Jestem mamą dwójki dzieci w wieku 7 i 2 lat. Nie pracuję zawodowo i tutaj zaczyna się problem, ponieważ od jakiegoś czasu mąż zaczął mi wypominać, że to dzięki Niemu mamy pieniądze, że to dzięki Niemu mogliśmy pójść np. na pizzę czy pojechać na jedniodniową wycieczkę, że to On musi zatankować, że dzięki Niemu płacimy rachunki. Ja się z tym zgadzam, bo to On pracuje a ja wychowuję dzieci i siedzę w domu. Doceniam jego pracę i nigdy nie powiedziałabym, że dzięki mnie on coś ma. Ale ta historia ma swój początek.
Parę lat temu wychodząc za mąż z wielkiej miłości nigdy nie pomyślałabym że tak potoczy się moje życie. Zamieszkaliśmy na wsi w jego domu, jako że byliśmy ok. 30- tki nie zwlekaliśmy z decyzją o dziecku i tak oto narodził się nasz pierworodny. Wcześniej skończyłam studia i wyjeżdżałam za granicę. W czasie prawie całej ciąży pracowałam (praca na czas określony), ale gdy pojawiło się dziecko mąż oszalał na jego punkcie (zresztą ja też, pierwsze dziecko to zawsze wielkie wydarzenie) i ustaliliśmy ze ono jest najważniejsze z mamą przy boku, więc było jasne że zostanę w domu. I tak minęły 3 lata, dziecko poszło do przedszkola, a ja zaczęłam rozglądać się na poważnie za pracą. Wcześniej jak mały odrósł trochę od cycka, próbowałam coś znaleźć ale to było takie bardziej rozpoznanie rynku, w tym czasie robiłam różne kursy z PUP, on-line. I tak dziecko poszło do przedszkola a ja nie mogąc nic znaleźć postanowiłam wyjechać za granicę, na pół roku, ?odrobić? te 3 lata siedzenia w domu. I tak też się stało, przywiozłam ?furę? kasy, ale to ile tam łez wypłakałam z tęsknoty za dzieckiem i mężem tego nie da się opisać. Doszło do tego że po powrocie 3,5 letnie dziecko, które wcześniej siedziało ze mną 24 h na dobę nie poznało własnej matki, co było dla mnie totalną porażką wychowawczą. Ale wróciłam, nacieszyłam się rodziną, odsapnęłam trochę, zrobiłam prawo jazdy i znowu zaczęłam rozglądać się za pracą, ale problemem zaczynał być brak doświadczenia zawodowego i czas bezczynnego siedzenia w domu zaczął się rozciągać, więc postanowiliśmy postarać się o drugie dziecko z racji naszego wieku ale też i nie chcieliśmy aby syn był jedynakiem. Historia powtórzyła się, znowu siedziałam z dzieckiem przy cycku ogarniając dom, ogród, pole przez kolejne 2 lata.
I do tej pory mąż nigdy nie wypominał mi tego, że siedze z dziećmi w domu, przecież tak ustaliliśmy na początku. Nie chcieliśmy aby nasze dzieci latały z kluczami na szyji, tak jak to kiedyś rodzice nie mieli czasu dla nas. Cały swój czas oddałam dzieciom i mężowi. Mąż pracuje po 8 godzin dziennie, przychodzi do zadbanego domu, do wychuchanych dzieci, ma porobione ?obrzadki? wokoło domu, podtykam mu gorący obiad pod nos. Jedynie co go obchodzi to przyszykowanie drzewa na palenie. Więc często aby odsapnąć po pracy, pędzi do swojego hobby spędzając 2-3 godz czasu samotnie. Nie powiem, pobawi się też trochę z dziećmi, czasami przypilnuje. Oddaje mi na życie całą wypłatę, nie jest to dużo (1400 zł na rękę) ale tak rozporządzam, że starczy na życie, na rachunki, a nawet dla syna na zajecia dodatkowe. Żyjemy skromnie ale nie ma co narzekać, wiele ludzi ma gorszą sytuację.
Mając już dość siedzenia w domu, chcąc wyrwać się do ludzi i podreperować budżet domowy, bo w końcu ile można żyć skromnie, no i chcąc po prostu pracować, od jakiegoś czasu wysyłam setki cv. Niestety poza rozmowami kwalifikacyjnymi nic z tego nie wynika. Główną przeszkodą jest brak doświadczenia. Dodam też że mieszkam na wschodzie kraju (lubelszczyzna), gdzie o pracę jest naprawdę trudno. I znowu korci mnie ten wyjazd zagraniczny. Ale wiem jak to przeżyłam z pierwszym dzieckiem, więc teraz jak o tym sobie pomyślę to płakać mi się chce. I właśnie od niedawna mąż w rozmowach o pieniądzach zaczyna mi wytykać to swoje jestestwo, co mi jeszcze bardziej podcina skrzydła. Widocznie boi się że już nigdy niczego sobie nie znajdę, a może myśli że mi jest tak wygodnie żyć. A przez te wszystkie lata to za jego wypłatę dosłownie nic sobie nie kupiłam, wszystko ładowałam w dom i dzieci i tak musiałam rozporządzać aby na wszystko starczyło. Chciałabym jak najszybciej znaleźć pracę ale na dzień dzisiejszy to dalej nic się nie zmienia. Podpowiedzcie mi co mogę jeszcze zrobić? Najgorsze to być uzależnionym od drugiej osoby.
Podobne tematy
Gnoj, tyle moge o nim powiedziec. Nie pamietam kiedy poprzednio uzylem tego slowa, ale wypominanie pieniedzy dziala na mnie jak plachta na byka. Dbanie o rodzine jest jego psim obowiazkiem. Nie umie/moze inaczej to przynosi kase do domu. Ty wykonujesz inne czynnosci - nierzadko warte duzo wiekszej gratyfikacji.
Jedyne co to dalej szukaj pracy.
U mnie w domu była kupę lat taka sama sytuacja z rodzicami. Mama opiekowała się domem a tato pracował. Przy całej mojej miłości do niego miał ten sam myk, co Twój ślubny. wypominać lubił.
A jak mama pracę znalazła to się fochał jakiś czas, że jak to ona pracuje a kto domem się zajmie, albo że ona mu nie ufa bo sama zarabia a to jego obowiązek. ale przeszło mu w końcu.
Po prostu dalej rób swoje. Szukaj pracy, wysyłaj CV. To najlepsza rzecz jaką zrobić możesz. I rób tak do skutku.
ja uwazam, ze mąz powinien bardziej doceniac Twoj wklad w wasz dom i utrzymanie rodziny.Zarabianie pieneidzy jest bardzo wazne ale moim zdaniem nie mniej jak pielegnowanie dzieci czy domu.Rownie dobrze moznaby bylo komus placic za to by opiekowal sie jego dziecmi i zajmowal domem podczas gdy Ty chodzilabys do pracy.Zawsze jest coś za coś.Może kokosów nie macie ale widac, ze sie starasz,nie trwonisz, wszystko prawidlowo funkcjonuje od strony materialnej.Powinien wykazac wiecej zrozumienia.Sama pochodze z Lubelszczyzny i wiem jak tam jest, wiele osob wyjezdza za granicę ale rozlaka z tak malym dzieckiem jakiew Ty masz musi byc bardzo krzywdząca.Pogadaj z mezem,nie probuje Cie wspierac a nie dolowac
A tak trudno jemu powiedzieć to co tutaj napisałaś? On ci wypomina, a ty milczysz? No powiedz mu co robisz dla niego, dla dzieci itd. Ustalcie coś - szukaj pracy bo 1400 na 4 osobową rodzinę to jakaś tragedia. Facet w tym wieku tyle zarabia? Wydaje mi się, że nie jest zbyt obrotny, ale mniejsza o to. Może najlepiej zrobicie jak oboje pojedziecie za granice i ty lub on będziecie pracowlai za normalne pieniądze, pojedziecie razem z dziećmi i tyle, nie będzie tęsknoty. No i będziecie żyli w normalnym kraju, gdzie nie ma mowy o takiej pensji, za którą nic poza jedzeniem chyba kupić nie można.
Wiem co czujesz. Również opiekuje się synkiem 1.5 rocznym , jednak szukam pracy . Mąż często wypomina mi że to on zarabia na życie , że to jego pieniądze. Wylicza mi na życie. W złości już niejedno od niego słyszałam.
1400 zł na 4 os to faktycznie mało. Spróbuj coś znaleźć nie tylko dla pieniędzy ale i dla siebie.
Praca jest ważna nie tylko dla samych zarobków ale dla psychiki człowieka, przebywania wśród ludzi, dowartościowania się.
Ja mam nadzieję że małego niedługo przyjmą do przedszkola a i ja znajdę jakąś pracę która będzie mnie satysfakcjonować .
Mam takie pytanie: czy na tej wsi jest przedszkole, do ktorego mozna oddac dziecko 3-letnie? Bo ja nie za bardzo widze sens siedzenia w domu z dziecmi do czasu az studia pokoncza.
A jak takiego przedszkola nie ma, to tez juz jest pomysl co robic.
izolda3 - teoretycznie on wie o wszystkim i stara się mnie wpsierać, po każdej rozmowie kwalifikacyjnej podtrzymuje mnie na duchu, ze pewnie tym razem się uda, ale w chwilach nerwów to właśnie lubi mi to wszystko wypominać i to mnie dołuje najbardziej, bo niby wie, że nie leże w domu i nie pachnę a jednak.... Pewnie cieszy się w duchu że jest Panem sytuacji. Tak ja to odbieram. Pozatym ta pensja, tak jak piszesz to niewiele ale u nas we wschodniej Polsce utrzymanie etatu na czas nieokreślony to szczyt marzeń niejednego robotnika co pracuje na umowach zleceniach, próbnym itd. A mój mąż tą pracę ma od 13 lat i ani myśli z niej rezygnować, więc wyjazd zagraniczny całą rodziną nie wchodzi w grę. Natomiast jeśli chodzi o mnie to ja chętnie przeniosłabym się do Szwajcarii (bo z tym miejscem zwykle byłam związana i uwielbiam ten kraj oraz ich kulturę), no ale jest to właśnie "ale" o którym wyżej napisałam. Jedyne wyjście to wyjazd samotny ale zwykle jest tak ze pracodawca potrzebuje na pół roku albo na rok, ciężko coś znaleźć na sezon, bo im się nie opłaca przyuczać na dwa miesiące i znowu zmiana.
Mussuka - tak , na tej wsi jest przedszkole a nawet prywatny żłobek ale co z tego jak bez roboty dalej będę siedzieć w domu. Ja juz nie chcę!!! Może jestem kąpana w zbyt gorącej wodzie i pracę chciałabym znaleźć od tak , na pstryknięcie dłońmi, ale jak widać tak niewiele można zdziałać, pewnie trzeba uzbroić się w cierpliwość.
Nie spodziewałam się, że tak będzie ciężko z tą pracą, bo przecież jestem wykształcona, mam porobione milion kursów, tylko brak mi doświadczenia zawodowego i to mnie dyskwalifikuje na samym początku w Polsce. Jakoś Szwajcar zatrudniając mnie nie ma takiego problemu, tylko u nas zawsze jest jakiś kłopot.
Ten wątek to psychologia - dlatego tu napisałabym bo nadal nie wiem, dlaczego mój kochany mąż, któremu naprawdę mam niewiele do zarzucenia wypomina mi tą kasę, pomimo tego, gdy rozmawiamy o tym on teoretycznie wie jaka jest sytuacja, a jednak nerwy go ponoszą. Czy jakiś psycholog lub nie, wytłumaczy mi to łopatologicznie?
Czy jakiś psycholog lub nie, wytłumaczy mi to łopatologicznie?
Tak.Mężczyzna zarabiający 1400 czuje się niespełniony, nieporadny, sfrustrowany i przegrany.
Żeby nie ześwirować musi znaleźć winnego swojego nieudacznictwa.
Jedyne, co możesz zrobić, to znaleźć pracę. Skutecznie. Są miejsca, w których nie trzeba doświadczenia, choćby call center na umowę-zlecenie. Rozsyłanie setek CV mija się z celem, bo zapewne wysyłasz wszędzie takie samo, a dobrze by było pisać pod każdą ofertę indywidualnie. Na rozmowie warto, żebyś stworzyła wrażenie, że zależy ci nie na byle jakiej pracy i kasie, ale na tej, konkretnej pracy w tej, konkretnej firmie.
Mąż jest sfrustrowany, pewnie czuje się przeciążony, w końcu przez tyle lat był odpowiedzialny za wasz byt, nie tylko dzieci, ale i ciebie - osoby dorosłej.
Pracy warto szukać nie tylko dlatego, żeby mąż skończył się czepiać, ale przede wszystkim dla siebie. Żebyś miała na własne wydatki, buty na zimę, jakiś kosmetyk i od czasu do czasu fryzjera. I na emeryturę, w końcu idziesz na nią za jakieś 30 lat. A za 300 zł renciny się nie utrzymasz. A jeśli zostałabyś sama? Różnie w życiu może być, nie możesz być ciągle uzależniona materialnie od męża.
Moni77 praca na tzw. słuchawce nie jest złą opcją. Najczęściej zatrudniają studentów, ale w czasie trwania roku część odpada, bo rozkład zajęć sam diabeł układał. Bratanica pracowała ostatnio od 17 -21. Kokosów nie ma, ale zawsze to coś. Jeśli nic nie wypali, a ma kto zająć się dziećmi, to pozostaje wyjazd.
Z tą emeryturą Emilia ma rację. Kobiety marzą o dzieciach, ale nie myślą perspektywicznie. Mając niewielką emeryturkę będziesz zdana na pomoc dzieci. Im to nadszarpnie finanse i same nie będą mogły realizować swoich potrzeb. Pomoc społeczna zadziała dopiero wtedy, gdy inne źródła zostaną wyczerpane. Mąż zapewne otrzymał od ZUS informację o wysokości swojego świadczenia, o ile ma już ukończone 36 lat. Kwoty są przygnębiająco niskie w porównaniu do dzisiejszych emerytur.
Tak, Emilka ma rację, co do przyszłej emerytury.
Mąż wypomina Twoje "nieróbstwo". Jeśli tylko w nerwach, to i tak jest to wstrętnym nadużyciem.
Nie wiemy, w jakim stanie są właściwie Wasze relacje, bo nie piszesz.
U moich teściów (oboje już dawno nie żyją, ale to bez znaczenia) również zaczęło się od wypominania, że on, czyli teść utrzymywał całą rodzinę a teściowa "nic nie robiła" bo siedziała w domu.
Po wielu latach, gdy już zostali sami, teść odmówił łożenia na jej utrzymanie. Nie wystąpiła o rozwód, i alimenty, bo katoliczka i "co ludzie powiedzą".
Wzięliśmy ją z żoną do siebie. Po śmierci mojej żony, ja ją utrzymywałem. Ona odwdzięczała się opieką nad moimi dziećmi aż do swojej śmierci po kilku latach.
Nie skarżyła się przez ten cały czas, ale co czuła, to chyba nie trzeba mówić.
Musisz więc, Autorko, zadbać o własne dochody, bo nie wiesz, co przyniesie przyszłość.
Praca za granicą przy takim oddaleniu od zachodnich i północnych granic, to rzeczywiście problem, ale i tej opcji nie należy wykluczać, gdyby na miejscu nie wyszło.
Trzymam kciuki za Was.
Pozdrawiam.
13 2014-11-07 10:19:52 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-11-07 10:24:07)
Moni wielki szacun dla Ciebie
.
Ty pracujesz na kilku etatach.
Nie bądź w gorącej wodzie kąpana.
Wysyłaj CV, szukaj pracy, nawet na 1/2 etatu, aż znajdziesz. Jestem o to spokojny.
Z mężem porozmawiaj i zapytaj na ile wyceniłby Twoją pracę.
Fakt, że nie wnosisz żadnej kasy do budżetu domowego, ale ile by musiał zapłacić za sprzątaczkę, praczkę i gosposię domową i opiekunkę dzieci.
Ja nie rozumiem dlaczego do wielu facetów nie dociera fakt, że prowadzenie domu to jest bardzo ciężka praca. A Ty jeszcze przy jego pensji 1400 zł potrafisz wygospodarować pieniądze na dodatkowe zajęcia dla syna.
Naprawdę wielki szacun dla Ciebie
.
Z tego co piszesz, to wnioskuję, że jesteś super kobietą, mamą i żoną.
Natomiast wyjazd do pracy za granicę to według mnie głupi pomysł.
Pozdrawiam i życzę Tobie dużo siły w pokonaniu problemów i szybkiego znalezienia pracy.
Moni, ja generalnie nie jestem fanką zostawania w domu, ale jeśli tak się umówiliście, to wypominanie jest poniżej krytyki. A mąż to co, takim wielkim pracownikiem i zbawcą całej rodziny się czuje, bo zarabia oszałamiające 1400 zł? Śmiechu warte. Gosposie (takie codzienne, nieraz zamieszkaniem) biorą i po 1000 zł, a Ty się jeszcze zajmujesz dziećmi itd. Nie stać go na Ciebie
i tak bym mu następnym razem odpowiedziała.
A może to moment, aby się zastanowić nad przeniesieniem, aby ta pracy była dobra i dla Ciebie i męża. Kto powiedział, że macie na tej wsi siedzieć? Ludzie są mobilni.
Kochani, dziękuję za zainteresowanie wątkiem, Wasze odpowiedzi są dla mnie bardzo ważne, ponieważ to Wy patrząc na moje sprawy stoicie z boku i łatwiej jest Wam coś doradzić. Dało mi to dużo do myślenia, a poza tym możliwość wygadania się powoduje, że na sercu ten ciężar który tak uwierał zaczyna powoli spadać ;-). Dodam jeszcze swoje trzy grosze.
Co do pracy, to nie ma wątpliwości, że bardzo chciałabym ją mieć i dążę do tego aby tak się stało. O emeryturze nawet teraz nie myślę bo kiedyś w tv oglądałam program, gdzie ekspert wypowiadał się że Ci co teraz zarabiają 3500 zł to na emeryturce będą mieli ok 1500 zł, czyli za 30 lat to marne nic. Nie mówiąc już o tym, ile będą mieli Ci co zarabiają ponad 1000 zł a i tych jest w naszym kraju wielu. O ile również system emerytalny nie padnie. Ale to już jest polityka, której nie lubię i wolę ten temat zakończyć. Jednakże jakieś zabezpieczenie na przyszłość trzeba mieć.
Parę lat temu, zostając z dzieckiem w domu myślałam że to potrwa max 3-4 lata, ale potem doszło drugie i się przeciągnęło. Wiecie co, ja to trochę taka Matka Polka jestem i chciałam stworzyć dzieciom taki rodzinny, ciepły dom, z mamą przy boku. Jestem trochę staroświecka ale na tym bardzo mi zależało, na pieniądzach nie zależało mi specjalnie czy ja sobie coś kupię czy nie, ważne aby dzieci miały zapewnione pierwsze potrzeby. I tak było przez ładnych parę lat, aż w końcu się ocknęłam i to dzięki mojemu mężusiowi, któremu nagle zmienił się front.
Dzisiejsza młodzież jest całkiem inna, może bardziej dojrzalsza, a może w innych czasach chowana. Teraz studiuje i pracuje się jednocześnie. Kiedyś ważne było aby studia skończyć, bo dzięki temu będzie praca a jednak coś poszło nie tak i praca jest ale nie dla wszystkich.
Ja wierzę że pracę znajdę, bo jak się chce i dąży do tego, to się spełnia, tylko trzeba cierpliwości, której mnie brakuje bo ja chciałabym już i teraz.
A teraz odniosę się do Waszych wypowiedzi.
pitagoras - muszę powiedzieć, że oświeciłeś mnie, w jednej chwili zrozumiałam wszystko. Rzeczywiście taka pensja dla mężczyzny to porażka a do tego dla faceta który ma rodzinę i niepewne jutro rodzi na pewno frustracje. Tylko ten mężczyzna pracy nie zmieni bo ma stałą robotę, ale jak sam twierdzi gdyby ktoś mu zaproponował drugie tyle to bez wahania zwolniłby się. Tylko że nic nie robi w tym kierunku aby podwoić pensję a z nieba też nie spadnie taka propozycja. Dobrze więc że chociaż ma pracę taką jaką ma.
Excop - pytasz o nasze relacje, a więc są naprawdę wspaniałe. Dogadujemy się na praktycznie każdej płaszczyźnie życia i wzajemnie uzupełniamy. Zawsze mogę na niego liczyć. Tylko ta mała ryska, to wypominanie w chwilach złości, paskudnego nastroju, coś jakby wyżycie się aby parła uszła i potem znowu jest ok. A najgorsze w tym wszystkich jest, że na codzień on rozumie mnie, cieszy się ze jestem w domu i zajmuje się nim, wspomaga jak może w szukanie tej pracy aż do następnej złości.
Więc ja tak sobie myślę, że dobrze stało się jak się stało, że mężulek mnie szybciej zmotywował do działania o którym myślałam już od jakiegoś czasu ale to jego wypominanie tylko przyspieszyło bieg sprawy.
I dlatego też Excop u mnie podobna sytuacja jak z Twoimi teściami może się zdarzyć, bo dobrze jest jak jest dobrze, jak miłość kwitnie, jak dzieci są małe i przecież kto się nimi najlepiej zajmie jak nie mama. Ale co będzie za 10, 20, czy nawet 30 lat tego nikt nie przewidzi i właśnie jakieś zabezpieczenie na przyszłość muszę mieć. Tym bardziej że kiedyś zdarzyła się jeszcze jedna przykra sytuacja która dała mi do myślenia i po której nie spodziewałam się że może mieć miejsce.
Otóż parę miesięcy temu rozmawiałam z mężem na temat zdrady, odnośnie jakiegoś programu w tv to było, oboje oczywiście jesteśmy uczciwi i brzydzimy się tym. Bo przecież lepiej postawić sprawę jasno niż oszukiwać drugą osobę. Ale nieważne, nie o tym chciałam pisać. I właśnie przy okazji tej rozmowy on powiedział, "że gdybym go zdradziła, to kazałby mi wypierdalać z jego domu". Dlatego też na samym początku napisałam, ze mieszkamy w jego domu, (i dlatego też Teo nie mogę zmienić miejsca zamieszkania bo mam na razie gdzie mieszkać i dzięki temu rachunki są niskie) bo nasz dom to jest wtedy jak jest dobrze, jak razem żyjemy, a potem to już nie ma dla mnie miejsca. Ja wcale nie chcę przywłaszczyć sobie tego domu, bo rzeczywiście został wybudowany gdy on jeszcze był kawalerem, ale i ja jakiś maleńki wkład mam z tego wyjazdu zagranicznego, władowałam wszystko w dom i auto. Mniejsza z tym, chodzi o to, że w końcu uzmysłowiłam sobie, że po prostu mogę wylądować pod mostem, sama, bo nawet dzieci mi zabierze. Ja nie mam żadnego zabezpieczenia i to jest przykre więc dlatego tak myślałam o tych wyjazdach zagranicznych. I wiecie co, moze tak zrobię za parę lat jak dzieci nie będą już tak przyklejone do mnie, gdy zaczną mieć swoje sprawy wtedy muszę wyjechać, bo tutaj za te marne grosze niczego sobie nie odłożę.
Trochę się rozpisałam, ale możliwość wygadania się jest cudowna. Dziękuję wszystkim za cenne rady ;-)
To dobrze, że się Wam układa i kochacie się, mimo przeciwności.
Podziwiam Twoją zaradność w Waszej sytuacji materialnej.
Jednak miłość i wzajemne wspieranie się to jedno, a perspektywy na przyszłość, to drugie.
O zabezpieczeniu "na starość" myśleć, niestety, trzeba już teraz.
Życzę Tobie, Moniu i Twojemu mężowi tylko dobrych decyzji w sprawie zatrudnienia i lepszych widoków na materialną przyszłość Waszej rodziny.
Pozdrawiam serdecznie.
Moni, ja nie młodzież, ale przed 30-tu laty już mnie uświadamiano w domu, iż bycie na garnuszku męża oraz niezadbanie o swoją starość może źle się skończyć. Wyobrażasz sobie bankructwo systemu emerytalnego? Wszyscy o tym trąbią, a zarazem robią wszystko, żeby do tego nie dopuścić. Nawet jak wypracujemy niską emeryturę, lepsza taka, niż żadna i nie może to być powodem nastawienia: na razie o tym nie myślę, bo w naszą stronę znów zmierza jakieś ciało niebieskie i całkiem możliwe, że będzie koniec.
Moni w życiu różnie bywa. Kobieta może zostać z niczym, nie tylko z powodu rozwodu. Choroby oraz wypadki też się zdarzają. Przy takiej pensji męża, kwota renty rodzinnej stanowiłaby marne grosze. Oczywiście nie życzę źle, nie jestem też jakimś czarnowidzem, lecz zwolenniczką maksymy: przezorny zawsze ubezpieczony.
Ja też trzymam kciuki i pozdrawiam.
19 2014-11-08 09:30:29 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-11-08 09:32:17)
Moni77 praca na tzw. słuchawce nie jest złą opcją. Najczęściej zatrudniają studentów, ale w czasie trwania roku część odpada, bo rozkład zajęć sam diabeł układał. Bratanica pracowała ostatnio od 17 -21. Kokosów nie ma, ale zawsze to coś. Jeśli nic nie wypali, a ma kto zająć się dziećmi, to pozostaje wyjazd.
Z tą emeryturą Emilia ma rację. Kobiety marzą o dzieciach, ale nie myślą perspektywicznie. Mając niewielką emeryturkę będziesz zdana na pomoc dzieci. Im to nadszarpnie finanse i same nie będą mogły realizować swoich potrzeb. Pomoc społeczna zadziała dopiero wtedy, gdy inne źródła zostaną wyczerpane. Mąż zapewne otrzymał od ZUS informację o wysokości swojego świadczenia, o ile ma już ukończone 36 lat. Kwoty są przygnębiająco niskie w porównaniu do dzisiejszych emerytur.
oooo i to jest dobry pomysł,pare godzin dziennie na tzw słuchawce i juz cos jest.W waszym przypadku nawet pare setek stanowi dużą pomoc,maz tez jak zobaczy ze cos wnosisz do domowego portfela,zacznie inaczej patrzec,mozna wysylac tysiace cv ,mieszkając w marnym miejscu,wtedy praca na telefonie to jest super rozwiązanie,wiem,ze to nie szczyt marzen,
wpadl mi do glowy inny pomysl,moze popytaj znajomych,ktorzy maja dzieci ,zaproponuj opieke u siebie w domu,daj ogłoszenie w lokalnej gazecie,niektorzy nie chcą korzystać ze złobkow,albo zwyczajnie nie sa im one przyznawane,bycie niania jest tez rozwiązaniem dobrym ,bo masz teraz dofinansowanie rzadowe,placa ci zus-y ,a pracodawca zgłasza w urzędzie twoje zatrudnienie,wracasz w ten sposób na rynek pracy,moze przyprowadzanie i odprowadzanie dzieci do szkoły,oglos się ,możliwości jest trochę,wystarczy nie poprzestawać na cv ,bo w tych czasach to tylko ,,ruchy pozorne,,
Tak jak pisałam wcześniej, pracy szukam, będę szukać aż znajdę taką na umowę, a jak dzieciaki podrosną to pewnie wyemigruję chyba że na miejscu znajdę coś godnego uwagi. Praca tzw. na szybko aby parę groszy tylko dorobić to mnie nieszczególnie interesuje. W moim wieku, muszę opłacać składki aby za 30 lat cokolwiek uciułać (choćby na leki na stare lata;-), brzmi to strasznie ale na razie sytuacja jaka w Polsce jest, to chyba każdy wie). Aby parę groszy do budżetu dorobić, to sprzedaję truskawki, maliny i groch. W zimie jestem "managerem" męża i sprzedaję prace ręcznie robione przez niego, niestety ja sama jestem noga z prac ręcznych, choć wiele bym dała aby móc umieć robić rękodzieło. Teraz zaś potrzebuję zajęcia konkretnego i na umowę.
chaber05- a mnie w domu zawsze uświadamiano, że nauka jest najważniejsza i bez niej daleko nie zajedziesz. Choć czasy się zmieniły i dziś tak naprawdę wykształcenie nie ma znaczenia bo teraz mgr każdy może mieć, to nie mam do rodziców pretensji że tak mnie wychowali, bo dzięki temu potrafię się zorganizować w trudnych chwilach. Kiedyś gdzieś wyczytałam takie hasło; "Nigdy nie miej pretensji do rodziców, bo prawdopodobnie dali ci tyle, ile sami mogli" i tego się trzymam. Choć i tak na studiach odbiegłam trochę od ich rad i co roku na wakacjach wyjeżdżałam za granicę.
Reasumując, w moim wątku chodziło mi oto głównie, że jak się na coś umawiasz to trwaj w tym do końca albo delikatnie porozmawiaj ze jednak chcesz zmienić zdanie. A nie tak po chamsku, że to MOJA KASA. Bo ja i tak miałam wrócić do pracy, tylko przykro słuchać tego wypominania.
Jak coś się zmieni u mnie to napiszę.
Dziękuję i pozdrawiam wszystkich ;-)
21 2015-01-29 17:57:25 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-01-29 17:59:14)
Jedyne, co możesz zrobić, to znaleźć pracę. Skutecznie. Są miejsca, w których nie trzeba doświadczenia, choćby call center na umowę-zlecenie. Rozsyłanie setek CV mija się z celem, bo zapewne wysyłasz wszędzie takie samo, a dobrze by było pisać pod każdą ofertę indywidualnie. Na rozmowie warto, żebyś stworzyła wrażenie, że zależy ci nie na byle jakiej pracy i kasie, ale na tej, konkretnej pracy w tej, konkretnej firmie.
Mąż jest sfrustrowany, pewnie czuje się przeciążony, w końcu przez tyle lat był odpowiedzialny za wasz byt, nie tylko dzieci, ale i ciebie - osoby dorosłej.
Pracy warto szukać nie tylko dlatego, żeby mąż skończył się czepiać, ale przede wszystkim dla siebie. Żebyś miała na własne wydatki, buty na zimę, jakiś kosmetyk i od czasu do czasu fryzjera. I na emeryturę, w końcu idziesz na nią za jakieś 30 lat. A za 300 zł renciny się nie utrzymasz. A jeśli zostałabyś sama? Różnie w życiu może być, nie możesz być ciągle uzależniona materialnie od męża.
Zgadzam się z Emilią - mąż ma prawo być zmęczony samotnym utrzymywaniem rodziny. Zwłaszcza, że nie zarabia dużo.
Na Twoim miejscu również podbijałabym do Call Center, tam zawsze kogoś szukają. W międzyczasie szukałabym lepszej pracy.
Samotny wyjazd za granicę odradzam - dzieci na tym ucierpią, już raz przecież odczułaś to na własnej skórze.
Edit: Teraz dopiero datę zobaczyłam...
Minął dokładnie rok kiedy napisałam pierwszego posta w tym temacie. Muszę przyznać że zupełnie zapomniałam o dręczącym mnie wtedy problemie, a jakże wtedy ważnym. Obiecałam się też odezwać.
Co zmieniło się od tamtego czasu? Otóż same zmiany :-). Od ok pół roku mam pracę. Bardzo się z tego powodu cieszę. Może nie jest to praca marzeń ale ważne że jest. A przecież jeśli nadarzy się okazja będzie można ją zmienić jeśli nie spełni w ogóle moich oczekiwań. Na razie jest dobrze. Dziecko mniejsze dostało się do przedszkola więc problem wynajmowania niani znikł. A główny bohater całego tematu? Otóż małżonek sam doszedł do wniosku, że jego zarobki są tak marne, wręcz groteskowe i po prostu wziął urlop bezpłatny i sam wyjechał za granicę aby podreperować budżet domowy. Raz w miesiącu przyjeżdża na tydzień w odwiedziny. Jest to sytuacja tymczasowa a co przyniesie życie - zobaczymy. Przyznał rację, ze wypominanie tych pieniędzy było z jego strony dużym nietaktem tym bardziej że za moją pracę włożoną w trud wychowania dzieci i zajęcia się gospodarstwem domowym nikt przecież nie płacił. Oczywiście na początku nie mógł się przyzwyczaić do mojej ciągłej nieobecności, że żonka już na niego nie czekała z obiadkiem, że trzeba było zająć się domem i dziećmi. Przeszliśmy przez szereg kłótni zanim przyszło opamiętanie i życie wróciło do normy.Natomiast głupotą z mojej strony było to, że poświęciłam siebie dla męża, dzieci, domu. Choć bardzo kocham moją rodzinę już nigdy nie dam się zapędzić w kozi róg! Czasami trzeba pomyśleć też o sobie
.
Minął dokładnie rok kiedy napisałam pierwszego posta w tym temacie. Muszę przyznać że zupełnie zapomniałam o dręczącym mnie wtedy problemie, a jakże wtedy ważnym. Obiecałam się też odezwać.
Co zmieniło się od tamtego czasu? Otóż same zmiany :-). Od ok pół roku mam pracę. Bardzo się z tego powodu cieszę. Może nie jest to praca marzeń ale ważne że jest. A przecież jeśli nadarzy się okazja będzie można ją zmienić jeśli nie spełni w ogóle moich oczekiwań. Na razie jest dobrze. Dziecko mniejsze dostało się do przedszkola więc problem wynajmowania niani znikł. A główny bohater całego tematu? Otóż małżonek sam doszedł do wniosku, że jego zarobki są tak marne, wręcz groteskowe i po prostu wziął urlop bezpłatny i sam wyjechał za granicę aby podreperować budżet domowy. Raz w miesiącu przyjeżdża na tydzień w odwiedziny. Jest to sytuacja tymczasowa a co przyniesie życie - zobaczymy. Przyznał rację, ze wypominanie tych pieniędzy było z jego strony dużym nietaktem tym bardziej że za moją pracę włożoną w trud wychowania dzieci i zajęcia się gospodarstwem domowym nikt przecież nie płacił. Oczywiście na początku nie mógł się przyzwyczaić do mojej ciągłej nieobecności, że żonka już na niego nie czekała z obiadkiem, że trzeba było zająć się domem i dziećmi. Przeszliśmy przez szereg kłótni zanim przyszło opamiętanie i życie wróciło do normy.Natomiast głupotą z mojej strony było to, że poświęciłam siebie dla męża, dzieci, domu. Choć bardzo kocham moją rodzinę już nigdy nie dam się zapędzić w kozi róg! Czasami trzeba pomyśleć też o sobie.
Witaj, Moni! ![]()
Tak, jak mówiłem. Wytrącenie argumentu zależności materialnej od partnera jest najlepszym antidotum na poczucie bycia kurą domową i takie widzenie jej przez partnera. Kochanej wprawdzie, ale nie docenionej właściwie.
Gratuluję Moni. Bo partnerstwo, obok miłości i troski o potomstwo, to także szacunek dla wysiłku każdego z partnerów.