Ostatnio mój chłopak jakieś z 3 czy 4 razy był na imprezach ( domówkach lub w lokalach) beze mnie i no na początku no fakt troche mi to przeszkadzało ale nic nie mówiłam bo mówił ze to było bez osób towarzyszących. Ostatnio jak był w barze ( spontanicznie bo kolezanka go wzięła ) na imprezie na której okazało sie być sporo jego znajomych ( chłopaków i dziewczyny) w tym jego ex jak sie okazało kiedy wszedł ( bo mi o tym powiedział jak dzwonił z imprezy ) to no fakt wiedziałam ze nic nie zrobi ale sama mysl co on tam robi, z kim jest, co te dziewczyny robia, kogo nowego tam pozna....doprowadzały mnie troche do szału....i to było pare dni temu i przed chwilą mi powiedział ze idzie w sobote na impreze do kumpla o której tam kiedyś mówił ze bez osób towarzyszących i ze to klasowa 18-nastka...ale jak zobaczyłam skład to było tam też troche moich znajomych i moze z 5 osób faktycznie z ich klasy. Nie chodzi mi juz o to tylko ze no juz ta ostatnia impreza była z 2 dni temu i jezcze troche te nerwy mi nadal schodzą bo sie troche pokłóciliśmy po niej i ja na pewno bede sie martwić i w dodatku np ja wiem jak jego kolezanki sie ubierają na takie imprezy i ze na pewno ciagle któras bedzie wokół niego to...no przykro mi jak o tym myśle i bede sie martwić i bede zazdrosna...a no przeiez mu nie zabronie. Nie lubi jak chodzi na mieszane imprezy beze mnie. Rozumiem typowo meski wypad ale takie mieszane nie...On mi mówi ze no co on ma zrobić skoro go zaproszono a jest bez osób towarzyszących. Ja np nie chodze bez niego bo bez niego nawet nie lubie...chciałabym zeby on nie poszedł bo np nie chce beze mnie czy cos ale tak sie nie da no i pytam was co ja mam zrobić kiedy wiem ze no nie bedzie to miła noc kiedy bede wieziałą ze jest tam na tej imprezie. Czy porozmawiać z nim moze o kompromisie czy coś? Np możemy chodzic oddzielnie na tkaie typowo męskie/ babskie wypady ale na mieszane raczej razem? Czy poprosic alby w tej sytuacji dał mi t roche czasu i nie szedł...chociaż głupio mi troche..
1 2015-02-20 02:43:32 Ostatnio edytowany przez michelle69 (2015-02-20 02:45:47)
Podobne tematy
Radzę przeprowadzić poważną rozmowę z chłopakiem i PROSTO Z MOSTU powiedzieć jak się czujesz z tymi Jego wypadami. Powiedz Mu to co tutaj Nam napisałaś.
Jeśli zbagatelizuje/wyśmieje Twój problem zamiast zrozumieć to masz odpowiedź, że z Twoim zdaniem raczej się nie liczy i proponuję trochę dać Mu posmakować Twoich atrakcji, które On Ci funduje (nie mówię, że masz chodzić Sama na imprezy, ale robić rzeczy, które też Mu przeszkadzają, a Tobie nie). Może wtedy zrozumie...
Ja tez jestem za rozmową:) W jakim jesteście wieku? Bo skoro klasowa 18nastka to pewnie jakoś 17/18/19 ![]()
Skoro On wychodzi na imprezy, to Ty też wychodź ze znajomymi:)
Moze jeszcze za wczesnie na dojrzaly zwiazek? Bo w zwiazku (dojrzalym) spedza sie czas razem. Wy jestescie jeszcze mlodzi, chcecie poszalec i to sa wasze piorytety.
(...)Bo w zwiazku (dojrzalym) spedza sie czas razem. (...)
Taaaaak. Wszędzie razem. Zawsze. Każdą wolną minutę spędza się razem. Takie papużki nierozłączki pijące sobie z dzióbków.
Autorko, rozumiem, że zaufania do chłopaka u Ciebie za grosz. Że na samą myśl o tym, że bierze udział w jakiejś imprezie, w której uczestniczą również kobiety kręcisz czarny scenariusz z wiadomym zakończeniem. Może więc pomyśl nad przyczynami swego braku zaufania, swej niepewności?
Chcesz chłopakowi zaproponować zawarcie kompromisu. Na czym miałby on polegać? Czy nie na tym, że zgadzasz się, by chodził na męskie spotkania, a na 'mieszane' już nie? Czy przypadkiem nie mylisz związku z relacją opiekuńczo-wychowawczą, kiedy to opiekun (mama) zgadza się bądź nie na zachowanie małego dziecka?
Jeżeli boisz się zdrady to tego nie rób. Będzie chciał to może to zrobić wszędzie. Jeżeli Cię kocha to się tego nie dopuści, a jak dopuści to i tak się dowiesz i wyjdzie, że Cię nie kocha więc po co być z kimś kto nas nie chce? Zaufaj i tyle. Jeżeli martwisz się jak wychodzi bez Ciebie organizuj sobie wtedy też czas. Wyjdź z przyjaciółką na piwo albo imprezę nie musisz siedzieć i czekać. Najlepsza rada jaką Ci dam na początku wchodzenia w poważne związki- posiadaj swoje oddzielne życie i on niech ma swoje. Czasami ludzie się rozstają i wtedy pozostaje pustka i budzisz się z myślą "rany poświęciłam mu wszystko, był całym moim światem, teraz nie mam nic". Skup się na Tobie. Przez to, że Ty go wszędzie bierzesz on nie wie co czujesz. Więc może jak on się pomartwi jak pójdziesz sama na imprezę mieszaną też ukłuje go zazdrość i sam zaproponuje kompromis wspólnych wyjść?
maniek_z_maniek napisał/a:(...)Bo w zwiazku (dojrzalym) spedza sie czas razem. (...)
Taaaaak. Wszędzie razem. Zawsze. Każdą wolną minutę spędza się razem. Takie papużki nierozłączki pijące sobie z dzióbków.
Autorko, rozumiem, że zaufania do chłopaka u Ciebie za grosz. Że na samą myśl o tym, że bierze udział w jakiejś imprezie, w której uczestniczą również kobiety kręcisz czarny scenariusz z wiadomym zakończeniem. Może więc pomyśl nad przyczynami swego braku zaufania, swej niepewności?
Chcesz chłopakowi zaproponować zawarcie kompromisu. Na czym miałby on polegać? Czy nie na tym, że zgadzasz się, by chodził na męskie spotkania, a na 'mieszane' już nie? Czy przypadkiem nie mylisz związku z relacją opiekuńczo-wychowawczą, kiedy to opiekun (mama) zgadza się bądź nie na zachowanie małego dziecka?
Nie zgadzam sie z moderatorka i widze ze kazdy jednak jest czlowiekiem. Nigdzie np. nie uzylem slowa zawsze. Eh, te dopowiedzenia zmieniaja sens wypowiedzi niemal w 100%.
Tak dokladnie, tak w zwiazku spedza sie czas towarzyski przewaznie razem. Tzn, ze z reguly, poza nielicznymi wyjatkami mamy wspolnych znajomych, czy wspolnie wychodzimy na imprezy, czy na spotkania rodzinne. Tym sie wlasnie roznic zwiazek od bycia wolnym ze te rzeczy robi sie razem. Jesli te rzeczy robi sie "przesadnie" oddzielnie to zabiera sie sobie i partnerowi czas przeznaczony dla zwiazku, na wspolne zycie. Byc moze dla niektorych jest to sposob na "przetrwanie" zwiazku wogole ale to nie oznacza ze to jest dobry przyklad tego jak nalezy w zwiazku byc, bylby to wrecz antyprzyklad. Natomiast jesli ktos wytrwal w zwiazku 10,15,20 lat i wiecej i wypracowal przy tym jakis "kompromis" to nikomu nic do tego. Natomiast jesli mlodej osobie pokazuje sie ze spedzanie oddzialnie czasu towarzystko jest norma, to jest to jakies nieporozumienie. Moze nie czas jest na zwiazek wogole ale tak nie wyglada zwiazek. Moze po prostu nie nazywajmy jakis innych form wolnego zycia zwiazkiem? Wtedy bedziemy uczciwi wobec siebie i wobec innych.
Maniek, a gdzie Wielokropek napisała, że Ty napisałeś, że ZAWSZE? Ach, te dopowiedzenia ![]()
Ja z kolei nie zgadzam się z Tobą. Związek nie powinien ograniczać sfer życia znajdujących się w nim osób, do granicy naruszenia intymności zarezerwowanej dla tegoż związku. Spotkanie ze znajomymi, z definicji, tych granic nie narusza. Problem zaczyna się, kiedy któraś strona zaczyna uważać, że może naruszać. Wtedy jest to brak zaufania do partnera. Natomiast zaufanie w związku jest zdecydowanie ważniejszą sprawą niż jakaś odgórna zasada (bez racjonalnych podstaw - po prostu "bo tak"), że w związku wychodzi się razem.
Nie zgadzam sie z moderatorka i widze ze kazdy jednak jest czlowiekiem. Nigdzie np. nie uzylem slowa zawsze. Eh, te dopowiedzenia zmieniaja sens wypowiedzi niemal w 100%
Jeśli na forum występuję w roli moderatorki, używam niebieskiego koloru czcionki. Poza tą rolą jestem użytkownikiem forum. ![]()
Tak, jak zauważyła Vinnga, nie napisałam nigdzie, że użyłeś słowa "zawsze". Napisałam swój komentarz celowo, bo mam inne zdanie na temat dojrzałych związków, relacji między osobami pozostającymi w dojrzałym związku i znam negatywne konsekwencje wynikające z postawy 'wszędzie razem'. Dojrzałość związku nie polega na tym, by każdą wolną chwilę spędzać razem. Postawa 'wszędzie razem', to prosta droga do wzajemnej (lub jednostronnej) zależności, do zazdrości (czego wyraz dała autorka wątku), gdy druga osoba chce choć trochę oddychać sama, bez uwieszonej na niej, nawet najbardziej kochanej ukochanej. Zresztą, gdy związek tworzą dwie osoby o identycznych poglądach nie ma sprawy. Jeśli są to dwie 'papużki nierozłączki', wszystkie wolne chwile spędzające razem, wszystkie czynności wykonujące razem, idące wspólnie razem do wszystkich lekarzy - to dobrze.
Problem zaczyna się, gdy jedna z papużek zaczyna się dusić od tej nierozłączności, gdy spostrzega, że weszła do klatki i zatrzasnęła za sobą drzwi, że sama o sobie stanowić już nie może.
Problem jest wówczas, gdy związek tworzą osoby o różnych zdaniach na relacje w związku - tak jak opisuje to autorka wątku.
Problem jest wówczas, gdy papużka nierozłączka wybiera na partnera/partnerkę osobę, która ceni swą niezależność i mimo bycia w związku nie decyduje się zrezygnować z części życia osobistego.
Powiedziałam mężowi, że od ponad trzydziestu lat żyjemy w wolnym związku. Zapytał, czy nie potrzebuję pomocy psychiatry. ![]()
Moze sie nie zrozumielismy bo zabraklo dobrego przykladu. Np. cos mnie interesuje, ide do sklepu, nawet do kina jesli zona nie lubi czegos moge isc sam ale jesli wybieram sie do kina na interesujacy nas oboje film, czy do knajpy, na impreze, z wizyta rodzinna to robimy to razem. Sa wiec pewne kategorie rzeczy ktore w zwiazku robi sie razem oraz przestrzen osobista. Oczywiscie sa i takie zwiazki w ktorych oboje robie co chca albo takie gdzie sie kontroluja. Na dzialke tez czasami jezdze sam a czasami razem. Proponuje jednak zonie wspolne wyjscie.
W tym temacie sytuacja jest inna. Jest niby zwiazek ale spedzanie czasu na imprezach (impreza to zabawa) jest oddzielnie. A to nie jest charakterystyczne dla zdrowego zwiazku czy zwiazku wogole.
Wszystko dobrze zrozumiałam.
Mamy zupełnie inne zdanie na temat dojrzałego, zdrowego związku, wolności w związku, it.p..
Moim zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie, by od czasu do czasu osoby będące w związku szły na imprezy oddzielnie, by bawiły się bez swego partnera.