Hej, moja dobra koleżanka ze studiów zwierzyła mi się ostatnio że jest DDA. Ma to zdiagnozowane oficjalnie po badaniach psychologicznych. Opiszę tylko to co wiem na podstawie tego co sama mi powiedziała, więc proszę o wyrozumiałość, jeśli info będzie niewystarczające.
Ona sama jest w moim wieku czyli ma 21 lat. Ma dwoje rodzeństwa: starszego brata (nie pamiętam ile ma lat) i siostrę (13 lat). Odkąd ona pamięta ich ojciec zawsze jak to stwierdziła "ciągnął z butelki". Śmierdział wódą i często po alkoholu bywał agresywny. Na szczęście dzięki mamie, która zawsze stanowiła tą rozsądną w rodzinie, nigdy do jakiegoś lania, katowania czy większej tragedii nie doszło. Niestety mama niniejszej rodzinki po 20 paru latach doglądania wszystkiego i opieki nad dziećmi sama się załamała. Stwierdzono u niej załamanie psychiczne które doprowadziło do alkoholizmu. Było to na tyle poważne, że rodzina oddała ją w grudniu na leczenie psychiatryczne, gdyż kobieta miewała myśli samobójcze.
Aktualnie sytuacja wygląda tak: brat najstarszy ma na wszystko wywalone, najmłodsza, z rodzeństwa 13 latka o chorobie matki nic nie wie, i to w sumie moja koleżanka tak praktycznie rzecz biorąc ma wszystko na głowie. Ona sama mówi że odkąd jej matka znalazła się w psychatryku to ona sama już powoli psychicznie wysiada. Nie ma już ochoty walczyć o normalną rodzinę. Ma strasznie zaniżoną samoocenę. Jak sama powiedziała: "nauczyła się już z tym żyć i innego życia po prostu nie zna". Z drugiej strony chyba jednak tak naprawdę szuka skoro zdecydowała się mi o tym powiedzieć, to chyba tak naprawdę szuka pomocy, przynajmniej ja tak to odbieram.
Jak jej pomóc kobitki? Osobiście sam trochę wiem na temat DDA gdyż moja mama z takiej rodziny pochodziła. Wiem jak wyglądają takie rodziny natomiast kompletnie nie mam pojęcia jak chociaż trochę wesprzeć moją koleżankę, pomóc jej
Wiem że nie ma co liczyć na cudy kiedy ona od małego wychowywała się w takim a nie innym środowisku, ale chciałbym cokolwiek zrobić, podbudować ją. Z drugiej strony prawienie przysłowiowego: "wszystko będzie dobrze" wydaje mi się być w tym przypadku tylko pustym frazesem, kiedy ona w tym "siedzi" i zmaga się z tym na co dzień. Najbardziej szkoda mi tego 13 letniego dzieciaka i jej samej, bo myśli że na nic już w życiu nie zasługuje. Czy ja jako ktoś obcy z zewnątrz mogę w ogóle coś pomóc czy tylko zaszkodzę? Radźcie kobitki!! ![]()