnie, ale życie to nie tylko wakacje
Jak w taki sposób kogoś poznać? No dobra, po jakimś czasie przeprowadzka... A to wiąże się z porzuceniem całego dotychczasowego świata, niektórzy sobie z tym poradzą niektórzy nie (z tego co widzę jak ktoś mieszka w tym samym miejscu od urodzenia to może mieć bardzo trudno). Ja na przykład mieszkam w niezbyt ciekawej małej mieścinie pod Londkiem, nigdy bym nie chciał tutaj kogoś "sprowadzać", tu się trudno odnaleźć zwłaszcza jak ktoś ma naturę towarzyską...
Niektórym Paniom wydaje się że to jakiś atak - nic takiego. To co piszę jest moją opinią i nikt nie musi się ze mną zgadzać. W końcu nikt jeszcze nie wymyślił recepty na szczęście bo każdy jest inny
No coz...
Masz racje !
31 2014-05-22 05:29:00 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2014-05-22 06:03:20)
Oczywiście, będziesz się upierać, że jest inaczej. Ale faktem jest, że po prostu nie potrafisz sobie znaleźć nikogo w swojej okolicy, więc z desperacji szukasz gdzie popadnie. Twoje prawo. Ale dla 99% populacji nie jest problemem znalezienie kogoś odpowiedniego, tylko zainicjowanie znajomości.
Nie szukam i nie szukałam
Z desperacji, oczywiście ;D
Nie oceniam się według populacji, bo już dawno zauważyłam, że tylko niektóre z popularnych problemów mogłyby być moim udziałem, innych "przeciętnych'' problemów innych dziewczyn nigdy bym nie miała, za to potrafiłabym obojętnie przejść wobec rzeczy, które dla innych stanowiłyby duży kłopot. Moim zdaniem, nie ma sensu oceniać czyjegoś życia za pomocą 'średnich populacyjnych'.
Dwie kwestie:
1. Zakładasz, antykobieto, rzucenie pracy. A w nowym miejscu już jej nie można znaleźć? Trzeba się całkowicie uniesamodzielnić? I dlaczego powrót miałby być niemożliwy..
2. Zakładacie, że ktoś celowo szuka daleko. A co, jeśli poznanie się nastąpiło w miejscu 'nierandkowym', w którym nie wiadomo, skad kto jest? Poza tym - ja bym się po prostu odległością nie OGRANICZAŁA. Przecież to nie znaczy, że ona być musi. Oczywiście mogę poznać kogoś z bliska, ale i równie dobrze dam szansę komuś z innego kraju, bo nie ma to dla mnie prawie żadnego znaczenia. Nieporównanie ważniejsze są cechy danej osoby.
Przecież nie jest tak, że wszyscy faceci w okolicy to "ostatnie buraki". Z resztą na taki wstęp też jestem wyczulony - kiedy spotkam kobietę, która zaczyna mówić, że wszyscy faceci są beznadziejni, że to dupki i buraki, to w zasadzie kwestią czasu jest, kiedy o mnie i każdym kolejnym tak powie.
A tu masz bardzo wiele racji. Oczywiście - ta osoba mogła trafić na kogoś, kto traktował ją bardzo źle. Jednak wciąż dużo widać po sposobie mówienia o innych. Ja bardzo mocno patrzę na ten czynnik.
Pomijam fakt, że nie wiem skąd wyciągasz z moich wypowiedzi wnioski, że można być z każdym. Pisząc "na odległość każdy jest idealny" mam na myśli to, że spotkania są szczególnie zaplanowane, a na czacie nie widać, że rozmówca dłubie w nosie.
Niemalże każdy dłubie w nosie, to naturalne. Tak samo, jak chodzi do ubikacji. Ponownie, myślę, że szkopuł w braku 'idealizacji', tylko w przytomnej i krytycznej obserwacji. Owszem, mój partner też mnie irytuje wieloma małymi zwyczajami i zapominalstwem - ale ja to widziałam już przy pierwszym spotkaniu - więc widziały gały, co brały
Jednak kiedyś to było ''słodkie'', dopiero z czasem stało się irytujące. Rzeczywiście, bez doświadczenia trudno stwierdzić, czy coś zacznie nam z upływem czasu przeszkadzać, czy nie. Masz rację, że takie rzeczy w całej okazałości najbardziej widać po zamieszkaniu - ale ja dostrzegałam je i na dwudniowych spotkaniach. Tyle że w małych dawkach - niektórym takie małe dawki może być trudno ekstrapolować na dłuższy okres czasu. Ja w jakiejś części się tego spodziewałam, więc nie jestem szczególnie zdziwiona, aczkolwiek przyznam, że nie do końca doceniałam, jak takie małe rzeczy się kumulują.
Z drugiej strony, mój partner ma wspaniałe usposobienie, i nad takimi małymi wadami chce pracować, do problemów podchodzi bardzo dojrzale. Ma świetny charakter, i to też przez internet dostrzegałam, tylko, oczywiście, nie uznawałam od razu za prawdę. Z czasem gromadziłam coraz więcej "dowodów", że tak rzeczywiście jest. Generalnie naprawdę większość jego cech dostrzegłam szybko (łącznie z wysoką inteligencją i genialnym poczuciem humoru), i po ponad roku od poznania się, podczas którego sporo czasu spędziliśmy razem, nie miałam powodów, by być szczególnie zaskoczoną. Może tylko na plus, bo generalnie do ocen podchodziłam ostrożnie. Było też parę rzeczy, co do których spodziewałam się, że będą problemem, to też się potwierdza. Może dlatego, że ja dość dobrze wiem, czego chcę.
Moim zdaniem najbardziej liczą się czyjeś cechy, których poznania odległość wcale nie wyklucza. Np. kiedy miałam problem - pomagał mi i na odległość. Sporo widać po stosunku danej osoby do innych ludzi, co na żywo stwierdzić trochę łatwiej, bo jest okazja do ich spotykania, ale na odległość też się da. ![]()
Podczas rozmowy możesz dowiedzieć się o kimś naprawdę mnóstwa rzeczy. Potem weryfikujesz tę wiedzę wraz z upływem czasu, ale ten etap jest i przy "normalnym" poznawaniu, i wcale nie musi być szybszy. A nawet jeśli jest szybszy, to też równie dobrze może wiązać się z idealizacją.
Podsumowując, myślę, że zgodzę się, że związek na odległość może być trudniejszy. Ale z drugiej strony jest to bardzo dobry test na to, jak bardzo obie strony do siebie pasują pod względem intelektu, zainteresowań, poglądów, sposobu rozmowy. Nie ma przysłonienia seksem, czułościami i przyzwyczajeniem.
PS Jeszcze tak abstrahując - wydaje mi się, że wiele rzeczy w życiu trzeba "przetestować". Czy to mowa o przyszłym partnerze, czy zawodzie, który chcemy wybrać. Najczęściej bez żadnego doświadczenia bardzo trudno stwierdzić, co lubimy, co nie, co nam się podoba, co nie, bo według mnie czasem niemożliwym jest wyobrażenie sobie wszystkich aspektów czegoś, czego jeszcze nie robiliśmy. Także osoby bez doświadczenia mogą być bardziej podatne na ignorowanie pewnych rzeczy. Gorzej, jak ktoś już wiele przeżył i mimo wieku na błędach się nie uczy.
2. Zakładacie, że ktoś celowo szuka daleko. A co, jeśli poznanie się nastąpiło w miejscu 'nierandkowym', w którym nie wiadomo, skad kto jest?
Napisałem o tym w pierwszym poście - może się zdarzyć tak, że spotkamy kogoś np. na urlopie, a ten ktoś mieszka daleko. Ale właśnie - od razu mamy spotkanie twarzą w twarz, a potem wracamy do domów i zostaje nam inny kontakt. Moi rodzice pochodzili z miejscowości położonych ponad 50 km od siebie, a poznali się kilkaset km od domu. Nie było to celowe, tak się zdarzyło, wpadli sobie w oko i już. Tak na marginesie, to nie było wtedy internetu, telefon też był luksusem i nie wchodził w grę, pozostawały tylko listy i odwiedziny. To co nam daje dzisiejsza technika - internet i komórki to znakomite uzupełnienie komunikacji partnerskiej w przypadku rozłąki. Ale właśnie, UZUPEŁNIENIE. Temat ten poruszyłem pod wpływem lektury wątków w tym dziale. Co rusz to ktoś ma problemy w związku na odległość, a temat zaczyna się słowami "poznaliśmy się przez internet, piszemy do siebie już od pół roku". Już same słowa "piszemy do siebie" moim zdaniem sporo świadczą o tej relacji - a czemu nie "rozmawiamy"? Przecież są telefony, jest nawet darmowy skype. Rozmowa jest o wiele bardziej efektywna od klikania. Ale pisać jest łatwiej, zwłaszcza w formie czatu. W rozmowie riposta musu nastąpić w ciągu powiedzmy sekundy, żeby miała efekt, na czacie nawet po minucie ma taki sam efekt. Brak pojawiającego się tekstu nie jest niezręczną ciszą. Maila to w ogóle możemy układać godzinami, a brzmi, jak kilkuminutowy monolog. Kiedy pojawił się internet (tak, ja pamiętam czasy, kiedy go jeszcze nie było, dla części użytkowników jest to pewnie coś, co jest "od zawsze") to też odkrywając go wchodziłem na różne czaty i tam poznawałem dziewczyny, a rozmowy z nimi czasem przeradzały się we wzajemną fascynację - ponieważ oboje żyliśmy wyobrażeniami o sobie. Poprzez internet dziewczyny bardzo często przypisywały mi pozytywne cechy, których w ogóle nie posiadałem. Zapewne ja im też. Kurde, chyba nie piszę niczego odkrywczego. Jest na tym forum także wątek "moja najgorsza randka" - większość rozczarowań dotyczy właśnie takich spotkań po zapoznaniu wirtualnym. No i jeśli to jest po tygodniu, dwóch, czy nawet miesiącu maili wysyłanych co kilka dni, to OK, ale ja tu czytam o wielu miesiącach wielogodzinnego "pisania" codziennie, gdzie następuje silne zaangażowanie emocjonalnie wobec wykreowanego poprzez kogoś swojego wizerunku. Kreacja ta może być świadoma, lub nie, ale nigdy nie będzie tożsama z tym, w jaki sposób nas na żywo będzie postrzegać druga osoba.
Mnie zastanawia po jakim czasie przychodzi uczucie w związku na odległość?
Uczucie nie zależy od odległości, tylko osoby. Moze sie pojawic od razu, moze nie przyjsc wcale. Kto wchodzi w związek bez uczuc? Jakas intymnosc, namiętność czy pożądanie musi byc.
35 2014-05-24 18:44:10 Ostatnio edytowany przez alpengold (2014-05-24 18:44:31)
thepass z lęku przed samotnością i kogoś lubi i ten ktoś czeka na uczucie prawie pół roku. Pojawi się czy nie pojawi to uczucie?
Mnie zastanawia po jakim czasie przychodzi uczucie w związku na odległość?
Na odległość to nie związek ![]()
Związek, to może być, jak już się te osoby spotkają. Jak w ogóle mogą mówić o "związku" osoby, które znają się TYLKO wirtualnie???
Zastanawiam się kiedy zostaną zawierane e-małżeństwa pomiędzy ludźmi, którzy się nigdy na oczy nie widzieli. No rozwody - te ostatnie byłyby bardzo proste, bo wszystkie rozmowy byłyby zapisane na czacie.
- Od teraz jesteście e-mężem i e-żoną połączeni stałym łączem małżeńskim. Enter.
- Niniejszym e-związek małżeński zostaje rozwiązany. Delete. Proszę teraz strony, aby usunęły pliki cookies.
Idę na spacer. Bez "e-" ![]()
antykobieta ale spotykają się te osoby.
No to powodzenia ![]()
no ale to nie o mnie chodzi akurat
chodzi o to,że jak długo trzeba czekac na uczucie?
Bardzo dziecinne to pytanie. Z lęku przed samotnością można sobie wkręcić uczucie nawet. Nie ma norm czasowych, jesli chodzi o przyjscie uczucia. Tak samo nie mozemy stwierdzic, ze np za tydzien przestaniemy kochać.
dobrze czyli to jest takie samooszukiwanie sięi zwiazek na siłe?
Lepiej jakbys zalozyla o tym temat, bo przeciez to za mało informacji, by o czymś 100% stwierdzić. Jak nie ma uczuć, a ktoś potrzebuje uczuć do bycia w związku i czeka na nie na siłę (czyli z desperacji) to nie ma to sensu. Im dluzej sie mysli o tym, ze maja przyjsc uczucia, tym bardziej wiadome, że nie przyjdą.
thepass dokładnie chodzi o desperacje. Pomyslę jak to ująć w słowa i założę temat.
Czyli bezsensowne tracenie czasu i zamykanie się na inne osoby?
Moze nie tyle tracenie czasu na osoby, co na rozwoj i pokochanie samego siebie. Desperacja musi tez byc czyms spowodowana np brakiem szczęścia, jakimis niedostatkami. Najpierw trzeba byłoby popracowac nad sobą i tymi swoimi słabymi cechami.
45 2014-05-25 17:54:49 Ostatnio edytowany przez peeter (2014-05-25 18:09:33)
Ten temat to zadne odkrycie, ja o tym pisze od paru lat tutaj i nie dociera do nikogo...
Bez telefonu minimum a spotkania i to szybko nie ma zwiazku, "na odleglosc" tylko nazywam te gdy ktos sie czasowo rozdzielil z partnerem, niestety te wirtualne od zawsze sa znajomoscia, zazyla, erotyczna ale nigdy nie sa zwiazkiem! Przez net ludzie dziecinnieja i nie rozumieja najprostszych nazw, zmieniaja sens znanych slow ![]()
Zaloze sie o to, jesli wrecz nie mam racji ze gdyby to samo co w tytule watku powiedzial jakis duren telewizyjny to by dalo chwile do myslenia niektorym, np taka Conchita zamiast cos o LGBT a tak to mozna odmieniac przez mozliwe przypadki te prawde i mimo to nikomu to nie zmieni nic w glowie ani nie otrzezwi "aha to dlatego jestem dla wszystkich singlem choc wydaje mi sie ze jestem taki szczesliwy z Ania1234567
", tak bingo siecioholiku...