cześć , postaram się konkretnie. Moja mama jest po 50tce, pracuje, jest ogólnie lubianą, miłą osobą, niestety ja zauważyłam ,że od ok.2lat moja mama wiecznie wynajduje problemy, narzeka, albo sugeruje możliwe trudności, wiele osób mówi, że jest pesymistką, ale ona sama uważa się za realistkę. Wiem, że to może być dziwne, ale w pracy jest miła i uczynna, w domu w większości też, ale wobec mnie wiecznie wynajduje problemy. Kiedyś nie podobał jej się mój chłopak (źle ubrany, jakiś za cichy etc), potem była poirytowana bo jej zdaniem nie miał zamiaru się oświadczać. Teraz jesteśmy pół roku po zaręczynach, planujemy ślub, a ona znowu widzi tylko problemy- finansowe, organizacyjne itp. Ja robie co mogę by ją zadowolić, ale czasem niewyrabiam, wtedy słyszę że powinnam iść do psychologa, że jestem świrnięta etc. Przykład ostatniego weekendu : planowałam zrobić uroczysty obiad z tortem dla narzeczonego (mieszkam z rodzicami,on przyjechał) od rana w sobotę mama marudziła, że jest tyle pracy, że ona nie wie jak się wyrobić, wogóle to nie rozumie jak dany przepis ma "wypalić" - ogólny krytycyzm, który w mig popsuł mi humor. Natomiast w niedzielę na innym spotkaniu rodzinnym skrytykowała matkę mojego narzeczonego za wychowanie dzieci. Nie zna jej, nie zna jego rodzeństwa, zna tylko jego i przy mojej rodzinie ,której to wogóle nie dotyczy wypaliła o jego rodzicach. Do ślubu pół roku, mieszkam z nią, latam na wysokości lamperii, robię co mogę, pracuję, sprzątam, latam po sklepach - wszystko by ją zadowolić, ale ona tego prawie nie widzi, widzi tylko braki - jak nie zwariować ? A może ja już ześwirowałam ?
Nie wspomnę,że jej krytycyzm mi się udziela i czasem odbija na narzeczonym...
czy ja jestem taka głupia ,że tylko ja nie widzę problemów a ona taka nieomylna ,czy odwrotnie ?
Poradźcie !
Podobne tematy
Jedyna rada usamodzielnić się jak najszybciej. Tylko nie mów, że po ślubie zamieszkacie z mamą
.
Oczywiście po ślubie jest plan pójścia na swoje - co też mama widzi jako obraz nędzy i rozpaczy i prawie życia w przytułku! A dlaczego ? A dlatego ,że narzeczony mieszka za granicą i najpewniej za nim wyjadę, oboje mamy wyższe wykształcenie, ale zawód ma on, język perfekcyjnie zna on, więc mama obawia się, że będę sprzątaczką na bankiecie życia męża.
A narzeczony w tym zamieszaniu wiecznie uspokaja "Mamcia tak ma że się wiecznie martwi, przetrzymaj jeszcze troszkę, po ślubie będziesz za tym tęsknić".
I ja mam uważać, że to jest zły człowiek ? Skoro pod ostrzałem krytyki on ani 1 złego słowa nie powiedział o niej ?
lepiej nie mieszkajcie...
moja mama w ten wekend przesadziła co do meza, skrytykowala go az oboje sie darli, chcąc nie chcąc musiałam ja opieprzyć, bo mi go szkoda było, muszę go poprzeć bo inaczej bedzie pieklo.
Anecznik miałem bardzo podobną sytuację ze swoją matką. A po ślubie zaczął się dopiero koszmar. Rozdarcie między dwiema ważnymi dla mnie osobami było ciężkim doświadczeniem. Oskarżenia które nie mają nic wspólnego z prawdą, krytyka na każdym kroku itp. Dopóki żył ojciec jakoś dawało się to wszystko trzymać w ryzach ale jak teraz pomyśle jakim kosztem to uważam to za błąd i to wielki, że nie wyprowadziliśmy się wcześniej. Może to być po prostu strach przed zmianami jakie czekają twoją matkę.
Przestań informować matkę o waszych decyzjach i planach - jeśli zapyta dlaczego - odpowiedz, że nie chcesz jej denerwować bo zawsze uprawia czarnowidztwo i podcina ci skrzydła.
Odetnij się od jej emocji, bo za nie nie odpowiadasz i jak zauważyłaś nie masz na nie wpływu, gdybyś jej oddała nerkę to pewnie by marudziła, że nie tą która ona chciała ![]()
Jeśli mama ma zły dzień, coś jej się nie podoba, to JEJ problem nie twój. Ty skup się na swoim, życiu, planach, narzeczonym i całej reszcie. Nie przeżyjesz życia z mamę i twoje szczęście nie udzieli się jej a przynajmniej nie na długo.
Żyj i pozwól żyć innym - możesz jej to napisać na ścianie nad łóżkiem ![]()
To czy będziesz żoną "przy mężu" czy może rozwiniesz karierę zawodową to wasz wybór twój i narzeczonego a mama ma stać obok i żyć swoim życiem. Może jakieś warsztaty, kurs albo klub, który pomógłby ją zająć i wtedy skupiłaby się na sobie a nie na was?
3mam kciuki, oby ci się udało! ![]()
Anecznik miałem bardzo podobną sytuację ze swoją matką. A po ślubie zaczął się dopiero koszmar. Rozdarcie między dwiema ważnymi dla mnie osobami było ciężkim doświadczeniem. Oskarżenia które nie mają nic wspólnego z prawdą, krytyka na każdym kroku itp. Dopóki żył ojciec jakoś dawało się to wszystko trzymać w ryzach ale jak teraz pomyśle jakim kosztem to uważam to za błąd i to wielki, że nie wyprowadziliśmy się wcześniej. Może to być po prostu strach przed zmianami jakie czekają twoją matkę.
No właśnie to mnie strasznie boli, ja wiem ,że jestem stara i pępowinę pora odciąć, ale chciałabym mieć wsparcie mamy w takich ważnych dla mnie chwilach, a zewsząd krytyka.
Wymysły i oskarżenia wyssane z palca są jak krople które mają za zadanie wydrążyć dziurę w skale. Ojciec jest po naszej stronie, ale ona ...człowiek powoli głupieje.
Jak pyta o ślub to zawsze w kontekście "jak wiele jest do zrobienia, a w ogóle on mało się angażuje, a w podróż poślubną to chyba za granicę ?" . Nawet jak ograniczam jej wiedzę, to sama się miesza - przed zaręczynami jechaliśmy na urlop, moja mama około 2miesiące truła gdzie powinniśmy jechać i jakie miejsca są na topie, a odmienne zdanie uznawała za pranie mózgu przez mojego narzeczonego. Mogę mnożyć ilość jej zastrzeżeń pod jego adresem i wizję naszego życia razem. Może to strach tak jak piszesz - wiele razy mówiła, że w wyniku mojego zamążpójścia więcej straci niż zyska...
Znaleść jej zajęcie niełatwo - najchętniej spędza czas w domu, zasuwa na szmacie (jak chcę ją wyręczyć, to nie ,bo TAK nie pomyję) i szuka dziury w całym ...takie hobby.
Czasami pogodzenie się z tym, że dziecko które nie tak dawno siedziało na kolanach u mamusi ma swoje życie,męża,dom i rodzinę jest ciężkim doświadczeniem. Każdego z nas to czeka
.
Taki typ osobowości nie da się złapać na jakieś tam kursy czy inne pierdoły
. Zawsze i wszędzie znajdzie się sposób na krytykę albo wbicie szpileczki. Zawsze uważałem, że rodzice powinni być szczęśliwi i cieszyć się szczęściem swoich dzieci ale nie w tym przypadku. W tym przypadku najważniejsze jest ogólne nieszczęście i problemy nie do rozwiązania. Nie da się ich rozwiązać bo one nie istnieją tak naprawdę
. Musisz być czujna i uważać na to co się dzieje bo zatrucie relacji z narzeczonym może nastąpić bardzo szybko jak dojdą do tego jakieś pseudo intrygi ze strony matki. Nie tak dawno sytuacja z naszej rodzinnej sielanki
. Moja matka była na wsi i chciała żebym wykupił jej leki w jakiejś tam aptece ale żebym koniecznie przyniósł rachunek bo chce porównać sobie ceny z inna apteką. Przekazałem sprawę mojej żonie bo pracuje niedaleko tejże apteki. Pojechaliśmy na wieś, moja żona daje leki i paragon mojej matce. I co słyszę jak tylko zostaliśmy sami. No zobacz jak twoja żona się martwi żebym tylko oddała jej pieniądze aż mi paragon przyniosła. Dobrze, że nie woła za dostawę i transport jeszcze. Ja mam tylko rentę i żyję....i zaczęło się
. Dodam, że ile razy kupujemy jej leki ani razu nie wołaliśmy pieniędzy. Ręce opadają
.
Nie sądziłam ,że zdrowa na umyśle osoba może się posunąć do takich manewrów ... to co napisałeś jest dla mnie bardzo ważne.
Ja do tej pory chciałam wierzyć, że ona niechcący się wpiernicza. Coś mi od dawna mówiło -"To nie przypadek że palnęła to czy tamto na mój temat przy nim/ przy kimś". A teraz wiem, że każda broń to broń obosieczna. Ona już z góry wie co powie.
Kiedyś jak w towarzystwie była mowa ,że narzeczony przyjeżdża do mnie (ok.500km w obie strony w 1 weekend) a znajomi się zachwycali, to ona odczekała zachwyty i stwierdziła z przekąsem "On po prostu bardzo lubi jeździć".
A jeszcze - każdą bardziej wyluzowaną matkę uważa za wyrodną ! Każda która nie lata i co 5min nie dzwoni do synka/córki, która po nocy nie piecze pierników i nie urabia sobie rąk po łokcie - taką prawie od razu krytykuje. Od niedawna też potrafię słyszeć jak moja chorągiewka zmienia zdanie w zależności od rozmówcy - przyznaje to też kilka osób z rodziny.
Dla kontrastu - mój brat to ideał, no żona jest akceptowana, ale też bez szału.
Dziękuję za wsparcie i poradę - mało brakowało a ... myślałam by ten mój związek w kąt rzucić...
A ja zapytam z innej strony...
Piszesz, że mama jest po 50 tce...
Powiedz, czy przechodzi może menopauzę? Jeśli tak, to czy jest pod opieką lekarza?
Mały cytat z artykułu o menopauzie...
Psychika w okresie menopauzy
Kobiety przechodzące przez menopauzę popadają nierzadko w depresję. Według badań na temat aspektów psychologicznych menopauzy, przeprowadzonych w siedmiu europejskich krajach w 2005 roku, nawet 90 procent kobiet skarży się na łagodne objawy depresji w tym okresie. Ponad połowa z badanych przyznała także, że w okresie menopauzy cierpi na wahania nastroju. Badane przyznały, że często zdarzają im wahania nastroju: od euforii do stanu depresyjnego bądź odwrotnie. Kobiety skarżyły się też, że gorzej radzą sobie z emocjami, takimi jak złość i gniew, i stają się o wiele bardziej wybuchowe. Niektórym z badanych towarzyszyły także stany lękowe i pesymizm ? wiele pań w okresie menopauzy widzi świat w czarnych barwach.....
może tu jest pies pogrzebany....skoro pisałaś, że taki stan jest od dopiero 2 lat...
Anecznik patrz na siebie i swoje uczucia a nie na matkę bo to ty będziesz ponosić konsekwencje swoich decyzji. Kieruj się sercem a nie dogadywaniem matki. Od matki usłyszysz co najwyżej jak ci w życiu nie wyjdzie : a nie mówiłam
.
Mój brat też jest ideałem
. Mój brat się rozwiódł ze swoją idealną pierwszą żoną i druga też jest idealna
. Tylko moja jakaś dziwna
.
Ja jestem już na takim etapie, że jestem ponad to
. Mojej żonie często jest przykro jeszcze z takiego czy innego powodu ale staram się jakoś łagodzić skutki uboczne
.
Powodzenia
.
O jakim Ty oparciu mówisz od mamy . Teraz powinna Cię wspierać , a ona Cię non stop dołuje . Rób Swoje i wiejjjjj z tego domu .
A ja zapytam z innej strony...
Piszesz, że mama jest po 50 tce...
Powiedz, czy przechodzi może menopauzę? Jeśli tak, to czy jest pod opieką lekarza?..................Kobiety skarżyły się też, że gorzej radzą sobie z emocjami, takimi jak złość i gniew, i stają się o wiele bardziej wybuchowe. Niektórym z badanych towarzyszyły także stany lękowe i pesymizm ? wiele pań w okresie menopauzy widzi świat w czarnych barwach.....
...
Ja też obwiniam menopauzę, kiedyś brała jakieś plasterki hormonalne, była radosna, żartowała, nie przejmowała się tak bardzo, ale ze względów zdrowotnych przeszła na inną kurację, do tej pory mamy żart jak ma gorszy dzień, że powinna się nimi obkleić o czubka głowy po stopy.
Tylko ile można zwalać na menopauzę ?Mój idealny brat przecież też jest niedaleko, a jednak takiej krytyki nie zbiera.
To zachowanie jest pełne paradoksów - przykład : mama uważa mężczyzn za pasożytów i leni, wywyższa kobiety, ale mnie znacznie częściej krytykuje niż jego.
O jakim Ty oparciu mówisz od mamy . Teraz powinna Cię wspierać , a ona Cię non stop dołuje . Rób Swoje i wiejjjjj z tego domu .
No właśnie nie tak sobie wyobrażałam przygotowania do ślubu. W czasie od zaręczyn do teraz bratowa zaszła w ciążę i urodziła córusię -słodką. Moja mama jak rozmawia z kimkolwiek to mówi że ten rok był wyjątkowy gdyż została babcią, a teraz szykuje się do ....chrzcin.
O zaręczynach i weselu mówi znacznie później.
Długo szukałam tego z kim chciałabym dzielić życie, a teraz mam wrażenie ,że przeżywam to sama.
Miałam też teorię, że z powodu wyjazdu za przyszłym mężem mama się ode mnie odwróciła uznając ,że nie będzie mogła na mnie już liczyć. Że teraz ustawia kierunek na mojego brata który zostanie na miejscu i to z nim powinna poprawiać relacje, a nie ze mną która i tak ją opuszczę....
Anecznik patrz na siebie i swoje uczucia a nie na matkę bo to ty będziesz ponosić konsekwencje swoich decyzji. Kieruj się sercem a nie dogadywaniem matki. Od matki usłyszysz co najwyżej jak ci w życiu nie wyjdzie : a nie mówiłam
.
Mój brat też jest ideałem
. Mój brat się rozwiódł ze swoją idealną pierwszą żoną i druga też jest idealna
. Tylko moja jakaś dziwna
.
Ja jestem już na takim etapie, że jestem ponad to
. Mojej żonie często jest przykro jeszcze z takiego czy innego powodu ale staram się jakoś łagodzić skutki uboczne
.
Powodzenia
.
Podziwiam Cię, u mnie to narzeczony łagodzi skutki uboczne, ale ja się czuję tak jakbym musiała wciąż mieć podniesioną gardę na wypadek kolejnego ataku mamy. Ech...
Długo szukałam tego z kim chciałabym dzielić życie, a teraz mam wrażenie ,że przeżywam to sama.
Miałam też teorię, że z powodu wyjazdu za przyszłym mężem mama się ode mnie odwróciła uznając ,że nie będzie mogła na mnie już liczyć.
Menopauza czy nie, odnoszę wrażenie właśnie takie jak na pisałaś wyżej: mama boi się, że zostanie sama. Nigdzie nie pisałaś o ojcu czy jej mężu. Jest samotna?
Tak czy inaczej, okazuje to fatalnie. Próbowałaś jej uświadomić, że jej zachowanie Cię boli, że chciałabyś aby cieszyła się razem z Tobą?
Może ona tego nie widzi?
Że jej nie opuszczasz, tylko zaczynasz inny, naturalny etap życia?
Tak strasznie twoja mama przypomina mi moją... Niestety, ale ja z moją mamą żyć nie potrafię. Wszystko widzi źle, wszystko krytykuje. Jedyne wyjście to chyba jak najszybciej się usamodzielnić (przede mną dłuższa droga), jednocześnie dając do zrozumienia mamie, że nigdy jej nie zostawimy samej na lodzie.
Jest samotna?
Tak czy inaczej, okazuje to fatalnie. Próbowałaś jej uświadomić, że jej zachowanie Cię boli, że chciałabyś aby cieszyła się razem z Tobą?
Może ona tego nie widzi?
Że jej nie opuszczasz, tylko zaczynasz inny, naturalny etap życia?
Małżeństwo się im nie układa od samego początku, niestety z takim człowiekiem jak mój ojciec to ciężko by się udało. To też zachwiało moje postrzeganie mężczyzn - tato przykładem nie był, a mama dolewała oliwy do ognia krytykując każdy męski egzemplarz jaki przyprowadziłam. Wreszcie znalazł się TEN - który mimo krytyki się uchował i nie dał przegonić (choć nie raz zachowywałam się jak jędza).
Mama ma silny charakter i nie uważa by robiła coś strasznego, wie że mam żal, ale : "Nic nie będzie udawać, też by chciała być jego większą fanką, ale nie da się".
Gdybyście go znali - normalny facet, nie pali, pije 3x w roku, ma zawód, jest dość zaradny, bardzo oczytany, miły, czasem zbyt spokojny, bardzo uparty, żyje na własną rękę od wielu lat, nie ma wiele, ale to co ma zdobył sam. I czemu nie da się go bardziej lubić ? Bo nie nosi krawatu,źle się czesze, nie lubi pantofli ani czapek, nie ma płaszcza,ma tylko 1 garnitur i mówi ,że mu wystarczy, nie chce jechać do Tajlandii tylko marzy o wycieczce na Mazury ... no takie to są kwestie. Kwestie zasadnicze jeśli się chciało by córeczka szpanowała w towarzystwie, a tu nie ma czym.
Tak strasznie twoja mama przypomina mi moją... Niestety, ale ja z moją mamą żyć nie potrafię. Wszystko widzi źle, wszystko krytykuje. Jedyne wyjście to chyba jak najszybciej się usamodzielnić (przede mną dłuższa droga), jednocześnie dając do zrozumienia mamie, że nigdy jej nie zostawimy samej na lodzie.
Wiesz, jestem na etapie kiedy nie wierzę bym mogła ją zadowolić. Zmieniając siebie i wszystko o 180stopni to może tak, ale inaczej zawsze będzie coś co za moment skrytykuje lub wyśmieje.
Twoja też jest w takim trudnym wieku ? Jeśli przed Tobą więcej do wyjścia z domu to nic innego jak przetrzymać. Dogadanie się ,a już przekonanie jej do swojego spojrzenia na świat chyba się NIE UDA - tak jak mi się nie udaje.
jestem na etapie kiedy nie wierzę bym mogła ją zadowolić. Zmieniając siebie i wszystko o 180stopni to może tak, ale inaczej zawsze będzie coś co za moment skrytykuje lub wyśmieje.
Wygląda na to, że powinnaś przestać chcieć ją zadowalać. Wygląda na to, że jej po prostu nie zadowolisz.
Pewno jest Ci z tego powodu przykro, ale nie rób teraz niczego (w swoim związku) żeby zadowalać mamę. To Twoje życie.
Może kiedy zobaczy, że ułożyłaś sobie życie, że jesteś szczęśliwa, to zmieni zdanie. Może nie.
21 2014-02-18 09:18:02 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-02-18 09:18:39)
Wygląda na to, że powinnaś przestać chcieć ją zadowalać. Wygląda na to, że jej po prostu nie zadowolisz.
Pewno jest Ci z tego powodu przykro, ale nie rób teraz niczego (w swoim związku) żeby zadowalać mamę. To Twoje życie.
Może kiedy zobaczy, że ułożyłaś sobie życie, że jesteś szczęśliwa, to zmieni zdanie. Może nie.
Wiesz Luc ja z autopsji wiem, że jej mama może nie zmienić podejścia.
Moja też wiecznie była niezadowolona, nie miała się czym "pochwalić" zawsze byłam przeciętna. Spokojna, bez wielkich problemów wychowawczych, pracująca ale przeciętna.
Późno wyszłam za mąż i chociaż niby to było jej marzenie w końcu mnie za męża wydać, to na naszym ślubie i przyjęciu, siedziała jak chmura gradowa, piła wodę mineralną, nie chciała kawy, soku, herbaty, no po prostu niczego i była siedzącym nieszczęściem. Kiedy ją poprosiłam, żeby porozmawiała ze swoimi siostrami, bo mnie już momentami brakowało tematów, to mi odpowiedziała, że ona z nimi gada na co dzień i już nie ma o czym........Byłam wściekła, zamiast się cieszyć ślubem i przyjęciem, to myślałam tylko o tym, że ona "znów" jest nadąsana. Było mi wstyd, czułam się fatalnie i marzyłam o tym, żeby przyjęcie się w końcu skończyło. Na szczęście trwało, krótko bo do 21.00, mało gości kilkanaście osób i my.
Kiedy urodziły się wnuki podobno była szczęśliwa - tak mówi moja ciotka a jej siostra - ale to trwało chwilę, teraz znów, ma pełno zastrzeżeń, rad, sugestii, chodząca doskonałość. To, że jestem złą matką to oczywiste bo ona była i jest ideałem ale ja wg niej nawet żoną jestem do doopy, chociaż w temacie małżeństwa sama nie ma się czym pochwalić.
Myślę, że kobiety żyjące w szczęśliwych związkach, są lepszymi matkami, nie osaczają dzieci i nie próbują układać im życia.
Ja tak jak napisałam wyżej staram się odciąć od niej, jej nastrojów i humorów, to jej emocje i jej problem. Staram się, żyć swoim życiem i nie próbuję już jej zadowalać, bo wiem, że się nie da. Modlę się tylko, żebym nie musiała zajmować się nią na stare lata, boję się tego najbardziej, a jednocześnie mam wyrzuty sumienia, że nie lubię własnej matki.
22 2014-02-18 10:49:57 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-02-18 10:59:31)
Wiesz, jestem na etapie kiedy nie wierzę bym mogła ją zadowolić. Zmieniając siebie i wszystko o 180stopni to może tak, ale inaczej zawsze będzie coś co za moment skrytykuje lub wyśmieje.
Twoja też jest w takim trudnym wieku ? Jeśli przed Tobą więcej do wyjścia z domu to nic innego jak przetrzymać. Dogadanie się ,a już przekonanie jej do swojego spojrzenia na świat chyba się NIE UDA - tak jak mi się nie udaje.
Są dwie filozofie postępowania i wyjaśnię Ci to obrazowo jak roślina zachowuje się na wietrze (wiatr = ciągłe pretensje, rozgoryczenie, wieczna krytyka, zamęczania psychiczne):
(1) być jak mocne drzewo, które opiera się wiatrowi
(2) być jak zboże w polu, które się ugina
Ludzie myślą, że (1) jest lepsze, bo wtedy nie dają traktować jak "wycieraczka do butów", bo bronią swoich racji, swojego zdania, są dzielni, asertywni. Ci ludzie nie widzą, że całymi latami wypływa z nich życiodajna energia, że pozwalają komuś na sobie wampirować. Uważają się za bohaterów, a tych, co stosują (2) uznają z mięczaków, tchórzy, którzy nie potrafią wyrazić i bronić swoich racji. To tylko ułuda... jeśli wygrają jedną bitwę, zaczynają się następne dwie, jeśli wygrają kolejną, to potem mają kolejne bitwy... całe życie walczą. Ci ludzie są jak słaby rycerz, który walczy z małymi pieskami, które szczekają mu obok łydki.
Dlatego bądź jak (2). Niech matka gdera, narzeka, dołuje Cię. Nie przejmuj się tym. Uginaj się. Ale rób swoje, dąż do swoich celów. Nie dyskutuj z nią, nei przekonuj do swoich racji. Idź do przodu jak rycerz, który nie zwraca uwagi na pieski skaczące mu koło łydki, bo one choć przeszkadzają, to nie ugryzą, bo mają małe ząbki.
Musisz tak wytrzymać AŻ opuścisz dom rodzinny.
Byłam wściekła, zamiast się cieszyć ślubem i przyjęciem, to myślałam tylko o tym, że ona "znów" jest nadąsana
Byłaś jak w punkcie (1).
To, że jestem złą matką to oczywiste bo ona była i jest ideałem ale ja wg niej
Zachowujesz się jak w punkcie (1). A wiesz co poiwnnaś zrobić? Jeśli mamcia mówi "jesteś do bani mamą", to nie odzywać się... tak po prostu... nie odzywać się. Być jak w punkcie (2).
staram się odciąć od niej, jej nastrojów i humorów, to jej emocje i jej problem
No i super. O to (prawie) chodzi. Dlaczego prawie? Dlatego, że jeśli przeżywasz w związku z nią emocje, to i tak jesteś z nią związana. Spokój uzyskasz wtedy, jeśli w czasie, gdy twoja mama zrzędzi, że jesteś do bani osobą, to nie martwisz się tym, nie odzywasz się, ale sobie myślisz "Kurczę... zupełnie nie wiem o co chodzi tej kobiecie... ona się chyba pogubiła... ludzie są dziwni... To niby moja matka, a tak bardzo mi jest teraz obojętne co o mnie myśli... ". Gdy matka dalej zrzędzi, zaczyna krzyczeć, Ty grzecznie mówisz "Wiesz co... zapomniałam, że jeszcze mam coś załatwić. Muszę już iść. Na razie, pa!" i idziesz od niej.
Modlę się tylko, żebym nie musiała zajmować się nią na stare lata, boję się tego najbardziej, a jednocześnie mam wyrzuty sumienia, że nie lubię własnej matki.
Dlaczego masz wyrzuty sumienia? Przecież nie musisz lubić wszystkich
. Lubimy te osoby które według nas dają się lubić
. Skoro twoja matka jest taka a nie inna to pretensje może mieć tylko do siebie, że własna córka jej nie lubi. Ona ma to pewnie gdzieś a ty się przejmujesz. Ludzie jakoś dziwnie uważają, że wystarczy być matką,ojcem,bratem czy mężem i wszystko takim ludziom się należy z racji piastowanego ,,stanowiska''. Miłość,szacunek,poważanie czy zwykłe lubienie kogoś bierze się stąd, że taki człowiek na to zasługuje według nas na to czy inne uczucie a nie dlatego,że tak wypada i głupio nie lubić swojej matki czy ojca. Często zaprzeczamy sami sobie, że jest inaczej bo wtedy będziemy złym synem czy córką. Tylko, że taka sytuacja jest winą rodzica a nie dziecka. Zrzucenie tego ,,jarzma'' bywa zbawienne w skutkach
.
24 2014-02-18 12:21:14 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-02-18 12:21:29)
Gary i zwykły facet Dzięki za rady - choć to nie mój wątek
, oczywiście zgadzam się ze wszystkim co napisaliście. Problem polega na tym, że w teorii jestem mocna, gorzej z przełożeniem tego na życie. Z matką wiążą mnie jednak jakieś emocje i uczucia, nie potrafię się tak zupełnie odciąć. Łatwiej jest oczywiście, od kiedy się wyprowadziłam ale nie jest i nie będzie pomiędzy nami fajnie. Dlatego staram się z całych sił, żeby nie powielać jej błędów, ograniczam kontakt na tyle na ile się da, nie informuję jej o wszystkim co się dzieje w naszym życiu i nie pytam o zdanie.
To samo radzę autorce. Układać swoje życie tak jak się chce, uciekać jak najdalej i jak najszybciej i starać się nie przejmować jej zdaniem. Żyj szczęśliwie i nie staraj się jej zadowolić. Takie matki są przede wszystkim mocno nieszczęśliwe, nie potrafią się cieszyć życiem i tym co mają. Nigdy nikt nie spełni ich oczekiwań, gdyby przed nimi stanął Jezus też stwierdziłyby, że czegoś mu brakuje
Chociaż ..... jest ktoś jeden kto moją mamę "rzucił na kolana" to mój mąż, wg mamy jest ideałem, zresztą wg mnie również i chyba tylko w tym punkcie się zgadzamy ![]()
Gary i zwykły facet Dzięki za rady - choć to nie mój wątek
, oczywiście zgadzam się ze wszystkim co napisaliście. Problem polega na tym, że w teorii jestem mocna, gorzej z przełożeniem tego na życie. Z matką wiążą mnie jednak jakieś emocje i uczucia, nie potrafię się tak zupełnie odciąć.
Rozumiem Cię doskonale, wiele wiele lat to czego mama nie akceptowała po prostu nie było realizowane, ten kogo krytykowała był skreślony i tak to szło we wszystkim. Niestety sama późno to zauważyłam i późno zaczęłam z tym walczyć. Długo uważałam ją za ideał - wymagająca, mądra, zadbana, skoro coś krytykuje znaczy że ma rację.
Byłam jak napisał Gary jak zboże tylko zamiast się uginać, ja się łamałam.
Może kiedyś nauczę się dystansu do tego. Tylko jak mieć dystans, kiedy 2tyg temu siedzimy w szerokim gronie podziwiamy moją malutką bratanicę i rozmawiamy o małżeństwach, a kiedy mówię że bratowa z bratem sobie poradzą z dzieckiem i nie będzie TAK źle, to mama (przy 10osobach, włącznie z moim narzeczonym) mówi wściekła i czerwona : "Tak, masz racje, źle to będzie Tobie". Zapadła cisza, narzeczony poprosił by mnie nie straszyć, a ja wyszłam i popłakałam się w łazience.
Gdyby tylko ona mogła się zmienić i cieszyć z małych spraw, z moich spraw, no ale jak się nie da, to trzeba przejść do podziemia ze swoimi przemyśleniami.
Anecznik a co twój narzeczony na to wszystko? Rozmawialiście na ten temat?
Narzeczony próbuje mnie pocieszać, że mama zawsze wróży katastrofy ,a życie się jednak układa i oczywiście bym się nie kłóciła bo mało czasu mi zostało w domu i za tym marudzeniem kiedyś mogę tęsknić.
On nigdy nie narzekał i nie nastawiał mnie przeciwko mamie, mimo że wielokrotnie mama krytykowała jego strój/fryzurę itp.
On się raczej nie wgłębia czemu u nas jest tak jak jest. Ma silną osobowość i z reguły nie przejmuje się czyimiś opiniami.
No to pogratulować faceta ![]()
Hmm...mama może martwi się o Ciebie, tylko wyraża to w taki a nie inny sposób. Może powiedz jej, że jesteś szczęśliwa z narzeczonym, że zmieniłaś się pod jego wpływem, bo chciałaś mu dogodzić i nie jesteś już tą samą córeczką..bo trochę tak jest, dopasowujemy się do swoich sympatii, czy tego chcemy czy nie..Jesteś po prostu inna, a mama tęskni za dawną córką....chyba ciężko jej przychodzi to, że niebawem opuścisz gniazdo...podaruj jej odrobinę czułości i zrozumienia , jak za dawnych lat..może tego jej brak.
podaruj jej odrobinę czułości i zrozumienia , jak za dawnych lat..może tego jej brak.
Czasymira czasami pewne rzeczy zachodzą w życiu za daleko i nie ma od nich odwrotu. Pewnie, że tak by było najlepiej tylko pytanie co w zamian dostanie anecznik. Kolejną porcję ,,złotych porad'' typu zostaw go. Ciężko jest się przełamać i okazywać czułość i zrozumienie człowiekowi który naszym zdaniem po prostu na to nie zasługuje.
Najlepiej byłoby się odseparować od matki, ale ja nie wiem czy Anecznik tego chce i potrafi to zrobić. Mam pytanie do autorki postu. Twoja mama lubi twojego narzeczonego ?
Przeczytaj cały wątek a wniosek może być tylko jeden ![]()
NIE.
Oczywiście, że moja mama nie lubi mojego narzeczonego. Gdyby lubiła i nie krytykowała nie miałabym problemu. Na szczęście przy nim rzadko to okazuje , do mnie praktycznie zawsze mówi jedynie krytycznie na jego temat.
Nie jest tak, że mama została w cieniu a ja mam bal - ona jest najważniejszą osobą w domu, ja pomagam codziennie, zakupy, sprzątanie, wożenie do pracy lub do koleżanek, oglądamy razem komedie, rozmawiamy, planujemy, ale zawsze ilość jej problemów mnie przytłacza a po chwili irytuje. To dla niej wszyscy najbardziej się staramy, jej prezenty są wybierane z ogromną dbałością, o jej akceptacje zawsze wszyscy w domu zabiegali.
Ona jest wspaniałą kobietą, kochaną, mądrą, dobrą, bardzo wymagającą, za co ją bardzo cenimy, ale ostatnio widzi wszystko w ponurych barwach.
Przeczytaj cały wątek a wniosek może być tylko jeden
NIE.
Może to zwykła zazdrość? Tak, niestety matki potrafią zazdrościć swoim dzieciom, czegoś czego same nie miały.
Skoro autorka pisze, że mama z ojcem nie żyją zbyt dobrze? Może zazdrości szczęścia córce...
Nie sądziłam, że aż tyle osób ma taki problem z matkami...a ja mogę się w końcu wygadać...
Moja matka jest również osobą zgorzkniałą, do tego manipulantką. Mój ojciec był alkoholikiem i dopóki żył, miałyśmy wspólny temat-jego nałóg, ich problemy, którymi ja byłam obarczana, za które czułam się winna i zobowiązana do pomagania na różne sposoby...Jako małe dziecko często było tak, że musiałam usypiać pijanego ojca, bo podobno tylko mnie słuchał, a dzięki temu że zawlekłam go spać, ie było w domu awantur. Do tego problemy finansowe - gdy brakowało pieniędzy, mama mnie wysyłała na pożyczki do rodziny, znajomych...nie wspomnę o zakupach, sprzątaniu...mimo, ze w domu był starszy brat, to ja byłam obarczana obowiązkami...Jako starsza nadal wysłuchiwałam narzekań na ojca oraz awantury, że nie oddaję całej wypłaty, gdy miałam już pracę (zaraz po szkole średniej poszłam do pracy). Gdy poznałam obecnego męża, zamieszkałam z nim szybko, ale nadal czułam się odpowiedzialna za sytuację rodziców, ojciec pił coraz bardziej, więcej, miał kilka prób samobójczych, po których mama wzywała mnie zamiast pogotowie. Dodam, że również zapędzili się w pułapkę kredytową, kilka razy ratowaliśmy ich z mężem z opresji, spłacając zadłużenie np za czynsz, bo groziła im eksmisja, to spłacając kredyty, nie wspominając o wsparciu w życiu codziennym, czyli zakupy, sprzątanie...zwłaszcza, gdy tata poważnie już zachorował i zmarł, mama wtedy przestała wychodzić z domu, co zganiała na złe fizyczne samopoczucie. Ja na dłuższą metę (mając swoją rodzinę, studia zaoczne i pracę) nie wyrabiałam fizycznie i finansowo w prowadzeniu dwóch domów. Postanowiliśmy sprzedac mieszkanie, w ktorym była mama i kupić większe, żeby zamieszkac razem. No i chyba niczego w zyciu bardziej nie żałuję, niż tego kroko...choć z drugiej strony nawet mieszkając osobno i tak zatruwała mi życie swoim gderaniem, narzekaniem, wymądrzaniem...Nie oczekuję wdzięczności, bo nie lubię akurat słów: wdzięczność i poświęcenie...Jeśli coś robię to dlatego, że tak uważam, a nie w oczekiwaniu na laury. Chciałabym tylko spokoju. Dużo by opisywać na temat zachowań mojej mamy, ale w tej chwili sytuacja wygląda tak, że mówię z nią tylko na tematy bieżące, typu co na obiad...Jeśli probuję z nią pogadać na jakieś poważniejsze sprawy, coś jej zwyczajnie opowiedzieć, od razu słyszę: bo to twoja wina..., bo ty zawsze...bo ty nigdy...nie słucha tylko nieustannie krytykuje, wymądrza się...twierdzi, że żyje dłuzej, wychowała nas dwoje to wie lepiej...to jeszcze nie jest najgorsze, można się uodpornić...ale boli jak ubliża...jestem dla niej nikim, stwierdziła, że moje wykształcenie i stanowisko uderzyły mi do głowy (do czego doszłam sama, własną pracą, nie pomogła mi w niczym), że jestem głupia, mogę nawet 100 szkół ukończyć...mojej córce powiedziała kiedyś, że ja bardzo chcę, żeby ona już zamknęła oczy. Obgaduje mnie wśród rodziny i znajomych naginając rzeczywistość w zależności od tego, z kim rozmawia i żeby siebie przedstawić zawsze jako ofiarę, potem narzeka, że nikt jej nie odwiedza, bo to rzekomo przeze mnie (nic dziwnego, skoro tak mnie reklamuje). Tłumaczę sobie, że to syndrom osoby współuzależnionej, przy mężu alkoholiku stała się ofiarą i nie umie żyć inaczej...ale jest ciężko, nie zawsze da się usprawiedliwić jej ciosy poniżej pasa. Nie wiem, czy ktoś to przeczyta, ale mnie trochę ulżyło...
Przeczytałam Joanno. Zapewne wiesz, że masz toksyczną matkę. Poczytaj (a może już to zrobiłaś) o tym zjawisku. Zrobiłaś ogromny błąd, przyjmując matkę pod dach. Tak się nie robi nawet z normalnymi matkami, bo zabija to w ludziach samodzielność. Natychmiast włącza się im tryb "robią za mnie, ja już nic nie muszę, ale mogę: pouczać". Matka widząc, że sobie radzisz lepiej od niej (nawet z ojcem), przerzuciła swoje obowiązki na ciebie, a sama powoli usuwała się w cień, nie porzucając roli głównego dyrygenta. Sprytnie pociągała za sznurki i pociaga, wykorzystywała i nadal to robi.
Matka była współuzależniona, ale ty też jesteś ( córka toksycznej matki i ojca alkoholika).
Dlaczego mąż nie odwiódł cię od tego kroku?
JoannaN1974, jesteś DDA, mama - współuzależnioną. Obie z doświadczeniami około-alkoholowymi zamieszkałyście pod jednym dachem. Co was różni? Twoja mama ocenia swe życie jako zmarnowane, jest w niej wiele żalu, goryczy, złości, upokorzenia i innych nieprzyjemnych uczuć. Ty - wyszłaś na prostą. Gdzieś pewnie jest z Ciebie dumna, ale skrywane przez lata uczucia nie pozwalają na dojście do głosu tej dumie. Myślę też, że Twoja mama po prostu zazdrości Tobie; zazdrości, że zrobiłaś to, czego ona nie umiała/nie była w stanie.
Współczuję wam obu.
Przeczytałam Joanno. Zapewne wiesz, że masz toksyczną matkę. Poczytaj (a może już to zrobiłaś) o tym zjawisku. Zrobiłaś ogromny błąd, przyjmując matkę pod dach. Tak się nie robi nawet z normalnymi matkami, bo zabija to w ludziach samodzielność. Natychmiast włącza się im tryb "robią za mnie, ja już nic nie muszę, ale mogę: pouczać". Matka widząc, że sobie radzisz lepiej od niej (nawet z ojcem), przerzuciła swoje obowiązki na ciebie, a sama powoli usuwała się w cień, nie porzucając roli głównego dyrygenta. Sprytnie pociągała za sznurki i pociaga, wykorzystywała i nadal to robi.
Matka była współuzależniona, ale ty też jesteś ( córka toksycznej matki i ojca alkoholika).
Dlaczego mąż nie odwiódł cię od tego kroku?
Niestety, zrobiłam ten błąd dużo wcześniej, kiedy jeszcze mieszkała sama, a nawet kiedy jeszcze ojciec żył...zawsze było mi jej żal, bo ciężko pracowała fizycznie, była schorowana i wiecznie zmęczona. Sama się oferowałam, żeby wyręczać. Wtedy myślałam, że robię dobrze, że pomagam, teraz wiem, że to był błąd. Gdy została sama, to nadal byłam na jej skinięcie i nie wyobrażałam sobie, że mogę inaczej. Decyzję o wspólnym zamieszkaniu podjęłam, ze względów ekonomicznych i - powiedzmy - czasowych. Jak wspominałam wcześniej, trudno mi było prowadzić dwa domy. jak to się mówi, gdybym miała te lata co kiedyś i ten rozum co teraz, wszystko wyglądałoby inaczej.
A dlaczego mąż mnie nie odwiódł od tego kroku? Doszliśmy do wspólnie do wniosku, że będzie ciężko, ale to wydawało się sensownym wyjściem, żeby nie być rozdartym na dwa domy. Właściwie skupiliśmy się na zaletach tej decyzji, a co do wad - wiedzieliśmy, że z mamą nie będzie łatwo, ale nie sądziłam, że do tego stopnia...
Dziękuję za odzew
JoannaN1974, jesteś DDA, mama - współuzależnioną. Obie z doświadczeniami około-alkoholowymi zamieszkałyście pod jednym dachem. Co was różni? Twoja mama ocenia swe życie jako zmarnowane, jest w niej wiele żalu, goryczy, złości, upokorzenia i innych nieprzyjemnych uczuć. Ty - wyszłaś na prostą. Gdzieś pewnie jest z Ciebie dumna, ale skrywane przez lata uczucia nie pozwalają na dojście do głosu tej dumie. Myślę też, że Twoja mama po prostu zazdrości Tobie; zazdrości, że zrobiłaś to, czego ona nie umiała/nie była w stanie.
Współczuję wam obu.
Dziękuję za odpowiedź. Potwierdziłeś to, do czego już jakiś czas temu doszłam. Tylko co dalej? ona jest tak już zafiksowana na sobie, jako ofierze, że gdybym jej zaproponowała jakąś terapię, to nie jestem pewna reakcji. Jej jest tak dobrze...zresztą kiedyś była może na dwóch spotkaniach dla współuzależnionych, ale podsumowała prowadzących i uczestników, że są głupi i co oni tam wiedzą, ona oczywiście przeszła najwięcej i przestała chodzić.
Chciałabym jakoś się uodpornić, skupić się na swojej rodzinie a mamę rozumieć a jednocześnie nie dać się prowokować...nie wiem, czy to możliwe i jak to zrobić...
Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza, mój mąż mnie wspiera, zawsze jest po mojej stronie, jednocześnie ma z moją mamą lepszy kontakt niż ja...ale od pewnego czasu ona również w nim dostrzega wroga, którego ja buntuję (może to wynik postępującej choroby, którą jest być może współuzależnienie)
Uświadomić sobie w wieku 60-70 lat, że można było żyć inaczej/lepiej/szczęśliwiej, nie jest rzeczą łatwą, dobrą, budującą, rozwijającą.
Z tego względu Twoja mama zaprzecza sensowności jakiejkolwiek terapii, spotkań ze współuzależnionymi. Taki opór jest rzeczą normalną i oczywistą u większości osób rozpoczynających terapię. By go przekroczyć, trzeba nie lada determinacji w walce z własnymi demonami.
Co możesz zrobić? Rozbrajać tę minę dobrocią, zrozumieniem i konsekwencją.
Początkiem jest... zrozumienie (między wiedzą a zrozumieniem jest spora odległość) przyczyn zachowania mamy, uporanie się (w trakcie własnej terapii) z własnymi trudnymi uczuciami dotyczącymi i alkoholizmu ojca, i współuzależnieniu mamy. Rozbrojeniem w opisanych przez Ciebie sytuacjach, są proste słowa skierowane do mamy: "Kocham Cię.". Bo przecież ją kochasz. Mimo.
Może wreszcie Twoja mama usłyszy i uwierzy w Twe słowa o miłości. Pamiętaj/wiedz, że one często, paradoksalnie, bardzo bolą.
Może mama czuje się niedowartościowana.Jak wyglądają jej relacje z twoim ojcem?
Przepraszam, że nie odpowiadałam, długo tutaj nie zaglądałam, miałam chwile załamania i przekonania, że i tak muszę sama sobie poradzić z moimi demonami...
Mój ojciec nie żyje, był alkoholikiem, w domu wieczne awantury, wyzwiska, czasem nawet bójki. Ja jako dziecko czułam się rozdarta, od czasów nastoletnich przez wiele, wiele lat nienawidziłam ojca. Dopiero po jego śmierci, jako dorosła kobieta z własną rodziną, gdy zostałam z mamą sam na sam, zaczęłam inaczej postrzegać ich małżeństwo, nałóg taty, zachowania mamy...Teraz dopiero dociera do mnie, że w dużej mierze to ona, systematycznie piorąc mi mózg i nastawiając mnie przeciwko ojcu, nauczyła go nienawidzić, a jednocześnie swoje problemy przelewała na mnie...to co teraz dzieje się między nami, to pokłosie tamtych lat, przeżytych w patologicznym związku i rodzinie...