Cześć,
myślałam, że już nie będę pisać na forum, jednak chyba znowu potrzebuję wsparcia.
Miałam zająć się swoim życiem, miałam postawić siebie na pierwszym miejscu, tak też zrobiłam. Miałam przestać o nim myśleć, tak też na jakiś czas zrobiłam, ale znowu to do mnie powraca.
Moim 'problemem' jest znajomy, z którym znam się od ok 5 lat. Zawsze byliśmy blisko. Ale zawsze odbierałam go jak przyjaciela. Żaliliśmy się sobie itp. On mi ufał , ja jemu ufałam, chciałam podświadomie, żeby coś z tego wyszło, ale bałam się reakcji otoczenia (?), wiedziałam, że on ciągle myśli o swojej byłej, bo mi to powtarzał.. Uważał, że nigdy już nikogo nie pokocha tak jak jej, a także jego następna dziewczyna będzie z nim nieszczęśliwa, bo on nie będzie mógł jej dać tyle ile chce.. Poza tym uważał mnie za jedną z najważniejszych osób w życiu.
Jednak ja nigdy nie pokazałam mu, że mi zależy na nim. A teraz dochodzę do wniosku, że ledwie 19-20 letni chłopak tak samo jak dziewczyna może mieć problemy z okazaniem emocji i może bać się odtrącenia... A ja grałam zimną? Gdy on coś ode mnie chciał ja albo z zamykałam się w sobie albo bez uczuciowo mu odpowiadałam... Jedyne takie filozoficzne i życiowe rozmowy przeprowadzaliśmy na portalu.
Mijały miesiące, wiedziałam, że mnie lubi. Podświadomie czekałam na jakiś znak z jego strony czy zaproszenie..
On zawsze odbierał mnie jak kogoś komu może ufać, zwierzyć się itp. Ja mu nigdy nie zrobiłam krzywdy. Chciałam by był szczęśliwy.. Zawsze to ja pocieszałam ludzi. Inni odbierali mnie jako tą, która nigdy nie jest smutna...Nie zwierzałam się tak często jemu jak on mnie..
Poza tym wtedy podświadomie miałam w umyśle blokadę, że on ma dziewczynę i pewnie będzie chciał do niej wrócić więc podświadomie zgodziłam się na bycie jego przyjaciółką i nie zwracałam uwagi na jego gesty komplementy itp. Można powiedzieć nawet, że je ignorowałam w pewien sposób i nie potrafiłam przyjmować jego komplementów...
Po kilku semestrach i miesiącach niewidzenia się on się zmienił, dojrzał psychicznie i fizycznie. Zaczął mnie naprawdę pociągać, a wiem, że wtedy już był singlem od ok roku... Zaczął się flirt, on wykazywał zainteresowanie, prawił mi komplementy.. Jednak to okazywał mi przy wszystkich, a nie na osobności. Mógł powtarzać ludziom, że schudłam,że ładnie wyglądam, a ja czułam się dziwnie, bo nie chciałam żeby inni to widzieli.. A on chyba po prostu tak okazywał swoją sympatię do mnie. Zaczęły się całodzienne rozmowy na portalu, na uczelni potrafił mi powiedzieć, że nie wyobraża sobie żebym się z nim nie kontaktowała, że nie wyobraża sobie dnia beze mnie.. Widać, że mu w pewien sposób zależało. A ja czekałam na nie wiem co.. I teraz pluję sobie w brodę... I nie wiem czy on się mną znudził czy nie, ale zaczął momentalnie chodzić z jakąś inną dziewczyną z innego miasta...
Zabrał ją na jakąś jedną wspólną imprezę. Ja wtedy nie pokazałam, że mi zależy a on dokopał mi pewnym chamskim stwierdzeniem, z którego się później tłumaczył, że nie pamięta, że ja przesadzam a on był pijany. Jednak powiedział mi, że między nami ma być zawsze ok i musi być między nami czysta atmosfera...
Będąc z tą dziewczyną on i tal potrafił do mnie się łasić, kleić prawić mi komplementy znowu na na uczelni prawie codziennie. Bywały takie dni kiedy maślanymi oczami się we mnie wpatrywał i mówił, że mnie uwielbia, że jestem mu bardzo bliska, że jesteśmy jak dwie połówki jabłka. A w następnych dniach mógł mnie oczerniać lub być chamski. Potrafił przy mnie śpiewać jakieś piosenki o zerwaniu i patrzeć się prosto w oczy.
W tym przypadku powiedzenie o króliczku się sprawdza, bo kiedy ja zaczęłam go unikać i nie pisać, on zaczął znowu lgnąć i tak to trwało i trwało tygodniami... Następnie na imprezie mógł mi dać prezent i stwierdzić że sam go zrobił bo mnie uwielbia i że takie prezenty znaczą więcej... Znajomi głowili się co się dzieje, przecież on ma dziewczynę... Na urodziny wysłał mi list, w którym napisał, że na mnie czeka, nazwał mnie księżniczką... Po 2 dniach napisałam do niego z pytaniem , żeby mi wytłumaczył bo ja go bardzo lubię,ale czuję się zdekoncentrowana. On napisał, że ma dziewczynę, a ja jestem jego przyjaciółką i czy wszystko ok. Później nie kontaktowaliśmy się przez jakiś czas.. Ja musiałam to jakoś przetrawić, ale także zaczęłam spotykać się z innymi znajomymi, zaczęłam dbać o siebie, chodzić na siłownię, lepiej się psychicznie poczułam.
Jednak on znowu zaczął pisać, potrafił na piwo mnie zaprosić a później odwołać godzinę przed.. Czułam się wykorzystana w pewien sposób i byłam na niego wkurzona. Nienawidziłam go wtedy podświadomie.. Ale okazało się, że musimy zrobić wspólnie projekt. Do tej pory w związku z nim się nie umówiliśmy. Uważam, że ja nie będę do niego po raz setny pisać... Nie chcę się narzucać...
Spotkaliśmy się po tym moim wyznaniu i jego liście jakiś tydzień temu na uczelni i okazało się, że atmosfera między nami była dziwna. Jednak po spotkaniu z innymi ludźmi wszystko się oczyściło i było ok. Zaczęliśmy żartować. On mówi mi o swojej dziewczynie. Mówi co robią ,gdzie byli. itp. A później pisze mi na portalu, że jak chcę mogę mu się zwierzać bo jestem mu bardzo bliska... Nie rozumiem tej relacji. Kiedy ja się komuś zwierzam wtedy automatycznie się do tej osoby przywiązuję i odwrotnie. Kiedy ja wysłuchuję wtedy tak samo czuję się przywiązana..
Nie wiem co się dzieje. On dał mi wyraźni znak , że jestem jego przyjaciółką a nadal chce mieć ze mną taki kontakt jak wcześniej? Wie , że jestem sama.Mam nadzieję, że nie odbiera mnie jako koło zapasowe... Ostatnio miałam problem straszny w pracy i automatycznie do niego napisałam.. Radził mi bardzo długo, ale mówił też że za bardzo się przejmuję.
I teraz nie wiem. Może znowu sama się przejmuję za bardzo i wymyślam rzeczy, które nie miały miejsca? Podświadomie czuję żal i nie mogę zaakceptować tego, że on ma dziewczynę a mnie traktuje jako przyjaciółkę? I żyję jakąś iluzją, że może będąc jego przyjaciółką kiedykolwiek on do mnie przyjdzie... To jest dość chore. Czuję się samotna. Nie wiem do kogo się zwrócić. Mam innych znajomych, ale serce zawsze podpowiada mi, że on jest mi najbliższy. Chociaż wiem, że on zrobił krok w przód, ma inną dziewczynę i pewnie go już nie obchodzę...
Na dodatek ostatnio byłam na wystawie, był tam z dziewczyną. Od razu jak mnie zobaczył rozradował się, uśmiech miał na całej twarzy itp. A później przy dziewczynie już inaczej bardziej oficjalnie się zachowywał. Wiem, że moja analiza zachowań jest śmieszna, ale cały czas czuję jakąś nadzieję. Niby liczą się pierwsze emocje po spotkaniu... On zawsze się raduje na mój widok. Ja jakoś podświadomie nie mogę nie wiem dlaczego. Bo wiem ,że jestem na przegranej pozycji. I czuję żal do siebie, że nie dałam mu wcześniej szansy.. A teraz opłakuję siebie i myślę że jestem żałosna. Tylko, że to chyba jest po prostu moja wina... A tak nie powinno być...
Chciałabym, żeby on się do mnie zbliżył i może nie przez portal, ale w realu powiedział mi o co chodzi. Ja nadal czuję jakieś niedopowiedzenia. Teraz dla mnie każdy gest, emocja coś znaczy chociaż tak nie powinno być po to podchodzi pod obsesję.. Ale czuję, że coś jest nie tak.. Chociaż dużo ludzi mówi, że jakby chciał i by mu zależało to by znalazł 10000 sposobów...
Teraz zmienił się w zupełnie innego człowieka,ale wiadomo- inny związek, inna dziewczyna...
Jest mi strasznie smutno. Nie umiem poznawać nowych ludzi. Pewnie on nawet się nade mną tak nie zastanawia.. Pewnie uważa mnie za żałosną osobę z problemami.. A ja nawet nie potrafię mu powiedzieć, że te problemy wychodzą od niego bo się z nim zakochałam, a nie umiem tego okazać...
Życie jest beznadziejne...