netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

związek z mężatką

26 odpowiedzi10 929 wyświetleńzałożony przez Mrok, 05.03.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » związek z mężatką

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1

Temat: związek z mężatką

Witam!

Od pewnego czasu znajduję się w takiej dziwnej sytuacji, ale zacznijmy od początku. Będąc na pewnym portalu randkowym poznałem pewna kobietę (nazwijmy ją Panią "A"), trochę popisaliśmy ze sobą, w końcu się spotkaliśmy i o dziwo się okazało że nie dość - fajna osoba, to jeszcze atrakcyjna kobieta, i w zasadzie od tamtego czasu zaczęliśmy się regularnie spotykać. Po pewnym czasie zapoznałem ją z gronem rodzinnym i najbliższych przyjaciół... no i właśnie kilka dni po takiej nazwijmy to "rodzinnej" imprezie usłyszałem takie słowa:
- muszę Ci coś powiedzieć, po czym pewnie przestaniesz mnie lubić - jestem MĘŻATKĄ.

Dobrze że wtedy siedziałem, bo pewnie by mnie to z nóg ścięło - nie powiem, przeszło mi przez myśl z raz czy dwa "W czym tkwi haczyk?" że taka kobieta jeszcze nie zajęta, ale że jest mężatką to na to niestety nie wpadłem i raczej bym nie wpadł. No ale do konkretów, bo pewnych wyjaśnień oczekiwałem - ok. 2 lat temu miała swój ślub, po mniej więcej pół roku bycia w małżeństwie nakryła swojego "męża" że ma romans z ich wspólną znajomą, a co lepsze to to że miał i w dniu ślubu jak i przed ślubem. Męża swojego "wyprowadziła" z mieszkania i żyje sobie sama i na tym można było by skończyć bo historia jakich wiele, ale...

trochę o niej: swojego męża poznała na studiach, razem byli parą przez 7 lat i bardzo go kochała... a w zasadzie jak twierdzi nadal ma do niego sentyment i często o nim myśli. Na portal randkowy trafiła za namową koleżanki i wiem, że nie byłem pierwszym z kim się spotykała i jak dotąd żaden potencjalny partner nie spełniał do końca jej oczekiwań. Pomimo tego, że mąż z nią nie mieszka, to utrzymuje z nim kontakt, od czasu do czasu się widują i do siebie dzwonią. Ba! praktycznie raz w tygodniu widuje się ze swoją teściową i jej matką, chadzają razem do kina, na zakupy albo wpadają do siebie posiedzieć pogadać. Gdy pytałem o jej zdanie na temat jej męża - to jest to ponoć "wspaniały człowiek, który jednym faktem przekreślił wszystko", a w kwestii ewentualnego rozwodu to wcześniej nie była na taki krok gotowa, ale coraz bardziej przymierza się do tego. No dobra po wysłuchaniu tego wszystkiego, potrzebowałem przespania tego tematu bo nie chciałem mówić czegokolwiek bez przeanalizowania. Następnego dnia ustosunkowałem się do tego wszystkiego, moje stanowisko wyglądało w ten sposób:
- fakt że jest mężatką mi nie przeszkadza, w końcu od dłuższego czasu nie żyją ze sobą, a jak "A" twierdzi - są już tylko małżeństwem na papierze.
- to że utrzymuje kontakty z mężem i jego rodziną - jej decyzja, ja osobiście znam parę osób po rozwodzie, które żyją względem siebie w dobrych relacjach i sam nic złego w tym nie widzę.
- a względem rozwodu, też było dla mnie zrozumiałe że cala ta sytuacja była traumatyczna, a rozwód sam w sobie do najciekawszych wydarzeń nie należy - więc sobie tłumaczyłem, że 1.5 roku to nie jest jeszcze wystarczający szmat czasu.

No okey Ja z kolei nie lubię robić czegoś na siłę, choć sam byłem na różnych zakrętach życiowych teraz, mam życie względnie poukładane i przede wszystkim wiem czego chcę, dlatego wprost wyłożyłem, że z mojego punktu widzenia, wiedząc to co wiem, wiele rzeczy mi nie przeszkadza i do wielu rzeczy nie mam prawa się przyczepić ( a przynajmniej nie na takim etapie bycia ze sobą), tyle że zdaje sobie sprawę - że gdyby jej mąż zmądrzał, zostawił swoją kochankę i zechciał do "A" wrócić - to moja osoba znajdowałaby się na gorszej jak nie z góry straconej pozycji. W odpowiedzi usłyszałem, że do męża nie wróci na 100% bo ma świadomość że dobrze by to się nie skończyło, nie potrafiłaby mu zaufać, ale tez powiedziała mi, że tak do końca to Ona sama nie wie czego chce.

I tak spotykaliśmy się jakiś czas dalej, głownie u niej w mieszkaniu, bo choć oboje w domu nie lubimy siedzieć, to na mieście "A" obawiała się z innym mężczyzna pokazać (a już Boże broń, nie było mowy o chwyceniu się za ręce czy czymkolwiek innym), bo obawiała się, że spotka ja ktoś kto ją zna, że jej mąż się o tym dowie i że przez to będzie miała problemy z rozwodem... - początkowo łykałem takie tłumaczenia, gdy wyjeżdżaliśmy poza miasto, to wtedy wyglądaliśmy jak dwa gołąbki, żadnych oporów nie miała, za często wyjeżdżać tak tez nie mogliśmy, bo HyH w tym wszystkim musieliśmy pogodzić tak nasze godziny pracy, by Ona znalazła czas dla siebie, dla teściowej, dla męża i raz w miesiącu wyjeżdżała na weekend do swojej rodziny.

Starałem się być wyrozumiały, o nic na sile nie wypytywałem, na nic nie naciskałem... ku mojemu zdziwieniu od czasu do czasu mówiła mi, ze dzwonił do niej ten czy tamten "gość" poznany na portalu, z którym rozmawia z grzeczności i daje subtelnie do zrozumienia, że nic z tego nie będzie, ale wprost nic nie powie, bo nie chce nikogo urazić... no dobra z jednej strony miło, ze mówi, z drugiej strony - Ja na pewno bym o czymś takim nie pytany nie informował - bo po co? W każdym razie pewien zwrot w naszych relacjach nastąpił po pewnej nieprzewidzianej sytuacji.
Mianowicie pewnego razu - złapaliśmy gumę... "A" już od pierwszej chwili spanikowała, że jest w ciąży, że co to będzie, co Ona powie rodzinie, że nie znamy się zbyt długo, co powie mężowi, jakie to będą problemy z rozwodem... Jak na 30 letnia kobietę to mnie trochę zaskoczyła... Starałem nie przejmować tym zbytnio - raz dziecko to nie choroba, dwa - ktoś mi kiedyś powiedział że nigdzie nie ma 100% metody antykoncepcyjnej i współżyjąc z kimś jesteśmy gotowi na potomstwo, trzy to już tyle razy miałem zostać ojcem - że za becikowe to bym auto z salonu zakupił... tak czy siak jeszcze tej samej nocy gnałem po tabletkę... i co jak co wypisać receptę może każdy, moja dostałem od znajomej dentystki, a od lekarzy na dyżurach w szpitalach (bo byłem w kilku) dowiedziałem się, że takiej recepty nie wystawią - bo stan nie zagraża życiu i zdrowiu! - śmiech na sali - ale to tak po krotce abstrahując od tematu.
W każdym razie po tej akcji trochę się pozmieniało... "A" dość wyhamowała w stosunku do mnie, większość rzeczy odbywała się wyłącznie z mojej inicjatywy. Intuicja podpowiadała mi że rozwiązanie tej sytuacji przyjdzie z pojawieniem się zbawiennego "okresu" i częściowo się nie myliłem. Oczywiście się spotkaliśmy jak zwykle u niej w mieszkaniu i jak to wyglądało - jak spotkanie biznesowe, ładna sukienka, kawa podana w stylowych filiżankach i tym razem nie usiadła przy mnie a na przeciw mnie... Godzina rozmowy o wszystkim i o niczym aż przeszła do sedna:
min. przyznała się że ta sytuacja bardzo ja zestresowała, stwierdziła że przez ostatni czas bo parę dni nie mieliśmy ze sobą kontaktu - nie myślała o mnie - a skoro tak - to wydaje jej się że to nie to, że nie jestem dla niej odpowiednia osobą... i że się rozstajemy, przestajemy być parą... rozluźniając nieco atmosferę stwierdziłem, że w jej przypadku para nigdy nie byliśmy bo jest mężatką a mnie co najwyżej może traktować jako swojego kochanka. Oczywiście chciała zachować nr i prosiła byśmy kontaktu nie tracili bo "fajny ze mnie człowiek". No cóż tak zakończyłem wieczór, może i z lekkim żalem bo dobrze mi z nią było, ale na pewno nie z bólem serca.
Następnego ranka dzwoni do mnie o rozmawiamy, przyznałem się że trochę myślałem o niej, i dostałem opieprz, ze w takim razie czemu do niej nie zadzwoniłem? I zaproponowała mi, żebym przyjechał do niej i spędził z nią ten dzień a rozstaniemy się po tym dniu. Bardzo dobrze czuje się przy niej, więc miast siedzieć w łóżku przed telewizorem bez wahania zgodziłem się na to i pojechałem do niej i dzień spędziliśmy bardzo wyśmienicie. Nie powiem że deczko byłem skołowany bo jednego dnia stawia mnie się przed takim faktem a drugiego prezentuje się zupełnie inne podejście, no ale ustaliliśmy że ostatecznie - Ona nie chce mnie skrzywdzić bo nie wie czego chce i się nie spotykamy...
Kilka dni się ze sobą nie kontaktowaliśmy - Ja po przemyśleniach doszedłem do wniosku - że jeśli ktoś ma wątpliwości, to by je rozwiać, bierna postawa nie zawsze musi być pożądana, więc podjąłem rękawicę i umówiłem się z nią raz, drugi trzeci kolejny... oczywiście zachowywaliśmy się i robiliśmy wszystko to samo co przedtem z tymże od czasu do czasu, Ona podkreślała, że przecież się nie spotykamy (więc ja kwitowałem, masz rację, teraz się widujemy), zaczęła tez mi mówić, bym się przypadkiem w niej nie zakochał (trochę miłości już w życiu przeżyłem, więc tak łatwo mi to nie przychodzi), ale generalnie wszystko tak jakby wróciło do normy a ja się czułem jak pączek w maśle (pomimo fakty że ma męża z którym się chce rozwieźć ale tez tak jakby nie chciała).

Sytuacja deczko zmieniła się tydzień temu... byliśmy umówieni, chciała ze mną spędzić dzień tym bardziej że to były moje urodziny. Miała wyjść 10 min wcześniej z pracy a ja miałem ją z pracy odebrać. Pech chciał, ze w tym rozkopanym wzdłuż i wszerz mieście godzina z hakiem by dojechać z jednego końca na drugi to za mało. Byłem nieco tym faktem wkurzony ze sie spóźnię, ale przyjechałem mając te 10 min poślizgu, z roztargnienia podjechałem na główny parking by odebrać ją z pracy gdy Ona i wszyscy wychodzili no i z tego powodu sie na mnie bardzo wkurzyła - bo mówiła mi że w pracy wiedza że ma męża, żę to znajomy męża prace jej załatwiał, ze nie chciała by mieć z tego powodu problemów itp itd... i zostało mi albo i nie mi - bo jej sie wyrwało w powietrze, że już nikt nigdy jej z pracy odbierać nie będzie. Wieczór spędziliśmy nieco sztywniej niz normalnie no ale trudno... Na sobotę byliśmy umówieni na bal karnawałowy, w sumie przez te parę dni o tej środy się z nią za bardzo nie kontaktowałem bo miałem istny młyn w pracy, ale dowiedziałem się że w piątek była potańczyć - nie pytałem z kim, w dodatku zauważyłem nowe kwiaty u niej w mieszkaniu - wiem że lubi - może kupiła sobie je sama? a może dostała od teściowej?

Bal karnawałowy był udany, ale pod koniec stwierdziła że nie chce mnie skrzywdzić a wydaje jej się ze mi zaczyna coraz bardziej zależeć i poprosiła byśmy te relacje w takiej formie w jakiej jest zakończyli... no cóż - nic na siłę - wiem że nikogo do niczego nie zmuszę - zresztą co by to dało... a chwile później gdy tańczyliśmy razem bardzo namiętnie mnie pocałowała - przepraszając za to bo sama nie wie czego chce...
Po balu odstawiłem ja do domu a sam wracałem do swojego z nastawieniem, że no rozstaliśmy się definitywnie, a rano gdy wstałem telefon od niej i no jednak nie - byłoby fajnie jakbym przyjechał.

Dobra tak wygląda moja relacja z tą kobietą. Nie jest to relacja normalna, nie jest tez prosta z wielu powodów... Ja sam na wiele rzeczy mogę nie patrzeć o wiele rzeczy mogę nie pytać. I mogę zrozumieć, że ktoś może nie być gotowy, albo że komuś nie odpowiadam, ale mam pewne wątpliwości też co do mojego przeświadczenia o tej osobie, bo pomimo wielokrotnych rozmów z "A" i tłumaczenia jej, że z mojej perspektywy powinna wpierw zamknąć definitywnie etap małżeństwa - skoro do męża nie ma zamiaru wracać (albo raczej pozwolić aby on wrócił do niej), pomimo tłumaczenia że nie może w każdym facecie szukać odpowiednika "jej wspaniałego męża" - bo nie znajdzie jego wiernej kopii, Ona mimo woli przyznaje mi rację ale popełnia znów te same błedy...
Od pewnego czasu wiem, że pomimo tego iż byliśmy ze sobą razem Ona mimo wszystko nadal udzielała sie na tym portalu randkowym na którym sie poznaliśmy, a co więcej będąc ze mną równocześnie sie z kimś spotykała.
Z jednej strony pretensji nie mam - ona mężatka bez męża, nic sobie nie obiecywaliśmy, ale niech mi ktoś wytłumaczy Jaki jest sens mówienia komuś że nie chce się tej 2 osoby skrzywdzić, że samemu nie wie czego się chce i zaczynać ten sam proces od nowa z kims innym? wiem ze nie byłem pierwszym z tego portalu i teraz wnioskuje ze nie będe ostatnim. Ale co ta kobieta robi? Ktos kto chce, myśli o rozwodzie - prędzej czy później decyduje sie na rozwód a nie spotyka się jak nigdy nic na herbatce z teściową a czasami i razem z mężem, nie obawia się co to będzie gdyby ktoś się dowiedział że ma nowego partnera (w końcu jej mąż nadal jest z inną - poszedł swoja drogą - On może a Ona nie?). A może tu chodzi na odegraniu się na mężu - z cyklu popatrz wybrałeś tamtą lafiryndę i z nia jesteś - a zobacz z iloma ja byłam?

Niech mi któraś z doświadczonych Pań z tego forum naświetli nieco w głowie. Bo być może wykreowałem sobie nieprawdziwy obraz tej kobiety, a może chciałbym sie z nia spotkać i powiedzieć wszystko co myślę na ten temat, jednak czy dobrze myślę? bo nie chciałbym mówić głupot
Dziekuje za uwagę

2

Odp: związek z mężatką

Moim zdaniem ewidentnie tu widać, że kobieta nie wie czego chce... z tego co piszesz wygląda, że nadal ma coś do swojego 'męża' być może nadal go kocha... szuka osoby bardzo podobnej do niego... mam wrażenie, że gdyby mąż zaczął się o nią starać, rozważałabym wrócenie do niego... choć skoro odszedł do innej i jeszcze przed ślubem ją zdradzał jest to wątpliwe, że wróci. Myślę, że ona potrzebuje teraz trochę czasu, jest zagubiona, kilkakrotnie mieliście przestać się spotykać ale jakoś nie wyszło, bo ona jakby nigdy nic znów proponowała spotkanie... może po prostu nie chce być sama?... Uważaj, bo może się Tobą bawić... jesteś to jesteś bo nie ma nikogo innego ale jak ktoś się znajdzie i będzie dla niej lepszym kompanem niż Ty to Cię po prostu oleje, a ta 'gadka', że ona nie chce Cię skrzywdzić też jest w tej sytuacji podejrzana...

3

Odp: związek z mężatką

Ja mam wrażenie, że kobieta jest po prostu dobrą manipulatorką. Może ma męża, a może nie, może są po rozwodzie, a może nie.
Spotyka się z mężczyznami i testuje ich zachowanie. Może po jakimś czasie rzuca, ale Ty jeszcze się nie zaangażowałeś na tyle, by mogła Cię uznać za zaliczonego, więc kombinuje dalej.
Oczywiście to tylko moja interpretacja, wróżką nie jestem. Ale nie wierzyłabym, że jest aż tak niezdecydowana co chce zrobić ze swoim życiem, że raz zrywa, a na drugi dzień chce spotkań. Bawi się, lub jest niezrównoważona, w obu przypadkach lepiej wiać.

4

Odp: związek z mężatką

Masz racje to nie jest normalna relacja..Zadajesz pytania i tak naprawde sam sobie na nie odpowiadasz:) Hmm a poza tym gdyby chciała odegrać sie na mężu nie sadzisz że pokazywałaby sie z tobą wszędzie ? A tymczasem ona ukrywa cie

5

Odp: związek z mężatką
Maggic88 napisał/a:

Moim zdaniem ewidentnie tu widać, że kobieta nie wie czego chce... z tego co piszesz wygląda, że nadal ma coś do swojego 'męża' być może nadal go kocha... szuka osoby bardzo podobnej do niego... mam wrażenie, że gdyby mąż zaczął się o nią starać, rozważałabym wrócenie do niego... choć skoro odszedł do innej i jeszcze przed ślubem ją zdradzał jest to wątpliwe, że wróci. Myślę, że ona potrzebuje teraz trochę czasu, jest zagubiona, kilkakrotnie mieliście przestać się spotykać ale jakoś nie wyszło, bo ona jakby nigdy nic znów proponowała spotkanie... może po prostu nie chce być sama?... Uważaj, bo może się Tobą bawić... jesteś to jesteś bo nie ma nikogo innego ale jak ktoś się znajdzie i będzie dla niej lepszym kompanem niż Ty to Cię po prostu oleje, a ta 'gadka', że ona nie chce Cię skrzywdzić też jest w tej sytuacji podejrzana...

Co wywnioskowałem na podstawie naszych wspólnych dyskusji: Czy czuje coś do męża? Oczywiście - nie da się wymazać prawie 8 lat spędzonych razem - gdy ktoś dla Ciebie jest całym światem, zresztą jak tu wymazać kogoś, kogo się często widzi z kim ciągle się ma kontakt? Zepsuje się kran, dzwoni do męża, zepsuje się szafka dzwoni po męża - On przyjeżdża i robi co trzeba - a Ona potem uważa jaki On dobry - bo przyjechał... W jej rodzinnym domu temat jej małżeństwa i męża to temat na który się nie wchodzi - jej rodzina ma jedno zdanie - bardzo niepochlebne... a w domu jej teściowej nadal sa ich zdjęcia powywieszane wszędzie. Nie uważam że utrzymywanie kontaktów z "byłymi (nie do końca) teściowymi" nie ma sensu czy nie ma prawa bytu - bo to wszystko ludzie tacy jak My i z każdym można mieć dobry kontakt, ale też mogę postawić orzechy przeciw diamentom - że teściowej (rodzinie jej męża) zależy na tym by do siebie wrócili i przy każdej możliwej okazji będzie sie starała dopiąć swego - tym samym robiąc "A" mętlik w głowie. Tak więc dochodzę do wniosku, że póki taki stan rzeczy ma miejsce, tworzy się swego rodzaju blednę koło - i pisanie, czy stwierdzanie że "potrzeba jej czasu" - może nie mieć żadnego odniesienia. 

Katariina napisał/a:

Ja mam wrażenie, że kobieta jest po prostu dobrą manipulatorką. Może ma męża, a może nie, może są po rozwodzie, a może nie.
Spotyka się z mężczyznami i testuje ich zachowanie. Może po jakimś czasie rzuca, ale Ty jeszcze się nie zaangażowałeś na tyle, by mogła Cię uznać za zaliczonego, więc kombinuje dalej.
Oczywiście to tylko moja interpretacja, wróżką nie jestem. Ale nie wierzyłabym, że jest aż tak niezdecydowana co chce zrobić ze swoim życiem, że raz zrywa, a na drugi dzień chce spotkań. Bawi się, lub jest niezrównoważona, w obu przypadkach lepiej wiać.

Z racji wykonywanego zawodu hyh mając pewne wątpliwości wykonałem drobne śledztwo, w sumie wszelkie czynności nie trwały dłużej niż 2 godziny, ślub jak najbardziej miał miejsce, rozwodu jeszcze nie było, jej mąż faktycznie istnieje (swoją droga zwykły Kowalski mający nieco oleju w głowie nie miałby problemu z odszukaniem danych osób w erze Fejsbuków i NK, a już nie mówiąc o instytucjach Państwowych - będąc w internecie nie ma czegoś takiego jak prywatność i anonimowość). Czy testuje zachowanie mężczyzn? a kto nie testuje smile? ale tak - porównuje bo się przyznała wszystkich z którymi się spotykała, łącznie ze mną do swojego męża - moje zdanie jest takie - Ja choćby nie wiem co nie będę starał się być kimś kim nie jestem.

Monika7676 napisał/a:

Masz racje to nie jest normalna relacja..Zadajesz pytania i tak naprawdę sam sobie na nie odpowiadasz:) Hmm a poza tym gdyby chciała odegrać sie na mężu nie sadzisz że pokazywałaby sie z tobą wszędzie ? A tymczasem ona ukrywa cie

Nie uważam się za intelektualną amebę - wszelkiego rodzaju problemy są po to by je rozwiązywać - a dojście do każdego rozwiązania wymaga myślenia - problemem dla mnie stanowi to - czy dobre wnioski wyciągam?
O co mi chodzi - nigdy nie poczułem się przez nią wykorzystany, o pewnych sprawach wiem że powiedziała mi tyle ile chciała powiedzieć - ja o więcej nie pytałem (chociażby sytuację czy wie dlaczego jej mąż zrobił co zrobił? Nie znam go - ale jestem zdania że wina choć nie współmierna leży po obu stronach), zawsze czułem się traktowany z szacunkiem. Tyle tylko, że wiem, że mogę się mylić - mogłem wykreować sobie obraz, biednej porzuconej kobiety, skrzywdzonej przez los, której trzeba pomóc (nazwijmy to w ten sposób upraszczając jak tylko się da), a w rzeczywistości to ze ktoś jest dobry dla mnie nie musi oznaczać że dobrymi intencjami się kieruje względem mnie.
Nie kocham tej kobiety - ale jeśli to nie gra pozorów i faktycznie jest taka jaka była w stosunku do mnie - to mógłbym bardzo poważnie rozważać związanie swojej przyszłości z ta kobietą - mnie czas nigdzie nie goni, jestem cierpliwy i jeśli trzeba by było to i mógłbym swoje odczekać, ale może nie warto? wtedy - ces't la vie szkoda tracić czasu.   
Z tym odgrywaniem na mężu - punkt dla Ciebie, gdyby chodziło o pokazówkę, to pewnie jeszcze by wybierała miejsca gdzie męża mogłaby spotkać - a tutaj wielka konspiracja...

6

Odp: związek z mężatką
Mrok napisał/a:

Nie kocham tej kobiety - ale jeśli to nie gra pozorów i faktycznie jest taka jaka była w stosunku do mnie - to mógłbym bardzo poważnie rozważać związanie swojej przyszłości z ta kobietą - mnie czas nigdzie nie goni, jestem cierpliwy i jeśli trzeba by było to i mógłbym swoje odczekać, ale może nie warto? wtedy - ces't la vie szkoda tracić czasu.

Myślę że nie warto czekać i się angażować dalej, ona nie wie czego chce, nie widzę przyszłości z tą kobietą., serio.

7

Odp: związek z mężatką

Jetes trochę jej zabawka do miłego spędzania czasu .Jeśli ty nie miałbyś czasu na spotkanie , pewnie umówiłaby sie z innym z portalu randkowego .  Mowi Ci ze sama nie wie czego chce , abyś sie przypadkiem nie zakochał w niej - świadczy to o tym ze nie jesteś dla niej poważna sprawa ale kolejnym w kolejce . Nie ty to będzie inny z portalu. Pewnie mówi to każdemu facetowi.
Jeśli któryś sie zaangażuje to ona będzie miała gotowa odpowiedz : Przecież uprzedzałam ze nie wiem czego chce, niczego ci nie obiecywałam .

Czy ona spala z każdym z którym sie spotykała ?? - tu powinno dać ci do myślenia.Bo jak będzie znowu wpadka z gumka  , abyś nie musiał zadać sobie pytania : Czy ja jestem ojcem , czy inny z portalu??

8

Odp: związek z mężatką

Bardzo ciekawa historia. Swego czasu miałam takiego znajomego który zachowywał sie mniej więcej w podobny sposób. Wydaje mi sie, że ta kobieta nie wiedziała sama czego chce, została zraniona przez męża, ale tak naprawde nadal go kocha..

9

Odp: związek z mężatką

Wspaniała, dobra kobieta, ktora traktuje Cię z szacunkiem(sic!)

Podejzewam ze maz z ulga wraca po tych wszystkich reperacjach do siebie, bez powodu Ja nie tylko zdradził , ale rownież zostawił. Bo mi sie wydaje ze Ona przyjęłaby Go z otwartymi ramionami, a w międzyczasie pozostaje internetdatingowa cichodajka.

10

Odp: związek z mężatką

Mrok ona ma Ciebie i pewnie jeszcze kilku innych,taka prawda dlatego może się z Tobą pokazać poza miastem bardziej swobodnie. W domu nikt was nie widzi poza tym myślę,że jednak sex to podstawa tego układu. Daj sobie spokój po co Ci to? Nie możesz znaleźć sobie "normalnej" panny? Takiej co z nią za rękę będziesz chodził po mieście?

11

Odp: związek z mężatką

Zgadzam się z Rybą, wygląda na to, że tej Pani trochę się nudzi, więc szuka sobie panów do rozrywki smile Jeśli zależy Ci na bardziej poważnym związku, to z nią raczej nie uda Ci się.

12

Odp: związek z mężatką

ciekawa histyoria,
ja podejrzewałabym ze ona męza ma i z nim cały czas jest, a on pracje za granica, ze cie zwyczajnie okłamuje a jego zdradza nie tylko z toba ale i z innymi z portalu,
sama sytuacja ze obawia sie ze ktos z pracy zobaczy was razem, ze nie chce byś trzymał ja za reke, czegos sie boi...skoro jej malzemstwo byloby fikcja to nie mialaby oporów....
dziwne i bardzo podejrzane to wszystko
ale jak chces z sie w to dalej bawić to powodzenia...bo dla mnie to nie ma przyszlosci..

13

Odp: związek z mężatką

Mrok! Jesteś kochankiem kobiety, która nie żyje z mężem, czeka ją rozwód. Spotyka się z facetami z internetu, romansuje.

Nie sądzę, że ona Tobą manipuluje, ale po prostu ma prawo do widywania się też z innymi facetami. A wasz romans się wg mnie wypala/wypalił.

Kończyć relacji nie ma sensu... podstawowe pytanie -- czy chcecie się ze sobą spotykać, widywać częściej lub rzadziej. Rozmowa o przyszłości i planach nic nie da.

To jest luźna relacja z kobietą i bedziecie się spotykać, albo nie będziecie. Oprócz tego ona może mieć innych facetów.

14

Odp: związek z mężatką

Witam!

Powtórka z rozrywki po pewnym czasie :-) Heeeh... histerii ciąg dalszy, ciągnąć w skrócie w marcu 3 raz się rozstaliśmy... bo pani "A" wydawało się, że mi bardzo zależy a nie chce mnie ranić :] Okey, 2-3 dni pochodziłem jak burzowa chmura a na weekend umówiłem się z dwoma dziewczynami na imprezę do "A" nie odzywałem się nic... sama zadzwoniła i gdy jej zrelacjonowałem, że nader przednie się bawię - raz) sama chciała do Nas dołączyć dwa) następnego dnia byłem zaproszony na śniadanie... i tak zostałem na kolejne 2 śniadania (chociaż nie raz mi zapowiadała, że "w tym mieszkaniu żaden obcy chłop nie ma prawa nocować")... i tak minął marzec potem kwiecień które spędzaliśmy razem, potem przyszedł maj i wyjechałem na szkolenie do Warszawy... w tygodniu w Warszawie na weekendy przyjeżdżałem, oczywiście w tygodniu często i gęsto do siebie dzwoniliśmy, w tym czasie (w maju) miałem przyjemność poznać jej babcię oraz siostrę.
Fajnie bo myślałem, że skoro nie jestem już taką skrywaną tajemnicą to być może sprawy idą w dobrym kierunku... Na czerwiec planowaliśmy wspólny wyjazd na urlop (ponoć chciała ze mną jechać). Z końcem maja w jednej rozmowie telefonicznej gdy byłem w Warszawie "A" poinformowała mnie że widziała się ze swoim mężem i On poruszył temat rozwodu ( z jednej strony to chyba dobrze, z drugiej było słychać smutek w jej głosie)i zaczęło się, że ma wątpliwości, że Ona nie jest niczego względem mnie pewna, że nie chce bym się zakochał itp... (standardowa litania którą musiałem wysłuchiwać już nie jeden raz) Ja oczywiście stawiałem sprawę jasno, że póki co to w tym wszystkim zachowuję pewien dystans i na tyle na ile się da zdrowy rozsądek - taka odpowiedź ją usatysfakcjonowała. Z początkiem czerwca gdy wróciłem do Naszego miasta widzieliśmy się parę razy, czekałem aż da mi znać czy dostanie wolne na Nasz wspólny wyjazd... w końcówce czerwca miała też iść ze mną na wesele. Tak jakoś wyszło, że z 2-3 dni się nie odzywałem, czekałem na hmmmmm inicjatywę? z jej strony a i przez ten czas z braku tej inicjatywy wkurzyłem się i coś też przeczuwałem nosem, że znowu coś będzie, więc hmmmm by nie znaleźć się z ręką w nocniku na wesele zaprosiłem koleżankę. W końcu "A" zadzwoniła i się spotkaliśmy no i cóż... jak to się wyraziła wiele myślała i "ten związek to nie jest to", bo irytuje ją "brak własnego zdania" (em... tyczy się to spraw gdy bywaliśmy w restauracji - Ona zawsze siedziała pół godziny  rozkminiając kartę, a ja zwyczajnie pytałem się kelnera coby mi polecił - po prostu wstrząsające z mojej strony, że też karta dań nie spędza mi snu z powiek), oraz sposób w jaki odpowiadam, bo gdy mnie pyta "czy jest mi zimno?" -Ja odpowiadam, że "gorący facet ze mnie" (zamiast odpowiedzieć TAK lub NIE) i w perspektywie czasu takie niuansiki z moim zachowaniem (wielce wstrząsającym) byłyby dla niej nie do zniesienia (jak dla mnie takie tłumaczenia za przeproszeniem naciągane z dupy). Oczywiście kontakt ze mną chciała zachować, bo bardzo wartościowa ze mnie jednostka, na urlop okazało się ze wolne dostała i czekała kiedy ja się zainteresuje, ale że już razem nie jesteśmy to na urlop razem nie jedziemy, ale na wesele ze mną pójdzie. No cóż, tu mały problem bo 2 partnerki nagle miałem a 1 wesele, dlatego "A" podziękowałem - zresztą doszedłem do wniosku że tak będzie lepiej. Na urlop pojechałem sam (Ahhh nie ma to jak 10 dni sam ze sobą... wymarzony urlop :]). Oczywiście nie dzwoniłem - bo po co? To Ona co jakiś czas dzwoniła i się mi jeszcze miała czelność żalić :-) że ja nie dzwonię i mi chyba nie zależy na tym by mieć z nią kontakt!
Po urlopie spotkałem się raz... trochę posiedzieliśmy pogadaliśmy, gdzieś na spacer wyszliśmy... Wkurzała mnie tekstami w stylu - "Ale bym teraz chciała potrzymać Cię za rękę" (hola hola, jak ze sobą byliśmy to nie było o tym mowy bo jeszcze ktoś zobaczy). Tydzień później spotkaliśmy się znowu, taka gadka o wszystkim i o niczym, ale najlepsze jest to, że nie miała problemów by się zapytać czy może się do mnie przytulić i tuląc się do mnie wypytywała mnie o to czy kogoś poznałem (zresztą wpierw przy mnie mój telefon przejrzała to wiedziała o co pytać:]), Ona mi się pochwaliła, że przez ten czas co nie jesteśmy ze sobą spotkała się 2 razy z jakimś gościem z "portalu" ale mu podziękowała bo to zupełnie nie to, poinformowała mnie, że w lipcu na wesele ją kolega z pracy zaprosił (który z resztą jej się podoba) i była zachwycona ze leżąc przytulona  przy mnie i biorąc moją rękę bym ją głaskał tam i tu mamy relacje jak przyjaciele i możemy sobie wszystko powiedzieć 8-) (starałem sobie przypomnieć z jaką inną przyjaciółką/koleżanką moje relacje tak jeszcze wyglądają i sobie nie przypomniałem).
Na początku lipca znów chciała się spotkać, więc zaproponowałem wspólny wyjazd na kompleks Term - bo wiem że Ona lubi a poza tym to wkurzało mnie siedzenie albo przebywanie z nią i robienie dobrej minki najlepszego przyjaciela i wysłuchiwanie jak to by teraz się przytuliła albo ze mną za rękę gdzieś wyszła, tak więc na termach w razie co każde z nas mogło samemu sobie czas zorganizować.
I tak też plan organizowałem - stwierdziłem mam "gdzieś" jak tylko na Termy wjechaliśmy Ona w swoją stronę ja w swoją (no ja za nią łazić nie będę), po 40 min ja się wyleguję na leżaku przy basenie, podpływa do mnie "A" śmiejąc się że z odległości upatrzyła przystojniaka i chciała do niego zagadać, a gdy podpłynęła to okazałem się nim być ja, no i ogólnie że jej się nudzi i żebym z nią popływał, no to okey popływaliśmy razem trochę się powygłupialiśmy - ja skoro nie jesteśmy ze sobą starałem się trzymać zdrowy dystans, Ona powiedzmy że też. Po termach odwiozłem ją do domu, zaprosiła mnie na górę i w sumie bez ogródek jak tylko weszliśmy do mieszkania hmmmm rzuciliśmy się na siebie i tak spędziłem u niej 4 dni... W trakcie tego pobytu zaprosiłem ją na wesele które będzie w sierpniu. W końcówce lipca strzeliłem sobie nieco w kolano, bo Ona szła na wesele z kolegą z pracy przecież - w końcu pretensji mieć nie mogłem bo zaprosił ją jak się rozstaliśmy, no ale wyciągnęła mnie na całodzienne zakupy, bo musiała się obkupić by wyglądać bombowo na wesele na które idzie i na przyszłe ze mną. Z jednej strony dałem ciała, że sam ułatwiałem jej strojenie się dla obcego gościa z którym idzie na wesel z drugiej strony miała też się obkupić na wesele ze mną, no ale już wiem że więcej takiej akcji nie odwale i się do takiego poziomu nie zniże... W dniu wesela Ona sobie pojechała, a ja miałem wieczór kawalerski kolegi, tak więc ja się bawiłem, Ona się bawiła, dzień później nie dzwoniłem - sama zadzwoniła, z hasłem że jest wkurzona bo jej partner się nią nie interesuje i stanęło na tym, że jak nic się nie zmieni to pojadę zabrać ją z tego wesela  - jechać jednak nie musiałem. Dzień po powrocie z wesela Ona pojechała na urlop z 3 koleżankami na mazury (taki babski wyjazd), i tak sobie myślałem e na tym wyjeździe to zapomni, a tu zdziwienie moje co dzień dzwoniła i bardzo fajnie się rozmawiało. W tę niedzielę wróciła i dziś się spotkaliśmy i hmmmm... Dowiedziałem się pewnej ciekawostki, była w dość złym nastroju, mianowicie jej teściowa przekazała jej ciekawą informację, że jej mąż oficjalnie przyprowadził i przedstawił swoją hmmmm kochankę? swojej matce. "A" stwierdziła, że miarka się przebrała i nie pozwoli na to, cała noc czytała o rozwodach i o tym jak się wniosek składa i że musi się jeszcze dziś z mężem spotkać i o tym porozmawiać póki jest zdecydowana.
Dla mnie to trochę dziwne... bo jeśli jestem na coś zdecydowany to to robię a nie, robię coś czekając na przypływ emocji...
Zacząłem temat nieco drążyć, czy jej ten rozwód jest potrzebny? To była zdziwiona, bo myślała, że tego chcę... I fakt może i chce, ale chcę by Ona to zrobiła sama świadomie dla siebie a nie dla mnie.
Prawdę mówiąc nie wiem czy się dziś z tym mężem po mojej wizycie spotkała, czy ten temat poruszyła, zastanawiam się czy jutro dzwonić i o to pytać, czy poczekać aż sama powie.
Zastanawiam się czy z tej relacji coś będzie - bo nie chciałbym być lekarstwem na jej rozwód, być przy niej, wspierać, wysłuchiwać i znosić z nią te niełatwe chwile jeśli się zdecyduje na ten krok, tylko po to by po wszystkim, stwierdziła że to nie to, ale mimo wszystko bardzo jej pomogłem.
Cholerka no jest jak jest a nie jak powinno być,  ale dobrze mi z "A", dobrze się przy niej czuje i ciągnie mnie do niej poza tą cała resztą która jest do kitu ;-)
I z jednej strony mógłbym się starać jak nie wiem co, ale pytanie czy warto? czy coś z tego będzie?
Powiedzcie mi drogie Panie Wy byście ryzykowały? Czy dały sobie spokój?

15

Odp: związek z mężatką

związek  z mężatką? no weź jak to brzmi,
co to za związek, ale skoro lubisz cierpieć,

16

Odp: związek z mężatką

Masz do czynienia z osobą niedojrzałą i tchórzliwą, a na dodatek poziom jej infantylizmu porównałabym do K2. Jak dla mnie z tej mąki chleba nie będzie.

17

Odp: związek z mężatką

Chłopie, po co Ci to?
Nie chciałbyś być szczęśliwy z kimś bez takiej ''przeszłości'', bez mężów, kochanków i jeszcze innych?
Pomyśl.

18

Odp: związek z mężatką

Mrok czy Ty naprawdę nie widzisz że ta cała "A" to jest z lekka zaburzona?

Niech Ona dojdzie ładu sama z sobą, a później zawraca głowę innym.
Czy choćby nawet do tego rozwodu doszło, czy Ty na prawdę uważasz że mógłbyś z Nią stworzyć coś stałego, stabilnego, partnerskiego, czystego?!

Szczerze śmiem wątpić, gdyż ta panna to niczym chorągiewka na wietrze...w zależności od tego jak wiatr zawieje tak Ona zmienia zdanie.
Zachowuje się jak rozkapryszona dziewczynka, mała egoistka i zapatrzona w siebie damula...której nic tylko własna osoba zasłania wszelkie inne widoki, które przecież są wokół Niej.

Zastanawiałeś się co Cię tak do Niej ciągnie?? ...bo niby tu piszesz to braku zaangażowania z Twojej strony, o tym dystansie...a jak dla mnie to Ty spełniasz wszelkie Jej zachcianki. Świadomie pełnisz rolę pocieszyciela i jeśli Ci taki układ pasuje to Ok nic nam do tego, ale myślę sobie że nie o to w tym wszystkim chodzi.

Przykro mi ale to co opisałeś wyżej daje mi podstawy, aby wysunąć wniosek, iż prędzej czy później z Jej nastawieniem i podejściem do lekkości związku rozpadnie się to coś co jest, będzie między Wami jak domek z kart.

19

Odp: związek z mężatką

Człowieku przy takich zwrotach akcji to ja bym juz chyba dawno na Twoim miejscu wyladowal w psychiatryku. Powiedz szczerze nie szkoda Ci nerwow i czasu na ten dziwaczny uklad?

20

Odp: związek z mężatką

Hej... opowiem Wam zakończenie mojej historii która finał miała dzisiaj - godzinę temu.
z "A" byłem umówiony na wesel, ostatni łikend spędziliśmy razem - było jakoś - jak zwykle był seks -w sumie do tej pory,żyłem w przekonaniu, że jeśli z kimś się jest ileś czasu i się ze sobą współżyje - to może coś z tego będzie - ale teraz muszę przyznać, że miałem naiwne poglądy. Po łikendzie co dzień pisałem i praktycznie z jej strony 0 odzewu, więc w czwartek już nie wytrzymałem i napisałem SMSa że jeśli nie chce iść na to wesele to niech mi to powie. Szybko oddzwoniła że chce iść na wesele, a gdy zapytałem czemu się nie odzywa -to skwitowała że była zapracowana (dziwne by w ciągu całego dnia nie mozna było znaleźć czasu na napisanie jednego SMsa. Piątek cisza, a wczoraj w sobotę umówiliśmy się na 15:00. Przyjechałem, zabrałem ją - oczywiście była pełna dystansu na samym weselu też dość sztywno - czułem że coś jest nie tak bo takie rzeczy się czuje. O północy na oczepinach zebrałem sie w sobie by porozmawiać na spokojnie. Pytałem się czemu tak na prawdę się nie odzywała - to mi odpowiedziała że sam mogłem zadzwonić - w sumie spodziewałem się że tak mi odpowie, ale drążyłem dalej to przyznała się że nie miała potrzeby kontaktu. W takim razie zapytałem się jak dalej widzi naszą relację - odpowiedziała że przez ten cały czas próbowała wzniecić w sobie jakieś uczucia i co jakiś czas myślała ze się uda, ale jednak nic z tego. Tak więc podjałem męską decyzję i powiedziałem jej że po poprawinach jeśli chce też iść, rozstajemy się definitywnie i nie widzę sensu by kontynować tę relację na stopie koleżeńskiej - bo to niezdrowa relacja i ta znajomość nie będzie dla mnie dobra bo będzie mi utrudniała kontakty z innymi kobietami, niechętnie to przyjeła ale się zgodziła. Po tym jak sobie wyjaśniliśmy, poszliśmy na parkiet i przez następne 2h kleiła się do mnie jak mucha do miodu - aż moi znajomi się mnie pytali co to za zmiana i chyba wcześniej byliśmy pokłóceni. To jej zachowanie, bardzo mnie zaniepokoiło -zastanawiałem się co ze mną nie tak, że nie potrafię rozkochać w sobie kobiety przez tak długi czas i zrobiłem to.... po raz pierwszy w życiu... Gdy poszła potańczyć z moim kolegą przejrzałem jej telefon na szybko i zobaczyłem kilkanaście połączeń wychodzących i przychodzących z jej telefonu do jakiegoś Patryka... Koszmar!
Stwierdziłem ze koniec wesela i odwoże ją do domu nic nie mówiłem, jeszcze proponowała mi bym przenocował u niej a po drodze w samochodzie świerkała jaki to ja dla niej dobry jestem... Odprowadziłem ją pod drzwi, pożegnałem się i na odchodne powiedziałem -Pozdrów Patryka - spóściła jedynie wzrok.
Gdy wracałem do domu - dzwoniła 6 razy nie odbierałem, napisała SMSa:

"Wiem że nie będę miała już okazjiz Tobą rozmawiać: żadne słowa nie sąw stanie oddać tego cochciałabym powiedzieć, wyjaśnić. przepraszam, może kiedyś zechcesz mnie wysłuchać"

Odpisałem:

"Przepraszać za co? Ze jestem jeleniem? Niczym nie różnisz się od swojego męża"

Odpisała:

"Jeśli przejżałeś sms-y to wiesz że poznałam go na urlopie. W żaden sposób mnie to nie tłumaczy ale mimo chęci na uczucia nie mamy wpływu. Poza tą sytuacją wcześniej w żaden sposób Cię nie oszukałam. Teraz raz się z nim spotkałam i coś zaiskrzyło. Może kiedyś mi wybaczysz."

I tak kończy się ta historia - smutne bo łudziłem się i nie mogę tak naprawdę po tym wierzyć że cokolwiek było prawdą - rozumiem że na uczucia nikt nie ma wpływu, ale uczciwość to już inna bajka, bo w dowolnym momencie mogła powiedzieć że to koniec, bo poznała kogoś - zrozumiałbym. Ale nie rozumiem jak mozna sypiać z jednym i kręcić a może i również sypiać z innym - robiąc z siebie ikonę cnoty.
Drogie forumowiczki i forumowicze - mieliście rację - jednak o tym musiałem przekonać się sam na własnej skórze. Pomimo tego, że czuję się skrzywdzony,nie chcę wrzucać wszystkich do jednego wora - staram się podchodzić do tego na trzeźwo, ale niech moja historia będzie ku przestrodze innym w sytuacji podobnej do mojej.

Mam żal do siebie, że jestem jaki jestem bo przez ten cały czas będąc z "A" poznałem kobietę, która mi się podobała i wiem że ja jej się podobałem, ale nic z tym nie zrobiłem bo uznałem, że to nie będzie fair w stosunku do "A" teraz mi pozostaje samotność i lizanie ran, a Ona? będzie sobie rozwijała nową znajomość... ot życie

Dobrej nocy.

21

Odp: związek z mężatką

Sprawdza siebie, nie jest pewna tego co robi, chce trzymać "dwie sroki za jeden ogon", wyczuła Cię, nie zależy jej specjalnie, dowartościowuje się , gdy mówi, że dzwonił do nie ten czy tamten. Ma męża, rozumiem, gdyby to był koniec, nie mają kontaktu, każdy ma własne życie-ok. rozwód do niczego niepotrzebny. Ale ewidentnie widać, że nie wie co zrobić, bawi się, a przed rodziną nie chce wyjść na osobę, która za wcześnie się pocieszyła, być może zależy jej jeszcze na mężu i zostawia jemu i sobie furtkę otwartą.
Zastanów się nad tym "związkiem", bo gdy wciąż będziesz na jej zawołanie, robił co chce i łykał jej teksty - dobrze nie będzie!

22

Odp: związek z mężatką

Czyli dwa kce, przy czym jednego pewnie już nie masz a drugi jeszcze męczy.
Mężatki to trefny towar na żonę -to z lektury forum.

23

Odp: związek z mężatką

Ten związek nie ma szansy przetrwać,brak tu głębszego uczucia,chyba ,że wystarcza ci sam sex...i uzależnienie.Dziwny układ,ale jeśli daje ci satysfakcje i to ci wystarcza..to brnij dalej.

24

Odp: związek z mężatką

Tak tak drogie Panie... tyle że z mojej strony to definitywny koniec - za duzo dawałem, za dobry byłem w zamian nie dostawałem nic prócz sexu... taka prawda teraz to widzę i śmiem twierdzić że taniej wyszedł by mnie sponosring (jeśli tylko o samym współżyciu mowa). Traktowała mnie za nic,nie szanowała mnie, a ja swoją wartość znam. Tutaj koniec i kropka.
Od rana wydzwania i zastanawiam się czy olewać dalej te jej telefony czy odebrać - i porozmawiać o czym? Bo Ona bedzie się usprawiedliwiała...

25

Odp: związek z mężatką

Wybacz moją szczerość-ja to widzę tak:
                                                         byłeś tylko pogotowiem seksualnym nimfomanki!
                                                                                                                                 I koniec!

26

Odp: związek z mężatką
Mrok napisał/a:

...
Od rana wydzwania i zastanawiam się czy olewać dalej te jej telefony czy odebrać - i porozmawiać o czym? Bo Ona bedzie się usprawiedliwiała...

Z tego co piszesz to podjąłeś decyzje o definitywnym końcu,wiec po mojemu po kiego grzyba byłoby Ci kontynuowanie tej znajomości?!
Ta panna to totalna porażka. Trwaj przy swoim i nie daj się poraz kolejny zmanipulować.
Ja bym nie odebrała od niej telefonu, ale o mnie to mawiają że nieugięta jestem, nie eiem natomiast jak to u Ciebie jest z tą zawziętością...tak czy inaczej mam nadzieję że i dla Ciebie, Jej czas już minął i że na prawdę zakończysz ten dupcing.

Trzymam kciuki i życze powodzenia w dalszych poszukiwaniach ... :-)

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » związek z mężatką

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026