Witam, wszystkich ![]()
Otoz mam pewne podejrzenia, ze moja byla dziewczyna moze miec osobowsc borderline i moze sobie z tego nie zdawac sprawy. Nie wiem od czego powinienem zaczac, wiec moze powinienem nakreslic lekko sytuacje. Mam nadzieje, ze ktos wytrwa do konca tej historii.
Z A. poznalem sie ponad 3,5 roku temu, krecila wtedy z moim kolega wiec odrazu sobie ja odpuscilem. Dziwnym trafem zainteresowala sie mna, kiedy ja juz nie zwracalem na nia uwagi. Wytrwale probowala mnie do siebie przyciagnac, na kazdej imprezie kleila sie do mnie, calowa sie ze mna, byl przygodny seks etc W koncu zaczelismy byc ze soba, od samego poczatku byla strasznie zadowolona z tego, ze z nia jestem. Ciagle mnie wychwalala, uwazala mnie za swoj autorytet, szanowala mnie podczas gdy ja odnosilem sie do niej z dystansem. Mowiac w skrocie zachowywalem sie jak sk*rwiel. Po jakims czasie zaczalem zauwazac jakies dziwne slady na nadgarstkach - byly to rany od ciecia sie. Nie chciala w ogole o tym rozmawiac. W miedzyczasie z racji mojej glupoty i braku doswiadczenia z kobietami, mowilem jej WSZYSTKO co mi przyszlo do glowy (lacznie o bylych dziewczynach, ktore mi sie podobaly etc), nieswiadomie sprawialem jej tym straszna przykrosc, ktora rowniez prowadzila do samookaleczenia - lecz wtedy tego nie zauwazalem. Mialem w zwiazku z tym powazne problemy, poniewaz przy kazdej mozliwe klotni bylo mi to wypominane, oraz A zaczela obsesyjnie stalkowac wszystkie te osob.. Na domiar zlego, pare razy w zartach powiedzialem jakies glupoty, ktore ja obrazily i ciagle sie nimi zamartwiala i powtarzala mi je.. Kazda z takich akcji konczyla sie placzem/atakiem gniewu i uderzaniem pobliskich przedmiotow/samookaleczeniem oraz opisywaniu tego wszystko na photoblogu (ktory swoja droga odkrylem dopiero po paru miesiacach i mna to wstrzasnelo..) Mimo iz za kazdym razem dementowalem to i mowilem, ze to byl tylko zart ona dalej sie tym zameczala i myslala o tym. Rowniez miala duzy problem z zazdroscia, nie moglem sie spojrzec na zadna dziewczynne, bo juz za chwile sie strasznie denerwowala. Wszystko bylo dobrze, dopoki po 2 latach nie wymyslilem wyjazdu za granice. Strasznie jej sie to nie podobalo. Gdy juz wyjechalem, jedynym kontaktem byl skype. Wtedy pierwszy raz zrozumialem, ze popelnilem blad, z osoby, ktora na codzien sobie radzila przezylem szok. Szok zwiazany z bariera jezykowa, zamknalem sie totalnie w sobie i jedyna osoba z ktora rozmawialem byla A. Po 3 tygodniach od wyjazdu chciala zakonczyc nasz zwiazek, z racji, ze obydwoje sie meczymy i nie mozemy normalnie funkcjonowac - ciagle do siebie pisalismy, rozmawialismy. Wyblagalem ja zeby tego nie robila, bo sobie nie poradze - zgodzila sie. Spedzilem tak rok czasu, wpadajac do rodzimego miasta conajmniej raz w miesiacu. Przyjazdy byly wspaniale, czulem sie strasznie szczesliwy przy niej. Ona zdecydowala sie przyjechac na studia do mnie. Znalezlismy sobie wlasny kat i zamieszkalismy razem. Pierwsze miesiace byly swietne, lecz z kazdym kolejnym bylo coraz gorzej. Niestety nie potrafilem sie zmienic, dalej sie alienowalem nie chcialem nawiazywac kontaktow z osobami innymi niz polacy. Ona postanowila, ze sie otworzy, miala we mnie cale wsparcie. Udalo sie jej, znalazla sobie znajomych. Podczas calego tego mieszkania przestalem sie nia interesowac, traktowalem ja jak osobe ze "starego malzenstwa"(nie mam pojecia dlaczego), nie okazywalem jej tak czesto uczuc, ktore potrzebowala. Brak pocalunkow, ktore uwielbiala, przytulenia, mowienia kocham cie. Byla nieszczesliwa i mi o tym mowila, ale nie zwracalem na to uwagi, uwazalem, ze zostanie przy mnie. W miedzyczasie poznala K, byla to osoba pelna pasji, planow, pomyslow na siebie, a zarazem romantyczna. Zaczela z nim wychodzic i spotykac sie po kolezensku, wyciagala mnie na te wszystkie spotkania, ale nie chcialo mi sie nigdzie wychodzic - zostawalem w domu, sam. Pewnego dnia bardzo sie poklocilismy i "rozstalismy sie", K sie o tym dowiedzial i postanowil to wykorzystac. Probowal ja pocalowac, na co A uciekla placzac i dzwoniac do mnie i przepraszajac, ze chce dalej ze mna byc i nie chce takich sytuacji. Nie wyciagnalem z tego zadnych wnioskow. Sytuacja byla jeszcze bardziej napieta, kiedy zauwazylem, ze wszystko zaczyna sie walic, wiec zaczalem sie starac. Nadeszly powazne rozmowy o rozstaniu, udalo mi sie ja przekonac, ze zmienie podejscie. Niestety nie dawala mi prawie zadnych szans, ciagle zloszczac sie. Mowila, ze docenia to, ze sie staram ale nie moze, nie moze juz wytrzymac mieszkania ze mna. Proponowala zebymsmy dalej byli razem, ale zebysmy zamieszkali osobno, niedaleko siebie. Olalem ten temat, bo stwierdzilem, ze to poroniony pomysl. W koncu cos peklo, wjechala na mnie, wyzywajac mnie i mowiac, ze nic nie osiagne, a ja w momencie porwania emocjonalnego i calego zalu jaki mialem w sobie wybuchlem. Zaczalem wymieniac wszystkie jej kompleksy.. Strasznie tego zalowalem, zaczalem ja przepraszac ale bylo juz na to za pozno. Rozstalismy sie. Przezywala to przez pierwsze 5 dni, do mnie to jeszcze nie dotarlo. Przez kolejne dni zaczela byc szczesliwa, wtedy dopiero zrozumialem co sie stalo. Nie potrafilem sie pozbierac, blagalem ja zeby wrocila ale nie chciala zmienic swojego zdania. Wyprowadzilem sie tydzien po poprawieniu sie jej humoru (2 tygodnie po zostaniu). Nastepnego dnia zjawilem sie z kwiatami i listem w ktorym napisalem wszystko co czuje oraz, ze jest mi strasznie przykro z powodu sllow, ktore wyrzadzily jej krzywde, glownie przez moja glupota i lekkomyslnoscia. Chcialem zebysmy sprobowali wszystko od nowa, malymi krozczakami. Powiedziala, ze bardzo to docenia, ale nic do mnie teraz nie czuje i nic nie moze mi obiecac oraz, ze spal u niej B (kolega z grupy, osoba, ktorej wszedzie pelno i do wszystkich sie klei - typowy pajac), ale do niczego nie doszlo, zreszta on i tak jest "brzydki i mi sie nie podoba, ma tylko fajne wneterze". Przez kolejne 2 tygodnie skupilem sie nad moim zachowaniem aby pozbyc sie tej czesci mnie, ktora wyrzadzila jej tyle krzywdy. W miedzyczasie odkrylem, ze napisala na forum o K, tydzien po zerwaniu, ze mysli o nim od pazdziernika za kazdym razem jak sie budzi, lub cokolwiek innego robi, mysli, ze on jest przy niej i ja obejmuje. Strasznie mnie to zabolalo wiec napisalem do niej, wybrechtala mnie, ze jestem nienormalny i ja stalkuje, wiec odpuscilem. Az w koncu dowiedzialem sie, ze B, ktory w dniu mojego wyprowadzenia spal u niej tak naprawde kochal sie z nia... Poczulem sie strasznie. Dowiedzialem sie, rowniez, ze to jest jej nowy chlopak. Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze ten chlopak sie nia bawi, tego jestem pewien. Jest to osoba, ktora skorzystala z tego, ze ona byla nieszczesliwa i przelala uczucia na pierwsza osobe, ktora sie nia zainteresowala - a on znalazl sobie latwa dziewczyne do seksu. B ma ja totalnie w dupie, zostawia ja sama na imprezie, obmacuje inne dziewczyny przy niej(wiem, ze cierpi skoro nie mogla zniesc tego, ze ja patrzylem na inne). Bylbym duzo spokojniejszy gdyby znalazla osobe, ktora by dawala jej wszystko to co u mnie zaginelo.
Dawno sie tak nie zawiodlem na osobie. Ufalem jej w 100%, a ona oklamala mnie pare razy patrzac mi sie prosto w oczy. Najbardziej zabolalo odnosnie B, dala mi nadzieje mimo iz pare godzin wczesniej przespala sie z nim... Zaczalem podejrzewac, ze moze miec osobowosc borderline, bo wiele rzeczy sie sklada w jedna calosc. (Problemy z rodzicami, ich obojetnosc od malego, ciagle klotnie rodzicow, wypominanie jej, ze jest niechciana, "lepiej by bylo jakby ciebie nie bylo", upokarzana przez matke, przekazywanie OGROMNEJ ilosci emocji i oczekawanie tego samego, niska samoocena, placz jako reakcja na niepowodzenie + dodatkowe rzeczy, ktore wypisalem). Czy moglby ktos napisac swoja opinie?
//Ogolnie wydaje mi sie, ze pominalem sporo istotnych rzeczy. W raz z rozwojem tematu bede mogl dopisywac rzeczy, o ktorych nie wspomnialem.