Witam
Postaram się krótko i zwięźle.
Mam dwie babcie - jedną od strony ojca, drugą - od strony matki. Obie mieszkają w tym samym mieście, co i ja. Mieszkam wraz z chłopakiem na wynajętym pokoju i czasem staram się jedną z nich odwiedzić, moja mama mieszka za granicą, a ojciec w innym dużym mieście w Polsce. Natomiast cała rodzina ojca (brat i siostra) mieszkają też w tym samym mieście co ja. To tyle tytułem wstępu.
Zawsze starałam się utrzymywać dobre kontakty z babciami, ale z każdym rokiem robi się to coraz mniej możliwe. Rozumiem że starsze osoby lubią plotkować, ale nie myślałam że kiedykolwiek to będzie tak negatywnie nastawione na moją osobę, aż tak że ryczę w poduszę po nocach bo w końcu mówi to moja własna rodzina - a to mnie chyba boli najbardziej...
Z babcią od strony mojej mamy kontakt jak na razie się "urwał", w sensie babcia jest po 10 latach walki z rakiem węzłów chłonnych, chemia, naświetlanie, sterydy i w głowie jej się ostatnio zaczęło kotłować i wszystko mieszać, myli fakty, wymyśla historie i rozpowiada na lewo i prawo mieszając w to dziadka który był zdrowszy na umyśle, ale mam wrażenie wraz z moja mamą ,że przez nią mu się też pogorszyło z pamięcią. Otóż babcia wymyśliła sobie na podstawie jakiś dziwnych faktów że mój chłopak ma problem z alkoholem i niby ostatnio wpadł pijany do niej do mieszkania i rozwalił jej cała kuchnię - TO powiedziała mojej właścicielce u której wynajmujemy pokój, a później się dziwiłam czemu wszyscy się zamykają w swoich pokojach... Jakoś dowiedziałam się o wizycie mojej babci od właścicielki dopiero miesiąc po tym zdarzeniu, oczywiście musiałam wszystko naprostować, ale skąd mam pewność że mi uwierzyła? Babcia potrafi namącić jak chce i nie wiem czemu wszyscy jej zawsze wierzą, a nawet swojej córki nie oszczędziła, potrafiła dwa lata ją omijać na ulicy, ale mniejsza z tym. Byłam jej pierwszą i najbardziej "ukochaną" wnuczką dopóki nie znalazłam sobie chłopaka, teraz na nim też psy wiesza mimo że jej nic nie zrobił, zawsze był miły i kulturalny wobec niej. Moją matkę też ostatnio pogoniła jak przyjechała na parę dni do mnie, skończyło się kłótnią i rzucaniem talerzami od strony babci...
Zaś druga babcia od strony ojca - niby typowo, ciepła, kochająca, zawsze pomocna. Gdy przeprowadziłam się parę miesięcy do tego miasta w którym teraz mieszkam, przyznam że nie trzymałam kontaktów z rodziną ze względu na to że tak na prawdę robili ze mnie zawsze ofiarę losu bo jako jedyna jestem z rozbitego małżeństwa ,reszta to szczęśliwe rodzinki. Ostatnio się dowiedziałam od mamy, do której zadzwonił dziadek (jej ojciec) że babcia nr 1 rozmawiała z babcią nr 2 (dla wiadomości babcia nr 1 - od matki, babcia nr 2 - od ojca), a przecież obie się niby "nienawidzą i mijają szerokim łukiem"... I wyszła z tego ZNÓW jakaś dziwna i z dupy wzięta historia ,że niby mój chłopak chciał zapalić w mieszkaniu mojej babci i dziadka nr 2, a oni go wyprosili, więc wyszedł na dwór, a ja niby poszłam za nim, i zamiast wrócić to sobie poszliśmy...????? NIGDY mój chłopak nie prosił by mógł zapalić w mieszkaniu dziadków, NIGDY bo nie pokazuje nawet że pali (bo podpala), tak na prawdę nie wiem skąd oni mogli nawet wiedzieć że pali bo nigdy o tym nie rozmawialiśmy jak byliśmy tu czy tu.
W efekcie teraz nie wiem, od kogo te ploty idą, po co i dlaczego. Męczy mnie to bo teraz mam niby iść na Wielkanoc do babci nr 2 i ma tam być mój ojciec... nie wspomnę już o tym że chciałam właśnie wtedy powiedzieć wszystkim że jestem w ciąży... teraz nie widzę sensu w ogóle tam iść bo boję się że później się nagle dowiem że np. trzymałam wódkę pod stołem albo przyszłam pijana... znów będą jakieś niestworzone historie, a ja mam tego dosyć. Nie wiem co mam z tym wszystkim robić, nagle gdy zaczęłam układać sobie jakoś życie - każdy ma jakieś chore pretensje, to co? Mam zawsze być sama i zostać nieudacznikiem bo jako jedyna nie zaznałam ciepła rodzinnego w życiu? bo jako jedyna nie mam z kuzynostwa (od str ojca) swojego prawdziwego domu?
Chciałam by ktoś doradził mi czy warto iść i znosić to by czuć się chociaż w święta blisko z rodziną? Nie wiem czy iść na tą Wielkanoc czy nie
Tym bardziej że teraz jestem w stanie błogosławionym i boję się że już kompletnie im "odbije" na moim punkcie... że znów będą jakieś dziwne sytuacje. A ja już tyle wstydu i stresu się najadłam przez to wszystko, ciągle leżę bo tak zaleca mi ginekolog, widział już mnie w tym stanie, nie jest ze mną dobrze, a w dodatku jeszcze ta cala otoczka rodziny... chłopak stara się jak może, non stop mnie pociesza i przytula, stara się mi wciąż dogadzać, ale boję się że złamanego serca tak szybko się nie uleczy, nie myślałam że moja rodzina aż tak uważała mnie za nieudacznice...
to po prostu boli ![]()
Co wy byście zrobiły na moim miejscu?
Bardzo mi zależy na jakiejkolwiek odpowiedzi i słowach otuchy...