Jakie metody leczenia stosowaliście? Po jakim czasie odczuliście znaczną bądź całkowitą poprawę? Ja od 2-miesięcy biorę leki a od 3 miesięcy chodzę na psychoterapię i dopiero niedawno odczułam lekką poprawę, więc ciekawa jestem jak jest u Was.
Podobne tematy
Jakie miałaś natręctwa ?
bardziej niż terapia pomogły mi leki, które zaczęły działać po 3 tygodniach, a całkowicie mi przeszło po ok 2 miesiącach. Więc powoli, trzeba czasu.
nerwuska23: Natręctwa dotyczą samobójstwa
szczęście111: A jakie leki brałaś i w jakiej dawce?
Od kilku miesiecy mam natretne mysli. A zaczelo sie od tego, ze w wiadomosciach mowili o jakims wypadku i bardzo zal zrobilo mi sie kierowcy, bo sobie pomyslalam, jak on teraz musi bardzo cierpiec, ze niechcacy wyrzadzil komus krzywde. I sobie pomyslalam, ze osobiscie to nie wiem, jak bym sobie psychicznie poradzila, gdybym komus przez przypadek wyrzadzila krzywde. I od tego momentu stworzyla sie u mnie FOBIA. Ja akurat samochodu nie prowadze, nie mam prawa jazdy. Natretne mysli zaczely wiec mnie atakowac, ze jako pieszy rowniez moge byc zagrozeniem dla innych. A mianowicie, ze PRZEZ PRZYPADEK moge w kogos wpasc (bo go nie zauwaze) i ten ktos przez to wpadnie pod samochod. I teraz panicznie boje sie samochodow, chodze bardzo wolno, bardzo ostroznie, patrze wytezonym wzrokiem przed siebie, zybym tylko przez przypadek kogos nie popchnela albo w niego wpadla. Ale mimo ze tak bardzo uwazam, ciagle wydaje mi sie ze moze jednak w kogos wpadlam. Jesli przede mna przejezdza samochod, albo jak przechodze przez ulice (przechodze zawsze na pasach i przy sygnalizacji) to i tak ogarniaja mnie watpliwosci czy moze jednak kogos nie popchnelam i ten ktos wpadl pod samochod. Wiec zeby mniec pewnosc, przystaje i sprawdzam. A czasami to sprawdzanie trwa bardzo dlugooooo, az nie uzyslam 100% gwarancji ze nic sie nie stalo. Czesto sie zdarze, ze nawet stojacy samochod wywoluje w mnie panike i znowu ogarniaja mnie watpliwosci i znowu sprawdzam. W ciagu 15 minutowego spaceru przez miasto potrafie miec conajmniej kilkanascie mysli. Jednym slowem, samochod kojarzy mi sie z zagrozeniem. Ja o siebie sie nie boje, tylko o innych. Bardzo ciezko mi z tym, doslownie jestem wykonczona. Cieszylabym sie gdyby na swiecie nie bylo zadnych samochodow.
Oprocz tej jednej fobii, nie mam zadnej innej. Jak jestem w supermarkecie, czy w jakimkolwiek innym miejscu gdzie jest mnostwo ludzi, ale nie ma samochodow, to ja sie niczego nie boje, nawet mi przez mysl nie przejdzie ze w kogos moglabym wpasc przez przypadek. Gdyby nie bylo samochodow, to ja nie mialabym choroby.
Czy ktos moglby mi cos poradziec jak z tego wyjsc, jak odgonic te natretne mysli?!, jak odgonic te fobie?!, zebym na widok samochodu nie wpadala w panike, ze cos sie stalo, zebym nie miala watpliwosci czy w kogos wpadlam. Tak bardzo chcialabym znowu moc chodzic po miescie jak kiedys, bez strachu, bez poczucia ze moge byc jakims zagrozeniem dla innych. BARDO PROSZE O POMOC!!!
6 2017-01-31 22:20:05 Ostatnio edytowany przez *Aniołek* (2017-01-31 22:34:52)
Ja miałem natrętne myśli w podstawówce i liceum, to było piekło. Zwykle mam bardzo racjonalny umysł, więc te myśli, które wiem, że są absurdalne widocznie były drugą stroną medalu. Prawdopodobnie powodem było to, że rodzice się kłócili.
U mnie podobnie jak u Ciebie fobia nie dotyczyła tego, że cos mi się stanie, o siebie w ogóle się nie boję. Natrętne myśli wmawiały mi, że coś złego może się stać moim najbliższym. Nie mogłem już tego wytrzymać, do lekarza bym z tym nie poszedł, leków psychotropowych nigdy bym nie wziął, boję się efektów ubocznych, poza tym uważam, że najefektywniej jest przepracować wszystko w głowie. Może mam fobię/strach przed psychotropami?
Ale podkreślam, to tylko moje podejście, każdy może mieć inne. Jak widać z postów powyżej leki też mogą pomóc, a na pewno dobry terapeuta może bardzo pomóc.
Moim i Twoim głównym sprzymierzeńcem jest to, że wiemy, że te myśli są absurdalne. Absurdalność tych myśli męczy, ale jednocześnie nasza samoświadomość ich absurdalności i bezsensowności jest potężną bronią.
Nie chciałem iść do lekarza więc postanowiłem wymysleć sobie procedury, które mnie wyleczą. Powiedziałem sobie, że neurony w moim mózgu są tak poustawiane, że powodują absurdalne zachowanie (którego jestem świadom), a mózg jest częsciowo plastyczny i można go przeprogramować.
Plan działań:
1. Zaakceptuj to, że nikt nie jest w stanie w 100% kontrolować swoich myśli. Każdemu czasem się zdarza, że do głowy przyjdzie coś odwrotnego niż uważa, czasem nazywam mysli natrętne "myślami odwrotnymi".
2. Procedura 1: Gdy przychodzą myśli natrętne postanowiłem je ignorować. Jest to trudne i bolesne, ale po jakimś czasie jest coraz łatwiejsze. I serio czuć, że mózg się zmienia.
W Twoim wypadku: Widzisz ulicę i postaw sobie za zadanie przejść ją jak najszybciej. Po przejściu nie zatrzymujesz się i nie odwracasz. Na początku będzie ciężko, ale z każdym kolejnym razem będzie coraz łatwiej. Przecież wiesz, że gdyby coś się stało to były pisk hamowania słychać, albo krzyk, albo wcześniej poczułabys dotyk. Wybierz się na spacer z przyjaciółką i chodźcie przez ulicę razem.
3.Procedura 2: Chciałem jeszcze bardziej pobudzić mózg do zmian i wymyśliłem, że nawet jak akurat nie mam tych natrętnych myśli (nie ma się ich 24h/24h) to samemu je sobie mówię i potem je ignoruję. To utrwala efekt i jest mniej bolesne.
Wyobrażaj sobie przechodzenie przez ulicę, jak najszybsze. Po przejściu nie zatrzymujesz się i nie odwracasz.
Aaaa i przestań oglądać telewizję, tam co drugi news to wypadek samochodowy.
Po jakimś czasie całkowicie się wyleczyłem, tłumaczyłem sobie, że połączenia neuronów, ktore odpowiadały za natręctwa zostały rozerwane a umysł przeprogramowany. W ogóle nie musiałem przez parę lat nawet myśleć o tych procedurach, po prostu natrętne myśli zniknęły.
Parę lat miałem kompletny spokój, teraz piekło wróciło z powodu stresu. Wiem co robić, ale ignorowanie tych mysli wymaga trochę siły.
Nie mam wyboru, bo jest to piekło, które zabrało mi już wiele energii w podstawówce i liceum.
Wiem co robić, ale ignorowanie tych mysli wymaga trochę siły.
A dlaczego chcesz je ignorować?
Nie ma takiej potrzeby. One ci o czymś mówią, sa ważne. Warto sie im przyglądać zamiast od nich uciekać.
Ja zmagam sie z natręctwami odkąd pamiętam, choć teraz trudno mi to już nazwać zmaganiami, ponieważ w zasadzie polubiłam je i zaakceptowałam.
Kiedyś miałam np manie liczenie liter w poszczególnych zdaniach lub słowach. robiłam to zawsze gdy chciałam uciec przed jakimś stanem emocjonalnym lub własnie odgonić albo zignorować inne natrętne myśli. Kiedy zrozumiałam ten mechanizm , przestałam czuć potrzebę takiego zachowania. Dziś, gdy odruchowo zaczynam liczyć litery natychmiast pojawia sie myśl - po co to robisz. znajduje powód i juz wiem z czym będe musiała sie skonfrontować albo wobec czego pozostać obecna. Natręctwa to sa sprytne uniki mózgu, który bywa leniwy i nie ma ochoty stawać twarzą w twarz z niektórymi emocjami i stanami. dlatego tworzy sztuczne leki i problemy, które sa jedynie ucieczka.
Polecam konfrontację ze strachem, wizualizacje leku, nauczenie sie bycia obecnym nawet w najtrudniejszym stanie emocjonalnym.
Ignorowanie jest kolejna probą ucieczki