Witam!
Od pewnego czasu mam bardzo złe przeczucia związane z moim przyszłym mężem. Ale może od początku..
2 tygodnie temu miał urodziny. Pojechałam do niego, przyszli znajomi. Jednak byłam na tyle zmęczona że nie siedziałam za długo i o 22 wróciłam do domu. Następnego dnia rano moi rodzice mieli urodziny i chciałam jechać razem z narzeczonym po prezent dla nich, a że miałam jego auto to zadzwoniłam do niego by spytać o której mu pasuje pojechać do sklepu. Na co usłyszałam od niego że on nie da rady bo ma gorączkę. Bardzo się zdenerwowałam bo pomyślałam że mnie oszukuje, że najzwyczajniej w świecie ma kaca i nie ma ochoty siedzieć na urodzinach. Ale potem mi przeszło. Kolejnego dnia musiałam odwieźć mu auto, bo w poniedziałek do pracy miał iść. Gdy przyjechał, nie czuł się nawet źle. Miał co prawda 37 stopni gorączki, ale nawet posiedzieliśmy, pogadaliśmy. Ale ok. 19, gdy chciałam by mnie odwiózł do domu, nagle skoczyła mu temperatura do 38 stopni, zaczął kaszleć i w ogóle. W poniedziałek poszedł do lekarza, dostał silny antybiotyk. Ale do środy gorączka mu nie schodziła. Cały czas 37,5-38,0 stopni. W nocy ze środy na czwartek miał problem ze snem, nie potrafił nawet iść oddać moczu. Poszedł rano do lekarza. Z jego relacji (z czwartkowego ranka) zacytuję fragment: "i myślałem, że jak myłem się w łazience przed pójściem do lekarza, że to są moje ostatnie godziny życia, tak było ze mną źle..". Lekarz zlecił mu badanie moczu oraz rtg płuc. Kazał również zmniejszyć dawkę antybiotyku. Po zmniejszeniu dawki mój narzeczony już nawet nie najgorzej się czuł, ale jednak temperatura ok. 37,3 się trzymała. W piątek przyjechałam po południu do niego. Pośmialiśmy się, pogadaliśmy, ale że mnie też coś przeziębienie łapało, to się położyliśmy. I w pewnym momencie okazało się że spuchła mu jedna powieka i ta sama strona twarzy! myślałam że to uczulenie może na mój perfum albo jakiś proszek którego moja mama użyła do prania bluzki. Ale namówiłam go na pogotowie bo przypuszczałam gdzieś tam w myślach że to może być uczulenie na antybiotyk. Na pogotowiu 2 silne zastrzyki na odczulenie. Wróciliśmy do domu a ten znów miał ponad 38 gorączki. Przeleżał sobotę i niedzielę w domu. Wczoraj był ponownie u lekarza. Na co lekarz stwierdził że z badań wynika że ma JAKIŚ stan zapalny w organizmie ale nie przepisał mu żadnych leków (dodam że antybiotyk po wizycie na pogotowiu odstawił).
Po tych wywodach, może powiem o co mi w końcu chodzi..
Od momentu gdy napisał mi że czuł że to jego ostatnie godziny - nie potrafię sobie znaleźć miejsca. Jest mi ciągle źle. Czuję że coś mu się stanie! Dzisiaj śnił mi się jego tata (który nie żyje). Byłam z nim na cmentarzu i mój niedoszły teść szukał swojego grobu! Jak się rano obudziłam to myślałam że sobie coś zrobię! Nie potrafię o niczym innym myśleć tylko o tym że jego mama do mnie zadzwoni i powie że on albo leży w szpitalu albo nie żyje! Nie umie tych myśli od siebie odgonić! Jest on dla mnie najbliższą osobą ale czuję że stanie się coś strasznego! Pierwszy raz aż tak bardzo to czuję! Do tego wszystkiego śnił mi się jego ojciec który zmarł rok temu - a ponoć jak się śnią zmarli, to ktoś umrze (ile w tym prawdy to nie wiem). Ale naprawdę mam wrażenie że nie zostaniemy małżeństwem, że zanim zdążę się nim nacieszyć jako mężem, to on już będzie dawno w niebie..
Co ja mam zrobić?
Poradźcie mi coś..
jestem bardzo słaba psychicznie..