kilka tygodni temu pisałam na forum wątek o małżeństwie na odległość, miałam wątpliwości, bo za dużo było w tym związku niejasności. Z czasem pojawiła się agresja i postanowiłam się ewakuować z tego wątpliwego partnerstwa.Łatwo powiedzieć - trudniej zrobić. Uległam namowom na jeszcze jedną szansę- tylko szansę na co pytam teraz samą siebie? Tydzień temu zostałam pobita przez męża, jestem na zwolnieniu, chodziłam z klasycznie podbitym okiem i siniakami na ciele. Mąż sponiewierał mnie po całym mieszkaniu. Od tygodnia jest na mnie obrażony i nie wiem na co, bo chyba nie na to że sam mnie pobił. W temacie przemocy jestem mocno osadzona z uwagi na wykonywany zawód. I najgorsze jest to, że nie umiem pomóc sama sobie. Szukam osób, które były w podobnej sytuacji i wyszły z tego i pozbyły się toksycznego związku, toksycznego uczucia. Czy to w ogóle możliwe?
Sińce powoli znikają, ale to co się głębi teraz w mojej głowie mam wrażenie, że nie zniknie nigdy
Podobne tematy
Witam,bylam w takim zwiazku,maz pobil mnie tak,ze bylam unieruchomiona powyzej 7 dni-zlamal mi reke-wiec bylo o tyle latwiej,ze wszedl prokurator z urzedu.Krotko mowiac,ciezko jest samej podjac decyzje o rozstaniu,mi bardzo pomogla moja siostra i slepy traf ,ze moj Tato nie zgodzil sie mojego meza zameldowac,bylo bardzo ciezko,bo oczywiscie moj maz mnie zostawil z poczuciem,ze to wszystko moja wina-klasyk.Powinnas zrobic obdukcje-to najwazniejsze,to jest papier,ktorego tacy panowie boja sie jak ognia i przede wszystkim najlepiej by bylo miec kogos ,kto by Cie wsparl,do kogo masz zaufanie,bo sama sobie nie pomozesz-na to nie ma mocnych,bo nas kobiety latwo jest wpedzic w poczucie winy i ja szczerze mowiec rozstalabym sie,jezeli masz taka mozliwosc-nie mowie od razu o rozwodzie,ale odejsc gdzies,gdzie bedziesz miala spokoj,gdzie bedziesz mogla od niego odpoczac,ale obdukcje zrob,jesli jeszcze nie jest za pozno i napisz prosze,jak sytuacja sie ulozyla dalej i glowa do gory,moze Ci wydawac,ze to koniec swiata,ale tak nie jest-szkoda marnowac zycie,wiem cos o tym.
dziękuję za odpowiedź, u mnie procedura już ruszyła, policja po interwencji rozpoczęła z urzędu procedurę Niebieskiej Karty. Więc właśnie jutro staję po drugiej stronie biurka- jako ofiara przemocy, a nie ktoś kto pomaga takim ludziom. Buntuje się we mnie wszystko, każda cząstka mojego ciała zgłasza sprzeciw takiemu traktowaniu. U mnie tym razem skończyło się na podbitym oku i siniakach oraz bólach mięśni jak po ciężkiej zaprawie na siłowni. Wcześniej bywało duszenie, szarpanie, kręcenie karkiem i głową i to zawsze zdaniem mojego męża robił to w obronie własnej męskiej godności, którą ja podobno systematycznie odbieram mu każdego dnia. Czasem mam wrażenie, że tę godność odbieram mu nawet gdy własnoręcznie robię przetwory, ciasta które on lubi czy pączki na śniadanie w tłusty czwartek. Mam już chyba wyprany mózg, bo jeszcze chwila a zacznę w to wierzyć.
Nie wspomnę o wielu drobnych kłamstwach, które się zadziały z jego strony wobec mnie przez całe nasze trzy lata. Moją winą według męża było nawet to, że pół roku po ślubie okazało się że miał dwie żony a nie jedną i wina moja polegała na tym, że to ja przecież nie pytałam. Powala mnie to i rozwala na całej linii. Na szczęście mam przyjaciół którzy mnie wspierają , choć do pewnego momentu moje opowieści traktowali jak treści sf. Jestem im bardzo wdzięczna za pomoc i to że są ze mna, ale wiem że nie zawsze mogą zrozumieć i nie zawsze wiedzą co przeżywam- bo stoją obok.
Skoro znasz temat zawodowo, to wiesz też co trzeba zrobić. Dziś wziąć i spakować się, zabrać swojego jaśka i zacząć dbać o siebie. Lub zostać i dać się zabić, zniszczyć lub obezwładnić umysłowo. Moja sąsiadka wybrała tą drogę, cóż tak koło 45 roku życia psychika się poddała i nie skończyło się na depresji czy nerwicy, ale na chorobie psychicznej.
Toksyczne związki są najtrudniejsze. Cierpimy ale jednak dalej w nich trwamy jakbysmy czekały z dnia na dzień na cierpienie. Ale trzeba sobie zadac pytanie czy jest sens? Może lepiej odejsc, wiem to nie latwe ale zaslugujesz na szczescie. Moj byly poniewieral mna tez, a ja nie potrafilam sie mu postawic, zasypialam na psychotropach, pewnego dnia cos peklo i nie wytrzymalam. Ponad rok jestem sama, dawno nie bylam tak szczesliwa i spokojna. Musisz byc troche egoistka, pomysl o sobie. Nie możesz zatracic wlasnego ja !
wiem o tym wszystkim, ale właśnie w tych chwilach potrzebne mi są wielokrotne przypomnienia o tym. Wiem też , że jak się zrobi porządek z tym tematem w głowie, to reszta już też jakoś ruszy. Nie brak mi wiedzy, mam też trochę odwagi , mam zaplecze w postaci przyjaciół, jedyne czego potrzebuję to siły i wytrwałości i mam wielką nadzieję, że znajdę ją w sobie na tyle szybko, aby nie stracić szacunku do samej siebie.