Co sądzicie o rodzinach cygańskich na osiedlach. Ostatnio rozglądam się za mieszkaniem i zauważyłam, że na osiedlach na których mieszkają cyganie mieszkania są bardzo tanie. Z tego co się orientuje to nie cieszą się te osiedla dobrą renoma. Sama nigdy nie miałam styczności z nimi. Z góry dzięki za wypowiedzi.
Podobne tematy
Mieszkam na takim osiedlu i nic mi nie wiadomo,że mieszkania u mnie są tanie.Normalne ceny jak w całym mieście.Cyganie mieszkający u mnie są całkiem cywilizowani,nic nie ginie,oni nie piją.Są spokojni.Poznac ich można po ubiorze jedynie.
W moim bloku mieszka cyganka- bardzo spokojna i pracowita kobieta.Z tego co wiem to akurat ona została okradziona.
A ja zaś w swojej okolicy znam jedną porządną romską rodzinę.
Reszta jest jak skondensowana mafia. Klną, ubliżają i zastraszają. Dzieci są zaniedbane i wulgarne dla rówieśników, ale nie tylko.
Ostatnio idąc z dzieckiem na spacer widziałam sytuację, gdzie starszy mężczyzna upomniał jedną z dziewczynek, aby nie przeklinała bo tak nie ładnie, na co ona odpowiedziała gromkim 'spierda*laj'.
Ostatnio idąc z dzieckiem na spacer widziałam sytuację, gdzie starszy mężczyzna upomniał jedną z dziewczynek, aby nie przeklinała bo tak nie ładnie, na co ona odpowiedziała gromkim 'spierda*laj'.
Cóż... Romowie mają jeszcze resztki normalności w swojej kulturze. Jak się stary dziadu przyczepił do dziecka to dostał ciętą ripostę i bardzo dobrze.
5 2015-07-25 15:19:32 Ostatnio edytowany przez Paweło (2015-07-25 15:20:27)
Aktualizuję temat bo nie chcę zakładać więcej wątków. We Wrocławiu stała się rzecz niesłychana mianowicie pod nieobecność Romów(jak ktoś woli cyganów) w środowe popołudnie na koczowisko przy ul. Paprotnej we Wrocławiu wjechał ciężki sprzęt. Na miejscu pojawiły się też straż miejska i policja.
Musieliśmy uprzątnąć ten teren, bo dostaliśmy decyzję od powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Jego zdaniem były to samowole, łatwopalne, niezwiązane z ziemią i stwarzające zagrożenie dla osób przebywających na tym terenie. tłumaczy Anna Bytońska z biura prasowego wrocławskiego magistratu.
Mieszkało tam w sumie 10 osób, w tym pięcioro dzieci odpowiada Agata Ferenc ze Stowarzyszenia Nomada, które broni praw wrocławskich Romów.
Jak relacjonuje, rodzina, która w środę straciła swoje domostwa, mieszkała przy ul. Paprotnej od siedmiu lat.
To miejsce zostało zrównane z ziemią. Gdy mieszkające tam kobiety zobaczyły, co się stało, rzuciły się na ziemię i płakały. Stracili cały swój dobytek, wszystko, co mieli opowiada Ferenc.
I wylicza, że w barakach były m.in.: kluczyki od samochodu, akty urodzenia dzieci, agregat prądotwórczy, leki i sprzęty gospodarstwa domowego. Co stało się z tymi rzeczami? Tego urzędnicy nie wiedzą.
"Dla miasta to strzał w kolano"
Na miejscu byli już pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Zaproponowali Romom nocleg. Jednak ci odmówili. Noc spędzili prawdopodobnie na koczowisku przy ul. Kamieńskiego. - Oni są bardzo rozgoryczeni. Wśród nich znajdują się osoby, które były deportowane w 1997 roku. Twierdzą, że nawet wtedy tak to nie wyglądało. Zawsze byli wcześniej informowani, mieli możliwość wyniesienia swoich rzeczy. Tu tego zabrakło - denerwuje się Ferenc.
Według aktywistki w kontekście Europejskiej Stolicy Kultury i przyjazdu uchodźców do Polski postępowanie władz Wrocławia to "strzał w kolano".
Źródło TVN24.pl