Cześć,
Jestem tutaj, bo kompletnie nie wiem,co mam robić. Od kilku dni chodzę strasznie podenerwowana a świadomość, że ode mnie zależy najmniej, jest jeszcze bardziej dołująca.
Ale od początku: mój narzeczony był ze swoją byłą dziewczyną prawie 10 lat (od lat młodzieńczych). Nigdy nie byli zaręczeni, nie planowali ślubu, przynajmniej on, bo ciągle im się nie układało. Na początku oczywiście wszystko było pięknie, zamieszkali ze sobą, studiowali, pracowali, imprezowali, itd. Jednak po jakimś czasie każdy zaczął żyć swoim życiem - praktycznie wszystko robili osobno. Kłócili się, przestawali do siebie odzywać na kilka dni, godzili a po jakimś czasie znowu to samo. Narzeczonemu to strasznie przeszkadzało, zwłaszcza że to ona prawie zawsze wywoływała konflikty. Była strasznie skupiona na swojej pracy, studiach i nie dostrzegała, że on potrzebuje jej zainteresowania i ciepła. Poza tym nie chciała uprawiać z nim seksu, ciągle wymyślała, że boli ją głowa, że jest zmęczona, że atmosfera nie taka (oczywiście, nic jej nie dolegało, tylko to były wymówki). A on znosił to cierpliwie, ale w końcu coraz bardziej zaczynało mu brakować takiej ciepłej relacji, jakie mieli np. znajomi. Więc jej to sygnalizował, mówił że tak dłużej nie może żyć a ona zmieniała się na tydzień,dwa i znowu wracała do poprzedniego stanu. I tak wyglądało ich życie przez ostatnie lata związku. Po n-tej szansie, jaką jej dał a ona jej nie wykorzystała, postanowił się z nią rozstać. Oczywiście, myślała że to tylko taka groźba z jego strony, ale on się wyprowadził i urwał z nią kontakt, ona też o to nie zabiegała. Po kilku miesiącach poznał mnie i jak mówi - spełniły się jego marzenia o normalnym związku.
Niestety, wiadomość o jego szczęśliwym związku obudziła w niej lwicę. Zaczęła do niego wydzwaniać, pisać, udawała że trzyma jakiejś jej rzeczy i chce je odebrać, itp. On to spokojnie zbywał. nie odzywał się, bo przecież sprawa między nimi była zakończona.
Postanowiła więc wplątać w swoje intrygi przyjaciela narzeczonego. Wiedziała, że nie może znaleźć sobie dziewczyny, więc zaczęła się z nim umawiać na kolacje i wszystko dokumentowała zdjęciami, które wrzucała no portal społecznościowy, żeby jej były chłopak to zobaczył. W efekcie narzeczony nie przyjaźni się już z nim, bo uznał to za zniewagę (że przyjaciel nie powinien spotykać się z jego byłą). Co ciekawe, tamten nic nie wiedział o zdjęciach na portalu, bo ona obiecała, że będzie to trzymać w tajemnicy, dopóki między nimi się "coś nie rozwinie". Oczywiście, po skłóceniu chłopaków, przestała się do tamtego odzywać.
Kolejnym etapem jej gierek była wiadomość o naszych zaręczynach. Znowu zaczęło się wypisywanie i wydzwanianie, tym razem zaczęła grać biedną ofiarę - że przez niego nie może nikogo poznać, bo nie potrafi o nim zapomnieć, że on był jedyną osobą w jej życiu, którą miała (straciła matkę jako nastolatka i wychowywała się z dalszą rodziną). Oczywiście, takie użalanie się nad sobą wzruszyło mojego narzeczonego i zaczął z nią sms-ować w tajemnicy przede mną. Wpadł przypadkiem, co mnie rozwścieczyło. Oczywiście, po tym zadzwonił do niej i zabronił się do siebie odzywać, bo nie chce stracić mnie. Ale ona jest na to głucha.
Zastanawiam się, na ile jeszcze jest zdolna ta dziewczyna? Nie ma dla niej znaczenia, czy on ma dziewczynę czy narzeczoną, nie ma honoru ani godności, tylko musi osiągnąć swój cel. Niedługo nasz ślub, ale jej nie będzie to zapewne przeszkadzało w dalszych intrygach. Nigdy z nią nie rozmawiałam i nie będę, bo to sprawa między nimi, ale czy można coś sensownego zrobić w takiej sytuacji?
Błagam o porady!