Cześć. Postanowiłam sie tu zarejestrować, bo nie wiem, czy postąpiłam właściwie. Potrzebuje rady i chłodnego spojrzenia z boku na mój związek. Z moim TŻ poznałam się rok temu przez portal randkowy. Mam pięcioletniego syna z poprzedniego związku i nie ukrywam, że moje dziecko jest dla mnie najważniejsze. Chciałam w końcu być szczęśliwa, mieć pełną rodzinę, być z kimś, kto będzie mnie wspierał. I poznałam Krzyśka. Wszystko toczyło się szybko, ale dobrze. Facet wydawał się poukładany, był dobrym wzorem dla mojego synka, troskliwym opiekunem i wspaniałym partnerem. W naszej relacji jest/był tylko jeden zgrzyt. Mój TŻ jest facetem z przeszłością- kilka lat temu rozwiódł się, a ze związku z byłą żoną ma- tak jak ja- pięcioletniego syna. Staraliśmy się nawiązać dobre relacje w tym dziwnym układzie, traktować chłopców równo, dawać im jak najwięcej miłości i zrozumienia. Niestety ostatnio coś się popsuło. Syn mojego TŻ podczas weekendowych wizyt mówi, że "tata kłamie, robi krzywdę rodzinie, nie daje pieniążków, nie kocha". O ile sprawę alimentów rozumiem, bo ledwo koniec z końcem wiążemy i toniemy w długach, to zaczęło mnie drażnić to, że była żona robi małemu sieczkę z mózgu. Często słyszę jej słowa w ustach dziecka, jakby uczyło się tych formułek na pamięć. Wczoraj Magda (była) zakomenderowała mojemu TŻ, że ma nie przyjeżdżać ze mną pod jej dom jak jedzie po syna albo go odwozi. TŻ nie powiedział mi o tym przez cały dzień aż do ostatniej chwili, kiedy byliśmy u jego mamy i właśnie zbieraliśmy się do wyjścia. Poczułam się tak, jakby mnie ktoś uderzył w twarz. Nie dlatego, że ona sobie tak zażyczyła, bo ma prawo, ale dlatego, że TŻ nie zareagował i nie reaguje na szykany i poniżanie mnie przez byłą. Tańczy jak ona mu zagra i kładzie uszy po sobie, pozwalając krzywdzić i siebie, i mnie. Wyszłam. Wróciłam do domu. Wieczorem poszłam do mamy i się upiłam. Nie płakałam, zatrzymałam wszystko w sobie. Rano chciałam z nim porozmawiać o tej sytuacji. Powiedziałam, że za dużo jej pozwala, że tańczy jak ona mu zagra. Mówiłam grzecznie, spokojnie. Tż się wzburzył, prawie krzyczał (a jest niesamowicie spokojnym i cierpliwym człowiekiem). Na koniec nazwał mnie świnią i kazał spierdalać. Więc zapytałam, czy pakować mu walizki.
Wyszedł.
Więc, drogie kobietki- walczyć o związek podwyższonego ryzyka, czy myśleć o sobie i pakować jaśnie panu walizki?