Witam. Na codzień jestem bardzo zajęta szkołą, zależy mi na nauce i nie mam czasu na chłopaka. Po za tym nie potrafie się zakochać, Nie wiem dlaczego.. tyle zauroczeń i tyle rozczarowań, aż stwierdziłam że to po prostu strata czasu żeby starać się o kogoś kto nie docenia Ciebie.. jesli ktoś się znajdzie to będzie. I od tamtego czasu nie potrafię się zakochać już...
Mam duże powodzenie, nie powiem. Piszą do mnie fajni, przystojni chłopacy. Ale nie potrafię nic do nich poczuć. Czasami nie mam czasu żeby odpisać im nawet, tak sporo ich pisze. Jak mam wolny weekend to chodze na randki nawet z chłopakami, którzy nie są w moim typie Dlatego, że nie mam co z sobą robić w weekendy.. w dodatku może coś z tego kiedyś będzie. Nigdy nic nie wychodzi, to po prostu milo spedzony czas ... i wciąż jestem sama. Na co dzień mi to nie przeszkadza, jestem pochłonięta nauką. Dopiero odczuwam tą samotność podczas gdy jest dużo wolnego, gdy nie mam co z sobą zrobić.. do kogo iść. Nawet moje przyjaciółki mnie olewają.. Gdy nie miały chłopaków, widywałyśmy się codziennie po pare godzin.. a teraz ten weekend musze spedzac z chlopakami poznanymi, bo samotnie siedziec nie potrafię a one są tak bardzo uzależnione od swoich chłopaków, że nawet nie mają godziny dla mnie.. bo bez siebie nie chodzą nigdzie. Gdy pytam dlaczego sie nie spotykamy to dostaje odpowiedz; a dlaczego nawet nie napsizesz czy sie spotkamy.. Tak, bo ja zawsze znajdywalam czas, byłam na zawołanie. Nauka nauką, ale jak przyjaciolka potrzbowała porady to zawsze rzucałam wszystko i szłam na pomoc. oni mają siebie a ja nie bede przeszkadzała, nie lubie sie narzucać.. I tak nie widujemy sie po za szkola w ogole (bo chodzimy do tej samej) Piszemy czasami, ona mi sie poradzi, ja jej też i na tym się kończy.
Mogłabym napisać, że moje życie nie ma sensu, jestem sama, nie mam chłopaka i moje przyjaciolki maja mnie gleboko w tylku, a ja wciąż jestem na ich zawołanie.
Ale przeciez nie moge caly czas widziec tylko tych negatywnych stron. Mówi się, że do wszystkiego da się przyzwyczaić.
Ostatnio miałam taką sytuację gdy naprawdę poczułam się samotna ...
jak wracałam z rodzicami od cioci i chciałam iść sobie na zakupy. Moi rodzice byli zmęczeni i mówili że mam sobie zadzwonić do koleżanek żebym sobie z nimi poszła. Na co ja odpowiedziałam: Pewnie są zajęci sobą, albo że nie beda mieli czasu, albo nie beda chcieli isc, po za tym nie chce sie narzucać. W drodze do domu spotkalam moja przyjaciolke jej chlopaka i ICH ZNAJomych i zapytałam gdzie ida.. na zakupy. Odpowiedziałam tylko Okej i wróciłam do domu ...PORYCZAŁAM SIĘ. dosłownie. jak małe dziecko..Przecież nie będę się narzucać im, skoro by chcieli to by się zapytali czy pójdę.
I w takim życiu częściej czuję się jak śmieć a nie jak człowiek.
Dodam, że jak ostatnio zaufałam chlopakowi, to tak mną manipulował i na końcu olał. I jak tu odnaleźć sens życia..
Można powiedzieć że całe moje zycie to szkoła, bo tylko tam mam przyjaciolki ktore zawsze poprawia mi humor, Ale mieszkają bardzo daleko i po za szkola rzadko sie widujemy. A w weekendy raczej do miasta nie przyjezdzaja
I jak tu odnaleźć sens życia..