netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

psychoza poporodowa - cierpienie

13 odpowiedzi9 669 wyświetleńzałożony przez Aleksandra1234, 12.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » psychoza poporodowa - cierpienie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: psychoza poporodowa - cierpienie

Na wstępie mojego listu chciałabym powiedzieć, że jestem po psychozie poporodowej.
Pochodzę z średniej klasy rodziny. Z wykształcenia jestem technikiem ekonomistą. Obecnie wychowuję  5-letnią Córkę i 5-miesięcznego Syna.
Do napisania listu skłoniła mnie bezradność i osamotnienie w chorobie, w której paradoksalnie wspiera mnie moja  najdroższa i najbliższa Rodzina i Przyjaciele. Piszę 'paradoksalnie' ponieważ chory na depresję ? mimo bezcennej i niezbędnej pomocy z zewnątrz, tak naprawdę z swoją chorobą mierzy się 'w samotności' gdyż nikt ? tak jak chory ? nie zdaje sobie sprawy z cierpienia jakie dotyka go bezpośrednio a dodatkowo z cierpienia, jakie przysparza najbliższym. Można więc powiedzieć, że cierpi podwójnie.
Jak zaznaczyłam na wstępie dziś leczę się z psychozy poporodowej. Obecnie jestem pod kontrolą psychiatry. Na wizyty muszę stawiać się raz w miesiącu.
   Moja historia zaczyna się jednak około 3 lat temu gdy po raz pierwszy zaniepokojona swoim stanem psychicznym postanawiam udać się do lekarza psychiatry /wizyta w prywatnej klinice/.
W mojej głowie walkę zaczyna toczyć 'gonitwa myśli', lęków, trosk, traum życiowych, o których dokładnie opowiadam lekarzowi /poronienie, ciąża, przeprowadzka poza miasto, śmierć bliskiej osoby, spory w małżeństwie/. Diagnoza wstępna wskazuje na schizofrenię, manię, nerwicę. Lekarz
przepisuje leki. Wraz z mężem uznaliśmy, że spróbujemy pomoc sobie bez farmakologii. Mój stan poprawia się. Spotkanie z psychiatrą porównuje do spotkania z przyjacielem, któremu jak kobieta mam możliwość wykrzyczeć moje wszystkie cierpienia. Po spotkaniu czuję się dużo lepiej. Ogarnia mnie przeogromna ulga. Moje życie nabiera kolorów. Na nowo odnajduję sens życia i optymizm w codziennym funkcjonowaniu.
Mija rok..kiedy mój stan ulega pogorszeniu. Moje myśli zaczynają krążyć wokół tych depresyjnych...Pogarszają się relacje między mną a Mężem. Kolejne przykre sytuacje przynoszą negatywne myśli /sens mojego istnienia../ Kłótnie z Mężem /moje urojenia, niepokojący stan, dziwne zachowania, furie/  podejrzenie u dziecka o mutyzm wybiórczy, spalenie naszego sklepu powodują, że rodzina wzywa pogotowie /wskazanie: wizyta u psychiatry/. Niewiele myśląc postanawiam umówić się na konsultację z fachowcem aby ustalić problem i chorobę. Na wizyty umawiam się w obecności męża /lekarz psychiatra ? seksuolog dr n.med./. Na spotkanie udaję się z 'kartkami', na których kolejno wypisuję wszystkie tematy, które poruszyłam u pierwszego psychiatry oraz obecne troski. Dodatkowo dochodzi problem w małżeństwie. Mąż skolei na swojej kartce wypisuje niepokojące go moje zachowania, furie, urojenia. Mówi lekarzowi o lekach, jakie przepisał lekarz po mojej pierwszej wizycie.
Spotkanie trwa dokładnie godzinę i 15 minut. Lekarz przerywa mój monolog słowami: 'Kochani ale wy chyba nie sądzicie, ze ja dam wam dzisiaj receptę. Koniecznie musimy spotkać się ponownie. Za dzisiejsze spotkanie płacicie 150 zł ..od osoby.
Jakby tego było mało wychodzimy pokłóceni..Co to za lekarz, skąd go wzięłaś..300 zł za wizytę /lekarza znalazłam w internecie, chciałam wybrać najbardziej profesjonalnego/.
Załamana zaczynam szukać kolejnego psychiatry. Znalazłam. Dr .... Znowu zaczynam od początku. Wskazania: terapia małżeńska w obecności dwóch psychologów klinicznych /w rezultacie nie kończymy terapii ale nasze relacje ulegają znacznej poprawie/.
Dodatkowo i równolegle z wizytami u psychiatrów szukam pomocy u coacha . Na pierwsze spotkanie udaję się z mężem. Na spotkaniu opowiadam o absurdalnych zachowaniach, których nie jestem w stanie sama zrozumieć. Dodatkowo informuję, że około roku wcześniej odbyłam wizytę u psychiatry, który stwierdził u mnie manię, nerwicę oraz schizofrenię.
Spotkania kontynuuję u niej. Celem jest poprawienie relacji z mężem.
Wszystkie wizyty są odpłatne. Łącznie z psychiatrami wydaliśmy około 1500zł.
W międzyczasie zachodzę w ciąże /wizyty na terapii małżeńskiej /. Ciąża jest dla mnie okresem pełnym spokoju i wyciszenia. Ustają furie, urojenia, kłótnie. Jestem 'w siódmym niebie'. Radość jest tym większa, że urodzę Mężowi upragnionego Synka. Około ósmego miesiąca ciąży zaczynam mieć poważne problemy ze snem. Zaraz po ułożeniu się w łóżku drętwieją mi kończyny co powoduje częste wybudzanie się. Praktycznie w ogóle nie sypiam /o dolegliwościach informuję ginekolog/.
...Syn urodził się siłami natury zdrowy i silny. /Bardzo obawiałam się porodu. Miałam lęki o to czy wszystko pójdzie prawidłowo./ Synka karmiłam piersią przez pierwszy miesiąc. Niedługo potem zaczęły dziać się ze mną dziwne rzeczy. Zaczęłam cierpieć na bezsenność. Nawet kiedy miałam możliwość spać ? nie mogłam. Moja głowa zaczęła szaleć. Doskwierały mi ogromne bóle. Jakby ucisk /jakby ktoś obręcz wokół mojej głowy owinął/. Byłam skrajnie wyczerpana. Płakałam z bezsilności w osamotnieniu. Nie rozumiałam co się dzieje ze  mną. Tłumaczyłam to sobie nocnym karmieniem. Przecież to minie. Ale nie mijało. Moje samopoczucie z każdym dniem było coraz słabsze. Dochodziło do takich sytuacji, kiedy budząc się z krótkiego snu zastanawiałam się czy małego karmiłam, czy to tylko mi się śniło. Nie byłam w stanie odróżnić snu od jawy  /jak np. przewijanie malucha/. Zaczęłam słyszeć głosy, które chciały wyrządzić mojemu Synkowi krzywdę. Nie bez powodu owinęłam kwadratową klamkę krążkiem poporodowym /by nie uderzył się w główkę/. Wszędzie widziałam niebezpieczeństwa czyhające na mojego upragnionego Synka. Fobia na punkcie zagrożeń stała się tak wielka, że spędzała mi sen z powiek. Nie mogłam spać już w ogóle. Bałam się, że Dziecku stanie się krzywda.  Do tego doszły lęki o całą moją rodzinę. Informacje na temat okolicznych włamań do domów spowodowały, że stałam się bardziej czujna. Natrętne myśli o włamaniu do mojego domu nie dawały spokoju. /jak obronić najbliższych, co zrobić gdy ktoś przez dach wejdzie do domu../ Zmęczona obijałam się o futryny drzwi. Snułam się po domu nasłuchując dźwięków. A wszystko po to by pilnować mojej rodziny.
Stawiłam się na wizycie kontrolnej po porodzie. Fizycznie było wszystko w porządku. Wspomniałam o swoim zmęczeniu /ale tak to jest z młodymi matkami..../ Podjęłam decyzję o założeniu wkładki wewnątrzmacicznej. Aby umówić się na konkretny termin i by ustabilizować miesiączkę przez miesiąc miałam brać tabletki antykoncepcyjne /Daylette/.
Wraz z pierwszym dniem miesiączki wzięłam pierwszą pigułkę. Miesiączka trwała 19 dni /w ulotce czytam: możliwość wystąpienia śródcyklicznych krwawień/, biegunka /również/. Nie ustępowały bóle głowy, słyszane przeze mnie głosy, bezsenność, omamy... ból, płacz i smutek.. Byłam tak zmęczona, że nie miałam siły by żyć.
..Poinformowałam ginekolog o moim złym samopoczuciu /krwawienie, biegunka, bóle głowy/ Wkładki nie założyłam bo krwawienie było zbyt krótkie. Godzinami siedziałam na kanapie. Obok Synuś spał.  Brak apetytu, brak chęci dożycia. Najbardziej pamiętam kiedy chciałam wziąć synka na ręce a lęki nie pozwalały mi na to. Aż włos zjeżył mi się na rękach. Wtedy zaczęłam modlić się z strachu.
..Znalazłam się w szpitalu. Spędziłam tam 5 tygodni. Leczono mnie farmakologicznie. Diagnoza: psychoza poporodowa. Dziś minęły już dwa tygodnie odkąd wróciłam do domu. Mam depresję. Biorę Olzapin i Abilify. 3 Miesiące mam wycięte z życiorysu. Cierpię. Cierpi też moja rodzina. Wizyty kontrolne u psychiatry 1 raz w miesiącu. Aby pomóc sobie w depresji chciałam dodatkowo umówić się na  częste spotkania z psychologiem na fundusz zdrowia termin odległy ? za miesiąc/...

Kiedy byłam w ciąży euforii mojej nie było końca. Moje spełniające się marzenia. Dom. Ogród. Wspaniały Mąż. Cudna Córka. Wyczekany Syn. ..Szczęście trwało 4 tygodnie...Teraz moje życie jest pasmem jednego bólu..nie umiem normalnie funkcjonować. Jestem zmęczona. Zmęczeni są też najbliżsi. Gdzie szukać pomocy. Do Kogo zwrócić się o pomoc??
Psychoza zabrała mi najpiękniejszy okres w moim życiu: Wczesne macierzyństwo i radość z pielęgnowania Synka. Czuję się jakbym była teleportowana do czasu teraźniejszego.
W codziennych obowiązkach pomagają mi Rodzice i Teście. O bezcennej pomocy ze strony Męża mogłabym napisać książkę.
Ale czy tak będzie już zawsze?
Czy gdyby lekarze przed moim zajściem w ciąże zaczęli leczyć mnie zachorowałabym na psychozę poporodowa?
Czy gdyby 'dr nauk medycznych' nie zlekceważyłby mnie dziś funkcjonowałabym normalnie?
Ile jeszcze wizyt mnie czeka i do jakiego lekarza zwrócić się z pomocą by zagwarantował mi powrót do zdrowia?
Ile jeszcze pieniędzy wydam na leczenie?
Kto mi zwróci skradziony przez chorobę czas?
Czy będę w końcu tak szczęśliwa jak czułam , że będę /gdy w 9miesiącu ciąży rozmyślałam o tym?
Czy Ktoś może w końcu zainteresować się moją tragedią?
Czy psychoza w końcu minie?
Czy kiedy w końcu minie ? jeśli tak się stanie ? będę w końcu zdrowa czy grozi mi nawrót choroby?
Co mogę więcej zrobić by być zdrową?
Jak uniknąć nawrotom jeśli takie mogą zdarzyć się?
Kto jeszcze może mi pomóc w przezwyciężeniu choroby?
Jak ja sama mogę sobie pomóc by wygrać z chorobą?
Jak długo może potrwać moja okrutna i męcząca depresja?

..obwiniam się o to, że nie mam wystarczających sił by samodzielnie radzić sobie z pielęgnowaniem domu i najbliższych. Obwiniam się o to, że mam depresję. Czuję się nieproduktywna i zbędna a na dodatek czuję się bagażem. Jak żyć? Droga Redakcjo.....................

2 Ostatnio edytowany przez Marietta54 (2014-04-12 18:50:04)

Odp: psychoza poporodowa - cierpienie

Moja sąsiadka miała podobne objawy . Psychiatra jej powiedział , że jak nie będzie wychodziła z domu na spacery z dziećmi , to żadene leki jej nie pomogą . Zaczęła bardzo dużo przebywać z dziećmi na placu zabaw miedzy mamami i w każdy weekend wyjeżdżali regularnie i pomogło .

3

Odp: psychoza poporodowa - cierpienie

Hej bardzo Ci współczuję dużo cierpliwości życzę, to wszystko minie. Pozdrawiam

4

Odp: psychoza poporodowa - cierpienie

Dziękuję za wsparcie..

5

Odp: psychoza poporodowa - cierpienie

Współczuję i trzymam kciuki byś mogła czerpać jak najwięcej radości z życia. Przed Tobą długa droga, ale na pewno dasz radę. Masz cudowną rodzinę  smile

Bądź dzielna!

6

Odp: psychoza poporodowa - cierpienie

Jedyne wyjście to podjęcie walki. Każdego dnia pokonuj wyzwania, a poprawa będzie przychodziła powoli, ale będzie. Umów się na terapię na fundusz mniej wydasz. Nie ma sensu byś analizowała błędy lekarzy, psychiatria to niewdzięczna dziedzina i dużo tu się odbywa na zasadzie prob i błędów. Leki nie działają jeszcze ale z czasem zaczną, jak nie to i tak twój organizm zacznie sobie radzić. Mąż powinnien zająć się dzieckiem jak gorzej się czujesz, ale w czasie twoich leków wakcz sama. Im mniej zdajesz się na innych tym szybciej wchodzisz.

7

Odp: psychoza poporodowa - cierpienie

Mojego chłopaka siostra choruje na ciężką depresje,której nie da się do końca wyleczyć a co najwyżej mozna ją podleczyć tak,aby człowiek mógł w miare dobrze funkcjonowac.Ona też miewa w falach nawrotu omamy,ze coś złego się stanie,w nocy boi sie spać,bo ma wrażenie,że ktos ją obserwuje,płacze bez powodu,nie może jeść,ciągle przez to wpada w anemie...-dużo by tu pisać,ale macie wiele podobnych objawów.Nasza Ania pierwsze co zrobiła to wybrała psychiatre(kobiete) do której jezdziła  co tydzień na wizyte i jezdzi nadal(tak od 10lat),ale teraz juz raz w miesiącu.Ta kobieta bardzo jej pomogła,ale to szczęscie,że trafiła na dobrą lekarke.Przepisała jej bardzo silne psychotropy,ale dawki zmieniała w zalezności od formy,samopoczucia.Kazała jej częściej wychodzic z chłopakiem,z kolezankami.Kazała jej brać dziecko na drobne wypady np.na połażenie sobie po sklepach,na cheesa w Mc Donald'sie-chodziło o nauke czerpania przyjemności z prostych rzeczy,które uspakajają,pomagaja nie myślec o chorobie.Ważni tez są ci,którzy przy niej byli w tym złym stanie-takiej osobie nie wolno dogryzać,nasmiewac się  czy ironizowac i nie wolno ciągle przypominac tej osobie,że ma depresje,bo to daje odwrotne skutki od zamierzonych.Radzę ci nie chodzic po kilku ekspertach,bo zwariujesz od tego a i tak kazdy za pieniądze powie ci wszystko,zebys tylko wróciła na kolejna wizyte.Wpisz sobie w google dobry psychiatra i nazwe miasta gdzie mieszkasz i opinie na jego temat i chodz tylko do niego.Chodz sama,bez męza,bo to terapia ma być dla ciebie,wewnetrzna.Niech mąz cie zawozi i czeka w aucie,ale niech z toba nie chodzi.Po każdej wizycie kup sobie jakiś drobiazg,coś w nagrode,że walczysz i chcesz walczyć o swoje zdrowie,albo zamów pizze dla całej rodziny i usiadzcie i zjedzcie ją razem tak,abyscie czuli sie zwykłą rodziną:)Rób dziecku zdjęcia,znajdz sobie pasje,która cię odciągnie od choroby.Chodz na spacery,rozmawiaj z innymi mamami.Nie bój się,bo nie ma czego.Pocałuj męża,powiedz,że go kochasz-to was umocni:)Nie chowaj swoich uczuc...Jesli tylko bedziesz pozytywnie nastawiona sama do siebie to ta choroba bedzie tylko jak grypa-przejściowa,od czasu do czasu.Możesz z nia wygrać i zyc normalnie!Ja trzymam za ciebie kciuki i wiem,ze będzie dobrze:)

8 Ostatnio edytowany przez LuiZjanna;) (2014-04-14 18:34:24)

Odp: psychoza poporodowa - cierpienie

Ja również bardzo Ci współczuję, nie mogę napisać że wiem przez co przechodzisz, bo nie wiem, ale mogę sobie próbować to wyobrazić. Moim zdaniem kontakt z ludźmi może dużo zmienić. Czasu nie cofniesz, nie rozpamiętuj w kółko tego co straciłaś, odetnij się od przeszłości postaraj się mysleć pozytywnie. Znajdź dobre strony swojego życia, naucz cieszyć się z małych rzeczy. Choroba, cierpienie również wpisane jest w nasze życie, to nie Twoja wina, że zachorowałaś. Przed Tobą wiele dobrych chwil, radości z macierzyństwa. Odpuść sobie, n ikt nie jest idealny. Być może gdybyś w porę trafiła na dobrego lekarza nie zachorowałabyś na ta psychozę po drugim porodzie, ale może nie miało to wpływu. BYć może mimo dobrej pomocy specjalisty przed porodem również byś zachorowała, tego nie wiesz, wiec nie rozpamiętuj tego. Ciąża, poród, trudy macierzyństwa to ogromna rewolucja w organiźmie i w psychice kobiety, czasami tak się zdarza że psychika nam siada i wtedy musimy szukać pomocy, ale równiez możemy duzo same sobie pomóc. Ja nie miałam nigdy takiej psychozy, ale również miewałam nastroje depresyjne, uważam, że mój poród to była dla mnie ogromna trauma, z której nie otrząsnełam się do tej pory do końca, chociaż mineło już ponad 3 lata. Poród miałam bardzo trudny, zakończony kleszczami, dziecko było reanimowane, myslałam że urodziłam martwego synka, była bardzo duży zaklinował się, byłam nieprzytomna zbólu, długo dochodziłam psychicznie do siebie, czułam się jak po brutalnym gwałcie a nie po porodzie, byłam doslownie zmasakrowana "tam". Od tego dnia jestem innym czlowiekiem, ale staram się pozbierać, teraz juz mi sie to udało, marzę o drugim dziecku, ale czasami mam takie nawroty leku, strachu, miewam problemy ze snem. Wtedy czułam się oszukana (każdy mówił, że jak zobacze dziecko zapomnę o bólu), rozżalona, ale na szczęście nie popadłam w depresję. Ale bardzo dużo czytałam na te tematy, wiedzialam, że to normalne że miewam gorsze dni, napady płaczu, nigdy nie czułam się winna. Ale od początku bardzo dużo wychodziłam z domu, nawiązałam mnóstwo przyjaźni z innnymi mamami, w lecie od rana do wieczora byłam z synkiem poza domem, starałam się być jak najwięcej między ludźmi, mi to bardzo pomagało, szczególnie wśrod innych mam czułam się zrozumiana, wiedziałam, że one czują podobnie, wspierałyśmy się nawzajem, jak na terapii grupowej. Naprawdę bardzo dużo mi to dało. Oczywiście tak jak mowię nie miałam nigdy żadnej psychozy, nie leczyłam sie też na depresję ale mam nadzieję, że możesz uporać się z chorobą i naprawdę być szczęśliwą, spełnioną kobietą, czego życzę Ci z całego serca :-) Nie czuj się winna, być może trochę straciłaś czasu z dziećmi, ale teraz już jesteś z nimi i postaraj się cieszyć z tego. Rób te rzeczy na które masz ochotę, znajdź jakieś pasje, postaraj się wysypiać, wypoczywać, zadbaj o swój wygląd (mi to pomaga poprawić samopoczucie). Może pomogą Ci takie metody jak mi pomogły np. : joga, relaksacja, słuchanie ulubionej muzyki, taniec, przebywanie na łonie natury, pływanie, czytanie, oglądanie filmów, medytacja. Ale przede wszystkim kontakt z zyczliwymi ludźmi, ja wróciłam na studia po urodzeniu dziecka, potem po ukonczeniu jednych podjęłm drugie, teraz czuję się szczęśliwa, czego i Tobie Kochana życzę :-)

9

Odp: psychoza poporodowa - cierpienie

Witaj. Czy możesz napisać jakie masz relacje z matką i teściami ? Przeczytałam twój post do połowy, może wrócę potem do reszty i doczytam.

10

Odp: psychoza poporodowa - cierpienie

Witaj Aleksandro ! Wszystkie rady , których udzielają Ci tutaj życzliwi ludzie są Ci potrzebne ....pomocne .....budujące ....i podnoszące Cię na duchu ......jednakże Ty potrzebujesz fachowej pomocy ....tylko,że  ja już przestałam wierzyć lekarzom , którzy tylko patrzą,  aby wyciągnąć od każdego pacjenta jak najwięcej .Chciałam Ci polecić panią Agnieszkę Kamską z Krakowa . Ja osobiście u niej jeszcze nie byłam , bo mieszkam obecnie w Niemczech , ale nie omieszkam udać się  do niej po poradę w sprawie mojego zdrowia . Pomogła za to mojej koleżance w bardzo podobnej chorobie jak Twoja .Niestety wizyta dość dużo  kosztuje ( 300 zł ) , ale warto i  wystarczy iść raz góra dwa razy i naprawdę zobaczysz ogromna poprawę ....nie jestem jej żadna znajomą , ani nawet nie widziałam jej w życiu , ale widziałam efekty jej pomocy dla mojej koleżanki......życzę Ci również szybkiego powrotu do zdrowia . Asia
p.s tutaj nie można załączać linków , ale wystarczy wpisać w google jej imię i nazwisko i ją znajdziesz ....pozdrawiam ....

11

Odp: psychoza poporodowa - cierpienie

Witam,
Na poczatku mojej odpowiedzi chcialabym Wszystkim podziekowac za cieple slowa, za odpowiedzi, za zainteresowanie.
Moje relacje z Rodzicami i Tesciami sa bardzo dobre. Moge liczyc na wsparcie z Ich strony oraz z strony Przyjaciół.
..To prawda, jak piszecie niektórzy, iz w dzisiejszych czasach trudno o dobrego lekarza, Ja przed ciaza chodzilam od lekarza do lekarza by pomogli mi zrozumiec co dzieje sie z moją glowa, dlaczego tak zle sie czuje, dlaczego sama nie potrafie zrozumiec swojego zachowania, skad leki, urojenia..Dopiero w szpitalu zaczeto leczyc mnie farmakologicznie.Teraz powoli wracam do zdrowia. Nie jest jeszcze tak jak powinno byc. Ale jestem spokojniejsza bo 'glosy', 'szepty' - te niespokojne, niebezpieczne przycichly, rzadziej je slysze. Czeka mnie dluga droga. Ale najwazniejsze, ze mam lekarstwa. Czuje sie bezpieczniej bo jestem pod opieka lekarza. Czy placze? Nie ma dnia bez lez ale wiara, ze 'musi byc dobrze' oraz milosc najblizszych, Dzieciaczki, Maz, Rodzina, Przyjaciele..to dzieki nim trzymam sie.

12

Odp: psychoza poporodowa - cierpienie

Cieszę się, że chociaż trochę lepiej się czujesz. Dobrze, że te głosy ucichły. Wierzę, że będzie coraz lepiej. Kochana trzymaj się cieplutko, dbaj o siebie. Najważniejsze że masz postawioną diagnozę, dobrane leki, więc musi być lepiej. Nie ma sensu roztrząsać tego dlaczego zachorowałaś, nie ma w tym ani Twojej winy, ani zapewne jednej konkretnej przyczyny. Trzymam kciuki za Twój powrót do zdrowia :-) Życzę powodzenia i radości z bycia mamą :-)

13

Odp: psychoza poporodowa - cierpienie

..I przyszedl czas na wizyte kontrolna. Umowiona z Dr X udalam sie na spotkanie. Na miejscu, o wyznaczonej godzinie dowiedzialam sie, ze Dr X nie ma i ze w tej sytuacji musze udac sie na pokoj nr 8 do Dr Y. Bylam zalamana..Kolejny nowy doktor..to nie na moje sily..Dr X bywala w szpitalu, gdzie przebywalam 5 tygodni..Znala moja historie choroby, rozmawiala ze mna..A teraz, na wizycie kontrolnej idac do Dr Y wszystko zaczynam od poczatku..Zalamana malo powiedziane..Mialam ochote rozplakac sie na korytarzu..Maz uspokajal mnie choc sam byl zasmucony..DO tego wizyta pewnie bedzie krotka..
..przyszla kolej..weszlam do gabinetu..Mila Dr Y przywitala sie ze mna cieplym usmiechem..w gabinecie siedzialam dobre 40 minut..Dr Y sluchala mnie uwaznie i zadawala mnostwo pytan..Nie bylam jej obojetna..teraz juz zawsze bede chodzila do Dr Y. Widocznie tak musialo byc..ze Dr X nie bylo..ze Dr Y zostala mi przeznaczona..Osmy skolei fachowiec - nie liczac tych z szpitala..Osmy i mam nadzieje ostatni. Mam tez nadzieje, ze cyfra Osiem bedzie ta szczesliwa dla mnie i psychiatra Y pozostanie juz dla mnie na zawsze.
..Zmeczona jestem ale mam w sobie nadzieje..schizofrenia..choroba duszy..dlaczego ja?..musze wyzdrowiec..musze usmiechac sie chocby przez łzy..musze miec wiare w wyzdrowienie..
..tabletki moj organizm zaakceptowal..jestem wyciszona..leki bywaja ale wtulam sie wtedy w Meza i czuje sie bezpiecznie..wsparcie najblizszych to podstawa..
..Dziekuje wszystkim za wsparcie i dobre slowo..

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » psychoza poporodowa - cierpienie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026