Radość, ból i cierpienie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Radość, ból i cierpienie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

Temat: Radość, ból i cierpienie

Mam 52 lata. Nie pamiętam swojego okresu wczesnego dzieciństwa. Znam jedynie relacje mamy i babci ze strony ojca, że podobno byłem wyjątkowo inteligentnym dzieckiem i w wieku 3 lat wcześnie nauczyłem się czytać i liczyć. W szkole podstawowej często kochałem się w różnych dziewczynach, bez wzajemności. W tym okresie pasjonowałem się muzyką - najpierw przez długi czas były to wszystkie albumy zespołu ABBA, potem Italo Disco. W szkole średniej dalej kochałem się w różnych dziewczynach, czasami z wzajemnością, czasami bez. Był to również okres poznawania seksu. W zakresie muzyki interesował mnie w tym okresie rock (Deep Purple, The Cure, Dire Straits), oraz Jacek Kaczmarski, który zainspirował mnie do nauki gry na gitarze. Podczas nauki gry na gitarze tworzyłem wlasne utwory (gitara + śpiew) i zainteresowania te trwały do końca liceum. W tym okresie też zainteresowałem się komputerem i programowaniem w programie Clipper. Po zdaniu matury (z pomocą nauczycielki historii którego to przedmiotu nie umiałem przyswoić), poszedłem początkowo na studia Stosowane Nauki Społeczne, ale po paru miesiącach zrezygnowałem ze studiów, ponieważ miałem ambicje na pracę w zakresie programowania. Z powodzeniem udało mi się dostać pracę, pracowałem kolejno w 3 firmach w Warszawie jako programista - w Warszawie - w tym w znanej marce Zepter International. Po tym okresie stwierdziłem, że chcę wrócić do tworzenia muzyki. Początkowo tworzyłem instrumentalne utwory rockowe podczas pobytu z mamą i bratem w Warszawie, potem przeprowadziłem się na działkę rekreacyjną w Brzeźcach k. Białobrzegów Radomskich, która była własnością ojca i babci ze strony ojca, i tam tworzyłem dalej utwory rockowe. Na miejscu znalazła się dziewczyna, znajoma z okresu dzieciństwa z którą bawiłem się w "doktora", która stworzyła wokal i teksty do moich utworów instrumentalnych. Nie był to do końca taki wokal o jaki mi chodziło, ale nagrałem ją w moim małym domowym studio i zaczęliśmy promować album Muzyka Wiatru - bez skutku. Firmy wydawnicze nie podchwyciły tematu. To było pierwsze moje rozczarowanie rynkowe, ale szybko przeszedłem do kolejnego projektu - utworów pop inspirowanych nowymi możliwościami - obsługą sampli przez kartę komputerową Samplecell. Nie potrafiłem jednak znaleźć spiewającej dziewczyny do instrumentalnego projektu, więc kolejny projekt upadł. Utwory instrumentalne z tego okresu są dostępne na jednym z moich profili w Soundcloud. W dalszej kolejności zainteresowałem się Disco Polo i stworzyłem album do którego sam zaśpiewałem. Niestety mój wokal nie należy do specjalnie chwytliwych i projekt nie został przyjęty przez wytwórnię płytową. Pod koniec lat 90-tych zainteresowałem się zagraniczną muzyką dance. To była wielka pasja, która trwała przez wiele lat. W tym okresie zetknąłem się pierwszy raz z pojęciem pedofilii. Były dwie dziewczyny, jedna w wieku 12 lat, druga w wieku 13 lat, które wyraźnie coś do mnie czuły. Ja się w to wciągnąłem, ale wyłącznie platonicznie. One oczekiwały jednak chyba czegoś innego. Zdarzyło się, że ta 12-latka zdjęła bluzkę i pokazała piersi w mojej obecności. Innym razem położyła się na mnie gdy leżałem na łóżku. Rozumiałem te intencje, ale nie podążałem ich śladem, z uwagi na różnicę wieku. Jedyne co mogłem zrobić to zrobić utwór muzyczny z jej imieniem w tytule. Potem przy jakiejś okazji powiedziała, że jestem dobrym kandydatem na jej chłopaka, ale musiałbym się bardziej postarać. Odpuściłem, bo nie było szans na realizację tego, czego ode mnie oczekiwała. Na pewno było to jakieś rozczarowanie dla mnie. Przeprowadziłem się potem z powrotem do Warszawy, gdzie postawiłem większe semi-profesjonalne studio w piwnicy domu wolnostojącego. Od tego czasu zacząłem tworzyć różne projekty pod różnymi nazwami, na jedną piosenkę, dwie każdy, w języku angielskim, do których pisałem teksty i zatrudniałem różne wokalistki. Sprzedawałem te utwory do firmy Magic Records w Polsce oraz Rams Horn Productions w Holandii. Miałem z tego tytułu w miare rozsądne dochody, ale w dalszym ciągu nie mogłem stworzyć swojej identyfikacji w mediach jako wykonawca/producent Trochę to była wina profilu firm z którymi handlowałem (Magic Records wydawał jedynie kompilacje a Rams Horn Productions był wholesalerem i zarabiał na sprzedaży moich utworów do Japonii). Dodatkowo w Polsce królowało Disco Polo i brak było możliwości stworzenia niszy z polskim dance na zagraniczny rynek. Polska była jedynie nastawiona na kupowanie utworów z zagranicy, nie na promocję na zewnątrz. Nie udało się tego przeskoczyć - kolejne rozczarowanie. W tym okresie kupiłem samochód (kredyt na brata - tu zaczynają się problemy), a na działce rekreacyjnej poznałem swoją przyszłą żonę i mogłem się spełniać w seksie, na czym mi bardzo zależało, bo miałem już 27 lat. Po 3 latach wzięliśmy ślub i w 2003 r. urodziła się nasza córka. Niestety zdarzało mi się zdradzać żonę z prostytutkami, o czym częściowo wiedziała i był to dla niej zrozumiały problem. Byłem egoistą i potrzebowałem zróżnicowanych doświadczeń erotycznych. Jeśli chodzi o muzykę, tworzyłem w tym okresie ze znajomymi DJ-ami projekty dance (Clubringer, East Clubbers), jeździliśmy na występy do różnych klubów, ale również nie było dla tych projektów miejsca w mediach. Na początku roku 2004 porzuciłem produkcję muzyki, bo odkryłem nową pasję - samplowanie dźwięków z drogich instrumentów, tworzenie z nich wirtualnych instrumentów w formacie SF2 i płatne udostępnianie ich na anglojęzycznej stronie internetowej do pobierania online (początkowo używałem ich jeszcze do wlasnych produkcji). Założyłem sklep internetowy, podpiąłem konto Paypal specjalne (wtedy była taka opcja) i w krótkim czasie zacząłem zarabiać "na lewo" 10-30 tys. złotych miesięcznie. To była fura pieniędzy i żaden Urząd Skarbowy tego nie sprawdzał. Napędzało mnie to do tworzenia nowych produktów, pakietów z wokalami i zatrudniania twórców nowych pakietów sampli. Hasło reklamowe "Download samples in 5 minutes", polecająca toplista mojej własnej produkcji i kampania mailowa robiły cuda w promocji. Kupiłem luksusowy samochód, żonie też kupiłem. Założyłem studio masteringowe z drogimi urządzeniami. Przez 4 lata umieściłem na stronie 50 zestawów sampli, a marka stała się znana w międzynarodowym Internecie. Wreszcie spełniłem się w szeroko pojętej muzyce. No ale przyszedł czas na konsekwencje. Zachłysnąłem się pieniędzmi, miałem na wszytko i efekt był taki, że odezwała się moja wewnętrzna natura, której potrzeby były dla mnie zaskakująco głębokie a dla żony problematyczne. Zapragnąłem aby moja żona współżyła z innymi mężczyznami w mojej obecności. Urządziliśmy kilka mało udanych spotkań, żona kodowała sobie, że jest mało atrakcyjna a ja rozwijałem się entuzjastycznie w tym zakresie, bez stawiania sobie granic. W krótkim czasie przejąłem duże forum internetowe (Forum Rogacz) traktujace o tematach cuckold, zatrudniłem żonę jako początkowo moderatora a później współadministratora. Po roku działalności gospodarczej (firma na żonę), wzięliśmy na żonę kredyt hipoteczny we frankach i kupiliśmy dom jednorodzinny na wsi, w którym zacząłem robić profesjonalne studio masteringu. Wszystko pięknie, ale po krótkim czasie okazało się, że dom na wsi wymaga nieporównywalnie większych nakładów siły fizycznej niż małe wynajmowane mieszkanie (koszenie trawników itp.) - a u mnie siły fizycznej było brak, bo zawsze zajmowałem się pracą umysłową. Okazało się też, że zbudowanie studia masteringu bez pomocy doświadczonego akustyka może być dużym problemem. I na koniec przyszedł brak chęci rozwijania sklepu internetowego a w to miejsce niekontrolowanej wycieczki w cuckold. Zacząłem palić marihuanę przy muzyce i po paru miesiącach przyszło wypalenie zawodowe. Marihuana w połączeniu z muzyką powodowała ekstermalnie głęboki odbiór muzyki i przekonanie, że dojdę w ten sposób do czegoś wielkiego. To spowodowało, że pojawiły się niedorzeczne w odniesieniu do rzeczywistości pragnienia w rodzaju, że zacznę robić cuda i zacznę "rządzić światem". Wyjątkowo chore ambicje. Straciłem kontakt z rzeczywistością. Podczas palenia i słuchania w mojej głowie pojawiło się wrażenie "kuli", która wędrowała od czoła na czubek głowy i dalej na skutek różnych emocji i wewnętrznych wniosków, które były nieodłączną częścią palenia. Sprzedałem stronę na której zarabiałem 10 tys. złotych za 240 tys. zł. bez żadnych planów zarobkowych na przyszłość. Wyjątkowo chore posunięcie, spowodowane jedynie marihuaną, które odbija się na mnie do tej pory. No ale była to ekspresja mojej wewnętrznej natury w połączeniu z intensywnym używaniem narkotyku. Zacząłem mieć ambicje, żeby żona została popularna jako "Cuckold Girl", bez dostrzegnia jej preferencji jako "kury domowej", przepraszam za to określenie. założyłem jej erotyczną stronę internetową o profilu cuckold, ale powoli moje doświadczenia podczas aranżowanych spotkań stawały się coraz mniej intensywne. Marihuana podczas jej używania sprawiała, że traciłem ochotę na seks. Z drugiej strony codzienne palenie powodowało, że wewnętrzny stan "wyższej inteligencji" powoli się rozwijał, podczas następujących po sobie sesji z muzyką i marihuaną, i pasjonowało mnie obserwowanie tego postępu. I na koniec niespodzianka. Znajomy dealer powiedział, że nie ma dla mnie towaru. W tym okresie "odjechałem" zupełnie. Zaczęło mi się wydawać, że prowadzę wewnętrzną interakcję z Internetem, jako odrębną inteligencją. Po otwarciu Wp.pl automatycznie scrollowała się do określonego tytułu na głównej stronie, który pasował do moich aktualnych przemyśleń. Pamiętam to dokładnie. Ale za chwilę wszystko się miało skończyć. Mniej więcej po tygodniu od odstawienia marihuany, położyłem głowę na łonie żony, co było moją częstą praktyką medytacyjną, i zasnąłem. Po obudzeniu się w głowie pojawił mi się niezwykle irytujący ucisk w części czołowej głowy. Było to coś w rodzaju "zepsutej" kuli, o której pisałem, degradujące moje samopoczucie i myślenie do poziomu warzywa. To był koniec bo zauważyłem wkrótce, że ten stan nie ustępuje. Na początku jeździłem na rezonansy magnetyczne, radziłem się psychiatry. Psychiatra powiedział, że coś takiego nie istnieje. Rezonans magnetyczny wykrył ubytki w korze czołowej. W krótkim czasie zacząłem leżeć całymi dniami bezczynnie bo niczego nie byłem w stanie robić. Żona mnie nie rozumiała. Pytała "dlaczego już nie kładę się na cipce", albo dlaczego nie szukam nowego źródła dochodu. Nasz związek zaczął się powoli osłabiać. Nie byłem w stanie współżyć seksualnie z żoną, która w krótkim czasie zaczęła szukać przygód w Internecie. Poznała kogoś nowego i zaczęła się angażować, kompletnie mnie ignorując i sugerując, żeby mama coś ze mną zrobiła. Po jednej takiej rozmowie z mamą, połknąłem 50 tabletek Lorafenu. W skrócie, próba samobójcza. Następnego dnia wylądowałem w rejonowym szpitalu, a następnie w szpitalu psychiatrycznym i oczywiście powiedziałem o ucisku w głowie i ponowna diagnoza, że nie wiedzą co z tym zrobić. Przepisali mi jakieś leki, nic to nie dało, 2 miesiące wegetacji w szpitalu, psycholog stwierdził, że jestem psychicznie chory, nawet bez mojej biografii, tylko dał mi kilkadziesiąt kartek z prostymi pytaniami. Wyszedłem ze szpitala i wróciłem do domu z uciskiem w głowie. Następnie po kilku miesiącach pobytu w domu utworzyłem stronę "Kościół Marihuany". Znowu pojawiło się wrażenie interakcji z Internetem. Na stronie zamieszczałem niekoniecznie oryginalne, ale obszerne polityczne elaboraty i swoje osobiste schematy myślowe powstałe na skutek tworzenia i obserwowania mojej strony w Internecie. Znowu się "wkręciłem", chociaż tym razem jedynie ze sporadycznym używaniem marihuany. Strona została wyświetlona 5000 razy na skutek spamowania emailami, została źle odebrana w komentarzach, jeden użytkownik mnie pobieżnie zrozumiał. W międzyczasie w 2012 r. urodził nam się syn. W tym czasie dokonałem strasznej rzeczy: kierowany doświadczeniami cuckold, umiesciłem na portalu "Odloty" profil żony, bo pomyślałem, że to jest jedyna szansa na utrzymanie. Co dalej? Pewnego ranka żona nakłoniła mnie do współżycia, co jej się rzadko zdarzało, a następnie oświadczyła, że wyjeżdża naszym jedynym samochodem na 2 tygodnie z córką do znajomych nad morze. Wpadłem w szał. Podczas jej nieobecności spaliłem resztki marihuany i czekałem na nią intensywnie. Nie było jej dłużej, niż mówiła. W końcu nie wytrzymałem i zacząłem demolować dom. Zepsułem telewizor - główne narzędzie edukacji mojej córki i rozrywki mojej żony, dokonałem parę innych drobnych zniszczeń. Następnego dnia przyjechała i zaraz potem zabrała córkę do rodziców. Nie było jej cały długi dzień, nie powiadomiła mnie kiedy wraca, nie wiedziałem co robić. Poszedłem na spacer i po drodze spotkałem miejscowego menela, który zaproponował mi piwo (nie jestem przyzwyczajony do alkoholu), a następnie zaproponował mi, że zorganizuje mi marihuanę. Zgodziłem się, mimo, że nie wyglądał na takiego, który dotrzymuje słowa, ale nie postrzegałem racjonalnie po wypiciu alkoholu. Nie miałem pieniędzy. Żona przyjechała i chciałem od niej wziąć jakieś pieniądze na marihuanę. Coś powiedziała co mnie rozsierdziło (pod wpływem alkoholu pojawiła się agresja), i w reakcji na to co powiedziała, kopnąłem ją w tylną część ciała. Powiedziałem "kocham Cię, ale na własnych warunkach". Żona zadzwoniła po policję i pogotowie. W czasie rozmowy z policją sprowokowała mnie celowym trąceniem mnie. Policjant mnie powalił na łopatki. Powiedział, że mogą mnie zabrać na 48 godzin. Żonie się to nie spodobało i zaczęła w odosobnieniu przekonywać medyków o tym, że jestem zagrożony kolejną próbą samobójczą, co nie było prawdą. Zabrali mnie kolejny raz do szpitala psychiatrycznego. Diagnoza: zaburzenia psychotypowe. Na skutek brania leków wrócił ucisk w głowie i zaczęła się wegetacja. Wróciłem ze szpitala i znowu przez jakiś czas było w miarę normalnie, ale to, że leżałem ciągle w łóżku spowodowało, że żona poprosiła moją mamę, żeby mnie zabrała po to, żebym zaczął zarabiać pieniądze. Kredytu w banku nie spłacaliśmy od dawna, jedyny dochód jaki miałem to 200 zł. tygodniowo od mojej mamy za drobne prace przy komputerze. Posłusznie się poddałem i wylądowałem u mamy w domu, ale przez pierwszych parę miesięcy efektem była jedynie wegetacja z uciskiem w głowie. Żona zostawiła dom i przeprowadziła się do rodziców. Starałem się płacić to 800 zł. miesięcznie, które określiła jako alimenty, mimo, że nie było jeszcze rozwodu, ani oficjalnej separacji. W tym okresie utworzyłem stronę internetową "Kościół Seksu", zacząłem umieszczać zdjęcia pornograficzne pobrane z Internetu, przeplatając je duchowymi elaboratami. Strona miała jednego zewnętrznego użytkownika. Też się przy tym zaangażowałem, chociaż nie tak mocno jak przy "Kościele Marihuany". Wkrótce potem pojawiło się odizolowanie od rzeczywistości. Utworzyłem 2 krótkie blogi reklamowe. ponownie "Kościół Marihuany" i "Rozdziewiczanie". Chory pomysł. Zostawiłem pulpit otwarty i wyszedłem z domu. Po powrocie mama wezwała pogotowie i ponownie wylądowałem w szpitalu psychiatrycznym. Podczas pobytu w szpitalu psychiatra powiedziała, że nie może być "Kościoła Seksu", bo jest kościół katolicki. Pozostaje pytanie o jej kompetencje. Po powrocie ze szpitala przez jakiś czas było w miarę normalnie (ucisk w głowie i wegetacja), ale wkrótce zakochałem się w znajomej (dorosłej). Na skutek moich zachowań, irytujących domowników, które miały związek z brakiem akceptacji dziewczyny, musiałem się wyprowadzić z powrotem z jedną torbą w ręku do pustego już i podniszczonego domu na wsi. Wegetowałem tam jak menel i sms-owałem z dziewczyną. Po dwóch tygodniach dom spalił się na skutek moich zaniedbań. Musiałem się wyprowadzić. W rezultacie wylądowałem w Hare Kryszna, bo jak słusznie przypuszczałem mogli mnie tam przygarnąć. Na początek trochę popracowałem na komputerze u prezydenta świątyni. Wieczorem, pierwszego dnia pobytu w Hare Kryszna podeszła do mnie młoda dziewczyna, nie wiem, wyglądała na 15, 16 lat, nie mniej, dała mi kulkę ladu (lokalny przysmak) i poprosiła tęsknym tonem, żebym jeszcze nie wyjeżdżał. Byłem zdezorientowany, a następnego dnia już zakochany w dziewczynie. Budziłem się o 1 w nocy, szedłem na spacer i zacząłem pisać smsy do prezydenta świątyni o tym, że chciałbym być z tą dziewczyną, treści o legalizacji narkotyków w związku wyznaniowym, plus jakieś abstrakcyjne bzdury. Po trzech dniach takiej zabawy, przyszło mi do głowy, żeby nawiązać z dziewczyną jakiś głębszy kontakt i próbowałem ją objąć. Dziewczyna natychmiast zareagowała tekstem "Co Pan robi?" i poszła do świątyni. Wcześniej jednak prezydent zadzwonił do mojej mamy z którą miał jakiś dawny kontakt i powiedział, żeby przyjechała i interweniowała. Mama przyjechała z osobistą brygadą ratunkową. Jak ją zobaczyłem, od razu domyśliłem się o co chodzi. Bez żadnej rozmowy z mamą spakowałem się, wyjechałem ze świątyni, i udałem się na zakwaterowanie do szpitala psychiatrycznego. Powiedziałem, że spalił mi się dom i jestem rozchwiany. Przyjęli mnie bez problemu. Plus był taki, że się sam zgłosiłem, więc mogłem się sam wymeldować, co uczyniłem po 2 tygodniach. Chciałem być blisko dziewczyny z Hare Kryszna, więc ustaliliśmy z mamą, że wynajmie mi pokój za 600 zł. i będzie ten wynajem opłacać, ale na jedzenie muszę zarobić sobie sam. Nie wiedząc co robić wziąłem pożyczkę w Providencie i dokonałem malwersacji na koncie Paypal, zyskując w ten sposób 7000 zł. To się na mnie do dzisiaj mści. Uzyskane pieniądze przeznaczyłem na narkotyki. Przez miesiąc brałem narkotyki (marihuana, amfetamina, kokaina i mefedron) i pisałem blog, który pomógł mi uzyskać wgląd w uczucia do dziewczyny z Hare Kryszna oraz pozwolił na testowanie poszczególnych narkotyków przy pomocy postów i komentarzy na blogu. Marihuanę juz znałem. Amfetamina nie dawała specjalnych efektów. Kokaina dawała dużą kreatywność w zakresie pomysłów na teksty i powodowała "amerykańskie" myślenie (nie umiem tego inaczej określić). Natomiast Mefedron automatycznie kierował mnie na blogowanie o dziewczynie i odczuwanie głębokiego osobistego kontaktu z nią. Sporadycznie chodziłem do Hare Kryszna, ale dziewczyna się mną nie interesowała, dopóki nie wziąłem Mefedronu podczas wizyty w świątyni (zrobiłem to tak, żeby tego nikt nie widział). Gdy to zrobiłem, dziewczyna przez pół godziny spoglądała na mnie z ciekawością. Mefedron trzeba by zbadać pod tym kątem. Nie "atakowałem" dziewczyny więcej, wszystko pozostawało wyłącznie na blogu, jednak teksty na blogu (z wyjątkiem postów o dziewczynie) były oderwane od rzeczywistości, miejscami nawet wulgarne. W międzyczasie współlokator powiedział, że muszę się wyprowadzić, prawdopodobnie dowiedział się o narkotykach. Pieniądze się skończyły. Chodziłem jak cień dniami i nocami po mieście, cały czas pod wpływem intensywnie wcześniej branych narkotyków, odwiedzałem kościoły, w bliskości których słyszałem wewnętrzną muzykę, którą one mogły reprezentować i straciłem poczucie rzeczywistości. Pewnego dnia pojechałem za resztkę pieniędzy do rodzinnego miasta mojej żony, pochodziłem trochę po mieście i udałem się na przystanek autobusowy żeby wrócić do Warszawy bez pieniędzy. W którymś momencie podszedł do mnie przypadkowy mężczyzna i zapytał mnie, czy mam gdzie przenocować. Powiedziałem, że nie, i poszedłem z nim do jego mieszkania. Położyłem się spać, zasnąłem, rano się obudziłem i usłyszałem jak któryś z lokatorów wypowiada słowo "karma". Przestraszyłem się, że to dotyczy mnie. Pod wpływem impulsu spowodowanego tymi słowami poszedłem do sklepu nieopodal, w którym pracowała moja żona, bez ogródek otworzyłem kasę i zabrałem 480 zł. W międzyczasie żona zadzwoniła na policję. Policja szybko zainterweniowała i w krótkim czasie wylądowałem w areszcie śledczym w Grójcu, na 3-miesięczne wyjaśnienie sprawy. Już na początku pobytu napisałem manifest o zmianach, które trzeba przeprowadzić w kraju, poprosiłem współlokatorów w celi, żeby to podpisali razem ze mną i wysłałem pismo na adres sądu. W efekcie szybko zostałem skierowany do szpitala psychiatrycznego połączonego z więzieniem na Rakowieckiej w Warszawie. Miałem wybór, mogłem zostać w szpitalu, albo wrócić do aresztu w Grójcu. Przyjmująca mnie lekarz była bardzo sympatyczna i przekonująca. Postanowiłem zostać w więziennym szpitalu. Podczas pobytu w tym szpitalu dalej miałem urojenia związane z dziewczyną z Hare Kryszna. Po dwóch tygodniach poprosiłem o przeniesienie do regularnej celi, ponieważ nie mogłem się zaadaptować do warunków wieloosobowej sali w szpitalu i niepisanych reguł więziennych. W wypisie ze szpitala psychiatra napisała informację o tym jakie brałem narkotyki i rzetelny opis każdego z narkotyków z osobna w kwestii tego jak one na mnie wpływały. Wyjątkowe podejście, niestety nie mam już tego wypisu. Następnie przez 3 miesiące przebywałem w 3-osobowej celi gdzie czułem się bardzo dobrze. Pisałem po ścianach, testowałem autorskie formy komunikacji ze współlokatorami i wciągałem więzienny proszek do prania o nazwie K-dzienny, w zastępstwie narkotyków. To na mnie bardzo dobrze wpływało. W międzyczasie zrobiłem małą prowokację i wysłałem do prokuratury list w którym obiecałem nie molestować więcej dziewczyny z Hare Kryszna, jeśli dostanę warunkowe zwolnienie. Prokuratura podchwyciła temat i zaczęło się dochodzenie w tej sprawie. Niestety było z góry skazane na niepowodzenie, bo okazało się, że dziewczyna miała 23 lata, a nie 16. Po 3 miesiącach wróciłem do aresztu śledczego w Grójcu i zacząłem pisać swoje przemyślenia w zeszytach, a także pomysły na unikalne domeny internetowe. Po 8 miesiącach przebywania w aresztach, dostałem skierowanie na internację do szpitala psychiatrycznego w Kościanie. Cały czas bylem pod wpływem narkotyków i byłem pobudzony początkowo prezentując lekarzowi treści, które nie do końca kontrolowałem. Jednak leki, które mi podano w szpitalu, spowodowały znowu ucisk w głowie i zacząłem ponownie wegetować. Dostałem następujący, nieco tendencyjny wypis ze szpitala. "Pacjent od kilku lat bywa hospitalizowany psychiatrycznie, ale nie kontynuuje w zasadzie leczenia ambulatoryjnego. Do WSN w Kościanie skierowany z Aresztu Sledczego, gdzie przebywał 8 miesięcy. Podjęto tam próbę leczenia, ale pacjent nie współpracował. Przewlekle utrzymywały się objawy wytwórcze, bez wyraźnej komponenty afektywnej. Także na oddziale początkowo spontanicznie prezentował urojenia prześladowcze (to nieprawda - przyp.), wielkościowe, liczne dziwaczne i niedorzeczne treści, głównie seksualne (początkowo w szpitalu pisałem w Internecie, że jestem pedofilem - przyp.), ale także dotyczące używania substancji psychoaktywnych. Pseudologiczny, rezonerski, drażliwy, bezkrytyczny. Negował szkodliwość narkotyków i zapowiadał ich dalsze używanie. Jednocześnie na oddziale zastępczo wdychał proszek do prania. W efekcie leczenia szybko ustąpiły objawy chorobowe. Pacjent uzyskał pełny krytycyzm, dobrze współpracował w leczeniu. Farmakoterapię tolerował dobrze. Nieco wycofany społecznie, mało aktywny, utrzymywał jednak dobre relacje z matką. Po ustabilizowaniu zwolniony do domu w stanie umożliwiającym dalszą opiekę ambulatoryjną.". Po 3 miesiącach internacji w szpitalu, w 2015 r. wróciłem do mamy i przez 10 lat - do 2024 r. pozostawałem raczej w stanie bezczynności, wykonując proste konwersacje, unikając muzyki i Internetu, dużo leżąc bezmyślnie, z uciskiem w głowie i raczej brakiem perspektyw na zarabianie pieniędzy. Obecnie mieszkamy w warunkach polowych, w których muszę się angażować w pracę fizyczną, co mi nie do końca odpowiada. Od 10 lat biorę leki: Decaldol, Ketrel i Hydroxyzynę. 4 miesiące temu odstawiłem zastrzyki z Decaldolu, bo po 3 następujących po sobie głębokich świadomych snach, które skierowały mnie na nową drogę, uznałem, że zastrzyki uwłaczają mojemu wewnętrznemu poczuciu toższamości.
Dalej to już historia na Facebooku ale tam jestem pod innym nickiem. Raczej nie będę śledził tego wątku, bo obawiam się ostrej krytyki, więc przepraszam, po prostu musiałem to gdzieś napisać. Jeśli ktoś jest zainteresowany dalszym jej ciągiem to zapraszam na faceboook(dot)com/prostytucja.dziecieca

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Radość, ból i cierpienie

Takiego elaboratu tutaj się nie było na Forum, nie da się czytać, zostań lepiej przy Facebooku. Tu nie jest miejsce na takie opowiadania.

3

Odp: Radość, ból i cierpienie

This is truly one of the best articles I have ever read on this topic. The writing style is engaging, the information is accurate and extremely easy to understand.

Odp: Radość, ból i cierpienie

The scale of the futuristic world and the intensity of the mission create a truly immersive experience where players embody the struggle against overwhelming odds.

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Radość, ból i cierpienie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024