Witam, dawno nic nie pisałam i nie zaglądałam tu.. Sprawy z moim partnerem mają się dobrze. Finansowo też lepiej.
Jestem wrażliwą osobą, która na nowo buduje poczucie własnej wartości, wychodzi z depresji i walczy z nerwicą. Nie brak mi wad, ale nie o tym chciałam pisać.
Stresuje mnie rodzina partnera do tego stopnia, że mam problemy ze snem, a tuż przed spotkaniem z nimi biegunki i migreny. Otóż nie akceptują mnie, pewnie nie lubią. Teściowa potrafi z pięknym uśmiechem publicznie rzucić uszczypliwą uwagę w moją stronę (a to, że karpatkę pewnie z proszku zrobiłam, a szarlotkę mi moja mama upiekła, że poszłabym do dentysty choć wie, że ledwo nam na jedzenie starczało, że kupiłabym sobie coś nowego, bo wciąż w tym samym chodzę,itd...), reszta izoluje się ode mnie (nawet siadają tak, żebym była sama) lub izolują nas- mnie i partnera- od nawet czasem bardzo ważnych informacji typu pobyt w szpitalu lub urodzenie dziecka (!), spotykają się tylko w swoim gronie, jeżdżą razem na wakacje i różne wycieczki lub tak po prostu gdzieś do rodziny.
Gdy 7 lat temu prosiliśmy teściów o podzielenie się kosztami wesela z nami i moimi rodzicami, to odpowiedziała, że ona planuje remont kuchni. Jednej córce wyprawiła wesele 4 lata wcześniej. Po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że drugi syn wyprawia wesele nie dość, że w tej samej sali to jeszcze 3 tygodnie przed naszym terminem! Jemu dołożyła, ale większość kosztów on sam pokrył. Cieszę się, że dobrze mu się wiedzie. Lecz do naszego wesela nie doszło. Raz, że goście-rodzina partnera mieszka 500 km stąd i nie daliby rady przyjechać też na nasze, to dwa po prostu nie stać było nas i tylko moich rodziców. Straciliśmy zaliczkę i pewnie też wiarygodność w oczach dalszej rodziny, bo przecież już półtora roku przed terminem ogłosiliśmy, że bierzemy ślub. Planujemy ( :) - mojego partnera blokował brak finansów, chciał wielkie wesele dla mnie) coś tylko dla nas bez udziału rodziców. Tylko my i nasze dziecko. Świadkować może ktokolwiek. Nikomu nie powiemy, że pobraliśmy się.
Niedawno wyszła za mąż druga z sióstr mojego partnera, nie pytałam o źródło finansowania, ale nie sądzę, żeby bezrobotnych studentów stać było nawet na tak skromne przyjęcie... Po nim teściowa zapytała się kiedy w końcu my i nie czekając na odpowiedź dodała, żeby było to przed jesienią. Nie wiem co ma być na jesień, nie wiem o co jej chodziło. Może znowu chciała jakoś mi dogryźć? W odpowiedzi na moje nieme pytanie zwróciła się do mojego partnera i powiedziała "jeśli tylko chcesz się żenić". Prawie popłakałam się, ale nie dałam jej tej satysfakcji.
Gdy nie mieliśmy gdzie się podziać a akurat nie stać nas było na wynajem poprosiliśmy o mieszkanie u nich przez 2 lub 3 miesiące, żeby trochę stanąć na nogi. Moi rodzicie przyjęliby nas z otwartymi rękami na ich 40kilku metrach, mimo ścisku, bo mieszkają z nimi jeszcze moi nastoletni 2 bracia. Teściowa w odpowiedzi zaproponowała nam, że dorzuci się do kupna przyczepy kempingowej, którą postawilibyśmy u niej w ogródku. Byłam wtedy w 8 miesiącu ciąży, powiedziałam jej tylko, że nie wyobrażam sobie mieszkania z noworodkiem w przyczepie i nie ważne, że jest lato. Na szczęście mój partner znalazł wyremontowane mieszkanko 17mkw za równie małe pieniądze.
Niegdyś nie darzyłam sympatią żony brata mojego partnera, teraz ona jest pupilkiem i oczkiem w głowie teściowej- może to jest przyczyną? Nigdy nie powiedziałam jej nic złego, traktowałam ją poprawnie.
Staram się ograniczać spotkania z nimi do absolutnego minimum. Nie wiem z czym takie zachowanie względem mnie jest związane i nie pamiętam abym coś złego komuś powiedziała. Myślę też o tym, żeby przestać tam jeździć w ogóle. Nie chcę, żeby moje dziecko widziało jak traktowana jest mama, że mama jest smutna i spięta. Mój parter twierdzi, że przesadzam, ale widzę, że jest mu ciężko. Tylko niestety fakty mówią same za siebie. Czy powinnam próbować dociekać przyczyny lub polepszyć kontakty? Obawiam się, że mogę psychicznie nie znieść kolejnych uszczypliwości. Coraz mniej mi zależy na poprawnych kontaktach, w ogóle na kontaktach. Wolę z moim partnerem i naszym dzieckiem porobić nic i ten czas byłby lepiej spędzonym.