Tak to ja jestem tym facetem...
Powiem Wam, że kiedy tylko widzę poprawę, kiedy nabieram pewności siebie i widzę, że wraca między nami czułość następuje coś co znowu podcina mi skrzydła. Przykład:
Mamy wyjść na kawę do kawiarni i przed spotkać się z kimś. Wszystko ustalone, o której godzinie musimy wyjść itp.
Powiedzieliśmy sobie, że o 16 wychodzimy ok..15:40 żona siedzi przed komputerem i ogląda coś, ja mówię jej, że spokojnie jeszcze sobie odpocznij. Powolutku zaczynam się szykować w drugim pokoju wiedząc, że o 16 muszę być gotowy, bo kiedyś już mi żona wypomniała/wyzwała, za to, że nie ruszam tyłka na czas. Z drugiego pokoju słyszę o 15:55, 15:59, 16:03..jeszcze chwilkę, jeszcze chwilkę, mówię ok, spokojnie i ubrany w marynarkę czekam, czekam i nie popędzam żony. Po czym 16:05 żona widzi mnie w marynarce, zaczyna się stopniowa nerwówka i stopniowo wyzywa mnie, że jej nie powiedziałem wcześniej, że się tak ładnie ubiorę. Ubrałem się tak po pierwsze dlatego by ją zaskoczyć oraz dlatego, że ostatnio mówiła mi, że nie noszę swojej marynarki, również dlatego bo ostatnio mówiła mi, że mógłbym się ładniej ubrać jak gdzieś wychodzimy "do ludzi". Zaczyna się panika, żona szuka rzeczy, krzyczy, przeklina i mówi, że to moja wina bo jej nie powiedziałem wcześniej. W między czasie powiedziałem, że to żaden problem dla mnie, że zdejmę marynarkę i pójdę bez niej jeśli ona nie ma co włożyć, nie ma na to czasu - bez skutecznie, ciągle lata po domu, krzyczy, szuka ciuchów. Mówi, że już nie ma ochoty iść na kawę, bo ma spieprzony humor, z mojej winy. Wychodzi obrażona. W samochodzie cały czas są teksty, że nie użyłem mózgu by jej powiedzieć wcześniej, że się elegancko ubiorę, że nie umiem się porozumiewać z nią itd.
Wszystko moja wina...całe wyjście spieprzone przeze mnie bo chciałem zaskoczyć moją żonę i się elegancko ubrać.
Kłótnia całą drogę, na kawie kłótnia i milczenie...super wyjście
Nie dość, że rzadko wychodzimy to jeszcze tak wyglądało nasze pierwsze od kilku tygodni wyjście do miasta...
Ja powiedziałem m.in żonie, że mogła wcześniej skończyć oglądać coś na kompie skoro o 16 mieliśmy wyjść...a nie na ostatnią chwilę i wtedy nawet nie ma czasu na przygotowanie. Poza tym, dla mnie to nie byłby problem jakby mi powiedziała, że mam zdjąć tą pieprzoną marynarkę by ona nie czuła się jak "szuszfol" przy mnie. Dla niej lepszym rozwiązaniem jest wrzeszczenie na mnie, mówienie, że nie użyłem mózgu, że to jest moja tylko wina, że zepsułem wyjście.
Oczywiście na koniec przeprosiłem za to że zepsułem wyjście....ale i tak przypuszczam, że przez najbliższy dzień, dwa będzie denna atmosfera.
A zapowiadało się tak fajnie...w 2 minuty zwrot o 180 stopni.
I jak tu coś odbudować?