dziwna sprwa... nigdy nie sądziłam, ze to takie trudne... Mój Partner ma dziecko, ktore ja jaknajbardziej akceptuję, ale była zona.. masakra. chce dalej rządzic, podejmowac decyzje, niby obchodzi ją tylko dziecko i kontaktuje się z moim partnerem niby tylko w sprawach dziecka, ale dyktuje co...jak...gdzie...kiedy, nie ma szans by jej sie sprzeciwic, juz nie mam siły z partnerem o to walczyc - CZEMU ON JEJ SŁUCHA ???!!!! jak sam twierdzi bardzo mnie kocha, a "ONA"??? jak mam to rozumiec?
Podobne tematy
2 2014-04-22 16:03:50 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-04-22 16:04:54)
dziwna sprwa... nigdy nie sądziłam, ze to takie trudne... Mój Partner ma dziecko, ktore ja jaknajbardziej akceptuję, ale była zona.. masakra. chce dalej rządzic, podejmowac decyzje, niby obchodzi ją tylko dziecko i kontaktuje się z moim partnerem niby tylko w sprawach dziecka, ale dyktuje co...jak...gdzie...kiedy, nie ma szans by jej sie sprzeciwic, juz nie mam siły z partnerem o to walczyc - CZEMU ON JEJ SŁUCHA ???!!!! jak sam twierdzi bardzo mnie kocha, a "ONA"??? jak mam to rozumiec?
jest pewnie dl;a niego wazna
była przez co najmniej parę lat najwazniejsza
może nie umie zerwac z nią,m jej emocjami..
potrzebami?
Jakby była taka wazna to nie wnosiłby pozwu rozwodowego, ale oczywiscie zgadzam sie z Tobą - End_aluzjo, że jednak nie da się ot tak zerwac wszystkiego emocje, przyzwyczajenie... a dla mnie masakra, inaczej to wygladało na początku, a teraz coraz bardziej mnie przerasta...
4 2014-04-22 18:31:09 Ostatnio edytowany przez Mora (2014-04-22 18:31:37)
Twój partner jest uległy wobec byłej żony dla dobra dziecka. Nie chce pogłębiać konfliktu, bo dobrze zdaje sobie sprawę, że cena jaką być może musiałby za to zapłacić wraz z dzieckiem, byłaby zbyt wysoka.
Nawiasem mówiąc, szkoda mi tego Twojego chłopa... Po jednej stronie jedna harpia, która traktuje go jak zło konieczne, po drugiej stronie druga harpia, która wstępując w związek z nim, nie do końca chyba wiedziała z czym ten chleb będzie jeść, i teraz głośno manifestuje brak tolerancji dla jego rzeczywistości, i w tym wszystkim on z dzieciakiem, dwojący się żeby zadowolić jedną i drugą...
Twój partner jest uległy wobec byłej żony dla dobra dziecka. Nie chce pogłębiać konfliktu, bo dobrze zdaje sobie sprawę, że cena jaką być może musiałby za to zapłacić wraz z dzieckiem, byłaby zbyt wysoka.
Nawiasem mówiąc, szkoda mi tego Twojego chłopa... Po jednej stronie jedna harpia, która traktuje go jak zło konieczne, po drugiej stronie druga harpia, która wstępując w związek z nim, nie do końca chyba wiedziała z czym ten chleb będzie jeść, i teraz głośno manifestuje brak tolerancji dla jego rzeczywistości, i w tym wszystkim on z dzieciakiem, dwojący się żeby zadowolić jedną i drugą...
Nie do końca to tak...
ale faktycznie masz rację z tym, ze co do "harpi" to się nie zgodzę
nie ciągnę Go za rekę, nie robie wymówek, scen.... dusze wszystko w sobie i nie bardzo wiem co z tym zrobic... a On ma zupełnie wolną rekę... także nie jestem tyranem i niczego nie wymuszam na Nim ani na nikim innym...
Przede wszystkim musisz miec zaufanie do partnera. To jest jego przeszlosc. Moj maz tez byl rozwodnikiem z dziecmi. Dzieci zostaly przy zonie, nigdy by mi nie przyszlo do glowy byc zazdrosna o ten zwiazek. Maz jezdzi do dzieci, dzisiaj sa juz dorosle. Bardzo czesto uczestniczyl w swietach, ktore spedzal z dziecmi, gdzie byla jego byla zona. Ja moglam tez z nim jezdzic, ale uwazam, ze on ma prawo do swojej przeszlosci i ja bylabym tam zbedna. Troche tolerancji i jezeli miedzy wami jest wszystko w porzadku, to nie masz sie czego obawiac.
dusze wszystko w sobie i nie bardzo wiem co z tym zrobic...
Zaakceptować, że Twój partner ma bagaż po poprzednim małżeństwie w postaci byłej żony i dziecka, i że oni będą już na zawsze w waszym życiu.
To nie jest łatwe, i nie każdy jest gotowy zdobyć się na taki związek, który wymaga znacznie więcej poświęceń niż ten, w którym partnerzy nie mają zobowiązań, dlatego jeśli czujesz, że nie podołasz, zakończ to już teraz, bo im dalej w las tym więcej drzew.
Mischella, zanim podejmiesz jakąś decyzję zapoznaj się z historiami kobiet, które są w związkach podobnych do Twojego. Jesteśmy na forum w temacie: "Być drugą i macochą". Zmorą dla związku jest sytuacja, w której to Była żona manipuluje Twoim Partnerem w imię tzw "dobra dziecka". Oczywiście dla dobra dziecka, byli małżonkowie powinni dochodzić do jakiś kompromisów, ale NIGDY nie powinno być tak, że Matka dziecka manipuluje i wymusza jakieś zachowania na Ojcu dziecka!!! Jeśli facet na to pozwala nie uwzględniając Waszych planów i sprawy z Byłą żoną są ważniejsze niż sprawy z Tobą, to taki związek nie ma racja bytu. Każda, nawet najbardziej cierpliwa i elastyczna kobieta będzie miała w końcu powyżej uszu tego, że dla faceta ważniejsze jest zdanie Byłej żony niż aktualnej Partnerki.
Przede wszystkim musisz miec zaufanie do partnera. To jest jego przeszlosc. Moj maz tez byl rozwodnikiem z dziecmi. Dzieci zostaly przy zonie, nigdy by mi nie przyszlo do glowy byc zazdrosna o ten zwiazek. Maz jezdzi do dzieci, dzisiaj sa juz dorosle. Bardzo czesto uczestniczyl w swietach, ktore spedzal z dziecmi, gdzie byla jego byla zona. Ja moglam tez z nim jezdzic, ale uwazam, ze on ma prawo do swojej przeszlosci i ja bylabym tam zbedna. Troche tolerancji i jezeli miedzy wami jest wszystko w porzadku, to nie masz sie czego obawiac.
Masz absolutną rację, tylko była zona mojego partnera robi sobie z dziecka "kartę przetargowa"... jak nie dostanie tyle kasy ile chce (poza alimentami, ktore płaci partner regularnie) to nie dostaje dziecka... Jestem tolerancyjna, nie chce sie uzalac nad sobą, nie chce tez nikomu ze znajomych o tym mowic by nie odebrali mnie żle, bo ten kto nie jest w takim związku nie wie co się czuje i jak to jest naprawde, tak od kuchni...
Mischella, zanim podejmiesz jakąś decyzję zapoznaj się z historiami kobiet, które są w związkach podobnych do Twojego. Jesteśmy na forum w temacie: "Być drugą i macochą". Zmorą dla związku jest sytuacja, w której to Była żona manipuluje Twoim Partnerem w imię tzw "dobra dziecka". Oczywiście dla dobra dziecka, byli małżonkowie powinni dochodzić do jakiś kompromisów, ale NIGDY nie powinno być tak, że Matka dziecka manipuluje i wymusza jakieś zachowania na Ojcu dziecka!!! Jeśli facet na to pozwala nie uwzględniając Waszych planów i sprawy z Byłą żoną są ważniejsze niż sprawy z Tobą, to taki związek nie ma racja bytu. Każda, nawet najbardziej cierpliwa i elastyczna kobieta będzie miała w końcu powyżej uszu tego, że dla faceta ważniejsze jest zdanie Byłej żony niż aktualnej Partnerki.
Nie wiem jak Ci dziekowac, szukałąm własnie tego, ale nie wiedziałam, ze jest takieforum poswiecone temu... Dziękuję Ci bardzo:)
To o czym napisalas, to sa uroki zycia z osobami po rozwodzie i majacymi dzieci z poprzedniego zwiazku. My tez musielismy wiele rzeczy finansowac dodatkowo do alimentow. Nie smialabym odmowic dziecku jak matka przysyla dziecko w butach z dziurami. Doplacalismy do wszystkiego, niestety. Czas szybko mija dzieci rosna, przechodza na wlasne utrzymanie. Wybralas takiego faceta. Kobiety sa rozne. Mnie by bylo wstyd przyslac zaniedbane dziecko do ojca i jego drugiej zony. My to przerabialismy, jestesmy 20 lat po slubie, a dzieci sa juz dorosle. Nasze pieniadze mamy juz dla siebie.
elfina napisał/a:Przede wszystkim musisz miec zaufanie do partnera. To jest jego przeszlosc. Moj maz tez byl rozwodnikiem z dziecmi. Dzieci zostaly przy zonie, nigdy by mi nie przyszlo do glowy byc zazdrosna o ten zwiazek. Maz jezdzi do dzieci, dzisiaj sa juz dorosle. Bardzo czesto uczestniczyl w swietach, ktore spedzal z dziecmi, gdzie byla jego byla zona. Ja moglam tez z nim jezdzic, ale uwazam, ze on ma prawo do swojej przeszlosci i ja bylabym tam zbedna. Troche tolerancji i jezeli miedzy wami jest wszystko w porzadku, to nie masz sie czego obawiac.
Masz absolutną rację, tylko była zona mojego partnera robi sobie z dziecka "kartę przetargowa"... jak nie dostanie tyle kasy ile chce (poza alimentami, ktore płaci partner regularnie) to nie dostaje dziecka... Jestem tolerancyjna, nie chce sie uzalac nad sobą, nie chce tez nikomu ze znajomych o tym mowic by nie odebrali mnie żle, bo ten kto nie jest w takim związku nie wie co się czuje i jak to jest naprawde, tak od kuchni...
Ona nim manipuluje, bo on jej na to pozwala. A, że widocznie jemu bardzo zależy to ona widzi swoje możliwości i koło sie zamyka.
Nie zgadzam się jednak z opinią, że masz wszystko tolerować, na zasadzie widziały gały, że mężczyznę z dzieckiem brały. Dziecko nie jest monetą, kto ją ma ten rządzi.
Była może przedstawic swoje zdanie. Ty z partnerem na spokojnie ustalacie czy to wam pasuje, a następnie twój partner przedstawia "ofertę" swojej byłej.
Była żona nie jest elementem krajobrazu już na zawsze, chcociaż teraz utrudnia skutecznie życie. Im dziecko starsze tym jej udział w waszym życiu będzie się zmniejszał.
Ale do tego czasu relacje trzeba ułożyć.
Mischella napisał/a:elfina napisał/a:Przede wszystkim musisz miec zaufanie do partnera. To jest jego przeszlosc. Moj maz tez byl rozwodnikiem z dziecmi. Dzieci zostaly przy zonie, nigdy by mi nie przyszlo do glowy byc zazdrosna o ten zwiazek. Maz jezdzi do dzieci, dzisiaj sa juz dorosle. Bardzo czesto uczestniczyl w swietach, ktore spedzal z dziecmi, gdzie byla jego byla zona. Ja moglam tez z nim jezdzic, ale uwazam, ze on ma prawo do swojej przeszlosci i ja bylabym tam zbedna. Troche tolerancji i jezeli miedzy wami jest wszystko w porzadku, to nie masz sie czego obawiac.
Masz absolutną rację, tylko była zona mojego partnera robi sobie z dziecka "kartę przetargowa"... jak nie dostanie tyle kasy ile chce (poza alimentami, ktore płaci partner regularnie) to nie dostaje dziecka... Jestem tolerancyjna, nie chce sie uzalac nad sobą, nie chce tez nikomu ze znajomych o tym mowic by nie odebrali mnie żle, bo ten kto nie jest w takim związku nie wie co się czuje i jak to jest naprawde, tak od kuchni...
Ona nim manipuluje, bo on jej na to pozwala. A, że widocznie jemu bardzo zależy to ona widzi swoje możliwości i koło sie zamyka.
Nie zgadzam się jednak z opinią, że masz wszystko tolerować, na zasadzie widziały gały, że mężczyznę z dzieckiem brały. Dziecko nie jest monetą, kto ją ma ten rządzi.
Była może przedstawic swoje zdanie. Ty z partnerem na spokojnie ustalacie czy to wam pasuje, a następnie twój partner przedstawia "ofertę" swojej byłej.Była żona nie jest elementem krajobrazu już na zawsze, chcociaż teraz utrudnia skutecznie życie. Im dziecko starsze tym jej udział w waszym życiu będzie się zmniejszał.
Ale do tego czasu relacje trzeba ułożyć.
o, własnie fajnie piszesz, ja tak czasami jakby... nie potrafię sie odnalezc, niby nie jest to nowa sytuacja, a moze trochę jest... w koncu pierwszy raz w zyciu jestem z kims kto ma dziecko, jest juz po jednym powaznym zwiazku, a planuje ze mna drugi powazny... czasami sie w tym gubię i nie wiem jaka pozycje przyjac, radziłam sobie przez jakis czas, a teraz pękam...
Wszystko musi byc w granicach, tylko co dziecko jest winne? Zalezy tez od tego jaka partner ma sytuacje finansowa, utrzymanie dziecka nie polega tylko na alimentach. To, ze rodzice sie rozeszli nie powinno byc finansowo dla dziecka odczuwalne. Pewne rzeczy trzeba robic z wyczuciem i jak dochodzi do przesady trzeba reagowac, ale z umiarem.
Wszystko musi byc w granicach, tylko co dziecko jest winne? Zalezy tez od tego jaka partner ma sytuacje finansowa, utrzymanie dziecka nie polega tylko na alimentach. To, ze rodzice sie rozeszli nie powinno byc finansowo dla dziecka odczuwalne. Pewne rzeczy trzeba robic z wyczuciem i jak dochodzi do przesady trzeba reagowac, ale z umiarem.
ależ oczywiście, ja absolutnie nie mam nic przeciwko kwestii finansowej, nawet w to nie wnikam "ile", to jest jego dziecko i moze moze dac synowi nawet wszystko i tez nic bym nie powiedziała. tylko, że matka dziecka jak dostanie swoją "dolę" to umożliwi widzenie z dzieckiem (bo jeszcze sądownie nie jest ustalone) niby co drugi weekend, ale róznie to wygląda ponieważ moj partner pracuje w słuzbach...wiec nie zawsze ma wolne i ex mojego partnera to wykorzystuje, nie myśli o dziecku tylko o tym jak nam dopiec.
Niestety to czesto tak wyglada, ale jeszcze troche i bedzie mial ustalone terminy, kiedy moze sie widziec z dzieckiem. Co tez nie daje gwarancji, ze tak bedzie. Przeczekac. Nieodpowiedzialni rodzice prowadza takie wojenki. Pozostaje jej tylko zyczyc, zeby kogos poznala to moze sie uspokoi.