Mieszkam z moim partnerem od 6lat.Od 4lat jesteśmy rodzicami ślicznego chłopca.Cieszylismy sie,gdy na świat przyszedł nasz syn,ale z czasem gdy zaczął rosnąć pojawiły sie poważne problemy,gdyz u dziecka jest diagnozowane spektrum autyzmu.Nie mamy lekko,bo dziecko dużo choruje,od rówieśników pozostaje edukacyjnie daleko w tyle...My oboje pracujemy i ciągle się mijamy.Ja byłam zmuszona wziąść więcej na siebie,bo przecież "byłam bardziej zaradna zyciowo" i to mnie chyba przerosło.Przez dwa lata żyłam dzieckiem,obowiązkami,straciłam znajomych,bo nie miałam na nich czasu a jak wróciłam do pracy to było jeszcze gorzej-dom,dziecko,zakupy,praca...Zapomniałam o sobie,że kiedys miałam marzenia,uśmiechałam się,byłam towarzyska.Rodzina mojego partnera mnie nie lubi,więc nie biorą mnie pod uwage,nie rozmawiają ze mną a jak już to bardzo"służbowo".Za kazdym razem,kiedy mnie to bolało i chwilami musiałam wykrzyczec to swojemu partnerowi,że czuję się zle,samotna to on to bagatelizował i zamykał temat.Ostatnio zmieniłam prace i pracuje w nowym renomowanym salonie,ale nie jest tak,jak to miało byc mi obiecywane na rozmowie wstępnej i jest bardzo cięzko,pracuje po 12h na nogach,jestem zdołowana,ale pracuje,bo mam opłaty,życie kosztuje.Cały czas szukam czegos innego,ale nie mam nawet osoby,która by mnie wsparła psychicznie.Mój partner ze mną nie chce rozmawiac na ten temat,bo on ma swoja posade i jest mu tak wygodnie,nie mam koleżanek,bo kiedy mam je znalezć,jak ciągle jestem albo w pracy albo jezdze z dzieckiem po terapeutach.Czasem,jak mam dzien wolny to mój partner chyba celowo nie zawozi syna do przedszkola tylko mi go zostawia w domu,żebym nie miała chwili dla siebie.Czuje się,jak w więzieniu.I nie wiem,co się stało...kiedys normalnie rozmawialismy,wychodzilismy na miasto a teraz nie potrafimy sie dogadać w najprostszych kwestiach.Marzyłam o drugim dziecku,ale on go nie chce,bo boi się,że tez urodzi się autystyczne.Czasami mam wrażenie,że on mnie obwinia,ze to moja wina,że to dziecko się takie urodziło,bo miałąm bardzo ciężką ciąże i ciągle słysze tylko,że się zmieniłam,ze nie jestem taka,jak kiedyś,ale ja sama się niezmieniłam,to on mnie tak zmienił i wpędził w tą samotnośc,z której nie umiem wyjśc...
Podobne tematy
2 2014-04-11 00:12:30 Ostatnio edytowany przez słoiczek warszawski (2014-04-11 00:15:03)
a jak wyglądają relacje z Twoją rodziną?
3 2014-04-11 00:19:17 Ostatnio edytowany przez Marietta54 (2014-04-11 00:28:38)
To jest za duże obciążenie dla jednej osoby . Przecież Ty nie Jesteś samotną matką . Rozmawiaj z partnerem i walcz o podział obowiązków . Na dłuższa metę bez wsparcia , to zaciekawie nie wygląda .
4 2014-04-11 00:25:14 Ostatnio edytowany przez słoiczek warszawski (2014-04-11 00:25:53)
próbowałaś może kiedyś odwieść dziecko do przedszkola po takim numerze ze strony partnera?
moje relacje z moja rodzina są bardzo dziwne dla mnie-moja matka sie rozwiodła,gdy miałam zaledwie 3 m-ce,mój biologiczny ojciec nie chce mnie w ogóle znać i nawet nie chciał płacić na mnie alimentów,za które,jak dorosłam sama musiałam walczyć(bo się uczyłam).potem gdy miałam 9l,moja matka wyszła za mąz,ja dorosłam,stałam się bardzo szybko samodzielna(musiałam),poszłam do pracy i uczyłam się,w pracy poznałam mojego partnera,ale wtedy jeszcze był inny,weselszy,taki"uroczy" i jak to sie mówi potocznie "był w porządku"...Pracowałam z nim 3lata i dopiero,gdy odchodziłam z pracy zaczelismy sie spotykac-tak jakos samo to z siebie wyszło,głównie z jego strony.Potem niespodziewanie zaszłam w ciąże i byłam bardzo zaskoczona,bo kilka lat leczyłam się z problemów ginekologicznych i lekarze twierdzili,ze nie będe mogła miec dzieci.Spędziłam 6m-cy w szpitalu przykuta do łózka,syn ur,się pod koniec 8m-ca,jest wczesniakiem.Mieszkalismy rok u moich rodziców a potem wynajelismy sobie mieszkanie,bo dostałam dobra prace.Gdy sie wyprowadzilismy kontakt ze strony moich rodziców ograniczył sie prawie do zera i tak jest do tej pory.Nie miałam sytuacji,żeby moja matka sama z siebie przyjechała do nas kawe-nie-ona przyjezdza tylko,jak ma na miescie do pozałatwiania jakies sprawy i to raptem na pół godz i ucieka.Nigdy nie pytała,czy ja tak po ludzku jestem chociaz szczęśliwa?Doprowadziła do tego,ze stała się dla mnie obcą kobietą,z którą nie mam tematów do rozmów.I przykre jest to,ze nie mam nawet ani brata ani siostry-bliskiej mi soby,która tak zwyczajnie by ze mna usiadła i pogadała...Często nie śpie po nocach i mysle nad tym swoim zyciem,że dlaczego po mimo tylu kłód rzucanych mi pod nogi przez zycie ja nadal mam pod górke,nic sie nie układa...i tak na prawdę jestem z tym sama...Mój partner nie raz mówi,że siedze w domu,jak moja matka,ale ja nie mam przez niego żadnych kolezanek,jestem uwiązana w tym domu,w tych obowiązkach.Ostatnio miałam urlop i całe te 3tyg spędziłam w domu z dzieckiem,bo najpierw było chore a potem,jak na ironie nie było pogody,padało-3tyg wegetacji w domu...Ktos pytał,czy nie moge małego zawiesc do przedszkola,jak on pojedzie do pracy?-otóż nie mogę,bo przedszkole mój partner wybrał w porozumieniu ze swoimi rodzicami na drugim końcu miasta i ja nie mam karty do odbicia nawet,bo karte ma tylko on i jego matka,która zabiera nam małego,jak my jestesmy w pracy.Walcze teraz o zmiane przedszkola na integracyjne,bo synek z takimi podejrzeniami autystycznymi nie powinien chodzic do normalnego przedszkola no i z resztą integracyjne jest koło naszego bloku,więc dziecko miało by min drogi do przedszkola,ale naturalnie znowu mam problemy ze strony i jego i jego rodziny,ze chcę dziecku zaszkodzic i spieprzyć papiery czego kompletnie nie rozumiem,bo prawda jest taka,ze nasz synek nie daje sobie rady w normalnym przedszkolu i chce zrobic tak,aby to było dobre dla dziecka a nie wygodne dla nas,czego oczywiście znowu nikt nie rozumie i jestem,jak zwykle ta zła...
6 2014-04-11 11:21:31 Ostatnio edytowany przez słoiczek warszawski (2014-04-11 11:28:52)
myśle że przedszkole integracyjne to dobry pomysł Twój syn może tam w końcu poczuć się pewniej wśród rowieśników
Jeśli chodzi o przedszkole to bardzo dobry pomysł, by go zmienić. Dziecko autystyczne powinno mieć fachową opiekę specjalistyczną, gdzie opracowuje się program właściwy dla jego rozwoju. To nie jest proste dla rodziców i dla dziecka, które ma problemy z prawidłową komunikacją. Jeśli nie masz wsparcia w rodzinie, a widzę że nie , to powinnaś znaleźć sobie kogoś kto od czasu do czasu Cię wysłucha, wesprze czy pójdzie na spacer i napije się kawy. Może uda ci się tutaj, poza tym kiedyś rodzice takich dzieci wspierali się wzajemnie. Może u Ciebie w mieście są takie grupy. Czasami pomaga zwykła rozmowa z życzliwą osobą, by dzień nie wyglądał tak ponuro. Pozdrawiam mocno.