nie mam w tym temacie doświadczenie dlatego jestem ciekawa jak to wygląda u innych. otóż chodzi o to że za półtora tygodnia przeprowadzam się do mojego faceta (w końcu !!
) dopiero w październiku będzie nas stać na wynajęcie czegoś swojego. moje pytanie do was brzmi, jak wy rozdzielacie wydatki ze swoim partnerem ?? zbieracie się na koniec miesiąca robicie kalkulację i płacicie po połowie za rachunki czy jak ?? ja mam szkołę jeszcze przez rok, mój facet powiedział mi że mam nie prosić rodziców aby płacili mi po połowie chociaż czesne bo my sobie sami damy radę i na czesne i na dojazdy będziemy płacić po połowie. nie czuję aby to było do końca fer wobec niego. na wspólne konto jest stanowczo za wcześnie i nie wiem jak mogła bym to rozegrać aby nie wyszło na to że od niego kasę wyciągam czy co, przecież razem mieszkamy i ze wszystkiego korzystamy.
czekam na opis waszej sytuacji finansowej z partnerami ?? dziękuje ![]()
Podobne tematy
nie wiem jak w praktyce ale myślę, że skoro nie chcesz wyciągać od niego kasy to może powinnaś sobie sama szkolę oplacać i dojazdy i jeśli cie stać to dokładać sie potem do wspólnego mieszkania? a jeśli on jest uprarty to niech on opłaca tylkko mieszkanie a ty skupic sie na szkole?
Wspólna kupka i wszystkie opłaty wspólne...(ja i mój Luby tak mamy) Moim zdaniem jeśli już tworzy się wspólne gniazdko to lepiej od samego początku za wszystko odpowiadać razem. Twój chłopak wydaje się być rozsądnym chłopakiem i skoro tak stawia sprawę to widać jak bardzo mu na Tobie zależy i jak traktuje wszystko poważnie.
Życzę miłego wspólnego mieszkania
Powodzenia
Ja tez jestem za tym,żeby wszytsko było wspólne ![]()
jasne, że razem, wspólna kasa i wszystko wspólne
ja place po polowie za racnuki i czynsz a taze zakupy no. raz ja robie zakupy raz on, ale reszta na pol. Co do szkoly i dojazdow to mysle ze powinnas sobie sama oplacac, ale jak on chce to robic to mozecie sprobowac, chociaz ja nie chcialabym,zeby mi ktos za szkole placil
Z moją dziewczyną nie mamy jeszcze tak poważnych wspólnych wydatków jak opłacanie mieszkania czy nauki, ale za wszystkie wyjścia na miasto, zakupy itp. płacimy po połowie, chyba że jedno z nas "zaprasza" gdzieś drugie i deklaruje tym samym, że dziś "płacę ja" - co wydaje mi się bardzo fajne. Nie widzę innej możliwości w związku niż wspólne ponoszenie wszystkich wydatków, choć kwestia ta może się różnić, gdy dochody nie są równe.
U mnie dochody nie są równe i to bardzo. Mój facet zarabia dużo więcej niż ja, akurat na dodatek jestem chwilowo bez pracy i pieniędzy. Jak pracowałam, to jednak on w większości za wszystko płaci, ale ja robie czasami zakupy i na przykład gotuje mu jakiś pyszny obiad. Zawsze jakoś to się da ułożyć:0 Ty cos dajesz od siebie i on też, niekoniecznie kasę:D
U mnie to było tak, że za wszystko płaciliśmy pół na pół - nieważne, czy mówimy o kolacji w knajpce, rachunkach czy zakupach. Przez pewien czas, gdy on był bez pracy ja wzięłam na siebie rachunki.
To jestesmy moja droga w podobnej sytuacji... Ja planuje zamieszkac wspolnie od wrzesnia najpozniej pazdziernika... Zarabiam , mam stała prace, ale mam oplaty za studia, samochod i moja wyplata starcza na niewiele... a teraaz dojdzie jeszcze mieszkanie... wiem ze u mnie bedzie tak ze czynsz placimy na pol
nie mozna sie uzalezniac od faceta...:) moj Ł. zarabia duzo wiecej dlatego sam powiedzial ze nie mam sie o nic martwic ze on o mnie zadba .. wiem ze mam w nim wsparcie ale nie lubie tak. chce byc samowystarczalna i planuje dlatego podjac dodatkowa prace na weekendy...:) bede miala na waciki a co
wspolne mieszkanie to powoli juz wspolne zycie i czas tylko pokaze jak szybko rachunki bedziemy mieli wspolne na jedno konto...:) na czynsz bede miała ... mam taka prace ze mam nadzieje ze jakis czas tez bede wiecej zarabiac dlatego wierze sie bedzie wszystko dobrze
)) Ale nawet jesli minie troche czasu wiem ze mam oparcie w Ł. i nie boje się że sobie nie poradzimy
)) Powodznia szirina
) moze niedlugo zalozymy post typu nasze pierwsze mieszkanko z ukochanym
powazne obowiazki pierwsze dojrzale decyzje i problemu typu: co ugotowac na obiad:P ciesze sie bardzo ze wkraczam w taki etap a ty?? juz nie mozesz sie doczekac >??? pozdrawiam :*
wróciliście do siebie ??
ja jestem przerażona
ciesze się i boje na zmianę. boje się kłopotów finansowych tęsknoty za domem że w szkole sobie nie dam rady przez te dojazdy (mimo że nie było by tak źle) i o kłótnie z moim X. to chyba najbardziej mi spędza sen w powiek
mamy oboje wybuchowe charakterki ale to ja jestem ta bardziej myśląca, a on no nie kombinuje uczuciowo w głowie, więc jest mniej kumaty w tych tematach.
ale jakoś razem wytrzymaliśmy rok i to na odległość. hmm to może jednak coś znaczy ??
pewnie że znaczy
a poza tym na odległość trudniej jest sie zrozumiem w pewnych sparwach i może byc tak jak zamieszkacie razem że kłotnie znikną bo będziesz widziec jego zachowanie itp
nie martw się na zapas
kurczę jak ja ci szirina zazdroszczę że juz razem zamieszkacie
ale w pozytywnym sensie
wszystkiego dobrego
wiem że to przeszliśmy już będąc na odległość to nic w porównaniu do tego co nasz czego przez całe życie. chociaż już najgorsze mieliśmy za sobą, w końcu straciliśmy dzidzie. no ale tak Bóg chciał może jeszcze nie teraz było nam dane.
oby teraz było tylko lepie. wierze w to chociaż i teraz mamy pod górkę. może los teraz uśmiechnie się do mnie i od tego momentu chociaż trochę zacznie się układać.
My mamy oddzielne konta ale i tak pieniądze traktujemy jako wspólne. Nie ma reguły kto płaci za stancje... jeśli idzie to z mojego konta M. daj mi jakąś kase i robie jakieś tam zakupy czy cuś. Nic nie dzielimy... każdy wydatek mamy omówiony i nie ma niespodzianek.
u mnie też jest to kwestia umowna, nieślubny ma wyższe zarobki, płaci za wynajem i część rachunków, ja kupuję jedzenie, płacę pozostałe rachunki (te niższe:P) w knajpach różnie płacimy - kto ma więcej kasy to stawia
konta mamy oddzielne ale wspólne konto z oszczędnościami.
nie ma się co martwić, dogadacie się w tym temacie.
Nie martw się
wiadomo że na poczatku będzie ciężko ale pomysl jak będzie cudownie??? razem wkońcu
)) koniec problemów a zarazem moze dopiero ich poczatek
różnie to bywa:) ja dzis idę oglądać 3 mieszkanka , od września juz chcemy mieć swoje ładne gniazdko
:) finansowo obawiam się ale sądze ze damy radę, troszke przysiśnie się pasa, ja pojde moze na kilka miesiecy do dodatkowej pracy poki nie dostane jakies podwyzki , mój Ł. jeżdzi od czasu do czasu obstawiac bramki na dyskotekach to tez zawsze jakis pieniazek bedzie... powiedział mi że nie mam sie martwic ze on o nas zadba
zobaczymy
) jedyne co sie obawiam to powiedziec to rodzicom
zawału dostaną że się wyprowadzam w dodatku z moim Ł. że wogole sie z nim pogodziłam itp. no ale trudno... czeka mnie rozmowa i miejmy nadzieje ze zrozumieją ...;) a ponadto widze dużo plusów ...strasznie nie moge sie doczekac ... głowa do góry kochana ty tez dasz sobie rade ! kto jak kto ale my kobietki zawsze damy rade!!
aniu jakiś czas temu rozmawiałam na forum z kobitką która mieszka w Gdyni. czy to ty mieszkasz ze swoim Ł w Gdyni ??
tak szukamy mieszkanka gdzieś w centrum żeby było wszedzie blisko
)) a ty ze swoim lubym gdzie będziecie mieszkać?? macie juz wybrane mieszkanko czy dopiero też szukacie??
tak szukamy mieszkanka gdzieś w centrum żeby było wszedzie blisko
)) a ty ze swoim lubym gdzie będziecie mieszkać?? macie juz wybrane mieszkanko czy dopiero też szukacie??
ANIA JA SIĘ WŁAŚNIE DO GDYNI PRZEPROWADZAM !!
hehe normalnie szok. może kiedyś się spotkamy na piwko bo będę zupełnie obca w tym mieście
??
my dopiero od października chcemy mieć mieszkanie bo nas na to nie będzie stać póki co. więc my szukamy czegoś we wrześniu.
powiedziałaś rodzicom ??
o jaaaaaaaaaaa
:) no pewnie że się spotkamy!!! ja mieszkam obecnie z rodzicami w malej miejscowosci niedalko gdyni, przeprowadzilismy sie tak 3 lata temu bo rodzice zawsze chcieli miec dom poza miastem... a ja? no ucieszona nie byłam bo lubiłam mieszkac w miescie, na szczescie samochodem to wszedzie blisko ale czas sie usamodzielnic i dlategotez po tych wszystkich przejsciach przeprowadzamy sie...:) na poczatku tez chcielismy od pazdziernika ale nie ma co czekac i dlategotez szukamy juz teraz i od wrzesnia chcemy miec swoje mieszkanko
)
gdynie znam jak własną kieszen tak wiec oprowadze cie pokaze wszystko zebys czula sie jak u siebie:) szybko sie zaklimatyzujesz zobaczysz:)) bylebyscie tez mieszkali w centrum to wszedzie blisko i bez korków... mieszkania kawalerki czy 2 pokoje w granicach 1000 zl + oplaty ale sa i tansze wiec napewno cos znajdziecie dla siebie
) najlepiej szukac na stronie trojmiasto.pl w ogloszeniach
)
a rodzicom? hm wspominalam ze chcialabym ale oni nie maja nic przeciwko, przeciez jeszcze 2 tyg temu byl pewni ze wyprowadzam sie do warszawy... najbardziej wkurza ich fakt ze jestem z Ł. mimo ze tyle łez przez niego wylalałam... ale to tez moja wina bo opowiadałam im tylko jak bylo zle i narzekalam a przeciez tyle cudownych chwil za nami wkoncu jestesmy 5 lat parą, akceptowali to lubili go, przyjezdzal do mnie , siedzielismy wspolnie na grillu czy cos... zrazilo ich po prostu jego ostatnie zachowanie ale trudno beda musieli to zaakceptowac przeciez moje szczzescie liczy sie tu najbardziej
)))
fajnie ze sie do gdyni przeprowadzasz
) jesli bedziesz chciala to napewno sie spotkamy
) pracuje w gdansku do 15 30 ale popoludniami bedziemy mogly sie umowic:)) moze bedziemy sasiadkami
) nie raz juz "spotkałysmy sie" na forum w postach o wspolnej tematyce wiec miło bedzie umowic sie na babskie pogaduchy
)))))))))
nawet nie wiesz jak się cieszę
hehe ja podobno mam pracować w hotelu Nad Morski.
mój przyszły teściu mi załatwił prace tam. mój jeszcze roboty nie ma i właśnie tu jest ból dlatego mówię że nas nie stać na mieszkanie teraz.
chociaż już jedna koleżankę będę miała w Gdyni
mój potem chce zacząć pływać i jeszcze bardziej samotna się zrobie. hehe
może nawet nasi faceci się znają ale by było w ogóle śmiesznie
mój facet to rodowity Gdynianin
fajnie super
no ja własnie jutro ide oglądac mieszkanie przy hotelu nadmorskim
)) piekne jest i moze sie zdecydujemy ale tyle jest tych ogloszen ze nie chcemy od razu podejmowac decyzji poki co chodzimy i ogladamy i wypisujemy faworytów
a masz moze nk?? zdjecia ze swoim facetem?? gdynia to małe miasto wiec moze sie spotkalismy... jestesmy w podobnym wieku twoj facet tez?? kolejny fakt jaki nas łączy? moj Ł też pływał
ale szybko zszedł bo nie chcial mnie zostawiac i sam sobie nie radzil ze soba tam
) sporo mamy wspolnego tak wiec nie moge sie doczekac kiedy przyjedziesz moja droga:))))
moze wyslij mi na maila swoje gg czy profil na nk bo wsumie nic oprocz nicku na forum o sobie nie wiemy ![]()
wyslalam na gg tobie moje gg.
teraz jestem w robocie to pogadamy może wieczorem. no to może polecisz mi jakieś mieszkanie z którego wy zrezygnowaliście ![]()
oki to wtedy pogadamy sobie wieczorem
)) ja też w pracy siedzie
nie ma to jak ciezka praca:P haha
))) nk i gg mi zablokowali ale wszystko inne mam wiec czemu nie korzystac
)))
my teraz własnie zmieniamy koncepcje i szukamy mieszkania o wyzszym standardzie za cene taka jak w centrum ..na dąbrowie do centrum tez niedaleko a mieszkania bardziej komfortowe i w nowym budownictwie
)
my będziemy mieszkać u jego rodziców przez miesiąc na obłużu czy jakoś tak się to pisze
a potem na swoje (oby jak najszybciej) jak z czegoś zrezygnujecie daj mi znać co ?? może szybciej coś znajdziemy wspólnymi siłami. musimy mieć 2 pokojowe bo jeden to za mało
na obłuzu to w druga strone ale zawsze w centrum bedziemy mogły sie umowic
))) nam tez chodzi o 2 pokoje
) juz nie moge sie doczekac... oczywiscie ze mam obawy ale wiecej podeksytowania w ttym wszystkim niz obaw:)) a ty kiedy wtedy bedziesz juz w trojmiescie???
ja dzis bede poznym wieczorkiem na gg to daj znac jak bedziesz chciala pogadac:)))
M y mamy wszystko wspólne. Jakoś tak wyszło i już zostało ![]()
hmm...ja jestem przed tym właśnie dylematem,tez niedługo planujemy zamieszkać razem i właśnie na temat wydatków mamy podzielone zdania , ja nie pracuje on tak , mam alimenty na dzieci ale on już mi zapowiedział ze on nas utrzyma a alimenty pójdą na dzieci . trochę mi głupio wiadomo ale jak poprzedniczki piszą tez jestem za tym żeby było pól na pół ![]()
no i już jutro opuszczam dom dziewczyny.
nic nie jest tak jak planowałam, praca po znajomości ma się "do mnie odezwać" za tydzień lub dwa, więc nie zaczynam z marszu tak jak myślałam, a mój chłopak dalej nie może pracy znaleźć. dziś był na rozmowie ale facet po przetestowaniu go powiedział że ma za małe doświadczenie ehh. wszystko jest zupełnie inne niż myślałam
potem się jeszcze okaże że i ta MOJA praca jest o dupę rozbić bo okaże się że coś jest nie tak
( załamka.
jeszcze u teściów mieszkać w pokoju przechodnim z moim chłopakiem. raj na ziemi ......
wiem że ważne aby być razem i że damy radę jakoś ale wiara mnie coś opuściła
ile jeszcze musimy przejść aby być szczęśliwym ??
30 2009-09-02 19:14:54 Ostatnio edytowany przez Sky-high-etris (2009-09-02 19:15:49)
Moim zdaniem. Para zdecydowała się zamieszkać razem przed ślubem więc facet powinien zapewnić kobiecie wszystko. I na pewno nie może pozwolić na to by dokładała się do rachunków. Kuchnia i te sprawy to jej strona i ona powinna się tym zająć (mam na myśli zakupy i czego brak w lodówce). Daje jej kasę ona idzie i kupuje co brakuje. Mieszkałem przed cywilnym^^ z moją i do niczego nie pozwoliłem się dokładać. Facet decydując się na wspólne mieszkanie z kobietą powinien brać pod uwagę, że ona nie będzie za niego płacić. Moja kobieta pragnęła pracy, byłem przeciwny ale nelegała ok zgodziłem się niech spróbuje. Ale te pieniądze co zarabia odkładamy na przyszłość na konto zamknięte w banku. Nie wezme od niej ani grosza. Nie wiem jak inni ale ja się wstydzę od kobiety brać pieniądze.
Posty przeniesione:
Nigdy nie mieszkałam z mężczyzną a właśnie mnie to czeka. Może pytanie wyda Wam się głupie i zaproponujecie rozmowę, ale przed nią chciałabym mieć gotowe jakieś sensowne rozwiązania żeby móc coś zaproponować. Otóż ja zarabiam 1500 zł, mój mężczyzna około 4000 - 7000 tysięcy (nie wiem ile, nigdy nie pytałam, ale tak się zarabia w Jego branży). Mieszkanie należy do Niego - on spłąca coś na kształt kredytu, zostało jeszcze 10 000 żeby mieszkanie przeszło na własność. Moje pytanie - jak rozsądnie podzielić wydatki? Ile wydajecie na wyżywienie 2 osób? Czy zmieściłabym się w 1000? Chciałabym aby około 500 zł zostawało mi na moje potrzeby - a to kupić komuś jakiś prezent, a to spodnie, coś z kosmetyków, no - wiecie, na przysłowiowe "waciki". Czy jesteście za opcją "wspólne konto" czy "każdy płąci za coś"? Myślałam żeby włąśnie kupować jedzenie - ale powiem szczerze - jemy dość dobrze. Łososie, krewetki, dużo różnych sałatek. Inne owoce morza. I tu pytanie - czy zmieszczę się w 1000? Ile miesięcznie wynosi chemia? Pozostałe wydatki są takie (w przybliżeniu): 1000 zł mieszkanie, 500 zł rachunki. No i chemia, na którą pojęcia nie mam ile może pójść. Co radzicie?
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Kazdy ma inne potrzeby, nikt tutaj Ci nie powie ile wam starczy na miesiac, moze to byc 500 zlotych moze to byc 2000 zlotych zobaczysz z czasem jakie macie wydataki i sobie wszystko przekalkulujesz.
32 2011-07-18 18:03:24 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-07-18 18:04:26)
Noirkirka - ja mieszkam z facetem od roku, powiem Ci jak u nas wygląda kwestia wydatków. Zarabiamy mniej więcej podobnie (różnica między naszymi zarobkami netto wynosi ok. 500 zł) i dzielimy się wszelkimi opłatami po połowie. Tzn. rachunki i opłaty mieszkaniowe na pół, a jeśli chodzi o jedzenie, składamy się co miesiąc po 500 zł - mamy specjalną skrzyneczkę i tam trzymamy gotówkę na bieżące wydatki jedzeniowo-chemiczne. Co prawda te 500 zł rzadko kiedy nam starcza do końca miesiąca, bo również lubimy dobrze zjeść (oszczędność póki co średnio nam wychodzi, bo mamy zachcianki jedzeniowe i czasem alkoholowe), ale przy zakupach "normalnych" (bez owoców morza, kawioru etc.
) i zwyczajnych domowych obiadach typu kotlet i ziemniaki wystarczy.
Wspólnego konta nie mamy - tzn. założyliśmy wspólne oszczędnościowe, ale tam wpłacamy co miesiąc po 100 zł "na czarną godzinę" albo na jakieś nagłe wydatki (np. zepsuła nam się lodówka i musieliśmy szybko kupić nową). Wszelkie wydatki dzielimy na pół, a to, co nam zostanie po opłaceniu mieszkania i wyżywienia, mamy każde dla siebie.
No włąśnie z podobnymi zarobkami jest dużo prościej. ja nie chcę żerować na Nim, a jednocześnie chcę mieć też coś dla siebie. Żebym idąz z koleżanką na obiad do knajpy nie musiała na to prosić faceta.. Poza tym, chyba głupio bym się czuła jakbym miała z Nim wspólne konto, wielu rzeczy bym sobie odmawiała. Bo np. gdy zostanie mi 2-3 stówy miesięcznie to mogę sobie za całą kwotę kupić buty. A biorąc z Jego konta już 3 stów na buty bym nie wywaliła. Rozumiecie o co mi chodzi?
No włąśnie z podobnymi zarobkami jest dużo prościej. ja nie chcę żerować na Nim, a jednocześnie chcę mieć też coś dla siebie. Żebym idąz z koleżanką na obiad do knajpy nie musiała na to prosić faceta.. Poza tym, chyba głupio bym się czuła jakbym miała z Nim wspólne konto, wielu rzeczy bym sobie odmawiała. Bo np. gdy zostanie mi 2-3 stówy miesięcznie to mogę sobie za całą kwotę kupić buty. A biorąc z Jego konta już 3 stów na buty bym nie wywaliła. Rozumiecie o co mi chodzi?
Taka różnica w zarobkach jest bardzo duża. Powinnaś z nim konkretnie porozmawiać i coś ustalić. Powinien Ci przedstawić miesięczne wydatki na rachunki i powinniście dojść do jakiegoś porozumienia. Nie możesz wypalić z "będe kupowała jedzenie", on powie "ok" i okaże się, że 3/4 Twojej pensji idzie na rarytasy, do których jest przyzwyczajony. To musi być dobry układ partnerski. Musisz też podkreślić, że chcesz mieć swoje pieniądze i chciałabyś, żeby Ci zostawało 500 zł. Nie gódź się na to, że on Ci będzie dawał. Powinnaś mieć swoje pieniądze. Przedstaw co masz i jak się sprawy mają i ustalcie coś konkretnego, żeby żadna ze stron nie czuła się pokrzywdzona czy nieswojo.
Aaaa, i chcąc nie chcąc ja będę wykonywała większość prac domowych i pewnie to głównie ja będę gotowała - ja pracuję 7 h, on zwykle 10. Dlatego też gdy wrócę do domu o 14, a On o 18, to chyba nie będę siedziałą na tyłku jak księżna, tylko ogarnę, zrobię obiad.
Aaaa, i chcąc nie chcąc ja będę wykonywała większość prac domowych i pewnie to głównie ja będę gotowała - ja pracuję 7 h, on zwykle 10. Dlatego też gdy wrócę do domu o 14, a On o 18, to chyba nie będę siedziałą na tyłku jak księżna, tylko ogarnę, zrobię obiad.
No tak, ale to chyba oczywiste?
Masz ta przewagę, że choć zarabiasz mniej to jesteś więcej w domu więc zawsze będzie miał ugotowane, posprzątane, uprane itp. To jest wielki plus.
Ja mam narazie pracę za grosze, jakieś 700-800 zł miesięcznie, więc rachunki płaci K. ja czasem robie zakupy, jakieś nieduże wydatki, dołoże do rachunków jak mam ...wiadomo za 700 zł jak kupie jakiś krem, podpaski, jakąś bluzkę to też za dużo nie zostaje.