Już mnie zaczyna to poważnie denerwować. Przyznaje- brak mi sił do tego człowieka.
Niby wszystko jest świetnie, ale On nie widzi tak naprawdę tego, że nie dba o mnie. Jeśli, którakolwiek z was ma mężczyznę który stawia ją na pierwszym miejscu przed kolegami i który pokazuje wam w każdy sposób, że mu zależy to GRATULUJE i cholernie zazdroszczę.
Zbliża się impreza- woli iść z kolegami niż ze mną. A jak już pójdzie, to ani słowem się nie odezwie (zadnych smsów... nic a nic.)
A teraz... jestem bardzo zdenerwowana bo powiedział mi dziś rano, że wieczorem ma ochotę posiedzieć w domu tak po prostu. Wiec oczywiscie nie mam nic przeciwko. Ale dzwonie do niego- telefon wyłaczony. Przypadkowo napisałam do Jego kolegi- Oiii owszem, jest u Niego i to w dodatku od 5 godzin, ale nawet nie smiał zadzwonić, napisać. Tiaa, telefon się JAK na złość wyładował. Czy problemem zatem jest napisać do mnie smsa od kolegi ? No najwidoczniej tak. Kur*ica mnie strzela jak sobie pomyśle, jak mój facet słodko siedzi w domu. I pomimo iż wyjeżdżam za kilka dni i ma mnie nie być miesiąc - phi, co tam... koledzy przecież są ważniejsi.
Coś mu się chyba priorytety w głowie poprzewracały i to na dobre. Tracę już siły doszczętnie.
Czuję się jak dodatek do jego życia, a tak nie powinno być. Nie wiem jak reagować, bo jeśli walnę pospolitego "focha", On później przez miesiąc będzie mi mówił "Ty t jesteś maruda, ciągle się fochujesz o coś". A naprawde mam OGROMNA cierpliwość do tego człowieka.
Powiedzcie mi... co mam teraz zrobić. Za około godzinę spodziewam się Jego telefonu. Sama nie wiem czy odebrać, czy też nie. Już nawet nie wiem czy jest sens mówić mu co powinien zrobić będąc u Niego. To w końcu nie jest małe dziecko. Tylko błagam nie mówcie mi że jestem bezsilna- to słowo mnie doprowadza do szewskiej pasji!
Zatem...czekam na pomoc.