Witam. Wiem, że tematy ślubów już niejednokrotnie były, ale moim zdaniem każdy że tak powiem "przypadek" jest inny. Od dłuższego czasu nurtuje mnie kwestia ślubu. W lipcu minie 7 lat jak jesteśmy z partnerem razem. Dodam iż między nami jest 6 lat różnicy i szczerze powiem, że w przypadku gdy partnerzy poznają się w wieku niespełna 17 lat i 23 lat jest to kolosalna różnica. Od początku partner wiedział ile mam lat, że to nie będzie takie proste. I nie było, ponieważ czasami różnica wieku była główną przyczyną kłótni (każdy miał inne poglądy - tylko ja chociaż młodsza patrzałam bardziej dojrzale na pewne sprawy). Mój partner od ukończenia mojej 18 chciał mieć ze mną dziecko. Ja zawsze mówiłam nie teraz. Było dla mnie ważne by skończyć szkołę oraz znaleźć pracę by mieć jakieś warunki bytu dla dziecka, a partner nie nalegał. Obecnie ja mam 24 lata partner parę dni temu skończył 30 lat. Po 3 latach związku zamieszkaliśmy u moich rodziców. Po roku przeprowadziliśmy się do mieszkania mojej mamy bo akurat lokatorzy się wyprowadzali. W 2012 roku uznałam, że jestem gotowa by zostać matką. W maju 2013 roku urodziło się nasze oczko w głowie Natalka. Nie raz w przeciągu tych 7 lat był poruszany temat ślubu, lecz za każdym razem słyszałam wymówki typu:
- porozmawiamy o tym jak będziemy mieszkać razem, potem było jak wyprowadzimy się od rodziców,
- kredytu nie będę brał na ślub,
- nie jestem gotowy,
- nie spieszy mi się,
- papierek do szczęścia mi nie jest potrzebny,
- po co to komu, itp.
Nigdy nie nalegałam na ślub bo powiem szczerze nie było mi źle tak jak było. Lecz w ciąży coś się zmieniło zaczęłam się coraz bardziej zastanawiać nad ślubem. Po urodzeniu małej minęło. Często słyszę, że córka mnie zmieniła. Nie liczą się dla mnie imprezy, balowanie dużo osób po prostu twierdzi, że stałam się bardzo odpowiedzialna i dorosłam. Córka ma prawie 10 miesięcy a ja niedawno poruszyłam temat ślubu przy partnerze. W dalszym ciągu słyszę te same wymówki co wcześniej. Mimo iż ma 30 lat widzę, że czasami zachowuje się jak dziecko. Od października jeździ w delegacje od poniedziałku do piątku. Przyjeżdża na weekend to albo ciągle gdzieś z kumplami chodzi ciągle coś załatwia ostatnio jak go ochrzaniłam to troszkę przystopował z tym jak ja to mówię szlajaniem. Od kiedy urodziła się mała wszystko się zmieniło. Wiem powiecie mi że dziecko zawsze zmienia w jakiś sposób, ale chodzi mi o to że ja w partnerze nie miałam zbytnio wsparcia po porodzie nie przebierał nie kąpał nie karmił - bo szybko musiałam przejść na butelkę. Dziś mała ma prawie 10 miesięcy a on raptem 3 razy przebrał jej pampersa no i jak jest w domu to czasem ją nakarmi. Wydaje mi się, że już teraz zależy mu tylko na jednym. Gdy wraca to ciągle łazi za mną i chodzi mu tylko o seks. Ogólnie się nie kłócimy jestem osobą spokojną i nie chcę robić hałasu przy dziecku. Chciałabym w końcu abyśmy się jakoś określili. Ja wiem że chciałabym zawrzeć związek małżeński z nim a on ciągle jakieś wymówki. Wytłumaczyłam mu że chyba po 7 latach powinien wiedzieć czy on chce spędzić resztę życia ze mną czy nie. Mówiłam mu już jakiś czas temu że myślałam o tym by wziąć ślub cywilny i zrobić go w okolicach małej roczku - koszt by był o około 400 zł większy niż wyprawienie roczku córci. Nie chcę wesela do białego rana raczej skromną uroczystość w domu a z gości to by było zaledwie o 4 więcej niż na urodzinach córci. Ale dalej słyszę że nie jest mu papierek do szczęścia potrzebny a raz od jego kumpla usłyszałam że mu powiedział że ja go i tak nie zostawię i on jest tego pewny tym bardziej że był moim pierwszym i ostatnim . Tylko dla mnie tu nie chodzi o papierek dla mnie ślub jest naszą wspólnotą całego życia trwałym połączeniem 2 ludzi. Ktoś skrytykuje to stwierdzenie, ale żyjemy ze sobą 7 lat zdarzył się przypadek iż partner wylądował w szpitalu a ja musiałam dzwonić po jego rodziców bo nikt mi nie chciał żadnych informacji udzielić. To jest jeden z wielu problemów spotykających nas codziennie po tylu latach. Jeśli twierdzi że to tylko kwit to co mu szkodzi? Poradźcie mi co ja mam z tym zrobić odpuścić? Wiem, że jeśli on nie zdecyduje się teraz to później już w ogóle bo nie będzie na to pieniędzy bo jak to się mówi zawsze coś jest ważniejsze do zakupienia czy naprawy. Jak ja mam rozumieć to jego wymówki? Na koniec dodam że nigdy go nie ograniczałam w spotykaniu się z kolegami czy wyjściami. Owszem czasem zwracałam uwagę że troszkę przesadza ale zawsze twierdziłam że ma rozum jest dorosły powinien wiedzieć co robić.