netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Coś idzie nie tak.

2 odpowiedzi1 808 wyświetleńzałożony przez m.flour, 18.02.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Coś idzie nie tak.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1

Temat: Coś idzie nie tak.

Witam.

Postanowiłam napisać na tym forum, docelowo w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie 'co się ze mną dzieje?'. Mam niecałe 22 lata, jestem na finiszu pierwszego etapu studiów, które są bardzo przyszłościowe. Mam kilku wspaniałych i oddanych przyjaciół, na których mogę liczyć w każdej sytuacji. Gdzieś tam daleko, 300 kilometrów ode mnie, mieszka mój chłopak. Niby wszystko w porządku, z zewnątrz życie wręcz perfekcyjne, jednak od mniej więcej 2 - 3 miesięcy czuję się fatalnie.

Nie poszłam dziś na zajęcia, bo tak bardzo się przestraszyłam, że dostanę burę za niskiej jakości prace 'domowe'. Oczywiście wmówiłam sobie, że się źle czuję. Wszystko w celu uniknięcia wymyślonej przeze mnie sceny ganienia. Takie sytuacje powtarzały się od samego początku studiów, lęk przed pojawieniem się na zajęciach. Powód? Jestem głupsza od reszty, reszta wie, że się stresuję -> wyjdę więc na osobę żałosną w oczach mojej malusieńkiej grupy uczelnianej. Najdrobniejsze czynności, takie jak wyjście do sklepu, odebranie połączenia od obcego numeru, załatwienie błahostki, rodzą paranoję.

Mieszkam z mamą i starszym bratem, który niestety nie jest łatwym człowiekiem w koegzystencji. Artystyczna dusza i uzależnienie od alkoholu powodują konflikty rodzinne. Dwa razy padłam ofiarą agresji fizycznej z jego strony, policja bywała u nas na 'herbatce ratunkowej'. O znęcaniu psychicznym nie wspomnę - wyzwiska i mieszanie z błotem to norma. Tydzień temu znowu było dość nieprzyjemnie. Ojciec od około 7-8 lat migruje z miejsca na miejsce w poszukiwaniu pracy. Przyjeżdża tylko na wakacje i święta. Rodzice jakoś nie specjalnie się mną przejmują, czuję że telewizja zajmuje często wyższą pozycję w hierarchii ode mnie. Ale gdy już okazują mi zainteresowanie, odrzucam ich zdawkowymi i często chamskimi odzywkami. Przyjaciele uważają jednak, że mimo tych 'niedogodności' mam wspaniały dom, bo dziwne, ekscentryczne zachowania i niewybredne żarty są po prostu zabawne. Można powiedzieć - nasz własny dom wariatów. Przyjaciele potępiają zachowania brata i bierność rodziców, jednak pomoc w tym wypadku jest niemożliwa.

Nieśmiałość i wieczny lęk nie pozwalał od dzieciństwa gonić za marzeniami. Zrezygnowałam ze śpiewu, bo bałam się wystąpić na konkursie, na który byłam zapisana. Ciągle myślę o powrocie do tego zajęcia, rozpoczęciu na nowo - bezskutecznie. Przeświadczenie o zrobieniu z siebie kretyna wygrywa. Jednak robienie z siebie kretyna mam we krwi. Od najmłodszych lat zgrywanie tak zwanego 'klasowego błazna i rozweselacza' szło mi fantastycznie. Wszyscy mnie lubili, a spędzanie ze mną czasu uważali za przyjemność. W jakiś sposób zawsze czułam się gorsza od reszty, głupsza. Miałam problemy z nauką w ciągu roku szkolnego, jednak wyniki egzaminów końcowych były zawsze wysokie. Chodziłam do najlepszych szkół. W gimnazjum wysyłano mnie do psychologów szkolnych, by naprawić 'mój system wartości' i zachęcić do nauki. Nie potrafili ze mną wygrać.

Z życiem miłosnym - pasmo porażek, aż do teraz, chociaż mój obecny związek jest związkiem 'widmo'. Od małego interesowali mnie tylko ci niedostępni, mną niezainteresowani. Wszyscy, którzy byli mną zainteresowani szli w odstawkę - bez słowa uciekałam i zrywałam z nimi kontakt. Wyznania miłości działają na mnie jak płachta na byka, powodują lęk i chęć ucieczki na drugi koniec świata. Mój obecny chłopak przez ostatni miesiąc był przeze mnie pomiatany, a swoim zachowaniem, pogardą a zarazem chęcią 'ratunku' doprowadziłam do 'zerwania'. Nienawidziłam go, teraz nie chcę by odchodził.

Cierpię na gonitwy negatywnych myśli, które są niczym nieuzasadnione. Wpadam w niekontrolowany szał, a upuszczenie przedmiotu kończy się mięsistym przekleństwem i drżeniem ciała. Nie mam na nic ochoty, praca jest dla mnie obowiązkiem, do którego zabieram się jak pies do jeża. Kończę studia, które wybrałam z przypadku, bo 'dobre pieniądze'. Boję się iść do pracy na własną rękę, widzę nieporadną i zestresowaną siebie. Rezygnowałam z pracy w wakacje, bo strach mnie zjadał.

Mam wizytę u psychologa na początku marca, ale oczekiwanie na tę datę jest wykańczające. Szukam pomocy wszędzie, robiąc pewnie z siebie przy okazji ofiarę. Jeśli kogoś nie zraził tak długi post, to czekam na odpowiedzi od użytkowniczek. Po prostu już nie mam siły, straciłam kontrolę nad swoimi lękami i emocjami.

Pozdrawiam. M.

2

Odp: Coś idzie nie tak.

Gratuluję świadomości własnych zachowań i decyzji o spotkaniu z psychologiem. Moją uwagę przykuły zdania zacytowane poniżej:

m.flour napisał/a:

(...)Oczywiście wmówiłam sobie, że się źle czuję. Wszystko w celu uniknięcia wymyślonej przeze mnie sceny ganienia.(...)

Przeświadczenie o zrobieniu z siebie kretyna wygrywa. (...)

W gimnazjum wysyłano mnie do psychologów szkolnych, by naprawić 'mój system wartości' i zachęcić do nauki. Nie potrafili ze mną wygrać. (...)

Cierpię na gonitwy negatywnych myśli, które są niczym nieuzasadnione. (...)

widzę nieporadną i zestresowaną siebie. (...)

Szukam pomocy wszędzie, robiąc pewnie z siebie przy okazji ofiarę. (...)

Uciekanie od problemów jest praktyką kiepską, jej efektem jest narastanie trudności i zwiększanie się poziomu lęku. Cel ucieczki jest jasny: potwierdzanie swej negatywnej opinii na swój temat. Pytanie: jakie masz z tego korzyści?

Wysyłano Cię do psychologów, a oni nie potrafili z Tobą wygrać. Hmmm.... czekasz na kolejne spotkanie z psychologiem. Może najwyższy czas, byś uświadomiła sobie, że zadaniem psychologa nie jest walka i wygranie z Tobą; że to Ty jesteś współodpowiedzialną za to, co dzieje się w tej relacji; że są lepsze sposoby sprawdzania kompetencji psychologa niż stawianie oporu.

Rozumiem, że Twoje życiowe doświadczenia nie należą do najlepszych. Do Ciebie jednak należy wybór, czy będą one stanowiły (tak jak dotychczas) usprawiedliwienie Twej postawy wobec siebie i innych ludzi, czy też zrobisz wszystko, by być osobą zadowoloną (przynajmniej) z siebie i z życia.
Rozumiem Twój lęk i strach. Nie podsycaj ich. Weź i jedno, i drugie pod rękę i idź naprzód. Nie rób z siebie ofiary, ta postawa wbrew oczekiwaniom wkurza innych i sprawia, że jesteś coraz dalej od ludzi. Ale może o to Tobie chodzi? Bo będąc samotną nie musisz obawiać się ataku z niczyjej strony. Przecież o takie bezpieczeństwo Ci chodzi. Z drugiej jednak strony marzysz o bliskości, zaufaniu. Wody z ogniem połączyć nie można. Proponuję, byś rozpięła swój stalowy i kolczasty pancerz MIMO lęku, MIMO strachu, MIMO obaw. Warto!

Jedna z bardzo mądrych osób w jednej ze swych książek napisała znamienne zdanie:

Pema Cziedryn napisał/a:

Dziewczynko, nie pozwól, by życie sprawiło, że twoje serce stwardnieje.

Warto walczyć z sobą samą o siebie. smile Walczyć i zwyciężyć. smile

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Coś idzie nie tak.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026