Jak w temacie - Co sądzicie o ubogich ludziach decydujących się na dzieci ? Może sformułowanie tematu nie jest idealne, ale nie można pisać aż tylu znaków
Chodzi mi o sytuację kiedy wiadomo, że dochody nie pozwalają na normalne funkcjonowanie a nie dysponuje się mieszkaniem ani pomocą od rodziny. Powiedzmy jak pracuje tylko facet za powiedzmy te 2000 zł albo oboje pracują za 1500 każde z nich ? Wyobrażacie sobie wychowanie dziecka w takiej sytuacji ? Albo sytuacja kiedy dochody są jeszcze niższe i jest permanentne bezrobocie ?
Podobne tematy
Uważam że nie ma w tym nic złego. Są rodziny gdzie tylko facet pracuje a mają np.troje dzieci i za te 1500zł dają radę cały miesiąc. Nie żyją wylewnie ale dzieci głodne nie chodzą
Jest MOPS ale oni dają ochłapy a nie pieniądze w porównaniu z Niemcami czy innymi państwami, także tacy ludzie MAJĄ PRAWO DO POTOMSTWA.
Tylko jest pewna kwestia : są rodziny gdzie żadne nie pracuje a nie ukrywajmy jest dziecko za dzieckiem--no bo " uprawiać sex na potęgę " to rzecz prosta tylko gorzej o pieniądze by je móc jakoś na poziomie wychować.
Ja w żadnym wypadku nie odbieram nikomu prawa do posiadania potomstwa. Dla mnie tu chodzi o odpowiedzialność. Nie mógłbym znieść gdyby moje dziecko nie miało w życiu niczego poza pełnym talerzem. Żebym nie mógł kupić mu zabawek, ciuchów, zaprowadzić do prywatnego dentysty etc. Już nie wspomnę o wycieczkach i wczasach. Wydaje mi się, że ludzie robią dzieci bo robią i nie myślą o ich przyszłości. A w tych czasach jest jeszcze ciężej niż choćby 15 lat temu. Teraz dzieci są jeszcze bardziej dyskryminowane w klasie bo ktoś ma smartfona, ktoś był we Włoszech, ktoś ma fajny dom. Czy jest sens mieć dzieci i żyć z nimi w biedzie ? Oczywiście nie chodzi mi tu o luksusy tylko coś więcej niż coś w garnku.
4 2014-04-03 17:21:11 Ostatnio edytowany przez cisowianka (2014-04-03 17:22:02)
Znam rodzinę ktora ma 7 dzieci, ona raz pracuje on na rencie. Maja maly domek, warunkow moze superasnych nie maja. Dzieci glodne nie chodza, ubrania tez maja ladne, zadbane na wycieczki jezdza szkolne - a co najwazniejsze jedno drugiemu pomaga i widać ze sie kochają. Pewnie korzystaja z pomocy innych bo raczej dochodu duzego nie maja. Sama raczej bym sie nie podjela takiej gromadki
ale uważam ze kazdy ma prawo do potomstwa oczywiście mowie o rozsądnych ludziach.
Ja w żadnym wypadku nie odbieram nikomu prawa do posiadania potomstwa. Dla mnie tu chodzi o odpowiedzialność. Niemógłbym znieść gdyby moje dziecko nie miało w życiu niczego poza pełnym talerzem. Żebym nie mógł kupić mu zabawek, ciuchów, zaprowadzić do prywatnego dentysty etc. Już nie wspomnę o wycieczkach i wczasach. Wydaje mi się, że ludzie robią dzieci bo robią i nie myślą o ich przyszłości. A w tych czasach jest jeszcze ciężej niż choćby 15 lat temu. Teraz dzieci są jeszcze bardziej dyskryminowane w klasie bo ktoś ma smartfona, ktoś był we Włoszech, ktoś ma fajny dom. Czy jest sens mieć dzieci i żyć z nimi w biedzie ? Oczywiście nie chodzi mi tu o luksusy tylko coś więcej niż coś w garnku.
wiesz, ile jest samotnych, nieszczęsliwych dzieciaków z problemami w rodzinach, w których rodzice stawiają na zabawki, ciuchy, prywatne zajęcia i dentystów?
sytuacja, o której mówisz- on 2000 ona 1500 to nie żadna bieda i ubóstwo - to realia bardzo wielu rodzin w Polsce
u mnie, jak człowiek po studiach do pracy przychodzi, dostaje 2100 brutto
mojej znajomej w sklepie zaproponowano prace za 1000 zł netto (wiesz, umowa na pól etatu, a tak naprawde cały etat...)
to nie sytuacja finansowa zadecyduje o tym, jakim będziesz rodzicem i "na co się stać"
w PRL ludzie żyli ogólnie na dużo niższej stopie i jakoś się rozmnażali,
na początku lat 80-tych mieliśmy wyż demograficzny właśnie wtedy kiedy po okresie delikatnej poprawy szalał kryzys i brakowało dosłownie wszystkiego,
w latach 90-tych, kiedy też mieliśmy ewidentnie mniej niż teraz rodziło się jednocześnie więcej dzieci,
wymóg większych dochodów, by zdecydować się na dziecko to bardzo niedawny pomysł, a właściwie fanaberia,
gdyby wszyscy o dochodach mniejszych niż średnie teraz ulegli propagandzie, że potomka da się wychować tylko z pełnym portfelem, to nasz kraj zestarzał by się i naturalnie obumarł [!]
kiedyś było inaczej. Były pieluchy choćby, wielorazowego użytku, a dziś pampersy jednorazowe... Więc kwota wydawana na dziecko wzrosła. Kiedyś były książki do szkoły po bracie, siostrze, dziś co roku to nowe, kiedyś do zabawy chłopakowi wystarczała piłka i chęć biegania, dziś najnowszy komp i gierki wypasione. Dziś biedny, w sumie przeciętny myśli o dziecku inaczej, że ma wszystko mieć - tak następuje produkcja choćby młodzieży męskiej określanej jako - "cipy" - niezaradnych, nie umiejących zrobić nic ręcznie, prócz onanizmu, nie potrafiących nawet śrubki przykręcić, czy żarówki w aucie wymienić. Budowa kosiarki to czasem magia ![]()
8 2014-04-03 18:15:56 Ostatnio edytowany przez Mirko_81 (2014-04-03 18:20:35)
ano ludzie teraz jakoś bardziej miętcy są,
dziecko to codzienne wyrzeczenia,
jak nie zarabiasz dużo, to ogromne wyrzeczenia,
i masz rację: teraz jesteśmy mniej skłonni do ich podejmowania
idąc tokiem rozumowania niektórych ludzi: mnie i mojego rodzeństwa nie powinno wogóle być, bo przecież pochodzę z biednej, nawet jak na owe czasy, rodziny,
a teraz we firmie, w której pracuję, cała załoga na niższych stanowiskach [naprawdę sporo ludzi] zarabia tyle, że we Wa-wie ledwo za to żyją, śmieszne pieniądze, dosłownie,
i jakoś większość z nich chowa dzieciarnię na przekór modom i trendom
Kiedyś ludzie sobie radzili, było gorzej. Ale dzisiaj znowu są różnice klasowe w społeczeństwie. Wydaje mi się, że jedno dziecko to nie problem, gorzej jak jest ich więcej, mimo złej sytuacji finansowej. Czasami można sobie czegoś odmówić i dać to dziecku. Życie nie polega tylko na rzeczach materialnych, ważne jest by otaczać się odpowiednimi osobami, mieć poczucie że mam dla kogo żyć. To jest motywacją do codziennej egzystencji.
Ludzie ubodzy mają święte prawo do posiadania dzieci. Zresztą nikt im tego nie zabroni.
Kwestia jedynie świadomości. Bo dziecko to nie zabawka i kasa, którą proponuje MOPS jest śmieszna. 77 zł rodzinnego na miesiąc dla niemowlaka? Kpina.
Także nie ma co liczyć na MOPS.
Dobrze byłoby samemu móc zapewnić byt dziecku. I dobrze byłoby gdyby każdy brał to pod uwagę.
11 2014-04-03 18:23:43 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-04-03 18:31:10)
Ja w żadnym wypadku nie odbieram nikomu prawa do posiadania potomstwa (???) Dla mnie tu chodzi o odpowiedzialność. Niemógłbym znieść gdyby moje dziecko nie miało w życiu niczego poza pełnym talerzem. Żebym nie mógł kupić mu zabawek, ciuchów, zaprowadzić do prywatnego dentysty etc. Już nie wspomnę o wycieczkach i wczasach. Wydaje mi się, że ludzie robią dzieci bo robią i nie myślą o ich przyszłości. A w tych czasach jest jeszcze ciężej niż choćby 15 lat temu. Teraz dzieci są jeszcze bardziej dyskryminowane w klasie bo ktoś ma smartfona, ktoś był we Włoszech, ktoś ma fajny dom. Czy jest sens mieć dzieci i żyć z nimi w biedzie ?
BYĆ (człowiekiem)czy mieć (więcej, więcej, więcej...)?
Bo czemu interesuje Cię życie tych innych rodzin? Czyż musisz do nich swe własne zarobki dokładać?
Wszak NIKT nie wnika w to czy TY masz (wszystkie w/w "fanaberie")? Znaczy ta dyskryminacja z tytułu "nieposiadania" określa WYŻSZY poziom... MYŚLENIA? Dla KOGO takie podejście jest UWŁACZAJĄCE? Dla posiadaczy czy nie-posiadaczy?
W którym momencie POSIADANIA jest ono wystarczające, by móc z "otwartą" przyłbicą DECYDOWAĆ się na dziecko? Bo wstyd nie mieć DOŚĆ...? Żenujące
Nie zdecydowałabym się na dzieci jeśli nie byłoby mnie stać na odpowiedni poziom życia. Jakieś minimum musi być zapewnione.
a teraz we firmie, w której pracuję, cała załoga na niższych stanowiskach [naprawdę sporo ludzi] zarabia tyle, że we Wa-wie ledwo za to żyją, śmieszne pieniądze, dosłownie,
i jakoś większość z nich chowa dzieciarnię na przekór modom i trendom
Tak. Bo można. Jeśli jednak jedna tylko osoba pracuje to dość trudno. Dziś każdy chce dobrze zjeść, mieć urlop i najlepiej za granicę jechać, auto odpowiednie, mieszkanie super, albo dom i za tym ludzie biegają. A dziecko to dodatek w sumie i najlepiej by nie obniżało jakości życia. I tak się nie da, stąd narzekania - nie stać mnie na dziecko, dzieci...
Nie zdecydowałabym się na dzieci jeśli nie byłoby mnie stać na odpowiedni poziom życia. Jakieś minimum musi być zapewnione.
Prawda jest taka, że jeślibyś dostała ultimatum od lekarza, że masz 2,3 lata na zajście w ciążę i urodzenie dziecka, to byś nie pisała takich bzdur, a starała się o dziecko...
Jak w temacie - Co sądzicie o ubogich ludziach decydujących się na dzieci ? Może sformułowanie tematu nie jest idealne, ale nie można pisać aż tylu znaków
Chodzi mi o sytuację kiedy wiadomo, że dochody nie pozwalają na normalne funkcjonowanie a nie dysponuje się mieszkaniem ani pomocą od rodziny. Powiedzmy jak pracuje tylko facet za powiedzmy te 2000 zł albo oboje pracują za 1500 każde z nich ? Wyobrażacie sobie wychowanie dziecka w takiej sytuacji ? Albo sytuacja kiedy dochody są jeszcze niższe i jest permanentne bezrobocie ?
ale większość żyje za 2000 tysiące miesięcznie,ciezko jest ale zyją
czy ja bym się zdecydowała przy takich dochodach na dziecko? tak zdecydowałabym się
w życiu różnie bywa,raz się ma a raz nie,nikt nie ma gwarancji że cały czas praca będzie,lub jak ktoś ma jakiś swój biznes,że on ciągle bedzie przynosił jakieś normalne dochody
może zastanowiłabym się w kwestii mieszkaniowej,bo sprowadzić dziecko na swiat gdzie sie nie ma własnego kata,lub ma pokój w mieszkaniu rodziców które w całości ma 40 metrów ,to troche trudne jest do ogarnięcia,ale niestety i tak ludzie zyją
no i jak tu inni piszą świadomość to podstaw,bo rodzic 4,5 czy 9 dziecko przy 2 tysiącach miesięcznie to już bezmyślność
Nie zdecydowałabym się na dzieci jeśli nie byłoby mnie stać na odpowiedni poziom życia. Jakieś minimum musi być zapewnione.
A gdyby było cię stać i zrobiłabyś sobie dziecko, a potem byś wszystko straciła? Przecież w życiu nigdy nic nie wiadomo.
Lily89 napisał/a:Nie zdecydowałabym się na dzieci jeśli nie byłoby mnie stać na odpowiedni poziom życia. Jakieś minimum musi być zapewnione.
Prawda jest taka, że jeślibyś dostała ultimatum od lekarza, że masz 2,3 lata na zajście w ciążę i urodzenie dziecka, to byś nie pisała takich bzdur, a starała się o dziecko...
Jeszcze jest in vitro, zamrożone zarodki itp. Będę miała dziecko kiedy zechcę, a nie kiedy ktoś mi powie.
Lily89 napisał/a:Nie zdecydowałabym się na dzieci jeśli nie byłoby mnie stać na odpowiedni poziom życia. Jakieś minimum musi być zapewnione.
A gdyby było cię stać i zrobiłabyś sobie dziecko, a potem byś wszystko straciła? Przecież w życiu nigdy nic nie wiadomo.
Nie przewiduje takiej sytuacji. Staram się przewidywać.
Uważam, że jeżeli kogoś nie stać na dziecko, a mimo to się na nie decyduje, to jest nieodpowiedzialnym egoistą.
Dziecko to wielka odpowiedzialność.
ale to jest tak że jeden uważa że go przy dochodach 2 tysiące stac na dziecko,a drugi przy 10 tysiącach powie że go nie stać
Wiesz - kasa nie zastąpi miłości. Można żyć na trochę niższym poziomie za to stworzyć kochającą się rodzinę. Mieć jedno dziecko, gdy ma się niewysokie warunki finansowe moim zdaniem jest ok. Gorzej, gdy jest bieda a dzieci przybywa. Wtedy to już nieodpowiedzialność.
Uważam, że jeżeli kogoś nie stać na dziecko, a mimo to się na nie decyduje, to jest nieodpowiedzialnym egoistą.
Dziecko to wielka odpowiedzialność.
Czy kobieta, która ma szansę zajść w ciążę w późnym wieku, a nie ma pieniędzy by zapewnić życie dziecku zgodne z normami obowiązującymi jest egoistką?
Piszesz tak, jakby dzieci mogli mieć tylko bogaci... Pomyśl zanim coś napiszesz..
Remi napisał/a:Lily89 napisał/a:Nie zdecydowałabym się na dzieci jeśli nie byłoby mnie stać na odpowiedni poziom życia. Jakieś minimum musi być zapewnione.
Prawda jest taka, że jeślibyś dostała ultimatum od lekarza, że masz 2,3 lata na zajście w ciążę i urodzenie dziecka, to byś nie pisała takich bzdur, a starała się o dziecko...
Jeszcze jest in vitro, zamrożone zarodki itp. Będę miała dziecko kiedy zechcę, a nie kiedy ktoś mi powie.
Twój organizm ci powie kiedy na to ostatni dzwonek... Nie ma co się buntować. Po 40stce masz szanse marne, więc po co pisać, że będzie tak jak ty sobie życzysz?
Kim jest ubogi człowiek? Ile osób, tyle opinii. Dla mnie ubogim jest między innymi ten, który patrzy na świat i ludzi przez pryzmat kasy.
Podjęcie decyzji o spłodzeniu dziecka tylko mając gwarancje o zapewnieniu odpowiedniego standardu? "Odpowiedniego" czyli jakiego? Czy ten "odpowiedni" poziom to ciuchy markowe, a jeśli tak to z której półki? Czy to poziom Armani, Burberry, Prady, czy też 'tylko' dopasowane do wieku? Jeśli spędzanie z dziećmi wolnego czasu, to mowa o dwumiesięcznym wyjeździe na Malediwy, czy też polska wieś wystarczy? Jeśli odpowiednie jedzenie, to szynka parmeńska i kawior, czy też wystarczy, by było apetyczne i zdrowe? Jeśli odpowiednie warunki mieszkaniowe, to mieszkanie w apartamentowcu/250 metrowym domu w willowej dzielnicy, czy 'zwykłe' mieszkanie? I tak dalej, i tak dalej.
Tymczasem niemowlakowi jest naprawdę wszystko jedno jakie obsikuje ubranka, dziecku (dopóki dorośli nie przeleją na niego swego systemu wartości) jakiej marki ma na nogach buty. Dziecku potrzebni są dobrzy dorośli, którzy mają dla niego czas, zrozumienie, miłość, szacunek. Wielokrotnie spotykałam się ze smutnymi, nieszczęśliwymi dziećmi tych dorosłych żyjących na "odpowiednim" poziomie i szczęśliwymi dziećmi tych, u których złotówkę oglądało się z każdej strony.
Lily89 napisał/a:Remi napisał/a:Prawda jest taka, że jeślibyś dostała ultimatum od lekarza, że masz 2,3 lata na zajście w ciążę i urodzenie dziecka, to byś nie pisała takich bzdur, a starała się o dziecko...
Jeszcze jest in vitro, zamrożone zarodki itp. Będę miała dziecko kiedy zechcę, a nie kiedy ktoś mi powie.
Twój organizm ci powie kiedy na to ostatni dzwonek... Nie ma co się buntować. Po 40stce masz szanse marne, więc po co pisać, że będzie tak jak ty sobie życzysz?
In vitro, surogatka, adopcja... Jest mnóstwo możliwości.
26 2014-04-03 19:34:30 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-04-03 19:36:56)
w PRL ludzie żyli ogólnie na dużo niższej stopie i jakoś się rozmnażali,
na początku lat 80-tych mieliśmy wyż demograficzny właśnie wtedy kiedy po okresie delikatnej poprawy szalał kryzys i brakowało dosłownie wszystkiego,
w latach 90-tych, kiedy też mieliśmy ewidentnie mniej niż teraz rodziło się jednocześnie więcej dzieci,wymóg większych dochodów, by zdecydować się na dziecko to bardzo niedawny pomysł, a właściwie fanaberia,
gdyby wszyscy o dochodach mniejszych niż średnie teraz ulegli propagandzie, że potomka da się wychować tylko z pełnym portfelem, to nasz kraj zestarzał by się i naturalnie obumarł [!]
Ale przecież właśnie w tym kierunku wielkimi krokami zmierzamy...
Biedny nie oznacza automatycznie patologii i mnożenia się jak króliki. Dzieci z biedniejszych rodzin do wszystkiego praktycznie muszą dojść same to kształtuje charakter. Ktoś kto do wszystkiego sam doszedł jak dla mnie ma większą wartość od tego komu wszystko zostało podane na srebrnej tacy.
Skoro taki temat się pojawił to może należałoby rozważyć wprowadzenie w Polsce przepisów rodem z Chin, tylko u nas kto chciałby mieć dzieci, musiałby spełnić kryterium dochodowe, jeśli nie to przymusowa aborcja...
A tą wypowiedź należałoby w ramkę oprawić:
Kim jest ubogi człowiek? Ile osób, tyle opinii. Dla mnie ubogim jest między innymi ten, który patrzy na świat i ludzi przez pryzmat kasy.
Podjęcie decyzji o spłodzeniu dziecka tylko mając gwarancje o zapewnieniu odpowiedniego standardu? "Odpowiedniego" czyli jakiego? Czy ten "odpowiedni" poziom to ciuchy markowe, a jeśli tak to z której półki? Czy to poziom Armani, Burberry, Prady, czy też 'tylko' dopasowane do wieku? Jeśli spędzanie z dziećmi wolnego czasu, to mowa o dwumiesięcznym wyjeździe na Malediwy, czy też polska wieś wystarczy? Jeśli odpowiednie jedzenie, to szynka parmeńska i kawior, czy też wystarczy, by było apetyczne i zdrowe? Jeśli odpowiednie warunki mieszkaniowe, to mieszkanie w apartamentowcu/250 metrowym domu w willowej dzielnicy, czy 'zwykłe' mieszkanie? I tak dalej, i tak dalej.
Tymczasem niemowlakowi jest naprawdę wszystko jedno jakie obsikuje ubranka, dziecku (dopóki dorośli nie przeleją na niego swego systemu wartości) jakiej marki ma na nogach buty. Dziecku potrzebni są dobrzy dorośli, którzy mają dla niego czas, zrozumienie, miłość, szacunek. Wielokrotnie spotykałam się ze smutnymi, nieszczęśliwymi dziećmi tych dorosłych żyjących na "odpowiednim" poziomie i szczęśliwymi dziećmi tych, u których złotówkę oglądało się z każdej strony.
Remi napisał/a:Lily89 napisał/a:Jeszcze jest in vitro, zamrożone zarodki itp. Będę miała dziecko kiedy zechcę, a nie kiedy ktoś mi powie.
Twój organizm ci powie kiedy na to ostatni dzwonek... Nie ma co się buntować. Po 40stce masz szanse marne, więc po co pisać, że będzie tak jak ty sobie życzysz?
In vitro, surogatka, adopcja... Jest mnóstwo możliwości.
Oczywiście. Życzę każdej z możliwości ![]()
Niektórzy tutaj mnie źle zrozumieli. Już pisałem, że nie odbieram nikomu prawa do potomstwa bo każdy ma swoje życie. Dałem za przykład zarobki przykładowe zupełnie (2000 facet lub 1500 + 1500zł), brak mieszkania. Moim zdaniem to jest zła o ile nie bardzo zła sytuacja. Przykładowo żyjąc w mieście 100-150 tysięcznym wynajęcie kawalerki to 800-1200 zł W przypadku 2 tysięcy złotych zostaje nam na życie 800-1200 (orientacyjnie - pewnie niektórzy znowu zepną poślad i będą krytykować) na trzy osoby. Czyli jedzenie, nierzadko opłaty, dojazd do pracy, ubrania etc. Sami wiecie jakie są wydatki. No i oczywiście wydatki na dziecko. Im starsze, tym więcej - oczywiście nie mamy żadnej pomocy od rodziny. I czy teraz wygląda to kolorowo ? To jest granica minimum egzystencji praktycznie. Każdy przypadek utraty pracy nawet na miesiąc to w takiej rodzinie katastrofa. Wiem, że w Polsce dziesiątki jeśli nie setki tysięcy rodzin tak żyją o ile nie gorzej i żadna propaganda Zielonej Wyspy tu nic nie zmieni. Moim zdaniem ludzie, których nie stać na dzieci nie powinni ich mieć (ale mogą - żeby czepialscy znowu nie interweniowali) bo to produkuje patologię (ciężkie przypadki rzecz jasna). Ktoś pisał, że kiedyś była większa bieda i niższa stopa życia i się więcej ludzi rodziło. Tylko, że wtedy bardziej pomagało państwo, były żłobki i inne formy pomocy. Poza tym mniej więcej każdy żył na podobnym poziomie i nie było takiego rozwarstwienia majątkowego co powodowało, że ludzie mieli mniejsze oczekiwania od życia. Przecież 25-30 lat temu ludzi w Polsce było chyba więcej a mieszkań dużo mniej a jakoś ludzie mieszkali. Teraz się każdy pakuje w kredyt lub wynajmuje, bo nie chce mieszkać z rodzicami (kiedyś to było dużo częstsze zjawisko). Kolejna kwestia to edukacja. Dziś jej nieodpłatność to jest fikcja. A za kilka lat pewnie wszystko będzie płatne. Bogatsze dzieci chodzą do szkół prywatnych, chodzą na języki, pianina, tańce i inne cuda. Biedniejsze są wykluczone społecznie. Może taniec to fanaberia, ale bogate dziecko (często rozwydrzone i rozpieszczone) ma w życiu o wiele większe szanse. Teraz trzeba mieć dużo większe kompetencje, żeby zdobyć jakąkolwiek pracę a 30 lat temu ktoś, kto dukał po angielsku był dyrektorem przedsiębiorstwa. Reasumując - mając niskie dochody ekstremalnie cieżko jest w tym kraju dobrze wychować dziecko i żeby miało perspektywy. A kto myśli, że jest inaczej to już jego sprawa. Posiadanie dziecka, żeby je posiadać ? Moim zdaniem bzdura.
Lamika napisał/a:Lily89 napisał/a:Nie zdecydowałabym się na dzieci jeśli nie byłoby mnie stać na odpowiedni poziom życia. Jakieś minimum musi być zapewnione.
A gdyby było cię stać i zrobiłabyś sobie dziecko, a potem byś wszystko straciła? Przecież w życiu nigdy nic nie wiadomo.
Nie przewiduje takiej sytuacji. Staram się przewidywać.
Problem w tym że nie wszystko w życiu da się przewidzieć.
Mój wujek miał dobrze płatną pracę, Ożenił się, ma dwójkę dzieci, starsze obecnie w technikum. Żona nie pracuje od czasu urodzenia pierwszego dziecka. Żyło im się nieźle. Nie jakoś bajecznie, ale przeciętnie. 3 lata temu wujek stracił pracę. Nikogo nie interesowało że jest jedynym żywicielem rodziny a dzieci wymagają opieki specjalistycznej. Od trzech lat bezskutecznie szuka pracy. Ima się od czasu do czasu różnych zajęć ale jest tylko na chwilę i za psie pieniądze. Jego żona do pracy się już nie nadaje, albo też nie chce iść do pracy z lenistwa. (nie będę tu wnikać bo akurat to teraz nieistotne). Dobrze że babcia jeszcze żyje i jakoś finansowo stara im się pomagać, ale też przecież wszystkiego im nie odda bo sama musi za coś żyć.
Nie twierdzę oczywiście że każdego coś takiego spotka. Tak tylko daję przykład jakie życie może być nieprzewidywalne. Fajnie jak jest przynosi nam miłe niespodzianki, ale gorzej jeśli wręcz przeciwnie.
Tomasinho, bardzo dobrze zrozumiałam to, co napisałeś. I mój post był odpowiedzią m.in. na to, co Ty napisałeś.
Uważam, że jeżeli kogoś nie stać na dziecko, a mimo to się na nie decyduje, to jest nieodpowiedzialnym egoistą.
Dziecko to wielka odpowiedzialność.
to ile powinno sie zarabiac Twoim zdaniem ? Żeby stać bylo na dziecko.
Niby wszyscy mają prawo do dzieci, ale dzieci też mają prawo do dorastania bez towarzyszącgo im co dnia starchu egzystencjonalnego. Trzeba pamiętać, ze nawet małe dzieci to wyczuwają i ze względu na wiek gorzej to znoszą niż ich dorośli rodzice.
Moim zdaniem nie chodzi o ustalanie jakichś limitów dochodów. Pytanie jest czy chcielibyście żeby Wasze dzieci odczuwały jakieś braki i czuły się gorsze. Ja też uważam, że wychowanie dziecka to nie tylko kasa, ciuchy i wakacje ale niestety nic nikt nie daje za darmo. Ja bym chciał, żeby moje dziecko mogło pojechać na wakacje choćby na polską wieś a mnóstwo rodzin nie ma nawet takiego komfortu. Dla przeciętnego Polaka misją życiową jest kupić sobie mieszkanie a wychować do tego dziecko to jest sajgon. Może następne pokolenie będzie miało lepiej czyli dzieci obecnych dwudziestokilku-trzydziestolatków. Coś kiepsko się toczy debata a temat jak najbardziej ciekawy.
34 2014-04-03 20:23:57 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-04-03 20:25:50)
Cynicznahipo napisał/a:Uważam, że jeżeli kogoś nie stać na dziecko, a mimo to się na nie decyduje, to jest nieodpowiedzialnym egoistą.
Dziecko to wielka odpowiedzialność.Czy kobieta, która ma szansę zajść w ciążę w późnym wieku, a nie ma pieniędzy by zapewnić życie dziecku zgodne z normami obowiązującymi jest egoistką?
Piszesz tak, jakby dzieci mogli mieć tylko bogaci... Pomyśl zanim coś napiszesz..
Remi, jest różnica między zapewnianiem dziecku podstawowych warunków, a kupowaniu mu śpiochów ze złotego jedwabiu!
Więc może Ty pomyśl, zanim coś napiszesz.
Jak ktoś nie może zapewnić nawet podstawowych warunków, to nie, nie powinien się decydować na dziecko, nawet, jeśli to ostatni dzwonek. Bo dziecko powietrzem nie nakarmisz.
I tu nie chodzi o ilość pieniędzy. Co to w ogóle za pytanie, ile trzeba zarabiać? A tyle, żeby Ci wystarczyło na pampersy, jedzenie, podstawowe rzeczy dla dziecka. Nie wiem, przecież to logiczne?
Ok. Kochająca matka- jest. Kochający ojciec- jest. Ból brzucha z głodu- jest. Tak jest lepiej?
Nikt nie mówi o markowych ciuchach, najdroższych zabawkach czy małych najeczkach. Ale kurna...Jak widzę zakatarzonego dzieciaka, jak wsuwa chleb z masłem na zimnie to trafia mnie szlag. Wątpię, aby to dziecko było szczęśliwe. To się po prostu widzi. Może nie powie wprost bo samo nie rozumie, ale myślę, że jest nieszczęśliwe.
I to bardzo.
Zgadzam się z cynicznąhipo i kilkoma innymi osobami. Dziecko nie potrzebuje markowych ciuchów, wyjazdów zagranicznych i innych "luksusów", natomiast potrzebuje jedzenia, ubrań, pieluch i tym podobnych rzeczy. Jeżeli ktoś ledwo wiąże koniec z końcem i i tak postanawia mieć dziecko, to jest to po prostu nieodpowiedzialność - przecież wraz z jego narodzinami pieniądze z nieba nie spadną.
37 2014-04-03 20:45:55 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2014-04-03 20:51:57)
niestety ja zgadzam się z tomasinho. niemowlę może i owszem ma w swoim słodkim nosku na jakie pieluchy będzie robił i na jakiej "stancji" mieszkał jednak mam wrażenie że ci którzy tak "pięknie" pisali o "rodzicielstwie z miłości" zapomnieli o realiach na jakie będzie narażone dziecko z ubogiej rodziny. miłość miłością ale nikt mi nie powie że do wychowania dziecka nie potrzeba masy pieniędzy i to właśnie owa kasa (choć bardzo chcemy by było inaczej ale to w bajkach i hollywoodzkich filmach) niekiedy bardzo boleśnie determinuje jakość życia tego młodego człowieka. mogłabym tu sypać przykładami z rękawa i końca by nie było widać. ja wiem że wartości i ideały to piekna sprawa i jakże nam potrzebna do duchowej strawy ale powiedzcie młodemu człowiekowi wytłumaczcie mu że nie pojedzie na wycieczkę szkolną bo jego mamy nie stać na to (przykład z autopsji u mojego syna w klasie rodzice zamożniejsi zbierali dla tego chłopca pieniądze by mógł jechać). powiedzcie dziecku że nie będzie jadło obiadów w szkole bo to wydatek około 45zł i mamy na to nie stać dlatego będzie jadł go dopiero w domu (kolejny przykład z autopsji bo sama sponsorowałam dziecku obiady oczywiście jako anonimowy darczyńca). mogłabym tak tu elaborat napisać jak piękne życie miały owe z niesamowitej miłości poczęte dzieci a w niektórych przypadkach napisać koniec ich historii. znam jedną rodzinę gdzie dzieci poczęte w domu pełnym religijnych dogmatów wartości wszelakich niesamowicie czystym ale biednym "wyszły" na ludzi choć obecnie przędą bardzo ciężko. jednak w tej historii to matka polka styrana latami ciężkiej pracy obecnie tkwi w głębokiej depresji pozbawiona sensu życia wypalona ledwo tląca się złożyła na ołtarzu swe życie i spędza przed nim wiele godzin tygodniowo znajdując w kościele chwile ukojenia. choć i to nie do końca pomaga bo łzy wypełniają jej zmęczone oczy. za to mam znajomych zamożnych i tu zgoła życie ich i ich dzieci wygląda inaczej. i wcale nie chodzi o markowe ciuchy czy inne bzdety tu chodzi o kurs angielskiego tu chodzi o obóz językowy w innym kraju o zwiedzanie o poznawanie świata ludzi kultur o MOŻLIWOŚCI jakie dają pieniądze. czy ktokolwiek z was pomyślał co może czuć młody człowiek który wchodzi w dorosłe życie w życie towarzyskie gdzie go praktycznie na nic nie stać?! ani nie pójdzie z kumplami do kina ani na pizze ani nie zaprosi dziewczyny na zwykłą coca colę bo go nie stać! a na prace jeszcze za wcześnie. a co z dziećmi które muszą co jakiś czas zmieniać szkołę bo rodzice musza zmieniać mieszkania które wynajmują?! albo mieszkają jeden na drugim. sąsiadka obok 6 ro w dwu pokojowym mieszkaniu. dzieci do pełnoletności spały "na waleta" w jednym małym pokoiku dokładnie w takim w jakim ja spałam sama za ścianą. czy ktoś pomyślał o ich komforcie życia o ich prawie do PRYWATNOŚCI!? nie wiem ja uważam że jeśli nie jestem w stanie zapewnić dziecku GODNEGO życia a nie wegetacji nie powinnam go mieć i skazywać na męczarnie bo ja mam egoistyczną potrzebę jego posiadania i mało mnie obchodzi że będzie się przez kilkanaście lat męczyło. to taka trochę polska mentalność mam wrażenie napłodzić dzieci a potem się martwić. zero odpowiedzialności i po najniższej linii oporu byle do przodu. zamiast pomyśleć i zastanowić się czy na pewno ta bardzo poważna decyzja jest słuszna i czy my jesteśmy w stanie jej SPROSTAĆ bo możemy mieć w głowie cały wór banałów o miłości i innych bzdetach tułając się całe życie po obcych mieszkaniach z najniższą krajową ledwo wiążąc koniec z końcem.
Dla mnie najwazniejsze jest to aby dziecko mialo co zjesc codziennie , ubrane żeby bylo - nie chodzi o markowe ciuchy i o Male przyjemnosci . Tu nie chodzi o luksus a o to aby dziecko czulo sie bezpiecznie
Reasumując to wszystko, chodzi o to, aby zapewnić dziecku podstawy.
Jedzenie nie musi być drogie, ważne, aby codziennie było coś ciepłego do zjedzenia. Ciuchy nie muszą być markowe, ważne, aby były czyste i schludne, a zabawki nie muszą być drogie. Ważne, aby dziecko w ogóle miało jakiś swój drobiazg.
Równie dobrze matka dziecka, które skarży się na to, że jest głodne, może mu powiedzieć 'Przecież Cię kocham', ale czy to sprawi, że dziecko będzie syte?
No miłością matki to raczej się ono nie naje...
Dla mnie najwazniejsze jest to aby dziecko mialo co zjesc codziennie , ubrane żeby bylo - nie chodzi o markowe ciuchy i o Male przyjemnosci . Tu nie chodzi o luksus a o to aby dziecko czulo sie bezpiecznie
No i ja się z tym zgadzam - jeśli możesz zapewnić dziecku podstawowe warunki, to wszystko jest ok.
Dziecko nie musi być ubrane jak z journal'u, wystarczy, że będzie ubrane zgodnie z porą roku i że będzie czyste.
Do tego nie mus jeść wykwintnych potraw typu owoce morza, wystarczy ciepła zupa i kotlet na drugie danie.
Nie musi mieć stu pięćdziesięciu zabawek z Fisher Price'a, może mieć drewniany samochód albo szmacianą lalkę.
Książki do szkoły mogą być używane, tak samo, jak ciuchy, zabawki, wózki, inne pierdoły.
To jest jak najbardziej ok. Ale musi mieć zapewnione podstawowe rzeczy. A nie wszyscy mogą je zapewnić.
Ci, co nie mogą, niech lepiej o dzieciach nie myślą.
41 2014-04-03 21:04:26 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2014-04-03 21:05:41)
cisowianka napisał/a:Dla mnie najwazniejsze jest to aby dziecko mialo co zjesc codziennie , ubrane żeby bylo - nie chodzi o markowe ciuchy i o Male przyjemnosci . Tu nie chodzi o luksus a o to aby dziecko czulo sie bezpiecznie
No i ja się z tym zgadzam - jeśli możesz zapewnić dziecku podstawowe warunki, to wszystko jest ok.
Dziecko nie musi być ubrane jak z journal'u, wystarczy, że będzie ubrane zgodnie z porą roku i że będzie czyste.
Do tego nie mus jeść wykwintnych potraw typu owoce morza, wystarczy ciepła zupa i kotlet na drugie danie.
Nie musi mieć stu pięćdziesięciu zabawek z Fisher Price'a, może mieć drewniany samochód albo szmacianą lalkę.
Książki do szkoły mogą być używane, tak samo, jak ciuchy, zabawki, wózki, inne pierdoły.
To jest jak najbardziej ok. Ale musi mieć zapewnione podstawowe rzeczy. A nie wszyscy mogą je zapewnić.
Ci, co nie mogą, niech lepiej o dzieciach nie myślą.
a ja bym chciała się dowiedzieć co to jest albo co się zalicza do "podstawowych warunków"? czy do nich zalicza się również prawo do prywatności do godnych warunków bytowych? czy także dostęp do podstawowych możliwości jakie oferuje nam świat? czy także zaliczają się do tego podstawowe możliwości do korzystania z dóbr kultury naszej (kino, teatr, opera, koncerty, zakup hobbistycznej prasy)? gdzie są "warunki normalne" a gdzie już zaczyna się "luksus"? czy luksusem jest własne łóżko i przestrzeń? czy luksusem jest posiadanie komputera jako podstawowego w dzisiejszych czasach (chcianego czy nie) środka komunikacji i narzędzia pracy? czy luksusem jest posiadanie przez dziecko środków własnych w postaci kieszonkowego by mogło realizować we własnym zakresie swoje potrzeby i przyjemności drobne? czy luksusem jest możliwość korzystania z dobrodziejstw wyjazdów kolonijnych czy obozowych? itp. itd. bardzo ciekawa jestem waszych opinii gdzie jest "luksus" gdzie "normalność" a gdzie zaczynają się "uwłaczające warunki bytowo społeczne".
Cynicznahipo napisał/a:cisowianka napisał/a:Dla mnie najwazniejsze jest to aby dziecko mialo co zjesc codziennie , ubrane żeby bylo - nie chodzi o markowe ciuchy i o Male przyjemnosci . Tu nie chodzi o luksus a o to aby dziecko czulo sie bezpiecznie
No i ja się z tym zgadzam - jeśli możesz zapewnić dziecku podstawowe warunki, to wszystko jest ok.
Dziecko nie musi być ubrane jak z journal'u, wystarczy, że będzie ubrane zgodnie z porą roku i że będzie czyste.
Do tego nie mus jeść wykwintnych potraw typu owoce morza, wystarczy ciepła zupa i kotlet na drugie danie.
Nie musi mieć stu pięćdziesięciu zabawek z Fisher Price'a, może mieć drewniany samochód albo szmacianą lalkę.
Książki do szkoły mogą być używane, tak samo, jak ciuchy, zabawki, wózki, inne pierdoły.
To jest jak najbardziej ok. Ale musi mieć zapewnione podstawowe rzeczy. A nie wszyscy mogą je zapewnić.
Ci, co nie mogą, niech lepiej o dzieciach nie myślą.a ja bym chciała się dowiedzieć co to jest albo co się zalicza do "podstawowych warunków"? czy do nich zalicza się również prawo do prywatności do godnych warunków bytowych? czy także dostęp do podstawowych możliwości jakie oferuje nam świat? czy także zaliczają się do tego podstawowe możliwości do korzystania z dóbr kultury naszej (kino, teatr, opera, koncerty, zakup hobbistycznej prasy)? gdzie są "warunki normalne" a gdzie już zaczyna się "luksus"? czy luksusem jest własne łóżko i przestrzeń? czy luksusem jest posiadanie komputera jako podstawowego w dzisiejszych czasach (chcianego czy nie) środka komunikacji i narzędzia pracy? czy luksusem jest posiadanie przez dziecko środków własnych w postaci kieszonkowego by mogło realizować we własnym zakresie swoje potrzeby i przyjemności drobne? czy luksusem jest możliwość korzystania z dobrodziejstw wyjazdów kolonijnych czy obozowych? itp. itd. bardzo ciekawa jestem waszych opinii gdzie jest "luksus" gdzie "normalność" a gdzie zaczynają się "uwłaczające warunki bytowo społeczne".
Dla mnie to są retoryczne pytania. Bo chyba logiczne jest, że jak Cię nie stać na jedzenie i pampersy, to na kieszonkowe i komputer tym bardziej nie będzie?
Przepraszam, a od kiedy podstawą jest komputer w każdym domu? Od kiedy podstawą jest chodzenie z dzieckiem do opery?
Ja piszę o skrajnościach, gdzie rodzice nie mają z czego dziecku kupić bułki, butów, pampersów, a Ty mi wyjeżdżasz z kieszonkowym... No weź się sama zastanów.
Pieniądze dają możliwości. Porządne wykształcenie, języki obce, podróże, kursy wszelakie hobby... To kosztuje.
karolcia_38 napisał/a:Cynicznahipo napisał/a:No i ja się z tym zgadzam - jeśli możesz zapewnić dziecku podstawowe warunki, to wszystko jest ok.
Dziecko nie musi być ubrane jak z journal'u, wystarczy, że będzie ubrane zgodnie z porą roku i że będzie czyste.
Do tego nie mus jeść wykwintnych potraw typu owoce morza, wystarczy ciepła zupa i kotlet na drugie danie.
Nie musi mieć stu pięćdziesięciu zabawek z Fisher Price'a, może mieć drewniany samochód albo szmacianą lalkę.
Książki do szkoły mogą być używane, tak samo, jak ciuchy, zabawki, wózki, inne pierdoły.
To jest jak najbardziej ok. Ale musi mieć zapewnione podstawowe rzeczy. A nie wszyscy mogą je zapewnić.
Ci, co nie mogą, niech lepiej o dzieciach nie myślą.a ja bym chciała się dowiedzieć co to jest albo co się zalicza do "podstawowych warunków"? czy do nich zalicza się również prawo do prywatności do godnych warunków bytowych? czy także dostęp do podstawowych możliwości jakie oferuje nam świat? czy także zaliczają się do tego podstawowe możliwości do korzystania z dóbr kultury naszej (kino, teatr, opera, koncerty, zakup hobbistycznej prasy)? gdzie są "warunki normalne" a gdzie już zaczyna się "luksus"? czy luksusem jest własne łóżko i przestrzeń? czy luksusem jest posiadanie komputera jako podstawowego w dzisiejszych czasach (chcianego czy nie) środka komunikacji i narzędzia pracy? czy luksusem jest posiadanie przez dziecko środków własnych w postaci kieszonkowego by mogło realizować we własnym zakresie swoje potrzeby i przyjemności drobne? czy luksusem jest możliwość korzystania z dobrodziejstw wyjazdów kolonijnych czy obozowych? itp. itd. bardzo ciekawa jestem waszych opinii gdzie jest "luksus" gdzie "normalność" a gdzie zaczynają się "uwłaczające warunki bytowo społeczne".
Dla mnie to są retoryczne pytania. Bo chyba logiczne jest, że jak Cię nie stać na jedzenie i pampersy, to na kieszonkowe i komputer tym bardziej nie będzie?
Przepraszam, a od kiedy podstawą jest komputer w każdym domu? Od kiedy podstawą jest chodzenie z dzieckiem do opery?
Ja piszę o skrajnościach, gdzie rodzice nie mają z czego dziecku kupić bułki, butów, pampersów, a Ty mi wyjeżdżasz z kieszonkowym... No weź się sama zastanów.
i właśnie o tym piszę. znajomość obsługi komputera to w dzisiejszych czasach niezbędne! głupi bankomat to też urządzenie elektroniczne. i tak właśnie większość się nie zastanawia nad tym co jest w stanie zapewnić dziecku. to nie czasy średniowiecza gdy ważne było to co człowiek zje, co ma ubrane i by zdrowe było. dlatego właśnie że ludzie nie zastanawiają się nad tym ich dzieci mają dużo gorszy start dużo gorsze możliwości i są skazane niekiedy na życie w beznadzieji. nie pisałam o podstawie chodzenia z dzieckiem do opery ale wyobraź sobie teraz dziecko z bardzo ubogiej rodziny które w dorosłym życiu zostaje zaproszone do opery. jego stres bark poczucia bezpieczeństwa bo nie zna tego. a co z kinem? przecież aż się nie będzie chciało wierzyć jeśli znajdzie się dziecko które powie "nigdy nie byłem w kinie rodziców nie było na to stać". co ono będzie czuło? jak się będzie czuło w śród rówieśników? czy ktoś o tym pomyślał. fajnie będzie najedzone i jakoś ubrane i kochane a co z resztą "świata"? podwórko i spacery? mnie właśnie ta krótkowzroczność poraża. byle ubrane najedzone i kochane i do przodu bo "jakoś to będzie". to nie do ciebie to do ogółu dyskusji. i dlatego pytam gdzie jest "normalność-podstawa" gdzie "luksus" a gdzie "godzenie w godność człowieka". i dalej nie wiem. czy my rozpatrujemy dziecko tylko w najmłodszych latach jego życia czy bierzemy jego życie jako całość np. do 18 roku? bo się trochę już pogubiłam.
45 2014-04-03 21:28:43 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-04-03 21:31:52)
Cynicznahipo napisał/a:karolcia_38 napisał/a:a ja bym chciała się dowiedzieć co to jest albo co się zalicza do "podstawowych warunków"? czy do nich zalicza się również prawo do prywatności do godnych warunków bytowych? czy także dostęp do podstawowych możliwości jakie oferuje nam świat? czy także zaliczają się do tego podstawowe możliwości do korzystania z dóbr kultury naszej (kino, teatr, opera, koncerty, zakup hobbistycznej prasy)? gdzie są "warunki normalne" a gdzie już zaczyna się "luksus"? czy luksusem jest własne łóżko i przestrzeń? czy luksusem jest posiadanie komputera jako podstawowego w dzisiejszych czasach (chcianego czy nie) środka komunikacji i narzędzia pracy? czy luksusem jest posiadanie przez dziecko środków własnych w postaci kieszonkowego by mogło realizować we własnym zakresie swoje potrzeby i przyjemności drobne? czy luksusem jest możliwość korzystania z dobrodziejstw wyjazdów kolonijnych czy obozowych? itp. itd. bardzo ciekawa jestem waszych opinii gdzie jest "luksus" gdzie "normalność" a gdzie zaczynają się "uwłaczające warunki bytowo społeczne".
Dla mnie to są retoryczne pytania. Bo chyba logiczne jest, że jak Cię nie stać na jedzenie i pampersy, to na kieszonkowe i komputer tym bardziej nie będzie?
Przepraszam, a od kiedy podstawą jest komputer w każdym domu? Od kiedy podstawą jest chodzenie z dzieckiem do opery?
Ja piszę o skrajnościach, gdzie rodzice nie mają z czego dziecku kupić bułki, butów, pampersów, a Ty mi wyjeżdżasz z kieszonkowym... No weź się sama zastanów.i właśnie o tym piszę. znajomość obsługi komputera to w dzisiejszych czasach niezbędne! głupi bankomat to też urządzenie elektroniczne. i tak właśnie większość się nie zastanawia nad tym co jest w stanie zapewnić dziecku. to nie czasy średniowiecza gdy ważne było to co człowiek zje, co ma ubrane i by zdrowe było. dlatego właśnie że ludzie nie zastanawiają się nad tym ich dzieci mają dużo gorszy start dużo gorsze możliwości i są skazane niekiedy na życie w beznadzieji. nie pisałam o podstawie chodzenia z dzieckiem do opery ale wyobraź sobie teraz dziecko z bardzo ubogiej rodziny które w dorosłym życiu zostaje zaproszone do opery. jego stres bark poczucia bezpieczeństwa bo nie zna tego. a co z kinem? przecież aż się nie będzie chciało wierzyć jeśli znajdzie się dziecko które powie "nigdy nie byłem w kinie rodziców nie było na to stać". co ono będzie czuło? jak się będzie czuło w śród rówieśników? czy ktoś o tym pomyślał. fajnie będzie najedzone i jakoś ubrane i kochane a co z resztą "świata"? podwórko i spacery? mnie właśnie ta krótkowzroczność poraża. byle ubrane najedzone i kochane i do przodu bo "jakoś to będzie". to nie do ciebie to do ogółu dyskusji. i dlatego pytam gdzie jest "normalność-podstawa" gdzie "luksus" a gdzie "godzenie w godność człowieka". i dalej nie wiem. czy my rozpatrujemy dziecko tylko w najmłodszych latach jego życia czy bierzemy jego życie jako całość np. do 18 roku? bo się trochę już pogubiłam.
Weź pod uwagę, że dziecko może nauczyć się korzystanie z komputera w szkole - jest coś takiego, jak informatyka.
Weź pod uwagę, że 16-latek może już sobie dorabiać roznosząc ulotki i na swoje przyjemności zarobić.
Weź pod uwagę, że dzisiaj komitet rodzicielski często składa się na sfinansowanie wycieczek biedniejszym dzieciom.
P.S I na koniec weź pod uwagę, że dzieci, które wychowały się w biedniejszych domach mają z reguły mniej roszczeniową postawę i cieszą się z drobiazgów. A nie ''moi rodzice są beznadziejni, bo kupili mi białego Ajfona, a ja chciałam czarnego! Idę się pociąć''.
I powtórzę - ja jestem za zapewnieniem dziecku elementarnych potrzeb. Nie luksusów. POTRZEB.
Karolcia 38 - lepiej bym tego nie ujął. Ci, którzy piszą o tym, że miłość jest najważniejsza (jest owszem ważna bo i bogate dziecko jej pozbawione nie będzie szczęśliwe) stawiają tę miłość przeciw materializmowi a inni z nas mówią tylko o ELEMENTARNYCH potrzebach! Ale oprócz tego człowiek ma też naturę społeczną. Ja sam musiałem mówić w klasie, że nie lubię kina bo mama nie miała dla mnie na bilet bo było nas czworo. Nie przelewało się u mnie, ale na szczęście wychowywałem się w takiej dzielnicy gdzie takich rodzin było dość sporo. To było 15-20 lat temu a dziś świat wygląda inaczej. Jak dla mnie KAŻDEGO pracującego powinno być stać na opłacenie choćby kawalerki, rachunków i wszystkich podstawowych kosztów utrzymania. To wszystko powinna pokrywać PŁACA MINIMALNA czyli zapewnić minimum godności. A w Polsce jest minimum egzystencji (a i to nie jestem pewien) za minimalną pensję. I gdzie tu mowa o dzieciach ? Co z tego, że dziecko będzie miało kochających rodziców i pełny brzuszek jak nic poza tym? Kolega będzie jeździł na rowerku, rowerku ! a ja nie bo rodzice nie mają. Czy rowerek to jest luksus ? O tym jest mój post i m.in Karolcia 38 wyznaje mój pogląd. Ludzie jak chcecie mieć dzieci to upewnijcie się, że oprócz miłości zapewnicie im jakieś warunki do rozwoju.
47 2014-04-03 21:42:38 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2014-04-03 21:45:05)
karolcia_38 napisał/a:Cynicznahipo napisał/a:Dla mnie to są retoryczne pytania. Bo chyba logiczne jest, że jak Cię nie stać na jedzenie i pampersy, to na kieszonkowe i komputer tym bardziej nie będzie?
Przepraszam, a od kiedy podstawą jest komputer w każdym domu? Od kiedy podstawą jest chodzenie z dzieckiem do opery?
Ja piszę o skrajnościach, gdzie rodzice nie mają z czego dziecku kupić bułki, butów, pampersów, a Ty mi wyjeżdżasz z kieszonkowym... No weź się sama zastanów.i właśnie o tym piszę. znajomość obsługi komputera to w dzisiejszych czasach niezbędne! głupi bankomat to też urządzenie elektroniczne. i tak właśnie większość się nie zastanawia nad tym co jest w stanie zapewnić dziecku. to nie czasy średniowiecza gdy ważne było to co człowiek zje, co ma ubrane i by zdrowe było. dlatego właśnie że ludzie nie zastanawiają się nad tym ich dzieci mają dużo gorszy start dużo gorsze możliwości i są skazane niekiedy na życie w beznadzieji. nie pisałam o podstawie chodzenia z dzieckiem do opery ale wyobraź sobie teraz dziecko z bardzo ubogiej rodziny które w dorosłym życiu zostaje zaproszone do opery. jego stres bark poczucia bezpieczeństwa bo nie zna tego. a co z kinem? przecież aż się nie będzie chciało wierzyć jeśli znajdzie się dziecko które powie "nigdy nie byłem w kinie rodziców nie było na to stać". co ono będzie czuło? jak się będzie czuło w śród rówieśników? czy ktoś o tym pomyślał. fajnie będzie najedzone i jakoś ubrane i kochane a co z resztą "świata"? podwórko i spacery? mnie właśnie ta krótkowzroczność poraża. byle ubrane najedzone i kochane i do przodu bo "jakoś to będzie". to nie do ciebie to do ogółu dyskusji. i dlatego pytam gdzie jest "normalność-podstawa" gdzie "luksus" a gdzie "godzenie w godność człowieka". i dalej nie wiem. czy my rozpatrujemy dziecko tylko w najmłodszych latach jego życia czy bierzemy jego życie jako całość np. do 18 roku? bo się trochę już pogubiłam.
Weź pod uwagę, że dziecko może nauczyć się korzystanie z komputera w szkole - jest coś takiego, jak informatyka.
Weź pod uwagę, że 16-latek może już sobie dorabiać roznosząc ulotki i na swoje przyjemności zarobić.
Weź pod uwagę, że dzisiaj komitet rodzicielski często składa się na sfinansowanie wycieczek biedniejszym dzieciom.P.S I na koniec weź pod uwagę, że dzieci, które wychowały się w biedniejszych domach mają z reguły mniej roszczeniową postawę i cieszą się z drobiazgów. A nie ''moi rodzice są beznadziejni, bo kupili mi białego Ajfona, a ja chciałam czarnego! Idę się pociąć''.
otóż to ma o wiele mniejsze możliwości właśnie to napisałaś i jest uzależnione od różnych instytucji - szkoły - komitetów rodzicielskich - mopsów itp. (jeśli chodzi o dorabianie akurat jestem za tym bo to bardzo kształtuje charakter). i tu właśnie rodzice nie wzięli tego pod uwagę że ich dziecko będzie zależne od tego czy komitet rodzicielski zbierze wystarczającą ilość pieniędzy dla niego na wycieczkę lub będzie miało reglamentację na naukę komputera lub choćby niemożność w ogóle z korzystania z niego w kontaktach z rówieśnikami. oczywiście to nie jest podstawa egzystencji człowieka to są zawiłe relacje społeczno-towarzyskie które położą się jak nic cieniem na życiu takiego dziecka. i nie chodzi wcale o to by kierować się w życiu takimi kryteriami przy decydowaniu o potomstwie ale omijanie tego szerokim łukiem i karmienie się ideologią jak nie ja to ktoś inny za mnie weźmie odpowiedzialność za jakość życia mojego dziecka (komitet szkolny, szkoła, mops itp.) jest dla mnie wyrazem braku odpowiedzialności. i to jest właśnie toksyczne krótkowzroczne i zwalniające z odpowiedzialności. zacznijmy najpierw od tego czy ja będę w stanie zapewnić dziecku warunki do godnego życia w SPOŁECZEŃSTWIE i czy zapewnię mu choć minimum MOŻLIWOŚCI jakie oferuje nam świat. nie ograniczajmy naszych dzieci do minimum bo w rzeczywistości przeceniamy nasze możliwości.
Przeniosłam do odpowiedniego działu.
Ludzie a kto da wam pewnosc ze dzisiaj decydujac sie na dziecko bo was stac,za 10 lat nie dojdzie do sytuacji ze nie macie kasy na buty zimowe dla dziecka za 80 zł? Przeciez w zyciu roznie bywa,mozna stracic prace,ktores z rodzicow moze zejsc z tego swiata,nie wszyscy sa w stanie odkladac zeby miec cos na czarna godzinę ,
Nie zaplanujecie sobie calego zycia bo sie nie da
Zgadzam sie z Cyniczną w tym temacie
Autorze, każdy ma prawo, aby miec dziecko - tylko żyjemy w takim chorym kraju, który utrudnia życie obywatelom.
Pieniądze, wycieczki, wykluczenie, bo nie ma się nowego modelu telefonu czy czegoś tam - zobacz, tak zachowują się dzieci.
A zastanów się, skąd biorą przykład? Z rodziców. Zwykle mawiam na takich: biedne dzieci bogatych rodziców.
Lily89 na Twoje posty po prostu brak słów. Widac, że jesteś młoda i niedojrzała.
Masz rację - nie każdy powinien miec dzieci - ja nie chciałabym, abyś była moją matką.
Po prostu przywykłam do pewnego poziomu życia i to samo chcę tego samego dla swojego dziecka. Nie mam zamiaru rezygnować też ze swoich ambicji.
Zależy co rozumiesz przez ubóstwo, brak pieniędzy na fanaberie jak napisano wyżej śpiochy ze złotego jedwabiu czy na jedzenie.
No i też trzeba brać pod uwagę że nie wszystko da się przewidzieć raz może być super cudownie, a za chwile możemy być na dnie, to się zdarza i wcale nie rzadko.
Uważam że nie ma w tym nic złego. Są rodziny gdzie tylko facet pracuje a mają np.troje dzieci i za te 1500zł dają radę cały miesiąc. Nie żyją wylewnie ale dzieci głodne nie chodzą
Jest MOPS ale oni dają ochłapy a nie pieniądze w porównaniu z Niemcami czy innymi państwami, także tacy ludzie MAJĄ PRAWO DO POTOMSTWA.
Tylko jest pewna kwestia : są rodziny gdzie żadne nie pracuje a nie ukrywajmy jest dziecko za dzieckiem--no bo " uprawiać sex na potęgę " to rzecz prosta tylko gorzej o pieniądze by je móc jakoś na poziomie wychować.
Zgadzam się. Moi rodzice też wiele nie mieli, więcej niż 3000 na 3 osoby, ale jednak też niewiele więcej, a zawsze dawaliśmy radę i mam wspaniałych rodziców. Nie uważam, by trzeba rezygnować z rodzicielstwa, bo ma się mało. Wiadomo, coś trzeba mieć, ale nawet jak jest te 2000 czy 3000 na rodziców, dziecko, to można dać radę, najważniejsze, by mieć co dać jeść, ubrać itp, a to przy takiej kwocie jest możliwe. Uważam tylko, że to jest niezbyt, gdyby np z tymi 2000 czy 3000 i mają wiele dzieci, to wtedy faktycznie, bo wtedy raczej któreś będzie niedożywione. A tak jak dla mnie jest ok. Przy takiej kasie można dobrze nią gospodarować i jest ok. Nikt wtedy głodem nie przymiera, jest co jeść. Dla mnie to jest podstawa, a przy dobrej gospodarności pewnie przy 2000 czy 3000 to się zapewni, czyli jedzenie itp. Fajnie jak jest jeszcze pomoc rodziny, u nas była, to ubranka można od kogoś wziąć itp.
Nataluszku, zgadzam się z Tobą, dlatego i przy tych 2000 czy 3000 można dać radę. Raczej jedno dziecko, nie więcej, ale jedno dziecko można dać radę moim zdaniem. Wszystko zależy od gospodarności itp. Teraz ciężej, bo wszystko coraz drożej, ale pewnie też możliwe. Dlatego moje zdanie jest takie, że biedni też mogą mieć dziecko i nie ma w tym nic złego. Jak są właśnie te podstawy: jedzenie i inne to dla mnie już jest ok no i najważniejsze to miłość. Może brzmi to naiwnie, ale uważam, że taka jest prawda. Samą miłością nie wyżywią, wiadomo, jak będą mieli 0 zł, ale jak są 2000 czy 3000 to już dadzą rade, nikt nie mówi, że będzie łatwo, ale jest to możliwe i ja w takiej sytuacji też bym zdecydowała się na dziecko.
Oczywiście najpierw bym wszystko podliczyła i lepiej nauczyła gospodarować pieniędzmi. No, ale też bym się zdecydowała. My dziecko planujemy za 2 lata, ja szukam stałej pracy, pewnie niedługo znajdę, mój zarabia raczej niedużo, ale zmieni i pewnie będzie miał trochę więcej. Mimo wszystko pewnie niedużo będziemy mieć, a i tak raczej zdecydujemy się na dziecko i wiem, że damy radę
No albo wyemigrujemy i może tam uda się zarobić więcej, jak tutaj teraz ciężko. No, ale nawet jak nie będzie wiele, to też zdecydujemy się, ważne, byśmy oboje pracowali i by chociaż te 3000 były czy 2000, wtedy się uda, nie będzie łatwo, wiadomo, ale uda się i dziecko i tak wtedy powołamy na świat i damy radę jak już pisałam.
Zgadzam się, u nas dużo kasy nie było, ale jedzenie, ciuchy zawsze. Wiadomo, często nie było mnie stać na coś markowego, ale ja się właśnie tym nie przejmowałam. Dlaczego? No bo dla mnie to nie jest właśnie ważne. Dlatego nie czuję się w żadnym stopniu pokrzywdzona. Mam też właśnie mało roszczeniową postawę, na pewno nie taką, że mi to się wszystko należy. Doceniam wartość pieniądza, myślę, że to dobrze. Sama po sobie wiem, ale znam też inne przykłady, że dziecko nie musi mieć wiele czy luksów by być szczęśliwe
Oczywiście jak już pisałam nie piszą o rodzinach, gdzie nie ma co zjeść, gdzie kompletnie żadnej pracy nie mają, tylko zasiłek, więc siłą rzeczy nic w lodówce nie ma.
Piszę jak w temacie o pracujących, ale zarabiających mało, razem 2000 lub 3000 i moim zdaniem oni będą mieli co do garnka włożyć, zwłaszcza jak dobrze gospodarują i spokojnie moim zdaniem mogą mieć dziecko i nie będzie to niczym złym
Ciuszki można jak pisałam kupić wtedy tanio, wziąć od kogoś, często rodzina daje wielu osobom np u mnie w rodzinie, więc pewnie i u innych tak jest itp. Dobrze gospodarując inne rzeczy dla dziecka też można kupić. No i podstawy są i mimo takich niedużych zarobków jak najbardziej moim zdaniem mogą sobie poradzić, więc jak dla mnie jest ok ![]()
Cyniczna, napisałaś: No i ja się z tym zgadzam - jeśli możesz zapewnić dziecku podstawowe warunki, to wszystko jest ok.
Dziecko nie musi być ubrane jak z journal'u, wystarczy, że będzie ubrane zgodnie z porą roku i że będzie czyste.
Do tego nie mus jeść wykwintnych potraw typu owoce morza, wystarczy ciepła zupa i kotlet na drugie danie.
Nie musi mieć stu pięćdziesięciu zabawek z Fisher Price'a, może mieć drewniany samochód albo szmacianą lalkę.
Książki do szkoły mogą być używane, tak samo, jak ciuchy, zabawki, wózki, inne pierdoły., otóż to, zgadzam się z Tobą, więc tytułowi rodzice mający te 2000 czy 3000 też mogą dać radę mając dziecko no i w porządku ![]()
Tak na marginesie, ja nie wiem, czy wszyscy pamiętają, że bodajże ok 2300 netto to średnia polska pensja...
ŚREDNIA.
Ja generalnie zgadzam się z przedmówcami, którzy pisali o PODSTAWOWYCH warunkach - ciepło w domu, ciepła woda w mieszkaniu, kasa na pieluszki, środki czystości, odpowiednie jedzenie, leki w razie czego, na jakieś zabawki, dziecko ma własne łóżeczko, w domu jest czysto i schludnie, dziecko ma odpowiednie ubrania i dla dziecka jest czas. Jak tak jest to w porządku.
Moi przyjaciele dłuższy czas mieszkali w jednym dużym pokoju z dwójką dzieci, z kasą też się nie przelewało, a lepiej wychowanych i mądrzejszych dzieci w życiu nie widziałam, chyba, że na filmie.
Z drugiej strony trzącha mnie jak 20-latka zaczynająca studia i mieszkająca gdzieś kątem w wynajętym pokoju uprawia seks bez zabezpieczenia a na pytanie o ciążę stwierdza, że "eee, jakoś se da radę". Dla mnie to co innego, jak dorośli, odpowiedzialni, świadomi ludzie podejmują decyzję o dziecku, a jedynym "ale" jest brak 50.000 oszczędności na koncie i własnego mieszkania, a co innego jak ktoś tam sobie po prostu wszystko olewa, bo wychodzi z założenia, że "jakoś tam będzie".
Vian, to prawda, taka jest często pensja w Polsce. Ogólnie wiadomo, nie powinno tak być, bo ludzie wykonują ciężką pracę, a dostają nieadekwatnie do niej, ale ogólnie jak już pisałam, jak dobrze się zarządza, to starczy te 2000 czy 3000 na trzy osoby, czyli rodziców i dziecko. Dla mnie jest ok, jak już pisałam. Oczywiście co innego jak pisałaś jak ktoś śpi kątem gdzieś, nie ma ani grosza już kompletnie. To inna sytuacja dla mnie.
Truskaweczka, 3000 zł na 3 osoby też uważam, że wystarczy. I to nie tylko na takie najbardziej podstawowe potrzeby. Przez jakiś czas sama utrzymywałam się za 1200 zł łącznie z wynajęciem mieszkania, a wystarczyło mi nawet, żeby od czasu do czasu gdzieś wyjechać ze znajomymi, nie mówiąc o kinie i jakichś innych drobiazgach - jasne, nie mogłam wtedy za bardzo szastać pieniędzmi, ale i nie czułam, że muszę liczyć każdy grosz. I wiem, że nawet jakbym miała ten 1000 zł, to bym się utrzymała, a jednak 3000 zł na 3 osoby, w tym małe dziecko, to więcej niż 1000 zł na 1 dorosłą osobę.
Dla mnie ci ubodzy ludzie z tematu, którzy nie powinni mieć dzieci, to ci, którzy nie są w stanie zapewnić mu sami praktycznie nic. Tak, jak ktoś wcześniej już wspomniał, nie wiem, czy nie cynicznahipo znowu, zrzucający odpowiedzialność za swoje dziecko na innych. Nie wiem, na jakiej zasadzie. Bo Bóg dał, to Bóg da jeść? Czy może "skoro wszystkim się JAKOŚ udaje, to nam też"? Tak można podejść do spraw nieobowiązkowych, że może się uda kupić mu nowe klocki, a stare po rodzicach się wyrzuci - no a jak się nie uda, to trudno. Ale ryzykować w sprawie jedzenia, pieluch itd?
Kolejna sprawa to to, że trzeba brać pod uwagę, że takie dziecko rośnie i zmienia swoje potrzeby. Nie wystarczy mu grzechotka i butla mleka, czy starte na paćkę jabłko zamiast gerberowych cudeniek. Dziecko będzie musiało mieć kilka par butów w zależności od pory roku, ubrań na różne okazje (jasne, może iść na rozpoczęcie roku w dresie czy starej koszulce, ale czy będzie się dobrze czuło?), książki do szkoły i całą resztę szkolnych "gadżetów" - mieliśmy w klasie chłopca, który długo się nie chciał przyznać do tego, że rodziców nie stać i na plastyce dostawał ciągle 1, za brak zadania itd. - bo nie było farb, plasteliny i innych rzeczy. Już nie chodzi o to, czy to dobre, czy złe, ale po prostu dla dziecka przykre i wstydliwe. A plastelinę ciężko nazwać towarem luksusowym. Kolejna sprawa - paczki na mikołaja. Gdzieś od IV klasy było losowanie i kupowało się prezenty w parach za określoną kwotę. 15 - 20 zł. Dziesięciolatkom nadal trudno się było przyznać, że to dla nich za dużo i nie będzie z czego kupić. W konsekwencji wszyscy się zgadzali, a potem kilkoro dziesięciolatków płakało, bo wszyscy dostali coś fajnego, oni też się naprzygotowywali, a "w zamian" dostali kilka cukierków, czekoladę, zwykły długopis czy cieniutki zeszyt. Potem, oczywiście, ze wstydu płakali również ci, co te prezenty dali. Nie zawsze biedniejsi rodzice informują nauczyciela o swojej sytuacji, czasem nauczyciel może też zapomnieć i wychodzi, jak wychodzi.
Argumenty za tym, że takie dzieci doceniają pieniądze, są odpowiedzialniejsze itp. - owszem, czasem tak jest. Czasami wprost przeciwnie - wynoszą z domu wzorce takie, jak widzieli. Kiedyś już zresztą o tym pisałam. Miałam w liceum koleżankę pochodzącą z biednej rodziny - kilkoro rodzeństwa, naprawdę się nie przelewało (dla zobrazowania - zrzuta po 2 zł na "coś tam" i jej odpowiedź, że to dla niej jest bochenek chleba), ale była naprawdę świetną dziewczyną. Była rozsądniejsza niż my wszystkie, chciała się wyrwać stamtąd, wszyscy ją lubili. Koniec końców na początku liceum zaszła w ciążę, nie wiem, czy skończyła szkołę, potem zdaje się kolejne dziecko, oczywiście dalej w domu rodzinnym - kolejne dwie osoby do wyżywienia, nie mam pojęcia, jak w tym momencie żyją i za co.
bardzo kontrowersyjny temat.
decydujac sie na dziecko musimy wiedziec ile kosztuje jego byt. I na niego miec.
Z drugiej strony , moja babcia pochodzi z rodziny wielodzietnej, wychowywali sie wszyscy w bardzo skromnych warunkach.Nie chcialabym , by jej nie bylo.
Mi się często wydaje, że ubodzy ludzie nie tyle decydują się na dzieci, co po prostu im to samo wychodzi bo są często mało wyedukowani w wielu sprawach. Bardzo natomiast mnie złoszczą rodziny które celowo "produkują" dzieci, a później wychodzą z założenia, że im się należy od państwa czy od innych. Badania jasno pokazują, że wykształcone kobiety rodzą mniej dzieci. Dzieje się tak zapewne dlatego, że mają świadomość, odpowiedzialności, kosztów utrzymania, wychowania itp.
Jak w temacie - Co sądzicie o ubogich ludziach decydujących się na dzieci ? Może sformułowanie tematu nie jest idealne, ale nie można pisać aż tylu znaków
Chodzi mi o sytuację kiedy wiadomo, że dochody nie pozwalają na normalne funkcjonowanie a nie dysponuje się mieszkaniem ani pomocą od rodziny. Powiedzmy jak pracuje tylko facet za powiedzmy te 2000 zł albo oboje pracują za 1500 każde z nich ? Wyobrażacie sobie wychowanie dziecka w takiej sytuacji ? Albo sytuacja kiedy dochody są jeszcze niższe i jest permanentne bezrobocie ?
To troche tak, jakby sie planowalo urlop na Dominikanie nie majac na to srodkow. Dziecko troche jednak kosztuje i wymaga jakiegos minimum. Jesli sami rodzice ledwie koniec z koncem wiaza, to z czego wykarmia i ubiora dodatkowa osobe? Nie odnosze sie do tych kwot, bo one mi wiele nie mowia ale osobiscie staralabym sie najpierw o polepszenie dochodow, potem o dziecko.
Jesli sami rodzice ledwie koniec z koncem wiaza, to z czego wykarmia i ubiora dodatkowa osobe?
A co jeżeli rodzicom jest dobrze, narobią dzieci, a pod wpływem jakichś wydarzeń niezupełnie zależnych od nich ich sytuacja finansowa radykalnie się pogorszy? Życia nie da się zaplanować w 100% Idąc tym tropem nikt nie miałby dzisiaj dzieci...
Nie odnosze sie do tych kwot, bo one mi wiele nie mowia ale osobiscie staralabym sie najpierw o polepszenie dochodow, potem o dziecko.
Gorzej jak jedno ani drugie nie wyjdzie ![]()
Mussuka napisał/a:Jesli sami rodzice ledwie koniec z koncem wiaza, to z czego wykarmia i ubiora dodatkowa osobe?
A co jeżeli rodzicom jest dobrze, narobią dzieci, a pod wpływem jakichś wydarzeń niezupełnie zależnych od nich ich sytuacja finansowa radykalnie się pogorszy? Życia nie da się zaplanować w 100% Idąc tym tropem nikt nie miałby dzisiaj dzieci...
Mussuka napisał/a:Nie odnosze sie do tych kwot, bo one mi wiele nie mowia ale osobiscie staralabym sie najpierw o polepszenie dochodow, potem o dziecko.
Gorzej jak jedno ani drugie nie wyjdzie
a co jak mama i tata milioner wpadna pod samochod?
jesli rodzicom jest dobrze i maja dobrze pod sufitem, to wykupuja polise i robia oszczednosci na czarna godzine. Ludzie, ktorym kiedys wiodlo sie dobrze zwykle potrafia z dolka dosc szybko wyjsc. Sa i skrajnosci ale chyba o wyjatkach nie bedziemy tu dyskutowac.
sadze, ze gorzej jak wychodzi tylko drugie a pierwsze nie:)
Nie da się jednoznacznie ustalić dolnej granicy dochodów, jaka pozwala na określenie "stać nas na dziecko". Każda para jest w innej sytuacji. Wydaje mi się, że kiedy ktoś dochodzi do wniosku, że może sobie pozwolić na dziecko - wtedy może sobie faktycznie pozwolić. I nie ma znaczenia czy rodzice mają dochody 2000 czy 20 000 miesięcznie. Jeśli dziecko planują to znaczy, że są w stanie wychować je w takim standardzie, jaki dla nich jest właściwy.
Nie powinny mieć dzieci (moim zdaniem) jedynie osoby w złej sytuacji finansowej, którym się owe dzieci po prostu "przytrafiają". Wtedy istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie będą w stanie zaspokoić elementarnych potrzeb dziecka.
Chyba ważniejsze od aktualnych dochodów rodziców są ich perspektywy. Dziwne są rozważania niektórych w tym wątku "nastolatek potrzebuje wyjazdu do szkoły językowej". Ok, załóżmy, że faktycznie potrzebuje. Jednak w momencie decydowania się na dziecko nie muszę mieć przecież pieniędzy na tę szkołę językową i na ślub swojej latorośli. Przyjście na świat dziecka nie odbiera rodzicom prawa (a nawet obowiązku) do rozwoju. Jeśli w wieku 25 lat zarabiam 2 000 - na pieluchy wystarczy. Mam jeszcze kilkanaście lat na takie pokierowanie moimi zarobkami, żeby starczyło i na szkołę językową (o ile uznam, że jest ona mojemu dziecku potrzebna).
63 2014-04-04 11:28:45 Ostatnio edytowany przez luc (2014-04-04 11:47:34)
Ale kurna...Jak widzę zakatarzonego dzieciaka, jak wsuwa chleb z masłem na zimnie to trafia mnie szlag. Wątpię, aby to dziecko było szczęśliwe. To się po prostu widzi. Może nie powie wprost bo samo nie rozumie, ale myślę, że jest nieszczęśliwe.
Jakiś czas temu w mojej pracy zawodowej spotkałam rodzinę: młode małżeństwo z siódemką dzieci. Rodzice byli w wieku, w którym ja jeszcze żadnego dziecka nie miałam. Byli biedni. Spotkanie ich było fantastycznym przeżyciem. Miłość i autentyczne szczęście jakie dało się zauważyć. Sposób w jaki wszyscy odnosili się do siebie. Coś niesamowitego.
Zapytałam ojca czy korzystają z pomocy MOPS-u czy innej. Obruszył się. Powiedział, że ma dwie ręce i zapewnia rodzinie to co trzeba. Dzieci były szczęśliwe.
Zapewne nie będą chodzić do "lepszych" szkół, nie będą mieć różnych gadżetów, nie będą spędzać wakacji w tropikach, etc.
Myślę, że są bardziej szczęśliwe niż niejedno dziecko z zamożniejszej rodziny. W życiu dorosłym to też zaprocentuje.
Przy okazji - zaradności te dzieci uczą się już od małego.
Sądzę,że ubodzy mają takie samo prawo do posiadania dzieci jak ci trochę bogatsi.Pod jednym warunkiem:że że są pracowici i mają dużo samozaparcia by często ciężko pracować na zapewnienie bytu rodzinie.
Sytuacja gdy uboga rodzina decyduje się na dziecko- dostaje 1000 zł wyprawki czy jak to się nazywa i na tym kończą się pomysły na zdobycie pieniędzy jest dla mnie nie do przyjęcia.
sadze, ze gorzej jak wychodzi tylko drugie a pierwsze nie:)
Jak wychodzi jedno albo drugie to przynajmniej jest jakakolwiek odskocznia od problemów w innych obszarach życia, a tak sama frustracja i beznadzieja.
Sytuacja gdy uboga rodzina decyduje się na dziecko- dostaje 1000 zł wyprawki czy jak to się nazywa i na tym kończą się pomysły na zdobycie pieniędzy jest dla mnie nie do przyjęcia.
We Francji wymyślili, żeby rodziców, którzy mają 3 dzieci zwolnić z podatku dochodowego i to jest świetny pomysł. Oprócz tego w Polsce natychmiast powinna wzrosnąć kwota wolna od podatku, a jeszcze lepiej być uzależniona od liczby osób w rodzinie. Takie działania pomagają, a nie uzależniają ludzi od zasiłków.