Witam , trafiłem tu w poszukiwaniu informacji i odpowiedzi.
Jak w tytule - przez 9 miesięcy byłem z kobietą cierpiącą na zaburzenia maniakalno depresyjne , psycholożka do której obecnie chodzę powiedziała że prawie na pewno jest borderline.
Poznałem ją rok po ciężkim rozwodzie , na początku było bardzo dobrze choć trochę zdziwiło mnie że prawie od razu uznała że jesteśmy w związku , żadnego "chodzenia ze sobą" czy randek.Po dwóch czy trzech tygodniach zaproponowała mimochodem żebyśmy sprzedali nasze mieszkania i kupili jedno większe.
Nie zgodziłem się oczywiście , ale zapaliła mi się "latarenka" która jednak szybko zgasła , było mi z nią tak dobrze że nie zwracałem uwagi na oczywiste sygnały.
Powiedziała mi też o swojej chorobie , że ją leczy i nie ma nawrotów.Ja zamiast lecieć galopem do internetu i sprawdzić co to ta maniakalna depresja uwierzyłem na słowo , a właściwie mało mnie to interesowało - byłem zakochany po uszy.
Pierwszy "zgrzyt" nastąpił po miesiącu.Nie chciałem się z nią spotkać któregoś dnia ,byłem zajęty albo zmęczony , nie pamiętam już.Wybuch złości przez sms , co ja sobie wyobrażam , ona nie musi pytać czy może do mnie przyjechać....Zerwała ze mną na tydzień ,usunęła z fb, za kilka dni przepraszała tłumacząc że nie wie co się z nią stało.Wróciłem do niej , znowu było dobrze przez jakiś czas.
Potem zaczęło się od nowa , zrywała albo groziła zerwaniem kiedy próbowała na mnie coś wymóc - koniecznie chciała zamieszkać razem , robić remont mojego mieszkania , kupować mi jakieś drogie sprzęty do domu . Nie chciałem tego wszystkiego , znaliśmy się ledwo kilka miesięcy i dla mnie było za wcześnie na takie zobowiązania.Rozumiem że chciała mnie do siebie przywiązać manipulując mną , powinienem uciekać już wtedy...
Równocześnie zaczęły się z początku lekkie sugestie że z moją psychiką jest coś nie tak.Najpierw usiłowała mnie przekonać że jestem DDA , potem że mam ciężką depresję , zespół aspergera a na końcu schizofrenię.... :-) Zacząłem przejmować te jej "huśtawki" byłem razem z nią raz pobudzony , raz smutny.
Starałem się wyśmiewać wszystkie te próby , ona jednak uparcie trwała przy swoim do tego stopnia że zaczęła przekonywać do tego moich znajomych.
To był błąd :-) Niemal siłą zmusili mnie bym z nią natychmiast zerwał , chwała im za to, ja sam nie byłbym w stanie tego zrobić.Opierałem się i tak coś ze dwa tygodnie , w ciągu których ona po raz kolejny zerwała przez telefon ze mną.
Odwiozłem wszystkie jej rzeczy , życzyłem powodzenia i odjechałem. I tu zaczął się jej szał.
Przez 3 miesiące....maile , telefony , smsy, listy wysyłane pocztą i wkładane do skrzynki przez nią osobiście , przyjeżdżanie wieczorem.
Próby kontaktu z matką i przyjaciółmi i ciągłe twierdzenie że mam schizofrenię.
Nie reagowałem , nie wpuszczałem , nie odpisywałem - zniknąłem z powierzchni ziemi.
Wiem że było to w jakiś sposób okrutne , ale musiałem chronić siebie , w końcu pewnie udało by się jej wmówić mi że jestem chory psychicznie.Jej choroba jest nieuleczalna , będzie na nią cierpieć do końca życia , lekami stłumi tylko objawy
Gdzieś głęboko bardzo za nią tęsknię i mam poczucie winy że tak ją potraktowałem.Doszło do tego że chodzę w związku z tym do psychologa a u psychiatry byłem się upewnić że żadnej schizofrenii nie mam :-D
Uwaga na chorych na CHAD , borderline i zwracajcie uwagę na sygnały :-D